Wydrukuj

MŚ Seniorów w slalomie

Przepaściste uskoki, spienione kaskady wody, rwący nurt rzeki… To wszystko czeka na kajakarzy górskich uczestniczących w rozpoczynających się 11 września 2013 r. mistrzostwach świata w slalomie. Ich jedynym orężem w walce z tymi wyzwaniami od momentu pojawienia się na starcie pozostaną łódki, wiosła i pagaje…

W slalomie kajakowym emocje rozciągają się właściwie na całym odcinku między startem, a metą. Walka na torze toczy się bowiem o każdą setną część sekundy, a także każdy milimetr. Zawodnicy  wszak pokonać muszą jak najszybciej trasę, nie dotykając przy tym gęsto rozmieszczonych bramek. Ich liczba może wynieść nawet do dwudziestu pięciu obiektów. Różnią się one od siebie barwami: zielone należy mijać slalomem, czerwone, tzw. podjazdowe, oznaczają natomiast dla kajakarza konieczność wykonania nawrotu. Nawet lekkie muśnięcie tych przeszkód jakąkolwiek częścią ciała, bądź sprzętu podczas manewrowania karane jest dwoma sekundami dodawanymi do czasu przejazdu. W wypadku opuszczenia choćby jednej z nich represja wzrasta dwadzieścia pięć razy bardziej! W dyscyplinie, gdzie podział miejsc zależy nieraz od różnicy mniejszej niż mgnienie oka, taki błąd oznacza dotkliwy wyrok i natychmiast ściąga w dół klasyfikacji Nie pomaga w tej walce również rwący strumień wody niosący ze sobą łódkę. Trzeba mu przeciwstawić całą siłę mięśni oraz doświadczenia, aby nie naruszyć w żaden sposób bramek, ani nie wytracić prędkości, a kajak mógł pomknąć dalej ku mecie zgodnie z zamierzonym kierunkiem. Wszystko to rozgrywa się w ciągu zaledwie kilkudziesięciu sekund, ostateczny wynik jest zaś sumą dwóch przejazdów. W ścisłym finale udział bierze zaledwie ośmiu śmiałków, wyłonionych na podstawie wcześniejszych eliminacji oraz półfinału. Stając na starcie w końcowym starciu właściwie każdy z uczestników może więc odnieść końcowy sukces. Nieprzewidywalność dodaje tej dyscyplinie jeszcze więcej atrakcyjności.

Tym razem kajakarze swoje zmagania toczyć będą w Pradze. Arenę stanowi tor o nazwie Troja na rzece Wełtawie. Jego długość wynosi 410 m, szerokość 12-14 m, zaś przepływ wody 16 m3/sek. Dla publiczności wybudowana została trybuna na 1800 osób. Czeska stolica gościła już najlepszych slalomistów globu w 2006 r. Dzięki temu metropolia ta stała się drugim gospodarzem, po angielskim Nottingham, w historii kajakarstwa, któremu przypadł w udziale zaszczyt goszczenia mistrzostw świata zarówno w odmianie górskiej, jak też klasycznej. Od tamtego czasu wzrosła jednak liczba rozgrywanych konkurencji na tej imprezie  Wtedy stawkę rozgrywki między zawodnikami stanowiło osiem kompletów medali. Siedem lat później ich liczba wzrosła już do dziesięciu. Mężczyźni znów rywalizować będą w K1, C1, C2. We wszystkich tych łódkach przyjdzie im walczyć indywidualnie oraz w drużynach, liczących po trzy osady. Zestaw kobiecych potyczek po raz pierwszy natomiast wzbogacił zespołowy pojedynek w C1. Choć przed rokiem widzowie zgromadzeni na widowni w Bratysławie podziwiać mogli zmagania żeńskich teamów w tej konkurencji, światowa federacja potraktowała to starcie tylko jako pokaz, nie przyznając medali. Jej oficjalny debiut w najważniejszej kajakarskiej imprezie nastąpi zatem właśnie w Pradze. Tym samym panie pierwszy raz w całej historii dosiądą kanadyjek zespołowo. Indywidualnie konkurencja ta została włączona do żeńskiego programu MŚ w 2010 r. Poza nią kobiety będą rywalizować jeszcze w K1, podobnie jak mężczyźni, pojedynczo i drużynach.

