- Polski Związek Kajakowy - https://pzkaj.pl -

Kiszone ogórki, kapusta… Kajakarki jedzą kiszonki, by trenować w zdrowiu

Przez żołądek do serca, a czy także do sukcesu? Polska kadra kajakarek, z wieloma medalistkami olimpijskimi, sprawdza każdą metodę, która może pomóc im w osiąganiu lepszych wyników. Już prawie od dwóch lat nieodłącznym towarzyszem zgrupowań zawodniczek są kiszonki.

– Zainspirowała mnie pandemia. Poszukiwaliśmy odporności, sposobów, żeby nie zachorować. Zrobiliśmy to intuicyjnie. Kojarzyłem, że w dawnych czasach wikingowie kisili żywność, gdy nie było lodówek. Była to pierwsza metoda przechowywania żywności. Wszyscy pamiętamy z domów rodzinnych, z lat 80 i 90 zaprawianie owoców, kiszenie warzyw na zimę – opowiada Tomasz Kryk, trener reprezentacji Polski.

– Po roku postanowiłem to zbadać trochę bardziej od strony naukowej. Przeczytałem trzy pozycje Emerana Mayera. To człowiek, który zajmuje się przewodem pokarmowym, przede wszystkim wiromem i bakteriami, które bytują w naszym organizmie. Przedstawia bardzo wiarygodne badania, szeroko publikowane w piśmiennictwie światowym, na temat tego, jak zmieniały się składy wirusów w naszych jelitach – powiedział Kryk.

– Żywność modyfikowana genetycznie, fast foodowa ograniczyła ilość gatunków, pożytecznych bakterii, nawet o 25% w społeczeństwach zachodnich przez ostatnie 30 lat. kajakarek. Pamiętajmy, że 70% odporności to jelita – dodaje. Kiszonki towarzyszą zawodniczkom nie tylko w Polsce, ale także podczas zagranicznych zgrupowań – również na tym, które obecnie trwa w Portugalii.

– Od zawsze uwielbiałam wszelkiego rodzaju kiszonki, ogórki, kapustę. W moim domu zawsze to się jadło. Nie musiałam się do tego w ogóle przekonywać. Mamy tego towaru pod dostatkiem – stwierdza Marta Walczykiewicz. – Firma z Doliny Baryczy, bardzo ekologiczne, agroturystyczne gospodarstwo Sznajderów zaopatruje nas absolutnie bezpłatnie. Zaprzyjaźniliśmy się z tymi ludźmi. Bije od nich pozytywna energia – uzupełnia szkoleniowiec.

Reprezentantkom Polskiego Związku Kajakowego, którego sponsorem jest marka Lotto, pomysł przypadł do gustu, także dlatego, że żywność jest po prostu smaczna. – Jak widać nie chorujemy, wszystko idzie zgodnie z planem. To też fajny punkcik, który również przybliża nas do tego upragnionego złotego medalu – uważa Walczykiewicz.

– Lubię ogórki, kiszoną kapustę czy rzodkiewki. Jem je z chęcią i uśmiechem. Bardzo się cieszę, że mamy taką możliwość i kiszonki Sznajderów są zawsze z nami na zgrupowaniu. To przypomina nam nasze, polskie jedzenie – stwierdza Helena Wiśniewska, brązowa medalistka z Tokio. Kajakarki dzięki znanym, lokalnym smakom, w każdym miejscu mogą poczuć się jak w domu, a taka szybka aklimatyzacja w dowolnym kraju, pomaga w osiąganiu lepszych wyników.

Kiszonki pozwoliły też rozwiązać problem znanych z poprzednich lat. – Pod koniec zgrupowań często dochodzi do zaburzeń w prawidłowym składzie wirusów i bakterii w naszych jelitach. Dawniej często zdarzały się nam tzw. jelitówki w tym czasie. Dziś wiem, że to było spowodowane kumulującym się zmęczeniem treningowym i stresem – stwierdza Kryk.