Wydrukuj

Smoki po Mistrzostwach Świata

W MŚ smoczych łodzi w Poznaniu nasza reprezentacja wywalczyła osiemnaście medali. O selekcji zawodników, organizacji regat i smokach na świecie opowiada Artur Dyjewski, zawodnik i trener reprezentacji.

 

Trudne wybory

– Zawodników do startu w Poznaniu wybraliśmy z najmocniejszych klubów w Polsce. Nie była  to prosta sprawa, bo nie robimy wspólnych zgrupowań i nie ma możliwości, żeby w stu procentach wyselekcjonować najlepszych. Zawsze gdzieś znajdzie się jakiś talent, którego się nie dostrzeże, robiliśmy jednak co w naszej mocy. Dla przykładu pojechałem na weekend do Gdańska i obserwowałem trening, a po nim wraz z kapitanem klubowym Łukaszem Wojdą zrobiliśmy selekcję do MŚ. Co ciekawe do pierwszego składu nie weszło kilku zawodników uznawanych za jednych z mocniejszych w klubie. Okazało się, że nie pasowali do osady stylem i techniką wiosłowania. W Warszawie zadanie było prostsze, bo wybierałem spośród ludzi ze Spójni z którymi na co dzień trenuję. Wiem jak kto pływa i za ten wybór ręczę. W tym roku pomogli nam też profesjonalni kanadyjkarze, którzy sami zgłaszali się do startu. Z listy wybrałem tych którzy byli najmocniejsi i odpowiadali stylem wiosłowania.

 

Na pełen etat

– Największą grupę w naszej reprezentacji stanowiła ekipa masters. Na świecie bywa z tym różnie, szczególnie tam gdzie smocze łodzie to dyscyplina narodowa. W krajach azjatyckich na smokach pływają profesjonaliści i normalnie żyją z tego tak jak u nas najlepsi kajakarze czy wioślarze. Rozmawiałem z zawodnikami z Filipin, którzy opowiadali, że część ich składu to żołnierze. Ta grupa jest skoszarowana w ośrodku nad akwenem i na co dzień zajmuje się wyłącznie treningiem. Kiedy przykładowo my w Warszawie trenujemy na łodziach cztery razy w tygodniu, oni schodzą na wodę czasem dwa razy w ciągu dnia.

 

Bezbłędna organizacja

– Z kimkolwiek rozmawiałem każdy wychwalał organizację zawodów. Jeździmy po świecie, startujemy na różnych torach, ale trudno tu o jakiekolwiek porównanie do Malty. Organizację regat przyznaje ICF (Międzynarodowa Federacja Kajakowa), która jest znacznie bardziej profesjonalna niż IDBF (Międzynarodowa Federacja Smoczych Łodzi) i wymaga zdecydowanie więcej od organizatora. Poznań sprawdził się tu doskonale. Dzięki PZKaj i Prezesowi Bejnarowiczowi mogliśmy wystawić też liczną reprezentację i obsadzić większość konkurencji. Związek zorganizował nocleg i wyżywienie dla grupy juniorów i seniorów, a mastersom opłacił startowe oraz zapewnił koszulki. Zawody poszły nam świetnie, chociaż mamy lekki niedosyt. Żałuję, że nie wystawiliśmy dwudziestki seniorów na pięćset metrów, bo chłopaki byliby w stanie powalczyć o zwycięstwo. Mogliśmy też zdobyć więcej medali w wyścigach na dwa kilometry. (TP)