Wydrukuj

Kaczor, czyli C1 1000

Tomasz Kaczor to doświadczony i utytułowany zawodnik. Do pełni sportowego szczęścia brakuje mu medalu olimpijskiego. Teraz ma szanse na realizację tego marzenia.

„Never give up”, czyli nigdy się nie poddawaj, to motto życiowe naszego „Kaczora”. I ten zawodnik stosuje je na co dzień. Po 9. miejscu na igrzyskach w Londynie, podczas których płynął w C2 na 1000 z Marcinem Grzybowskim, w tym czteroleciu postawił na walkę w C1. To o tyle trudniejsze, że w tej konkurencji trzeba liczyć tylko na siebie. Radość ze zwycięstwa należy tylko do Ciebie. Gorycz porażki bierzesz „na klatę” samotnie.

W ostatnim roku więcej było tych chwil radosnych. Było srebro na Mistrzostwach Starego Kontynentu w Racicach. Po drodze 4. miejsce w I Igrzyskach Europejskich w Baku i w końcu kwalifikacja dla Polski podczas Mistrzostw Świata w Mediolanie, gdzie Kaczor zajął 6. miejsce.

Jednak to, co najważniejsze w życiu każdego mężczyzny, spotkało go w Polsce. Tomasz Kaczor na początku roku olimpijskiego został ojcem. Jego syn ma na imię Borys. Tomasz Kaczor do igrzysk postanowił przygotowywać się poza kadrą ze swoim sprawdzonym, klubowym trenerem Dariuszem Bresińskim. Polski Związek Kajakowy nie robił problemów, ale jednocześnie było wiadomo, że o tym, kto pojedzie ostatecznie na igrzyska zdecyduje rywalizacja krajowa. Tą Tomek rozstrzygnął po dwóch Pucharach Świata w Duisburgu i Montemor-o-Velho, gdzie wygrywał z Vincentem Słomińskim.

Ten sukces cieszy podwójnie, bo pomimo innego cyklu przygotowań udało mi się wygrać rywalizację krajową i to ja mogę po raz drugi reprezentować nasz kraj na IO – powiedział Tomasz Kaczor.

Ale to już było. Czas na to, co przed nim. Od 10 sierpnia Kaczor z trenerem i resztą sprinterów, są już w Rio. Dotarli tam z Portugalii, gdzie szlifowali formę przed najważniejszymi startami.

Obóz w Portugalii przeleciał dość szybko, choć naszej wyprawy jeszcze nie koniec, teraz kilka dni adaptacji i upragniony start na IO. Z obozu jestem zadowolony, zrobiliśmy z trenerem kawał dobrej pracy i wierzę w to, że ona zaowocuje w Rio – mówi Kaczor.

Na korzyść Tomka przemawia to, że nie jest debiutantem na igrzyskach. Nie skupia się na otoczce, która może czasem rozpraszać. Skupia się tylko i wyłącznie na starcie.

Wiem od kuchni jak ta impreza wygląda i czego się mogę mniej więcej spodziewać, bo jak wiemy IO rządzą się swoimi prawami i zdarza się, że mistrzowie świata wracają bez medalu, a osoby, na które nikt nie liczył, zostają Mistrzami Olimpijskimi – mówi Tomek.

Dlatego Tomasz Kaczor nie chce mówić o szansach i medalach. Wie, że końcowy sukces to nie tylko świetna forma, to też wiele innych czynników, na przykład trochę szczęścia. I właśnie tego szczęścia chce, aby mu przede wszystkim życzyć. A zatem tego mu życzmy i trzymamy kciuki. Razem z Borysem, bo on trzymał je będzie na pewno.

 

Beata Sokołowska-Kulesza