Wydrukuj

Medale i emocje w Liptovskim Mikulaszu

Mistrzostwa Europy w Slalomie Kajakowym, choć nie przyniosły medalu w konkurencjach olimpijskich, to emocji było sporo. Te zawody mogły dać odpowiedź, kto wygra kwalifikacje do Rio. Po nich niewiadomych jest nawet więcej niż było. Na szczęście są też medale.

Od niedawna kibice z uwagą śledzą rywalizację w K1. Bo rywalizują koledzy. Srebrny medalista Mistrzostw Świata z Londynu, czyli twórca kwalifikacji olimpijskiej Mateusz Polaczyk oraz Maciej Okręglak, trenujący na co dzień z Mateuszem.

W Liptowskim Mikulaszu do półfinałów weszli obaj: Mateusz przed Maćkiem. W półfinale wicemistrz świata jakby stanął i nie awansował dalej. Był 19. Przed nim znalazł się jeszcze Darek Popiela na 13. pozycji. Maciej popłynął rewelacyjnie, awansując do finału z pierwszym czasem.

Półfinał był bardzo dobry, sam byłem zaskoczony, że aż tak dobrze wypadłem, żeby go wygrać – powiedział Maciej Okręglak.

W finale Maciej prowadził do połowy. Problemy zaczęły się na dolnej części toru. Przy tak wysokim poziomie, jaki był podczas tych Mistrzostw Europy, popełnione przez niego błędy dały mu 8. miejsce.

Ogólnie jestem bardzo zadowolony, ale sam finał powinien być dużo lepszy w moim wykonaniu, bo stać było mnie na więcej – powiedział po zawodach Maciej Okręglak.

To 8. miejsce to też spory krok na drodze do Rio. Bo w rywalizacji o kwalifikacje na Igrzyska Maciej jest o krok przed Mateuszem. Tymczasem to Mateusz był do tej pory pewniakiem do startu w Igrzyskach. Co więcej, niektórzy dziennikarze już wieszali na jego szyi medal. Tymczasem sport po raz kolejny pokazuje, że w nim pewniaków po prostu nie ma. Smaczku tej rywalizacji dodaje fakt, że obaj zawodnicy wspólnie trenują. Do całej sytuacji podchodzą na szczęście na chłodno.

Nie, nic specjalnego się nie dzieje między nami, normalna sportowa walka. Jeszcze nic nie jest jasne, wszystko okaże się w Bratysławie. Mam małą przewagę, ale Mateusz jest dużo bardziej doświadczony, więc wszystko jest w naszych rękach. Kto by nie pojechał, to i tak dalej będziemy kolegami i pewno będziemy razem trenować, bo to tylko podnosi nasz poziom – tyle Maciej Okręglak.

Pewniakami do Igrzysk byli też Piotr Szczepański i Marcin Pochwała. Teraz jednak trochę skomplikowali sobie sytuację, bo nie weszli do finału.

Te Mistrzostwa Europy były dla nas pechowe od samego początku. Najpierw wywrotka w kwalifikacjach, a w półfinale 50 punktów karnych za źle pokonaną bramkę i na dodatek strata czasowa na tej bramce. Szkoda tych mistrzostw, ponieważ byliśmy w dobrej formie, a na dodatek dużo dwójek popełniło błędy i o medal nie było ciężko. Przykro nam, że w takiej sytuacji zawiedliśmy – powiedział po zawodach Marcin Pochwała.

Weszli do niego za to bracia Filip i Andrzej Brzezińscy. W nim otarli się o medal. Ostatecznie zajęli 5. miejsce.

Występ zaliczam do udanych. Jest niedosyt, ponieważ przejazd nie był bez błędów. W końcówce trasy popełniliśmy błąd, który kosztował nas kilka sekund, do tego doszły 2 sekundy kary za dotknięcie ostatniej bramki – powiedział Andrzej Brzeziński.

Ten wynik daje im jednak szansę na walkę o Igrzyska, bo do Pochwały i Szczepańskiego tracą tylko 1 punkt. Pochwała i Szczepański nadal są w lepszej sytuacji, ale zaczynają czuć oddech „osady braci” na plecach. O tym, kto będzie lepszy w walce o Rio, zdecyduje zatem, podobnie jak w przypadku K1, start w Bratyslava Open.

Swoje robią za to inni „igrzyskowi pewniacy”. Grzegorz Hedwig w C1 bez problemu awansował do finału swojej konkurencji. Tam zaczęły się jednak kłopoty. Grzegorz nie ustrzegł się błędów i zajął 7. pozycję.

Ogólnie jestem zadowolony. Pewnie, że mogło być lepiej, ale jeszcze nie teraz mam wygrywać. Na pewno stać mnie było na medal, ale finał rządzi się swoimi prawami, a z błędami na pierwszych 2 bramkach musiałem zapomnieć o taktyce i ciąć linie przejazdu maksymalnie. Niestety nie wyszło i 12 pkt. karnych wykluczyło mnie z dalszej walki, ale dalej jestem mega pozytywnie nastawiony, tak że nie pozostaje nic innego jak dalej ciężko trenować, a wyniki przyjdą w odpowiednim momencie – mówił o swoim starcie Grzegorz Hedwig.

W finale mieliśmy też naszą najlepszą kajakarkę Natalię Pacierpnik. Natalia popłynęła jednak na uszkodzonym kajaku i choć na początku jej przejazd wyglądał nieźle, to im dalej, tym chyba coraz bardziej martwiła się o stan kajaka. 160 punktów karnych, które uzbierała, to za dużo, żeby myśleć o czymś więcej niż 10. miejsce.

Żeby nie kończyć tak smutno, to polscy górale medale jednak zdobyli. Srebrni w drużynie C1 byli Grzegorz Hedwig, Igor Sztuba i Przemysław Plewa.

Srebro obronili też zespołowo bracia Brzezińscy, Piotr Szczepański z Marcinem Pochwałą i Michał Wiercioch z Grzegorzem Majerczakiem.

W porównaniu do poprzednich Mistrzostw Europy jest lepiej. W każdej konkurencji mieliśmy finał. To świadczy o tym, że cała grupa jest mocna. Nie opiera się na jednej osadzie. W każdej konkurencji są zawodnicy, którzy wchodzą do finałów i są w stanie walczyć o medale – powiedział trener kadry Jarosław Miczek.

Za dwa tygodnie kolejne slalomowe emocje. Tym razem w Bratysławie.

 

Beata Sokołowska – Kulesza

 

{gallery}aktualnosci_2016/slalom{/gallery}