Wydrukuj

Presja była przed Pekinem

Co czuła przed wyjazdem do Chin i jak podchodzi do igrzysk w Londynie. Beata Mikołajczyk dzieli się swoimi refleksjami na dwa tygodnie przed olimpijskim startem.

 

Pierwsze igrzyska

– Jadąc do Pekinu miałam w sobie mieszaninę euforii i stresu. Zawsze marzyłam o starcie w igrzyskach i to pragnienie miało się za chwilę spełnić. Z jednej strony bardzo się cieszyłam, z drugiej czułam, że jadę w nieznane. Ciśnienie zeszło dopiero na miejscu, kiedy zobaczyłam, że to właściwie takie mniejsze mistrzostwa świata. Było mniej łódek, mniej ludzi, a do tego wszystkich znałam. Teraz jest inaczej. Nie czuję takiej presji, bo wiem czego mogę się spodziewać.

 

 

Niewielkie różnice

– Jeszcze na igrzyskach w Sydney czy Atenach różnice na mecie bywały spore. Odstępy między pierwszymi trzema osadami sięgały czasem 1-2 sekund, a następne dojeżdżały jeszcze później. Teraz poziom się wyrównał i o podium walczą w zasadzie wszyscy startujący w finale. W Londynie wyścig będzie trwał od startu do mety, a o wyniku może zadecydować dyspozycja dnia. Liczy się każdy szczegół, stąd w przygotowaniach nie możemy niczego zaniedbać.

 

 

Dwójka z perspektywami

– W Londynie staruję w dwójce z Karoliną. Pływa nam się coraz lepiej i czuję, że w tej osadzie są duże rezerwy. Od powrotu z Zagrzebia miałyśmy małą przerwę, bo na początku byłyśmy w górach, a później koncentrowałyśmy się na jedynkach, ale na pewno nic przez ten czas nie straciłyśmy. Stawiam, że na igrzyskach o podium będzie walczyć jakieś sześć dwójek. Na pewno Węgierki, Niemki, Białorusinki i Austriaczki, a nie wiadomo co pokażą Rumunki i Rosjanki. Zawsze też może wyskoczyć jakiś czarny koń.

 

 

Powrót do czwórki

– Czwórkę płyniemy w ustawieniu Marta, Aneta, Karolina i ja. W K4 w podobnym składzie ścigałam się ostatnio w zeszłorocznym pucharze w Duisburgu i po tym biegu miałam wielki niedosyt. Na 150 metrów przed metą byłyśmy pierwsze, ale zaliczyłyśmy awarię steru i musiałyśmy stanąć. W tym roku naszej osady nikt nie zna i nie wie na co nas stać. Jeśli startowałybyśmy na regatach pucharowych, na pewno byłybyśmy już rozpracowane przez Niemki. Teraz rywalki nie zobaczą co potrafimy, aż do olimpijskiego finału.

 

 

Forma nadchodzi

– Od ponad tygodnia jesteśmy w Płowdiw. Czuję się jeszcze zmęczona, bo za nami dwa ciężkie zgrupowania w Szczyrku i Łężeczkach, ale w tym okresie tak musi być. Najważniejsze, że mimo tego chce mi się wyjść na każdy kolejny trening. Trener ma wszystko pod kontrolą i dobrze nas wyczuwa. Dokładnie wie kiedy przycisnąć, a kiedy odpuścić, żeby budować zdrowie. Do Londynu ruszamy na początku sierpnia. Zawsze najbardziej męczące jest czekanie na pierwszy start, ale cały stres mija po pierwszym wyścigu. Później jest już tylko lepiej. (tp)