Wydrukuj

Z 8 medalami wraca z Szeged reprezentacja narodowa w sprincie

Siedem medali zdobywają sprinterzy i jeden medal wywalczyli parakajakarze. To dorobek polskiej reprezentacji Mistrzostw Świata w węgierskim Szeged. Podczas mistrzostw to nie medale były najważniejsze, ale kwalifikacje do przyszłorocznych Igrzysk Olimpijskich w Tokio, a których nasi kadrowicze przywieźli 7 oraz 3 w parakajakarstwie.

Tylko kanadyjkarzom z węgierskiego Szegedu udało się przywieźć ich komplet. Kajakarki wywalczyły 4. Kanadyjkarki wrócą z jedną, natomiast w najtrudniejszej sytuacji są kajakarze, którzy swojej szansy będą być może szukać w przyszłorocznym pucharze świata w Racicach.

Przejdźmy do medali.

Najwięcej medali zdobyły kajakarki, bo aż 4. Trzy srebrne i jeden brązowy. Jedno srebro wpadło do już pokaźnej kolekcji Marty Walczykiewicz. Medal Marty może cieszyć podwójnie, ponieważ Marta na początku roku zmagała się z kontuzją barku, która niestety wykluczyła ją aż na 2 miesiące z treningu. Po przepłynięciu mety tylko Lisa Carrington mogła być pewna wygranej, której tegoroczna forma była fenomenalna i wydawałoby się, że Nowozelandka startuje w innej lidze. Już w połowie dystansu nad rywalkami miała ponad 5- metrową przewagę. Marta po ogłoszeniu wyników mówiła, że to było najdłuższe 5 minut w jej życiu. Na szczęście, szczęśliwe dla nas, bo Marta tym srebrnym medalem znowu wraca na podium.

Od momentu kiedy trener stwierdził, że tylko ja jestem w stanie zdobyć kwalifikacje w konkurencji K1 200m, mój cel był jeden, miejsce w pierwszej piątce. Igrzyska Europejskie dały mi pozytywnego „kopa” i świadomość, że mogę to zrobić. Byłam świadoma, że jestem w dobrej formie, bo stoper nie kłamał, a i też moje odczucia. Nie ukrywam, że przed półfinałem miałam chwilę zwątpienia, ale mogłam wtedy liczyć na pomoc osób dla mnie ważnych. Po tym biegu wiedziałam, że w finale może być dobrze. Kolejny medal w kwalifikacjach olimpijskich, brzmi i wygląda ładnie. A mnie cieszy bardzo, szczególnie po tym, że pół roku temu nie wiedziałem czy nie będę musiała skończyć swojej sportowej przygody. Morał jest taki: trochę wiary w zawodnika i można wszystko!!! – komentowała Marta swoją wywalczoną kwalifikację.

Kolejny srebrny medal padł łupem Justyny Iskrzyckiej w jedynce na 1000 metrów. Justyna swój wyścig rozegrała jak zwykle świetnie. Świetnie, bo nas już do tego przyzwyczaiła, może jeszcze nie na jedynce, ale to ona była szlakową dwójki z Pauliną Paszek, z którą ostatnie 2 lata z rzędu na tym dystansie przywoziły medale. Justyna startowała również w K1 na 500 metrów, w której zabrakło jej tak naprawdę troszkę szczęścia. W kolejnym półfinale, teoretycznie mocniejszym, w którym płynęła Lisa Carrington i Danuta Kozak, czas jaki popłynęła dawał jej finał A, a w nim mogłoby się zdarzyć wszystko, bo taki jest sport, nieprzewidywalny i za togo kochamy. Czas z jakim Justyna wygrała finał B dawał jej 3. miejsce w finale A.

Tegoroczne Mistrzostwa Świata były dla mnie zupełnie nowym wyzwaniem. Pierwszy raz mogłam sprawdzić swój indywidualny poziom na tak ważnej imprezie. Z obu startów jestem bardzo zadowolona. Nie tylko z lokat, które zajęłam, ale także ze zdobytego doświadczenia. Wiadomo, że pozostał mały niedosyt po półfinale K1 500 m, gdyż tylko 0,03 sekundy zabrakło do awansu do Finału A. Z tym małym niedosytem wystartowałam w Finale B, gdzie dałam z siebie wszystko, co mogłam i tym samym wywalczyłam 1. miejsce. Jest to dobry wynik, zwłaszcza biorąc pod uwagę fakt, że był to mój debiut na K1. Na osłodę pozostał mi srebrny medal, w również debiutanckiej dla mnie konkurencji K1 1000 m, który sprawił mi ogromną radość – mówiła Justyna po wyścigu.

