Wydrukuj

W czwartek w Augsburgu rusza PŚ w slalomie. Walka o punkty i igrzyska

Cztery dni rywalizacji na legendarnym torze w Augsburgu czekają polskich kajakarzy slalomowych. Już w czwartek w Niemczech rozpocznie się pierwszy w tym sezonie Puchar Świata. Dla biało-czerwonych będzie to walka nie tylko o pucharowe punkty, ale i „oczka” do krajowego rankingu olimpijskiego, który wyłoni reprezentantów na igrzyska w Paryżu.

Ostatnie tygodnie są bardzo intensywne dla biało-czerwonych. Po zakończeniu krajowych kwalifikacji do kadry narodowej, które odbywały się w Bratysławie i Krakowie, polska reprezentacja wspierana przez PGE Polską Grupę Energetyczną S.A. wzięła udział w mistrzostwach Europy w Lublanie. Na słynnym torze Tacen nie zawiodła Klaudia Zwolińska. Liderka naszej kadry zaliczyła perfekcyjny przejazd w swojej koronnej konkurencji K-1 i z dużą, blisko pięciosekundową przewagą nad resztą stawki sięgnęła po swój pierwsze w karierze indywidualne złoto ME. Zwolińska zakończyła mistrzostwa z dorobkiem dwóch medali, gdyż na inaugurację imprezy w Słowenii zgarnęła srebro w nowej konkurencji kayak cross sprint, będącej wcześniej jedynie próbą czasową i kwalifikacją do głównej rywalizacji w kayak crossie. W tym sezonie w Pucharze Świata nie zobaczymy rywalizacji w tej formule, jak również konkurencji zespołowych, ale nie zabraknie okazji do wywalczenia trofeów.

Pierwsza z nich pojawi się już od czwartku w Augsburgu. W niemieckiej Saksonii stawką dla Polaków będą przede wszystkim miejsca w składzie na igrzyska. Wciąż sprawą otwartą pozostaje bowiem kwestia wyłonienia zawodników, którzy będą nas reprezentować w Paryżu.

– Zawodnicy będą punktować od półfinałów, a za finały czy miejsca medalowe dostaną dodatkowe „oczka”. W C-1 kobiet, gdzie mamy przyznane miejsce w ramach relokacji z rankingu światowego, to między Klaudią Zwolińską a Olą Stach rozstrzygnie się kwestia miejsca na igrzyska  – przedstawia Jakub Chojnowski, trener główny reprezentacji Polski w slalomie kajakowym i kayak crossie.

Do kadry po ME w Lublanie wraca Mateusz Polaczyk. Mistrz Starego Kontynentu w K-1 z 2017 roku odpuścił start w Słowenii, żeby jeszcze lepiej przygotować się do decydującej walki o igrzyska. Dla Polaczyka to walka o drugi, po Londynie w 2012 roku, wyjazd olimpijski. Partnerami Polskiego Związku Kajakowego są Lotto i Suzuki Motor Poland.

– Wszystko było dużo wcześniej zaplanowane, nawet miałem szczęście, że rezygnując z wyjazdu do Słowenii, mogłem potrenować w spokojnych warunkach. Wszyscy startujemy, każdy ma szansę i po MŚ trzeba postawić kropkę nad „i”. Miejsce na poprzednie igrzyska w Rio de Janeiro i Tokio przegrałem w głupi sposób, dlatego nie chcę popełnić kolejnych błędów. Igrzyska to wisienka na torcie w slalomie, sam udział w nich jest wielką sprawą – mówi Polaczyk, który uważa, że lokalizacje najbliższych PŚ nie będą szczególnym atutem dla któregokolwiek z kajakarzy. – Swój pierwszy finał PŚ w ekipie seniorskiej miałem właśnie w Augsburgu, z Pragi również przywoziłem medale MŚ czy ME. To miejsca, które znam dobrze zarówno ja, jak i Darek Popiela z Michałem Pasiutem. To dwa różne tory i zobaczymy, kto będzie miał „dzień konia”. W Augsburgu trzeba jechać z dozą ostrożności – przypomina 35-latek.

Początek czterodniowego PŚ w Augsburgu w czwartek, 30 maja.

Artur Kluskiewicz, Biuro Prasowe PZKaj
fot. Rafał Oleksiewicz/archiwum PZKaj