Wydrukuj

Slalom na igrzyskach w Londynie

W zawodach olimpijskich Mateusz Polaczyk zajął czwarte miejsce w K1 M, Natalia Pacierpnik siódme w K1 K, kanadyjkarze Marcin Pochwała i Piotr Szczepański byli piąci w C2, a Grzegorz Kiljanek dziewiąty w C1. O podsumowanie występu grupy w Londynie poprosiliśmy Janusza Żebrackiego, trenera kadry slalomu.

 

 

Punktowo najlepiej od Barcelony

– W Londynie zdobyliśmy 11 pkt. olimpijskich – to najlepszy wynik od igrzysk w 1992 roku – jednak nasz plan minimum był wyższy. Zakładaliśmy przynajmniej jeden medal, a na cztery starty zdobyliśmy trzy miejsca w finałach. Mamy niedosyt, bo apetyty na podium, szczególnie po przejazdach półfinałowych, były duże. Ostatecznie zawodnicy z mojej grupy wywalczyli 4, 5, 7 i 9 miejsce co oceniam pozytywnie, chociaż podkreślam, że liczyliśmy na więcej.

 

Do finałów zgodnie z planem

– Od kwalifikacji wszystko układało się tak jak zaplanowaliśmy i każda z osad bez kłopotu awansowała do półfinału. Tam w trzech konkurencjach tj. K1 K, K1 M i C2 M pojechaliśmy znakomicie i zawodnicy z wysokich lokat zakwalifikowali się do finałów. Ta sztuka nie wyszła nam tylko w C1. Grzegorz Kiljanek miał czwarty czas, ale na trasie złapał cztery punkty karne przez co został sklasyfikowany na 9 miejscu, pierwszym poza stawką finałową.

 

 

Krok od sukcesu

– W finałach niestety nie pojechaliśmy idealnie, a tylko takie przejazdy dawały szanse na podium. Dziś, po spokojnej analizie, mamy świadomość, że w każdej z konkurencji medale były w naszym zasięgu, jednak stres i napięcie spowodował, że popełniliśmy drobne błędy techniczne. Poziom zawodów był bardzo wysoki, a wyniki wyśrubowane, a mimo to nawiązaliśmy wyrównaną walkę z czołówką. Niestety, do pełnego sukcesu odrobinę zabrakło.

 

 

Presja igrzysk

– Wszyscy, może poza Marcinem Pochwałą dla którego były to kolejne igrzyska, odczuli mocno presję związaną z wyjątkowym charakterem imprezy. Największe obciążenie pojawiło się przy biegach kwalifikacyjnych, ale później, z przejazdu na przejazd, ciśnienie schodziło. Najwięcej trudności miała Natalia, która po przejeździe półfinałowym wylądowała w roli faworytki. Jak widzieliśmy w finale ta sytuacja nieco ją przygniotła. Wierzę jednak, że była to nauka, która zaprocentuje w przyszłości.  

 

 

Bez niespodzianek

– Jeśli chodzi o wyniki i kolejność na mecie w poszczególnych konkurencjach, to trudno mówić  o specjalnych niespodziankach. Zaskoczyły mnie jedynie dwie Brytyjskie osady, które stanęły na podium w C2 oraz Peter Kauzer, ubiegłoroczny mistrz świata w K1, który prowadził w eliminacjach, a w przejeździe finałowym całkowicie się spalił. Poza tym każda osada startująca w finale mogła stanąć na podium, bo w slalomie nie ma murowanych faworytów.    

 

Przed startem na Słowacji

– W ostatnich tygodniach przed igrzyskami zrealizowaliśmy wszystkie założenia treningowe. Do treningu wybraliśmy Bratysławę, bo tamtejszy tor przypomina ten na którym rozegrano później zawody olimpijskie. Na Słowacji wykonaliśmy masę ciężkiej pracy, a później przenieśliśmy się do Londynu. Na wyspach zajęcia dostosowaliśmy charakterem do poszczególnych zawodników, żeby najlepszą dyspozycję uzyskać dokładnie w dniu startu. Jeśli chodzi o przygotowanie fizyczne udało nam się to znakomicie.

 

Organizacyjnie bez zarzutów

– Po przyjeździe na Wyspy wioska i całe zaplecze zrobiły na nas korzystne wrażenie. Mieliśmy dobre warunki mieszkaniowe i świetne jedzenie. Wybór potraw na stołówce był ogromny, ale unikaliśmy eksperymentów i ściśle stosowaliśmy się do zaleceń dietetyka. Jedynym mankamentem był czas przejazdu na tor, bo trasa zabierała nam od 40 do 60 minut. Liczyliśmy się jednak z tym, że taka sytuacja może wystąpić i byliśmy na nią przygotowani.

 

Sezon trwa

– Jesteśmy kilka dni po Mistrzostwach Polski na których wszyscy Olimpijczycy potwierdzili krajową dominację i wygrali w swoich konkurencjach. Sezon jednak cały czas trwa. Wkrótce czeka nas jeszcze start w Pre Mistrzostwach Świata w Pradze i finał PŚ w Bratysławie. Wakacje planujemy zacząć dopiero w połowie września. (tp)