Ostatnim srebrnym medalem dla kobiet był medal dla dwójki na 500 metrów Karoliny Naja i Anny Puławskiej. Te dwie ostatnie płynęły również w osadzie K4 z Katarzyną Kołodziejczyk i Heleną Wiśniewską i także z wywalczonym miejscem na podium, choć tym razem z brązem. Nasze już eksportowe osady, połączone: młodość z rutyną, jak zwykle stanęły na wysokości zadania.

To były dla mnie bardzo udane zawody, nie mogę uwierzyć, że jestem wicemistrzynią świata oraz brązowa medalistką. Jednak wiem, że to już historia i to już było. Teraz trzeba wrócić do treningów i dalej ciężko pracować, by ten poziom utrzymać, bądź jeszcze poprawić, ponieważ konkurencja nie śpi. Wyścig K2 oceniam bardzo dobrze, gdyż były to pierwsze zawody międzynarodowe, na których popłynęliśmy tę osadę. Wiedziałyśmy, że stopery nie kłamią i że jest dobrze, ale nie wiedziałyśmy, na ile konkurencja będzie przygotowana. Myślę, że popłynęliśmy swój wyścig i dało nam to drugie miejsce. Ogromnie się cieszę, ale również pokora, która towarzyszy mi w tym sezonie, a także wielka radość również z kwalifikacji olimpijskiej dla Polski, która daje przepustkę dla zawodników na Igrzyska Olimpijskie za rok, więc teraz nic nie pozostaje, jak tylko ciężko trenować, trzy razy mocnej niż inni. Wyścig K4 był równie udany, wiedziałyśmy, że będzie ciasno w finale, ponieważ po przedbiegach i półfinałach było od razu widać, że czwórki są dobrze przygotowane. Jest to najważniejsza osada do kwalifikacji, bo robi ją najwięcej osób. W tym finale pojechałyśmy to, na co byłyśmy przygotowane i super, że udało się wyprzedzić Nowozelandki, dzięki temu brązowy medal należał do nas. Zatem powtórzyłyśmy swój wynik z zeszłego roku i tym samym potwierdziłyśmy, że coś znaczymy na arenie światowej. Dlatego teraz z optymizmem patrzę w przyszłość i wiem, że ciężka praca, wiara i świadome treningi przyniosą efekty na najważniejszych zawodach. Teraz chwila przerwy i już w ten weekend na poznańskiej Malcie odbędą się Mistrzostwa Polski seniorów, na których również będę chciała zaprezentować swój poziom – mówiła Anna Puławska.

Z kompletem kwalifikacji wyjeżdżają kanadyjkarze. Na wyżyny swoich możliwości wspiął się Tomasz Kaczor w swojej koronnej konkurencji C1 1000 metrów, który po nieciekawie zapowiadającym się początku sezonu zapewnił sobie z przytupem nie tylko kwalifikację ale też w świetnym stylu zdobył srebrny medal.

Wpływając w blok startowy nie czułem nic, głowa była tak spokojna jak nigdy. Jedyne co mi przeszło przez myśl, to że jadę po swoje. Blok opadł i jedyne co pamiętam z biegu, to to, że liczyłem co 100 metrów ile zostało dystansu do mety. Na 250 m powiedziałem sobie: „Tomek jeszcze nie, teraz za wcześnie, jest pod wiatr”. Minęło 200 m i postanowiłem ruszyć, co zaowocowało medalem. Moje przygotowania do sezonu w tym roku różniły się od poprzednich przez to, że zmieniłem wszystko, co robiłem do tej pory – mówi Tomasz Kaczor.

Kolejną kwalifikację wywalczyli kanadyjkarze: Michał Kudła i Mateusz Kamiński, którzy przypłynęli na 6. miejscu w C2 1000 metrów, wracając tym samym do starego ustawienia, bo w tym składzie startowali również w Rio. W poprzednim sezonie Mateusz z Vincentem Słomińskim zajęli 4. miejsce w MŚ w tej samej konkurencji.

Przypłynęliśmy na 6. miejscu i zdobyliśmy kwalifikację olimpijską, co było najważniejszym celem. Rywalizacja była na dużo wyższym poziomie niż przed rokiem, gdzie nie było tegorocznych złotych i brązowych medalistów. O poziomie startujących świadczą czasy jakie trzeba było uzyskać, aby wejść do finału. Nigdy w historii tyle osad nie pływało w takim tempie. Poziom świata idzie cały czas do góry, ale my zabieramy się razem z nim – tak komentuje swój start Mateusz Kamiński.

