Wydrukuj

Cudowna niedziela polskiego kajakarstwa! Medal za medalem w Monachium

To była złota niedziela polskich kajaków! Reprezentanci Polski na mistrzostwa Europy w kajakowym sprincie w Monachium zdobyli trzy złote, trzy srebrne i jeden brązowy medal! Biało-czerwoni kończą rywalizacją z trzynastoma krążkami – czterema złotymi, pięcioma srebrnymi i czterema brązowymi.

Mistrzostwa zakończył popis najmocniejszej polskiej osady ostatnich lat, czyli kobiecej czwórki na dystansie 500 metrów. „Atomówki”, czyli Karolina Naja, Anna Puławska, Dominika Putto i Adrianna Kąkol z wielką przewagą nad rywalkami dopłynęły do mety.

– Jestem dumna z całej reprezentacji, mamy bardzo dużo medali, mamy wspaniałe wyniki. Wygrywamy tutaj naprawdę w świetnym stylu – mówiła Naja.

– Mój sezon jest świetny, aż mi zapiera dech w piersiach, bo pamiętam poprzedni rok, gdy chciałam kończyć karierę, a trener mnie przekonał, żebym sobie dała jeszcze jeden rok. Zatem trenuję do Paryża – dodała Putto.

– A mnie te kolejne medale bardzo motywują do pracy, do gonienia dziewczyn, bo wiem, że indywidualnie jeszcze jestem w stanie się podciągnąć – powiedziała Kąkol.

Najbardziej zapracowana w polskiej ekipie była Puławska, która godzinę przed startem czwórki stała na podium, gdzie odbierała złoty medal wywalczony w wyścigu K1 500 metrów. W sumie Puławska wyjeżdża z Monachium z trzema złotymi medalami, bo w sobotę wywalczyła również złoto razem z Nają w K2 500 metrów.

– Po jedynce musiałam szybko uciec z ceremonii medalowej, bo wiedziałam, że dziewczyny na mnie czekają. Udało się zdobyć kolejne złoto i jestem bardzo szczęśliwa. A teraz wreszcie zasłużone wakacje – powiedziała Puławska.

Wcześniej na torze w Monachium fenomenalnie spisali się kanadyjkarze w dwójce na dystansie 200 metrów. Aleksander Kitewski i Arsen Śliwiński zdeklasowali rywali wygrywając z olbrzymią przewagą.

– Troszeczkę sami jesteśmy zaskoczeni, że tak odjechaliśmy rywalom, ale byliśmy najmocniejsi. Troszeczkę ta łódka nam po starcie uciekła i gdyby nie uciekła, to jeszcze większa byłaby nasza przewaga, ale tutaj nie ma to znaczenia. Jesteśmy mistrzami Europy, to się liczy. Jako grupa zrobiliśmy ogrom ciężkiej pracy, bo trener Marek Ploch nam dawał w kość, ale teraz mamy tego wyniki. Są medale, a cała grupa jest na bardzo wysokim poziomie – komentował Kitewski, który wcześniej odpuścił walkę w finale C1 500 metrów, by zachować siły na wyścig w parze ze Śliwińskim i przypłynął jako ósmy.

– Zawsze to były centymetry, a tutaj mieliśmy pół łódki przewagi. To taka troszeczkę deklasacja, co pokazuje, że jesteśmy po prostu zdecydowanie najlepsi. Od momentu, gdy zacząłem trenować z trenerem Markiem Plochem, czyli od kwietnia, to pracu było dużo, ale jest też rzeczywiście krok do przodu. Jestem bardzo zadowolony z tego sezonu – dodał Śliwiński.

Złota czwórki i Anny Puławskiej w jedynce to nie były jedyne niedzielne sukcesy polskich kajakarek w Monachium. Dominika Putto i Katarzyna Kołodziejczyk w K2 200 metrów dały się wyprzedzić tylko Węgierkom. – Jesteśmy bardzo dobrze przygotowane, a ten rok naprawdę był super od samego początku. Wszystko układało się po naszej myśli, więc czujemy się bardzo mocne. Po to pracowałyśmy, żeby tutaj wypaść jak najlepiej – mówiła Putto.

– Co roku się poprawiamy i wszystko idzie w dobrą stronę – dodała Kołodziejczyk.

Z dwoma srebrnymi medalami, podobnie jak Kołodziejczyk, do Polski wraca Justyna Iskrzycka, która w niedzielę w wyścigu K1 1000 metrów dała się wyprzedzić tylko Węgierce Noemi Pupp. – To był bardzo ciężki wyścig, było dużo mocnych dziewczyn, więc było z kim ścigać. Ja się specjalizuję w mocnych finiszach, więc zawsze staram się jechać w miarę ekonomicznie, żeby mieć siłę na ostatnie metry. Dla mnie to już jest koniec sezonu, teraz czas na trochę odpoczynku, na to, by zadbać o siebie i wrócić z nową energią w nowym sezonie – mówiła Iskrzycka.

