Wydrukuj

Ready — Set — Go i ILE FABRYKA DAŁA

To tegoroczne motto Mateusza Surwiło, drugiego polskiego parakajakarza, który będzie reprezentował nasz kraj na Igrzyskach Olimpijskich w Rio De Janeiro.

Mateusz ze swoją niepełnosprawnością żyje od dziecka, kiedy to uległ wypadkowi. Nie chce o tym mówić więcej, bo to jego zdaniem nie ma już znaczenia. Ważniejsze jest to, że w 2005 roku postanowił, że zostanie parakajakarzem – dobrym parakajakarzem. Jego pierwszym klubem był Zryw Wolsztyn.

Chodząc z rodziną na kajaki turystyczne, zostałem na tamtejszej przystani na dłużej – wyjaśnia Mateusz.

Jednak w mieście parowozów długo miejsca nie zagrzał. Dość szybko przeniósł się do Zrzeszenia Rehabilitacyjno-Sportowego Start Zielona Góra. Jak przyznaje, był to „strzał w dziesiątkę”, bo w zielonogórskim klubie stworzono mu świetne warunki do treningu. Po paru latach Mateusz zaczął spłacać dług. Pierwsze sukcesy przyszły w 2010 roku, a były to medale Mistrzostw Polski. Zdobywa je zresztą regularnie, co roku. W 2011 został brązowym medalistą Mistrzostw Świata. Rok później stanął na jednym stopniu podium wyżej. Regularnie zdobywa też medale na Mistrzostwach Europy.

Każdy z moich startów w tych latach był dla mnie ważny i to pomimo wzlotów i lekkich upadków. Każdy mnie czegoś uczył i dawał wiele radości, adrenaliny i co najważniejsze motywacji do dalszej pracy – mówi o swojej dotychczasowej karierze Mateusz.

Adrenaliny i motywacji Mateuszowi nie powinno zabraknąć, szczególnie w tym roku. W Mistrzostwach Świata w 2015 nasz parakajakarz na podium nie stanął, ale zajmując 7. miejsce wywalczył drugą kwalifikacje olimpijską dla Polski. Mateusz w Mediolanie ścigał się w najsilniej obsadzonej konkurencji KL3, w której startowało 35 zawodników.

Zdobycie kwalifikacji olimpijskiej jest dla mnie czymś bardzo ważnym, gdyż przez te wszystkie lata przygotowywałem się pod tę imprezę. Sam start na najważniejszej imprezie w życiu każdego sportowca jest czymś wspaniałym, sama nazwa Olimpijczyk dodaje skrzydeł, a medal jest spełnieniem marzeń każdego sportowca. Marzenie – oczywiście medal, nieważny kolor, ważne, że medal – mówi o swoich aspiracjach Mateusz Surwiło.

Żeby marzenie przekuć w rzeczywistość Mateusz nie traci czasu i mocno trenuje. Na treningi poświęca każdy dzień miesiąca, trenuje 7 dni w tygodniu, dwa razy dziennie po dwie jednostki treningowe rano i popołudniu, więc w ciągu dnia jest to sporo godzin. Jedynym luźniejszym dniem jest niedziela, luźniejszy nie znaczy bez treningu.

Przygotowania idą do przodu i to najważniejsze. Skupiam się na wszystkich szczegółach również na tych najdrobniejszych, które często decydują o wszystkim. Bardzo dużo czasu poświęcam technice wiosłowania, ale przy tym nie zapominam o innych rzeczach, które są na dobrym poziomie, ale myślę, że mogą być na jeszcze lepszym – mówi o swoim treningu Mateusz.

Jego cel na ten rok jest prosty.

Przede wszystkim Rio. Potem, hm… FINAŁ, a potem, Ready — Set — Go i ILE FABRYKA DAŁA.

Oby dała jak najwięcej. Dlatego jedyne, o co prosi nasz parakajakarz, to zdrowie. O resztę, jak mówi, zadba sam. Parakajakarze ścigają się na dystansie 200 metrów. W Rio parakajakarstwo zaprezentuje się po raz pierwszy w historii.

Beata Sokołowska-Kulesza

  

{gallery}aktualnosci_2016/Surwilo{/gallery}