Wydrukuj

Wywiad z Natalią Pacierpnik

Natalia Pacierpnik reprezentuje klub KKK Kraków, brązowa medalistka indywidualnie w młodzieżowych ME w Liptowskim Mikulaszu w 2009 r., srebrna medalistka w zespole 3 x K1 Mistrzostw Europy w 2010 r. w Bratysławie oraz srebrne podium także w drużynie ME w Markkleebergu w 2015 r. Finalistka IO w Londynie w 2012 r. – 7. miejsce. Olimpijka z Rio w 2016 r. z 11. lokatą. Mistrzyni Polski w latach 2006-2008, 2010-2012, 2015, 2017 i w 2019 r.

Natalia swoje przygotowania do nowego sezonu zaczęła od rekonesansu olimpijskiego, po tym jak we wrześniowych Mistrzostwach Świata w slalomie kajakowym w hiszpańskim Seu d’Urguell wywalczyła kwalifikację olimpijską dla Polski zajmując 23. miejsce. Do Tokio poleciała na test olimpijski na dwa tygodnie w październiku 2019 r. Zawodnicy mieli czas zarówno na zwiedzenie, jak i na trening, bo przecież po to tam pojechali. W trakcie sesji treningowych mieli okazję zapoznać się ze specyfiką olimpijskiego toru slalomowego.

Natalia opowiedz jak wyglądał wasz pobyt w Japonii na teście olimpijskim?

Trenowaliśmy po dwa razy dziennie na torze, a w weekend odbyły się dwa starty. Staraliśmy się wykorzystać na maksa treningi, aby jak najlepiej poznać i opływać wodę. Tor bardzo przypomina ten w Rio de Janeiro, ale chyba jest troszkę trudniejszy. Na torach olimpijskich jest możliwość zmieniania ustawień wody poprzez przesuwanie figur (niebieskie klocki), jest to szybki i prosty system. Sam obiekt jest położony w bardzo pięknym miejscu przy parku oraz nad zatoką, przy dobrej widoczności widać Wulkan Fuji. Organizacja Testu Olimpijskiego przebiegła na wysokim poziomie tak, jak ma być podczas Igrzysk. Japończycy z natury są bardzo uprzejmi i chętni do pomocy. Nasza reprezentacja mieszkała 10 minut autem od toru w bardzo dobrym hotelu.

Czy poza zapoznaniem się z infrastrukturą toru udało wam się coś ciekawego zwiedzić?

Tak. Oprócz treningu zwiedzaliśmy Tokio. Miasto to zrobiło na mnie ogromne wrażenie, oczywiście pozytywne. Przemieszczaliśmy się metrem, najszybszym i chyba najtańszym środkiem transportu w Tokio. Udało nam się zobaczyć kilka starych świątyń, gdzie na tle betonowej dżungli stanowi to nietypowy i wyjątkowy kontrast. Cieszę się, że mogłam tam być.

Jak wyglądały Twoje przygotowania po powrocie z Japonii?

Po powrocie z Japonii mieliśmy kilka razy zgrupowanie w Londynie na torze olimpijskim, gdzie Brytyjczycy, mając możliwość przesuwania figur, ustawili bardzo podobną konfigurację wody do Tokio, więc był to dodatkowy plus, ponieważ mogliśmy trenować pod IO.

Wszystkie zgrupowania odbywały się zgodnie w wytyczonym planem?

Moje przygotowania do sezonu do 13 marca szły zgodnie planem. Zrealizowałam wszystko to, co miałam w planie.

Gdzie byliście, gdy została ogłoszona decyzja o kwarantannie i wszystkie zgrupowania zostają przerwane?

Akurat byliśmy na zgrupowaniu w Londynie, gdzie miały się odbyć Mistrzostwa Europy w połowie maja, kiedy ogłoszono, że zamykają granice. W piątek po wieczornym treningu dowiedzieliśmy się o tym, że z soboty na niedzielę odwołują wszystkie loty do Polski. Zgrupowanie miało być do środy, więc pan wiceprezes Bogusław Popiela razem z PZKaj., w przeciągu dosłownie godziny zorganizowali nam powrót do domu na sobotę rano tak, abyśmy mogli wrócić jeszcze przed obowiązkową kwarantanną. Za co chciałabym bardzo podziękować, że tak szybko ściągnęli nas do Polski. Nie moglibyśmy przedłużyć zgrupowania tak, jak to zrobiła kadra kobiet w sprincie. Tor w Londynie został także po kilku dniach zamknięty.