Przebycie slalomu to tak naprawdę triumf woli człowieka nad wzburzonym żywiołem wody. Jednak nawet nieprzebrane masy fal przelewających się przez kajaki, nie są w stanie zagasić ognia rywalizacji, gorzejącego nieustannym płomieniem w sercach śmiałków. Przez wiele lat uwagę kajakarskiego świata przykuwała walka między Michalem Martikanem ze Słowacji, a Francuzem, Tonym Estanguetem w C1. Pierwszy z tych zawodników to postać otoczona wielkim nimbem u naszych sąsiadów z południowej strony tatrzańskiego grzbietu. Wybrany został nawet w 2008 r. do powitania brytyjskiej królowej, Elżbiety II w imieniu miejscowych sportowców. Wielką sławę zdobył, gdy w wieku siedemnastu lat wygrał pierwszy dla tego państwa po uzyskaniu suwerenności, złoty medal olimpijski. Od tego czasu jeszcze czterokrotnie stał na podium najważniejszej imprezy czterolecia w tym raz na najwyższym stopniu.  Jego sukcesy i porażki przeplatały się w ciągu tego okresu z wynikami rok starszego Estangueta. Reprezentant kadry „Trójkolorowych” z kolei może pochwalić się kolekcją trzech krążków z najcenniejszego kruszcu wywalczonych na Igrzyskach. Różnica czasowa z zebranych do kupy wszystkich pojedynków olimpijskich tej dwójki wynosi tylko 0,74 sek. na korzyść Martikana! To on również wywalczył więcej złotych medali w mistrzostwach świata – w pojedynku tym prowadzi 9-5 ze swoim najgroźniejszym rywalem, ale w konkurencji indywidualnej jego przewaga topnieje do stanu 4-3. Estanguet nie zdoła jednak już wyrównać rachunków na tym polu ze swoim konkurentem, ponieważ po IO w Londynie zakończył bogatą karierę. Obecnie zasiada zaś w Radzie Zawodników MKOl. Najgroźniejszym rywalem Słowaka w tym nowym rozdaniu będzie więc w tym przypadku Niemiec greckiego pochodzenia Sideris Tasiadis – wicemistrz olimpijski sprzed roku i zwycięzca ostatniej edycji Pucharu Świata.

Z ciekawszych postaci należy wymienić również rodaków Martikana, braci bliźniaków ścigających się w C2, Pavola oraz Petera Hochschornerów. W liczbie olimpijskich nagród przewyższyli nawet  reprezentacyjnego kolegę. Posiadają bowiem w kolekcji aż trzy złote i jeden brązowy krążek. Ze światowych czempionatów przywieźli natomiast jak dotychczas sześć tytułów mistrzowskich, co czyni z nich najlepszą osadę w dziejach swojej konkurencji. Organizatorzy imprezy określili ich na oficjalnej stronie jako „braterską legendę”. Wspomnieć należy również o Słoweńcu, Peterze Kauzerze z K1, dwukrotnym mistrzu świata. W tej konkurencji staną na starcie również wszyscy przedstawiciele olimpijskiego podium z Londynu – Daniele Molmenti (Włochy), Vavrinec Hradilek (Czechy) i Hannes Aigner (Niemcy), co gwarantuje spore emocje.