Także srebro, podobnie jak na niedawnych mistrzostwach świata w Halifax, wywalczyli kanadyjkarze na 500 metrów Wiktor Głazunow i Tomasz Barniak.

– Bardzo chcieliśmy tym razem minąć Hiszpanów, ale się nie udało. Nie było łatwo przygotować się do tych mistrzostw, bo kilka dni nie mieliśmy wioseł, był też problem z łodzią, którą musieliśmy wymienić, więc cieszymy się, bo to naprawdę wielki sukces i z optymizmem możemy patrzeć w przyszłość – mówił Głazunow.

Polacy po minięciu linii mety długo musieli czekać na werdykt sędziów i końcową kolejność. – Szczerze mówiąc myśleliśmy, że byliśmy trzeci, więc jak się okazało, że drudzy to radość była ogromna. Mamy dwa srebrne medale mistrzostw świata i mistrzostw Europy, więc jest wysoka powtarzalność – dodał Barniak.

W niedzielę drugi medal mistrzostw Europy na swoim koncie zapisała także męska reprezentacja, bo brąz na dystansie 5000 metrów wywalczył Rafał Rosolski. W niedzielnych finałach blisko medalu była Katarzyna Szperkiewicz w C1 200 metrów, która przypłynęła do mety jako czwarta. Na siódmym miejscu finiszowała w C2 200 metrów para Magda Stanny i Aleksandra Jacewicz, a drugie miejsce w finale B K2 500 metrów zajęli Wojciech Pilarz i Wiktor Leszczyński. Z kolei na dystansie 5000 metrów w C1 Magda Stanny była piąta. Mistrzostwom Europy w kajakarskim sprincie towarzyszyła również rywalizacja o medale paraolimpijskich mistrzostw Europy sportowców z niepełnosprawnościami. W niedzielę srebrny medal w konkurencji KL3 200 metrów wywalczył Mateusz Surwiło.

W sumie w mistrzostwach Europy w kajakowym sprincie w Monachium Polacy zdobyli dwanaście medali – cztery złote, pięć srebrnych i trzy brązowe. Trenerzy polskich kadr są bardzo zadowoleni z dorobku zawodników. Najwięcej medali, bo aż siedem w tym trzy złote wywalczyły kajakarki. Start polskich zawodników w mistrzostwach Europy wspierał sponsor polskiego kajakarstwa PGE Polska Grupa Energetyczna.

– To jest trzynaście lat pracy. Odbudowaliśmy tę drużynę od podstaw. Po latach powstał świetny team. To było moje marzenie. Dzisiaj mamy w drużynie dietetyka, lekarza, fizjologa i w zasadzie nie brakuje nam niczego. O wiele szczegółów dbamy indywidualnie. Te ostatnie dwa lata przeżyliśmy normalnie i uważam, że to jest dodana wartość. Dwa lata pandemii przeżyte normalnie, w normalnym cyklu treningowym i bez strachu, dzisiaj dodaje im skrzydeł i oby procentowało do Paryża – komentował Tomasz Kryk, trener kadry kajakarek.

Z czterema medalami do Polski wraca reprezentacja kanadyjkarek i kanadyjkarzy. – Zrobiliśmy progres i nie będę ukrywał, że najbliższa zima będzie kluczowa, szczególnie jeśli chodzi o trening siłowy. Chciałbym ich wszystkich podnieść na wyższy poziom. Mam nadzieję, że dzięki temu będzie to wyglądało o wiele lepiej w następnym sezonie – mówił trener Marek Ploch.

Obie kadry, które na ostatnich imprezach zdobywały medale, gonią kajakarze. W Monachium odbudowywanej męskiej kadrze udało się zdobyć jeden srebrny medal w K2 200 metrów i brąz w K1 5000 metrów. – Trochę niedosyt pozostaje po czwórce, ale takie założenia były wcześniej, że próbujemy na każdych zawodach mistrzowskich inny skład czwórki. Na pewno te zawody to jest sygnał, że idziemy w dobrym kierunku. Razem z dziewczynami byliśmy na dwóch zgrupowaniach i jest wzór do naśladowania. Myślę, że chłopaki dużo z tych wspólnych treningów zyskają – podsumował trener kajakarzy Ryszard Hoppe.

Paweł Hochstim, Biuro Prasowe PZKaj
fot. Rafał Oleksiewicz