Wydrukuj

Martika, Edzia, Najka i Becia. Cztery żywioły w K4

Ta czwórka to mieszanka doświadczenia, ale też odmiennych charakterów. Zawodniczek z olimpijskim dorobkiem i od niedawna jednej, która też chce poznać smak olimpijskiego medalu.

Czwórka złożona przez Tomasza Kryka nie wzięła się znikąd. Już dwa lata temu, podczas Mistrzostw Świata w Moskwie, Marta Walczykiewicz, Edyta Dzieniszewska – Kierkla, Karolina Naja i Beata Mikołajczyk pokazały, że są mocne zdobywając srebrny medal. To wtedy uwierzyły, że czwórka w tym składzie może być niezwykle silna. Było to ważne, szczególnie dla Marty, do tej pory specjalistki wyłącznie na 200 metrów.

Na początku było ciężko, ale po Mistrzostwach Świata w Moskwie udowodniłam sobie, że jest to do zrobienia, i można zdobyć medal w K4 i K1 na tych samych zawodach. Pierwszy dystans, czyli 500 m, jest bardziej wymagające niż 200 m, to już większa wytrzymałość. W tym roku znacznie ją poprawiłam. Myślę, że to będzie z korzyścią dla K4 i K1 – powiedziała przed wyjazdem do Rio Marta.

I wiedziała, co mówi, bo w K1 rzeczywiście pokazała moc, zdobywając srebrny medal. Charakter i siłę mają też Becia i Najka. One do rywalizacji w czwórce też przystąpią uskrzydlone medalem z dwójki. I w końcu jest Edzia. Z tej czwórki to jeszcze ona nie posmakowała medalu z igrzysk. W tym roku jest bardzo mocna, co pokazała wygrywając dwukrotnie zawody Pucharów Świata w jedynce na 1000 metrów.  Rio może być tym momentem, kiedy z czwórki zdjęte zostanie fatum czwartych miejsc na tej imprezie.

Polki na czwórce są w finałach od Sydney i zawsze przypływały na czwartym miejscu. Szansa na pierwszy medal w K4 jest spora. Po pierwsze, dziewczyny z już zdobytymi medalami są w „gazie” i „na fali”, a to buduje atmosferę. Po drugie, czwórka tym razem jest ostatnią konkurencją. Polska armada ma już medale, a może ich mieć więcej. W takich okolicznościach płynie się z dodatkową motywacją.

Jedziemy tam walczyć o medale. Dam z siebie wszystko, aby był to start mojego życia, jednak stając w blokach startowych nie myśli się o miejscu, tylko koncentruje na tym, by wykonać swoje zadanie jak najlepiej. Będę zadowolona, jeśli po przepłynięciu mety będę czuć, że dałam z siebie 110% i szczęśliwa, jeśli to nam da miejsce medalowe. Mam nadzieję, że przełamiemy to nieszczęsne fatum czwartego miejsca – mówi Edyta Dzieniszewska – Kierkla.

Na czwórce nie wystarczy być tylko mocnym. Trzeba być też zgranym. To zgranie nabywa się podczas ciężkich oraz niecodziennych treningów.

Oprócz podstawowych, „hardkorowych” treningów, jakim jest na przykład 6×500 m, lubię treningi z akcentami współodczuwania – odczuwania partnerek z osady. Jest to zadziwiające i fascynujące, że podczas pewnych ćwiczeń przy wielkim skupieniu, na przykład przy zamkniętych oczach, potrafimy bardzo równo wiosłować i zaufać sobie wzajemnie – tak o treningach czwórki mówi Karolina Naja.

Dziewczyny mają też już ustaloną taktykę na wyścig czwórki, choć jak przyznaje Becia, nie wszystko zdradzą przed zawodami.

Taktyka jest nam znana i sprawdzona, aby każdy mógł dobrze zrozumieć. Dystans dzielimy na 3 etapy: start, środek i finisz. Aby nie zanudzać, co i jak, a też nie zdradzać wszystkiego, ile metrów ma każdy etap, tego więc nie powiem. Mogę zdradzić tylko tyle, że trzeci etap zaczyna się głośnym krzyknięciem przeze mnie, na wydechu słowa „jedź!!!” – tyle o taktyce Beata Mikołajczyk.

Taktyka, waleczność i ta niezwykła motywacja połączona z pomysłem na tę osadę, to mieszanka naprawdę wybuchowa. Oby eksplodowała podczas eliminacji 19 sierpnia i w finale dzień później.

W K4 drzemie ogromny potencjał. Myślę, że nie pokazałyśmy jeszcze wszystkiego.  Jesteśmy jak 4 żywioły. Jak połączymy je razem, to powstanie ogromna moc. Stać nas na walkę z najlepszym. A na jaki wynik pozwoli nasza dyspozycja? Tego nie wiem, ale na pewno będziemy walczyć do końca – powiedziała Marta Walczykiewicz.

Zatem jedźcie dziewczyny po kolejny medal. Pierwszy i historyczny na czwórce. A może również pierwszy złoty? Nie mielibyśmy nic przeciwko.

 

Beata Sokołowska – Kulesza