Jesteś też matką, czy powrót po ciąży był dla Ciebie łatwy? Jak godzisz rolę matki i zawodowej sportsmenki? Kto zajmuje się Twoją córką podczas, gdy Ty przebywasz na zgrupowaniach, teraz mieliście zgrupowania np. w Londynie?

Długo się zastanawiałam czy wracać do sportu po urodzeniu dziecka. W decyzji pomogli mi jak zawsze rodzina oraz rodzice, którzy powiedzieli, że pomogą, żebym zawalczyła o IO w Rio. W grudniu 2013 r. urodziłam, a w kwietniu 2014 r. byłam już w reprezentacji. Muszę także dodać, że decyzję o powrocie ułatwił mi prezes mojego klubu Zbigniew Miązek, który powiedział, że klub mnie wesprze finansowo, za co także dziękuję. Bycie mamą i zawodowa sportsmenką nie jest łatwe. Wszystko jest do pogodzenia, dzięki temu, że zabieram Zuzię na zgrupowania. Córka jest bardzo otwartą osobą oraz nawiązuje szybko nowe znajomości. Mam nadzieję, że kiedyś w polskim sporcie, będzie taki zapis, który będzie wspierał takie osoby jak ja, aby sportsmenki nie musiały rezygnować z kariery lub zwlekać z założeniem rodziny.

Po powrocie z Londynu do kraju odczekałam ponad tydzień zanim pojechałam po córkę, która jest pod opieką moich rodziców, podczas gdy ja jestem na wyjazdach. Jeśli warunki pozwalają zawsze Zuzię ze sobą zabieram. Czasem ktoś z rodziny ze mną jeździ, a czasem organizuję opiekę na miejscu. Są to spore dodatkowe koszty, jeśli zabieram córkę i kogoś z rodziny do opieki na zgrupowania. Mam to szczęście, że rodzice zawsze mi pomagają, bez ich pomocy byłoby trudno. Zuzia jest bardzo wyrozumiała i mądra, rozumie, że mama musi wyjechać, ale rozstania nigdy nie są łatwe.

Jak teraz trenujesz, co robisz podczas kwarantanny?

Jeśli chodzi o treningi, to są one dość okrojone. Kilka razy udało nam się pójść na tor slalomowy, a tak w miarę możliwości schodzę na płaska wodę. Siłownię „robię” w domu. Mam nadzieję, że powoli wszystko się w miarę unormuje i będziemy mogli wrócić na tor. Slalomiści bardzo tego potrzebują, żebym mieć cały czas kontakt z płynącą wodą i bramkami.

Jakie uczucia towarzyszyły Tobie kiedy dowiedziałaś się, że Igrzyska i wszystkie inne starty, w tym też eliminacje krajowe i puchary świata, są zawieszone lub przełożone na termin późniejszy?

Oczywiście trzeba było zmienić cały plan przygotowawczy. Na chwilę obecną nie ma głównej imprezy w tym roku, więc trzeba się skupić na Igrzyskach, które – jak wiadomo – zostały przełożone o rok. Mam cichą nadzieję, że może w sierpniu lub wrześniu jakieś Puchary Świata się odbędą, no i oczywiście może jakieś zawody w Krakowie. Będąc jeszcze w Londynie, liczyłam na to, że Igrzyska jednak odbędą się w tym roku, gdzieś w październiku. Wpływu na decyzję nie miałam żadnej, wszyscy sportowcy są w tej samej sytuacji. Można powiedzieć, że dostałam rok w gratisie na jeszcze lepsze przygotowania. Co prawda trzeba będzie się przeorganizować na wielu płaszczyznach, jednak wszystko jest to zrobienia.

Są też dobre strony kwarantanny, nadrabiasz czas z bliskimi?

Taka izolacja dla sportowca jest czymś zupełnie nieznanym. Byliśmy w okresie mocnych treningów 2-3 razy dziennie przez 7 dni w tygodniu. Ciągłe wyjazdy, życie na walizkach i nagle trzeba troszkę zwolnić, człowiek nie może znaleźć sobie miejsca w domu. Chyba tak długo w domu byłam, jak byłam w ciąży, ale jest to dobry czas na nadrobienie zaległości i bycie z córką. Wykorzystuję ten czas na maksa. Szukam pozytywnych stron tej sytuacji. Nie oglądam wiadomości, nawet nie mam odbiornika telewizyjnego, więc nie zaprzątam sobie głowy negatywnymi rzeczami.

Czego Tobie życzyć?

Ja sobie życzę zdrowia, to jest teraz najważniejsze. A jak będzie zdrowie, to będzie wszystko.

Przyłączam się do życzeń.

Beata Sokołowska-Kulesza

Fot.: archiwum N. Pacierpnik