Wydrukuj

Nadzieje z medalami

Jeśli Puchar Nadziei Olimpijskich odbywa się w węgierskim Szeged, to wiadomo, że wygrywać z gospodarzami będzie piekielnie ciężko. Polskim nadziejom się to jednak udawało i do kraju kajakarki i kajakarze nie wrócili z pustymi rękoma.

Puchar Nadziei Olimpijskich, to swoisty przegląd kadr pod kątem tego, kto i jakim potencjałem dysponuje, właśnie na tych najważniejszych, bo olimpijskich dystansach. Polska ekipa była w tym roku mocna, co potwierdziła wynikami na torze regatowym w Szeged.

Klasą dla siebie była tym razem Julia Olszewska. Julia dała się w tym roku poznać z dobrej strony i przywiozła medale z Mistrzostw Europy i Świata. Dlatego na Węgry jechała z nadziejami nie tylko na medal, ale i medale. I jak przystało na Puchar Nadziei, pokładane w niej nadzieje nie były płonne. Julia dwa razy stawała na najwyższym stopniu podium. Sztuki tej dokonała płynąc w jedynce 200 i 500 metrów. Wygrać z Węgierkami na Węgrzech, to duże osiągnięcie.

Przed startem bardzo się stresowałam. Obawiałam się Węgierki, ponieważ po zeszłorocznych nadziejach olimpijskich, to ona na dystansie 500m, miała nade mną przewagę ponad długość łódki. Wiedziałam, że nie będzie łatwo, ale mimo wszystko marzyłam o zwycięstwie. Kiedy wyścig trwał a ja zauważyłam, że mam nad rywalami minimalną przewagę, dostałam nową moc! I wtedy dałam z siebie już wszystko. Stanąć na pierwszym miejscu podium, przed dwukrotną złotą medalistką Mistrzostw Świata, Węgierką, było czymś cudownym. Jestem z siebie zadowolona i w pełni spełniona na ten sezon – opowiada o swoim występie w Szeged Julia Olszewska.

A że nie od dziś wiadomo, że dziewczyny lubią brąz, to medal w tym kolorze też trafił na szyję Julii na dystansie 500 metrów w konkurencji kobiecych dwójek, w której płynęła razem z Sandrą Ostrowską.

Drugim, multimedalistą w naszej reprezentacji na tych zawodach został Norman Zezula. Młody kanadyjkarz sięgnął po złoto w C1 na 200 metrów, srebro w C2 z Patrykiem Piotrowiczem, srebro w C2 500 z Dawidem Dziurą i w końcu po dwa srebra w dwójce na 1000 metrów wspólnie z Dawidem Dziurlą i na tym samym dystansie w C4 z Dawidem Dziurlą, Dominikiem Bugajem i Mateuszem Cybulą. Dorobek imponujący jak na jedne zawody. Tymczasem sam kanadyjkarz czuje pewien niedosyt.

Nie jestem zadowolony ze startów dwójki, ale bardzo zadowolony z C1 200. Pokazałem, na co mnie stać, ale na dwójce stać nas było na więcej. Może to przez to, że tyle było tych startów. Myślę, że byliśmy dobrze przygotowani, ale mamy jeszcze za mało doświadczenia. Dużo zawdzięczamy trenerowi Rybakowskiemu, nie zapominając oczywiście o trenerach klubowych – tak podsumował swoje starty Norman Zezula.

Trzy medale z jednej imprezy przywiozła też druga Julia. Kanadyjkarka, Julia Walczak, bo o niej mowa, na 200 metrów była 4., ale powetowała to sobie na 500 i 1000 metrów. Na tym krótszym dystansie, była srebrna w jedynce i brązowa w dwójce z Klaudią Szulecką. Na dystansie 1000 metrów powtórzyła wynik z 500- setki, ale już w dwójce ponownie z Klaudią, stanęła o stopień wyżej, niż na 500 metrów, zdobywając srebrny medal.

Nie spodziewałam się takich wyników, kompletnie. Wiedziałam, że moją mocną stroną jest 1000m i najbardziej chciałam się skupić na tym dystansie. Zmęczenie się nawarstwiało, każdy bieg finałowy, to było moje 110%. Tor bardzo mi się spodobał, były sprawiedliwe warunki, z czego się bardzo cieszę. Na pewno w przyszłości chętnie tu przyjadę, na kolejne starty. Najbardziej zadowolona jestem z biegu C1 500. Były mega emocje i niepewność do ostatnich metrów. Nikt się tego nie spodziewał – mówi o swoich startach w Szeged i samym torze, Julia Walczak.

Puchar Nadziei Olimpijskich w Szeged pokazał, że ambitnych i utalentowanych zawodników mamy sporo, bo cała ekipa zdobyła w sumie 17 medali: 3 złote, 9 srebrnych i 5 brązowych.  W klasyfikacji medalowej pozwoliło to na zajęcie 6. miejsca. Poza tym, sporo było też miejsc bezpośrednio za podium i to też sprawia, że z takimi „nadziejami” można mieć nadzieję, a nawet pewność, że światowa czołówka nam nie odpłynie.

 

Beata Sokołowska-Kulesza