Wydrukuj

W natłoku zajęć

Ostatnie miesiące były dla Beaty Mikołajczyk wyjątkowo pracowite. Mimo kilkutygodniowego rozbratu z wiosłem kajakarka zjeździła tysiące kilometrów i odbyła dziesiątki spotkań. W rozmowie opowiada o igrzyskach i tym co działo się u niej po powrocie z Wysp.

 

 

Jak wspominasz Londyn?

– Organizacyjnie wszystko było w porządku, chociaż w stosunku do Pekinu nic mnie tam nie powaliło. W Chinach wioska, tor, ceremonia otwarcia, wszystko było niesamowite, a w Anglii po prostu perfekcyjnie zorganizowane. Inaczej było jeśli chodzi o moje nastawienie. Przyjechałam na Wyspy całkowicie spokojna i udało mi się utrzymać ten stan do dnia finałów. Wcześniej przed startem pojawiało się napięcie, szybsze bicie serca. W Londynie była cisza i oczekiwanie na start.

 

 

Jak myślisz, skąd się to wzięło?

– Myślę, że osiągnęłam pewien etap w rozwoju sportowym kiedy jest się pewnym swojej formy. Przed igrzyskami czułam, że jestem świetnie przygotowana i myślałam tylko o tym, by jak najszybciej stanąć w torze i pokazać wszystkim jak szybko pływam. W pewnym momencie zaczęłam się niepokoić czy nie jestem zbyt spokojna, ale okazało się, że obawy były zbyteczne.

 

 

A co powiesz o samych wyścigach?

– W finale czwórek dałyśmy z siebie wszystko i popłynęłyśmy na 100 procent naszych możliwości. Wynik końcowy w postaci czwartego miejsca uważam za bardzo dobry. W dwójce było podobnie, ale skończyło się na podium. Po zdobyciu medalu miałam ochotę wyściskać Karolinę siedząc jeszcze w łódce, a to jak wiadomo mało możliwe. To były niesamowite emocje.

 

Co robiłaś po powrocie z igrzysk?

 – Miałyśmy z Karoliną masę spotkań. W zasadzie wciąż przyjmujemy kolejne zaproszenia. Byłyśmy na spotkaniu z parą prezydencką, premierem i ministrem sportu. Ja miałam też wizytę  u prezydenta Bydgoszczy. Poza tym odbyłyśmy liczne spotkania z kibicami w szkołach, szpitalach, a nawet w ośrodkach wychowawczych i aresztach. Brałyśmy też udział w Wielkim Meczu TVN-u i konferencji Lotto Mistrzowie Sukcesu.

 

 

Po drodze jeszcze startowałyście. Gdzie?

– W sierpniu miałyśmy mistrzostwa Polski, a po nich Akademickie Mistrzostwach Świata w Kazaniu. Po tych zawodach wzięłam rozbrat z wiosłem, które powędrowało do szafy na trzy tygodnie. Pod koniec września, na tydzień przed Wielką Wioślarską, zaczęłam znów schodzić na wodę, a po zawodach zrobiłam sobie jeszcze tydzień wolnego.

 

 

Teraz już wróciłaś do treningów. Od kiedy?

– Od 8 października jestem w ciągłym, systematycznym treningu. Cały czas jeżdżę jeszcze na spotkania, także łączę sport z miłymi obowiązkami. Jeśli wyjazd jest jednodniowy, trening robię wcześnie rano. Jeśli trwa dłużej, ćwiczę na miejscu. Bieg czy siłownię można zrobić praktycznie wszędzie.

 

 

 

A co ze szkołą?

– Po drodze musiałam jeszcze pozałatwiać sprawy na uczelni. Miałam do nadrobienia cztery zaległe przedmioty z poprzedniego semestru. Zdałam wszystkie we wrześniu, a później czekałam na termin obrony pracy magisterskiej. 17 listopada miałam egzamin i obroniłam się na piątkę. W międzyczasie zdałam też w Olsztynie egzamin na instruktora kajakarstwa.

 

 

A z urlopem?

– Pod koniec października pojechałyśmy z Karoliną na tydzień do Egiptu. To był czas kiedy zaczęłyśmy już przygotowania, stąd codziennie o 6.30 robiłyśmy godzinę biegu. To był jedyny moment kiedy pozwalała na to temperatura. O 7.30 było już zwykle ponad 30 stopni.

 

 

Na zakończenie. Jakie masz najbliższe plany treningowe?

 – Wciąż pływam, chociaż oczywiście nie tak dużo jak w sezonie. Do tego dochodzą standardowe zajęcia jesienne czyli biegi, siłownia i basen pływacki. Plan dostaję od trenera kadry i sumiennie go wykonuję. Byłam już na jednym zgrupowaniu w Poznaniu, a w grudniu wybieram się w góry, żeby trochę pobiegać na nartach. (tp)