Wydrukuj

Do końca musiałam się sprawdzać

Od trzech lat jest w czołówce najlepszych sprinterek świata, jednak w trakcie sezonu musiała udowodnić, że to właśnie jej należy się miejsce w reprezentacji olimpijskiej. Marta Walczykiewicz opowiada o rywalizacji i odczuciach przed wyjazdem na swoje pierwsze igrzyska.

 

 

Przedłużone eliminacje

– W kwietniu, po wygranych eliminacjach do kadry, zaczęłam się cieszyć z wyjazdu na igrzyska. Jednak jak się wkrótce okazało, to nie był koniec rywalizacji. W maju, w Pucharze Świata w Poznaniu, trener wystawił w jedynce 200 też Karolinę Naję dając tym wyraźny sygnał, że muszę wygrać, by mieć pewność startu w Londynie. W Poznaniu zmobilizowałam się i przypłynęłam pierwsza, czym przypieczętowałam swoje miejsce w reprezentacji. Występy w tym sezonie przypominają trochę zeszły rok. W 2011 na Malcie byłam pierwsza, a w Duisburgu wygrałam sztafetę i dwójkę. W tym roku wszystko ułożyło się identycznie. No może z wyjątkiem mistrzostw Europy. Przed rokiem byłam piąta, a teraz druga.

 

 

Bez presji

– Wiem dokładnie po co jadę na igrzyska. Chcę wygrać. To dziwne, ale w tej chwili nawet nie czuję, presji. Mam świadomość, że to wyjątkowa impreza dla najlepszych, ale ja traktuję ją jak normalne zawody. Nie chcę się stresować całą otoczką, tak jak było przy okazji mistrzostw świata w Poznaniu. Tam wpłynęło to na wynik i nie mam zamiaru tego powtórzyć. Teraz z pewnością pomaga mi wiedza o rywalkach. Z każdą z dziewczyn, które przyjadą do Londynu, już się ścigałam, a do tej pory nie wygrałam tylko z Lisą Carrington z Nowej Zelandii. Jestem spokojna i mam nadzieję, że wytrwam w tym stanie do pierwszego startu.  

 

 

Czuję moc

– W poprzednich latach miałam sporo obaw do pływania pod wiatr. Teraz jest inaczej. Czuję się silna i wiem, że mogę rywalizować w każdych warunkach. Na wodzie jest dobrze i, mimo zmęczenia, jestem naładowana energią. Zaczęłyśmy zgrupowanie w Płowdiw gdzie wreszcie codziennie jest świetna pogoda. Na treningach zaczyna być coraz bardziej intensywnie, ale za to zdecydowanie krócej. To mi pasuje, bo wiem, że jadę na wodzie trzy, cztery mocne odcinki, a później mogę odpoczywać. Coraz częściej schodzimy tu na czwórkę. Jest dobrze i czuć, że łódka płynie. Jak szybko zobaczymy już niedługo. Na igrzyskach. (tp)