Wydrukuj

Prezes Polskiego Związku Kajakowego: W obecnej sytuacji pracujemy na pełnym zaufaniu

Rozmowa redaktora Przeglądu Sportowego Jakuba Wojczyńskiego z Prezesem PZKaj. Tadeuszem Wróblewskim.

Jak wygląda sytuacja Polskiego Związku Kajakowego w trakcie pandemii koronawirusa?

Tadeusz Wróblewski (prezes PZKaj): Nasze najważniejsze zadanie to przygotowania do igrzysk olimpijskich, które zostały przełożone na przyszły rok. Szkolenie centralne jest więc kontynuowane w  ograniczonym zakresie. Na obozie przebywa tylko grupa kobiet trenera Tomasza Kryka poszerzona o kadrę do lat 23. Została w Portugalii, teoretycznie wraca 21 kwietnia, ale to na razie tylko plan, bo mamy problem z ustaleniem szczegółów. Organizacją ich powrotu zajmiemy się po świętach. Wszystkie pozostałe akcje szkoleniowe zaplanowane na kwiecień i maj w kajakarstwie klasycznym i górskim zostały decyzją resortu odwołane. Trenerzy dali zawodnikom plany treningowe, dość dokładne wytyczne dotyczące tego, co należy robić przez najbliższe dwa miesiące. Każdy musi się do tego stosować indywidualnie, nie ma dostatecznej kontroli i monitoringu, więc pracujemy na pełnym zaufaniu.

Sytuacja jest trudna, bo nie tylko trzeba trenować indywidualnie, ale nie wiadomo także, kiedy odbędą się najbliższe zawody.

Najgorsze jest właśnie to, że nie ma punktu odniesienia i celu, dla którego w tym roku trenujemy. Taki trening jest bardzo ciężki. Światowa federacja ogłosiła niedawno, że odwołuje zawody w czerwcu i lipcu, wcześniej europejska federacja odwołała zawody do 15 sierpnia. Wiemy, że startów międzynarodowych przynajmniej do tego czasu nie będzie. Pojawiła się natomiast szansa na to, że we wrześniu w Szeged odbędą się  mistrzostwa świata w konkurencjach nieolimpijskich i to byłaby okazja do występu dla naszych kadrowiczów. Z niecierpliwością czekamy na potwierdzenie tej imprezy.

A co z imprezami w Polsce?

Wszystko zależy od przepisów dotyczących zgromadzeń w naszym kraju. Jeżeli zostaną poluzowane, to my będziemy gotowi na zorganizowanie mistrzostw Polski i innych zawodów zaplanowanych w związkowym kalendarzu. Możliwe jest przeprowadzenie ich do października, a w planie B możemy nawet zrobić zawody dla młodzieży w listopadzie. Rywalizacja na tym poziomie szkolenia jest bardzo ważna. Mamy pod opieką ponad 90 wyczynowych klubów. Boimy się, że wielu zawodników może odejść. W kalendarzu jest też jedna impreza międzynarodowa, czyli mistrzostwa Europy juniorów i do lat 23 w slalomie w dniach 13-16 sierpnia na sztucznym torze Kolna w Krakowie. Wysłaliśmy do europejskiej federacji list podpisany przeze mnie, prezydenta Krakowa Jacka Majchrowskiego i prezesa toru Zbigniewa Miązka. Zapewniliśmy, że jesteśmy gotowi przeprowadzić te mistrzostwa. Pod względem logistycznym teoretycznie wszystko mamy przygotowane. Ostateczną informację musimy przekazać najpóźniej 30 dni wcześniej.

Wspomniał pan o przełożeniu igrzysk olimpijskich na przyszły rok. Czy to zmniejsza czy zwiększa szanse naszej kadry na medale?

Ja osobiście byłem zwolennikiem przesunięcia igrzysk na październik/listopad tego roku. Nie pasowało mi to przełożenie na przyszły rok. Mamy bardzo mocną reprezentację, liczyłem po cichu nawet na 4 medale. Stało się jak się stało, trzeba się dostosować. Po to ludzie się uczą zarządzania w kryzysie, żeby teraz umieć się przestawić i zmienić swoje plany. W grupie kobiet są doświadczone Beata Mikołajczyk,  Karolina Naja, Marta Walczykiewicz. Reszta to młode, ambitne, będzie między nimi rywalizacja. Mamy kanadyjkarza Tomasza Kaczora, który niedawno złapał kontuzję barku i był operowany. Jemu przełożenie igrzysk pozwala na spokojny powrót do zdrowia. Jest jeszcze utalentowana kanadyjkarka Dorota Borowska. Trzeba pamiętać też o tym, że powalczymy jeszcze o 2-3 kwalifikacje w kajakach męskich, kanadyjkach kobiecych i w slalomie. Trzeba pamiętać o tym że mamy utytułowanych parakajakarzy których stać co najmniej na 2 medale. Ich Igrzyska także zostały przesunięte o rok.

Czy zmiana terminu igrzysk mocno wpłynęła na podejście zawodników?

Gdy patrzę na to, co piszą np. na Facebooku albo rozmawiam z ludźmi, to widać, że nie ma obciążenia i wszyscy się zmobilizowali. Ci zawodnicy są mocni psychicznie i sobie poradzą. Jeśli ktoś jest słaby, to i tak by odpadł. Sport jest dla mocnych. Gdy czytam wypowiedzi zawodników z innych dyscyplin zarzucających państwu, że mogłoby być teraz lepiej to się zastanawiam, o co im chodzi. Przecież najważniejsze jest to, by poradzić sobie z tą historyczną sytuacją, z zagrażającą ludziom pandemią.

A czy pana zdaniem wsparcie ministerstwa sportu w tym czasie jest wystarczające?

Pani minister Danuta Dmowska zrobiła wiele ułatwiając tym samym bieżące zarządzanie Związkiem. Rozliczyliśmy okres, pozamykaliśmy rachunki,  zgodnie z wytycznymi ministerstwa dokonaliśmy korekty programów szkolenia. Pewne sprawy prawne wymagane ustawą np. walne zgromadzenia, zostały przesunięte. Zamknięcie COS-ów jest dużym kłopotem, ale ja rozumiem sytuację. Wojewoda w przypadku dużej liczby zakażonych musi mieć gdzie ich położyć. My się możemy cieszyć, że zawodnicy będą mieli zagwarantowane stypendia związkowe do przyszłorocznych igrzysk. Sądzę, że niewiele się zmieni w podejściu spółek skarbu państwa, które utrzymają programy sponsorskie, dotyczy to też PZKaj., który realizuje projekt „Lotto”.  Mogą się martwić tylko ci, którzy są wspierani przez podmioty prywatne, ale na to już niestety nie mamy wpływu.

Źródło: Przegląd Sportowy, 11.04.2020

Foto.: PZKaj.