Wśród pań największą gwiazdą wydaje się natomiast Emilie Fer z Francji, ozłocona w K1 podczas IO w Londynie. Z rywalek tej zawodniczki na pierwszy plan wysuwa się dwukrotna mistrzyni olimpijska, Stepanka Hilgertova, reprezentantka gospodarzy, która w tym roku skończyła już 45 lat! Na wełtawskim torze pokaże się również jej syn, Lubosz Hilgert, zdobywca brązu w drużynowym K1 sprzed sześciu sezonów. Wraz z matką tworzy on dzięki temu na torze slalomowym duet rzadko spotykany w innych dyscyplinach, przedstawicieli dwóch pokoleń jednej rodziny czynnych sportowo na najwyższym poziomie. Nie wiadomo do końca czego można spodziewać się natomiast w konkurencji C1 kobiet, wszak ma ona najmniejsze tradycje. Zadatki na faworytkę ma zwłaszcza bardzo wszechstronna Jessica Fox, która choć dłużej startuje w K1, to jednak w tym roku triumf w PŚ odniosła w kanadyjkach właśnie. Do tej dwójki dodać trzeba Caroline Loir – podwójną mistrzynię Europy w tej specjalności, czy Czeszkę Katerinę Hoskovą. To ona bowiem triumfowała rok temu na MŚ, gdy C1 było rozgrywane poza oficjalnym programem.

Dotychczasowy dorobek biało-czerwonych w tej imprezie wynosi 23 medale, w tym cztery złote. Czy 35. edycja światowego czempionatu przyniesie zmiany w tym rejestrze sukcesów? Nadzieje daje zwłaszcza obrońca tytułu wicemistrzowskiego w K1, Mateusz Polaczyk, który po poprzednich MŚ swą pozycję w światowej czołówce ugruntował jeszcze 4. miejscem zdobytym na IO w Londynie. Powrót do wysokiej formy w tym sezonie potwierdził 3. lokatą w finale PŚ, gdy przegrał tylko z Sebastianem Schubertem i Peterem Kauzerem. Jeśli nie wyjdzie mu w starcie indywidualnym, pozostaje występ drużynowy w składzie ze swoim bratem, Grzegorzem i Dariuszem Popielą. Właśnie ten zespół przywiózł brąz z MŚ w Pradze przed siedmioma laty. Czy tym razem udowodnią, że historia lubi się powtarzać? Widoki na taki sukces odsłoniło 1. miejsce, zdobyte w finale PŚ w Bratysławie. Dodatkowo w dwóch innych konkursach tego cyklu, gdy zamiast Mateusza Polaczyka, występował drugi z jego braci, Rafał, zajmowali oni 3. pozycję. Nadzieję daje również start w C2, zwłaszcza drużynowym, gdzie polska kadra dysponuje trzema niezłymi osadami w tej konkurencji: Marcin Pochwała-Piotr Szczepański, Filip Brzeziński-Andrzej Brzeziński (brązowi medaliści MŚ juniorów), Michał Wiercioch-Grzegorz Majerczak. Ten skład potrafił wyrwać 2. lokatę w finale PŚ, a ponadto dwie pierwsze dwójki również gościły na podiach konkursów z tego cyklu w tym sezonie. Oprócz wymienionych w kadrze Polski znaleźli się również Wojciech Pasiut, Kacper Gondek, Grzegorz Hedwig, Monika Liptak i Anna Ingier. Dwaj pierwsi z tej grupy wraz z Arkadiuszem Nieciem w bieżącym roku zdobyli srebro MŚJ drużynowo w C1. 

Dzięki dotychczas odniesionym sukcesom biało-czerwoni w tabeli medalowej MŚ wszech czasów zajmują 12. lokatę wśród 20 reprezentacji, którym kiedykolwiek przyszło zdobyć krążek tej imprezy. Ostatni medal światowego czempionat w slalomie wpadł nam do kieszeni co prawda dwa lata temu, jednak ze złota Polacy cieszyli się już dość dawno – po raz ostatni w 1999 za sprawą triumfu ekipy złożonej z Krzysztofa Bieryta, Sławomira Mordarskiego i Mariusza Wieczorka w K1.

 

Wojciech Bajak