Wydrukuj

Pierwsze pucharowe złoto w tym roku dla kanadyjkarzy

{gallery}aktualnosci_2017/Szeged,gap_h=30,single=szeged4.jpg,single_gallery=1{/gallery}

Drugi Puchar Świata, tym razem w Szeged, był szczęśliwy przede wszystkim dla naszych kanadyjkarzy. Vincent Słomiński i Mateusz Kamiński wygrali rywalizację w C2 1000. W kanadyjkowej jedynce tysiąc 3. był Tomasz Kaczor. Inni słabiej? Spokojnie, to dopiero rozgrzewka.

Szeged miało być i było mocno obsadzonym Pucharem Świata. 63 państwa z całego świata. Sporo nowości i eksperymentowania. Najlepsi przyjechali z maksymalną liczbą zawodników i osad. Więc było się z kim ścigać. Oczy kajakowej Polski były zwrócone przede wszystkim na tych, którzy zaczęli nowe rozdanie pod skrzydłami nowych trenerów. Czyli kanadyjkarzy i kajakarzy. Ci pierwsi pokazali, że kierunek obrany przez trenerów i samych zawodników, przynosi efekty. Marek Ploch trener kanadyjkarzy pokazał, że nie przez przypadek jest uznawany za jednego z najlepszych trenerów na świecie, który chyba robi specjalizację w osadach. Bo jak inaczej określić to, co po kilku miesiącach zrobił z polskimi kanadyjkami? Trenujący z nim Vincent Słomiński i Mateusz Kamiński w pięknym stylu wygrali w Szeged olimpijskiego tysiąca.

Wygraliśmy z dobrym czasem po dwóch tygodniach pływania, po trzyletniej przerwie. Krótki okres pływania dał się we znaki w finale na 500m, gdzie jeszcze nie odnaleźliśmy się w wyższym tempie wiosłowania.  Oczywiście jestem bardzo zadowolony, bo to moje najlepsze wystąpienie na PŚ – mówił po starcie Mateusz Kamiński.

A co na to trener Marek Ploch?

Tak mocnego Pucharu Świata nie pamiętam sięgając wstecz. Występ kanadyjkarzy uważam za ogólnie udany, chociaż nie ukrywam, że było kilka niespodzianek na minus. Brak Piotra i Marcina w pierwszej szóstce, jest dla mnie zaskoczeniem. Brak drugiej dwójki Tomasz Barniak i Wiktor Głazunow, którzy powinni walczyć o czołowe miejsca w Finale A. Fajnie, że doskonały występ Kamińskiego i Słomińskiego okraszony złotym medalem i nowym rekordem świata, był wisienką na torcie – mówi Marek Ploch.

To nie koniec dobrych wieści. Tomasz Kaczor też pokazał, że jego brak w finale tysiąca C1 w Rio to nieporozumienie. W Szeged po świetnym wyścigu był trzeci.

Jestem bardzo zadowolony z tego startu. Byłem ciekaw jak wygląda moja forma na tle najlepszych zawodników na świecie i okazało się, że jest dobrze, chociaż jest jeszcze kilka rzeczy do poprawy, ale to już tylko kosmetyka. Płynęło mi się dobrze, chociaż nie ukrywam, że było to najszybsze 1000 metrów w tym roku – powiedział po finale Tomasz Kaczor.

Jeśli dodać do tego szóste miejsce młodego Wiktora Głazunowa, to pytanie, czy kanadyjkarze wracają z dalekiej podróży? Jest jak najbardziej na miejscu.

Na miejscu będzie też pytanie o panie. W końcu kobiece kajaki przyzwyczaiły nas do tego, że na nie można stawiać w ciemno. W Szeged zabrakło ich na podium, ale Tomasz Kryk dramatu z tego powodu nie robi.

Rok poolimpijski rządzi się swoimi prawami, metodyka treningu i zdrowy rozsądek nakazują odpoczynek po wcześniejszych obciążeniach treningowych, ale z drugiej strony są oczekiwania kibiców, zawodników, działaczy. Wiemy, że jest to rok, kiedy drużyna kobieca przechodzi przebudowę, jej trzon stanowią dwie medalistki olimpijskie Beata i Marta, ale dalej to już tylko zawodniczki w wieku 19-22 lata. Wystartowaliśmy w składzie 11 osobowym. Na 6 rozegranych konkurencji, zawodniczki startowały we wszystkich i w pięciu po dwie osady. W sumie w finałach A dziewczyny startowały 6 – krotnie i w finałach B, 5 – krotnie. Jesteśmy też świadomi, że moment przygotowań oraz to, co robiliśmy na treningach w ostatnim okresie, nie miało na celu osiągnięcia maksymalnej gotowości startowej w tym momencie sezonu. Cierpliwie czekamy na imprezy mistrzowskie – mówi po starcie w Szeged Tomasz Kryk.

Skoro jesteśmy przy paniach, to bardzo ciekawa rywalizacja rozegrała się wśród naszych kanadyjkarek. Wiadomo już, że w Tokio kanadyjkarki będą walczyły o medale, jako pełnoprawne uczestniczki Igrzysk. Dlatego od tego roku każde ściganie na 200 metrów w kobiecych kanadyjkach jedynkach, bo w tej konkurencji będą ścigały się dziewczyny w stolicy Japonii – będzie bacznie obserwowane. Jak na razie nie jest źle. Wprawdzie Polki nie dostały się do finału A, ale w finale B Dorota Borowska była trzecia a Magda Stanny zajęła siódmą lokatę. W Polsce kanadyjki kobiet nie są jeszcze tak popularne jak w Kanadzie, która dzieli i rządzi w tej konkurencji, więc miejsca zaraz za finałem A, należy uznać za sukces z naciskiem na dalszą mocną pracę.

Na koniec kajakarze. W Szeged nie pokazali jeszcze, że stać ich na powrót na podium. Ale pokazali, że mają do niego coraz bliżej. Czwórka 500 była o centymetry od finału A, K2 1000 też niewiele zabrakło.

Były wyścigi, które cieszyły: K2 1000 m – Bartosz Stabno, Rafał Rosolski, K4 500 – Martin Brzeziński, Bartosz Stabno, Rafał Rosolski i Norbert Kuczyński – wygrali finał B z dobrym czasem. Finał A i 8. miejsce sprintera Denisa Ambroziaka, oraz Finał B na 500 m 7. miejsce Piotra Siemionowskiego i 9. Patryka Świtalskiego. Na tyle nas aktualnie stać – mówi trener Mariusz Słowiński.

W ramach ciekawostki pojawiła się nowa konkurencja – sztafeta „mix” 6×500 metrów. Naszą ekipę reprezentowali: Beata Mikołajczyk i Bartosz Stabno. Każda osoba miała do przepłynięcia 3×500 m w 10 minut z przerwą 2 minut. Zajęliśmy dobre 7. miejsce. Jest, co robić, super zabawa, ale i mega zmęczenie – pisze na Facebooku Beata Mikołajczyk.

Od piątku Belgrad. Trzymamy kciuki za jeszcze lepsze występy biało – czerwonej armady kajakowej.

Beata Sokołowska-Kulesza

{gallery}aktualnosci_2017/Szeged{/gallery}