Kolejnym medalem był medal Arsena Śliwińskiego i Michała Łubniewskiego, a oni już nas przyzwyczaili, że z każdych zawodów wracają z medalem. Tym razem również dokonali tej sztuki i przywieźli srebrny medal, niestety na nieolimpijskim dystansie 200 metrów. Uzyskana kwalifikacja dla kraju w C2 1000 metrów przez Michała i Mateusza tylko podkręci rywalizację wśród kanadyjkarzy o miejsca w samolocie do Tokio.

Bez kwalifikacji, ale za to z jednym srebrnym medalem, do końca mistrzostw dobrnęli kajakarze. Bartosz Grabowski, nasz młody mistrz świata i Europy, w połączeniu z Piotrem Mazurem stworzyli świetny duet. Dobry start i rozpęd w drugiej części dystansu prawie pozwolił na sięgnięcie po złoto. Prawie, bo zabrakło do niego 5 setnych sekundy.

Start uważam za bardzo udany, pomimo krótkiego okresu, bo z Piotrem wsiedliśmy pierwszy raz do K2 dwa tygodnie temu. W finale nie popełniliśmy żadnego błędu, co dało nam wicemistrzostwo świata. Liczyliśmy na wiatr w plecy, ale trafiliśmy pod wiatr. Dzięki Piotrowi, który bardzo dobrze rozłożył nasz bieg, mogłem dać z siebie 100%, co zaowocowało srebrnym medalem. Uważam, że tak mała przegrana z byłymi mistrzami olimpijskimi na tym dystansie pokazała, że nasza osada ma duży potencjał – powiedział po wyścigu Bartosz Grabowski.

Najbliżej sięgnięcia po kwalifikację na igrzyska był Paweł Kaczmarek w K1 200 metrów i Rafał Rosolski w K1 1000, którym zabrakło jednego miejsca do upragnionego finału. Teraz czas na wyciągnięcie wniosków i poszukania kolejnej szansy do samolotu odlatującego do Tokio.

Tym razem bez medalu wróciły z mistrzostw kanadyjkarki. Dorota Borowska w C1 200 zajęła 6. miejsce. Dobra postawa i powtarzalność Doroty Borowskiej cieszy, bo przypomnijmy Dorota w tym sezonie została mistrzynią świata i Europy do lat 23 oraz przywoziła medale z każdej imprezy międzynarodowej, w tym też z dwójki z Sylwią Szczerbińską. Trochę może i zabrakło szczęścia, albo zadecydowała dyspozycja dnia, bo do medalu naprawdę zabrakło niewiele. Za to jest kwalifikacja w C1 200, ponieważ zawodniczka z Chile uzyskała ją w C2 500 i tym sposobem kolejne miejsce przypadło w udziale Dorocie. C2. w którym płynęła Sylwia Szczerbińska i Julia Walczak, odnotowało tym razem słabszy wynik nie kwalifikując się do finałów na 200 i 500 metrów.

Kwalifikacje do Tokio też uzyskali parakajakarze. Jakub Tokarz wywalczył brązowy medal w kanadyjce VL2, co prawda nie w swojej koronnej kajakowej konkurencji KL1, gdzie zajął 4. miejsce, a w której również uzyskał kwalifikację olimpijską. Trzecią kwalifikację uzyskała Katarzyna Sobczak, świeżo upieczona mistrzyni Europy, zajmując 5. miejsce w finale.

Możliwość zdobycia kolejnej kwalifikacji na IO odbędzie się w przyszłym roku w maju lub czerwcu w Duisburgu i też w Racicach. Niektórzy już mogą spokojnie się przygotowywać do Igrzysk Olimpijskich w Tokio, a inni muszą o nie jeszcze powalczyć.

Miejsca w finałach A wywalczyli jeszcze: Wiktor Głazunow, któremu niewiele do medalu zabrakło w kanadyjkowej jedynce na 500 metrów, przypłynął na 4. pozycji. Z dobrej strony pokazała się Magda Stanny, która z roku na rok robi postępy i tym razem zajęła wysokie 6. miejsce w C1 na 500 metrów oraz młody gorzowianin Przemysław Korsak, który świetnie popłynął w półfinale i przebojem wdarł się do finału zajmując w nim 9. lokatę. W nim niestety zabrakło trochę doświadczenia, ale i tak może być z siebie dumny. Na 9. miejscu ukończył swój wyścig Tomasz Barniak w C1 200 metrów.

Sezon dobiega już końca, jeszcze tylko przed zawodnikami start w Mistrzostwach Polski Seniorów na poznańskiej Malcie i można się będzie udać na zasłużony wypoczynek przed jakże ważną imprezą czterolecia, jaką będą Igrzyska Olimpijskie w Tokio.

BSK

Foto: FB: Women’s Polish Canoe Team i oficjalne profile zawodników.