Wydrukuj

Beata Rosolska wybrała rodzinę

Trzykrotna medalistka IO z Pekinu, Londynu i z Rio, multimedalistka z PŚ, ME i MŚ. Do tego jeszcze można dołożyć Igrzyska Europejskie. Nie muszę chyba mówić jak jest nam przykro, mam tu na myśli kibiców, że podjęłaś decyzję o zakończeniu kariery?

Domyślam się, że decyzja o zakończeniu mojej kariery sportowej jest wielkim zaskoczeniem dla wszystkich. Dla mnie jest ona słuszna, innej podjąć nie mogłam. Wierzę, że ją zrozumiecie. Usłyszałam od lekarza, że w przyszłym roku nie będę już miała szansy aby pozostać mamą po raz drugi. Miałam marzenia związane z Igrzyskami w Tokio, ale także i takie związane z rodziną. I to ona jest dla mnie najważniejsza a co za tym idzie, to marzenie jest dla mnie większe niż Tokio.

Twoja decyzja jest już tą ostateczną?

Tak, jest ostateczna. Rozpoczął się w moim organizmie proces menopauzy. Patrząc na średnią wieku w jakim kobieta ją przechodzi, to u mnie to się wydarzyło jakieś 15 lat za wcześnie. To nie jest powód do wstydu, nie przeszkadza też w dalszym treningu. Ale jak już wspomniałam wcześniej, to rodzina jest dla mnie ważniejsza, dla mojego męża Rafała również. Wiem jednak, że wspierałby mnie nawet wtedy, gdybym podjęła inną decyzję.

Jak zaczęła się Twoja kariera i ile trwała?

Oj, tak dawno to było. Moja kariera trwała niespełna 25 lat. Zaczęła się pod koniec kwietnia 1996 roku. Trener Wiesław Rakowski przyszedł do szkoły, w której się uczyłam i zachęcał do kajakarstwa. Na trening tak naprawdę poszłam za namową koleżanki. Potem za namową trenera, który dostrzegł we mnie „to coś”, zmieniłam szkołę i rozpoczęłam regularny trening.

Wiem, że to może głupie pytanie ale który medal ma dla Ciebie największe znaczenie? Z Igrzysk, masz na swoim koncie 3, a może z innej imprezy? Na pewno każdy medal z Igrzysk dla Ciebie ma inną wartość, bo i Igrzyska odbywają się co 4 lata, a to szmat czasu?

Każdy medal z Igrzysk jest dla mnie ważny. Ciężko wybrać, nigdy nie wybierałam i nie zamierzam tego robić. Srebrny medal z Pekinu (2008) zdobyty wspólnie z Anetą Konieczną, był dla mnie spełnieniem marzeń. Nie przeszkodził mi jednak, abym zdobyła jeszcze dwa kolejne wspólnie z Karoliną Naja podczas Igrzysk w Londynie (2012) i Rio de Janeiro (2016).

28 stycznia 2019 urodziłaś syna Szymona i wróciłaś do sportu. Beata jak łączyłaś rolę matki z rolą znakomitej sportsmenki?

Szymek to dla mnie złoty medal olimpijski. Kocham go nad życie. 4 tygodnie po porodzie poczułam, że muszę popływać kajakiem. Po 6 tygodniach po porodzie wróciłam do treningu. Nie byłoby to możliwe, gdyby nie rodzice. Zawsze miałam ich pełne wsparcie. Wróciłam do sportu, potem do kadry. Jeździła ze mną moja mama, która zajmowała się Szymonkiem podczas kiedy ja trenowałam.

Jak trudny był dla Ciebie powrót do wyczynowego sportu?

Jestem osobą cierpliwą i taką, co jeżeli coś robi, to wykonuje to w 100%. I tak było tym razem. Nie mniej jednak oprócz chęci ważny był organizm i to, że w pobliżu i poprzez cały ten czas, mógł być ze mną Szymek. Od samego początku moim powrotem do sportu kierował też trener Tomasz Kryk – trener kadry kobiet, więc się nie obawiałam.

Kto Ci pomagał w opiece nad „maleństwem” i wspierał, gdy Ty byłaś na treningu?

Pomagała moja mama, która ze mną wyjeżdżała na zgrupowania krajowe i zagraniczne. Tata, który został na miejscu i zajął się Bellą – owczarkiem niemieckim (Rafała i moim) i Ajrą (owczarkiem niemieckim – rodziców). Wspierało mnie jednak więcej osób. Nie tylko rodzice, ale także cała rodzina „Mikołajczyków, ale także rodzina męża Rafała. Wielu moich przyjaciół i znajomych.

Miało być Tokio i …?

I póki co Igrzyska się jeszcze nie odbyły. Życie pisze często swój scenariusz i to od nas zależy czy szybko się przystosujemy do danej sytuacji.

Czy jesteś spełnioną sportsmenką?

Tak. Często powtarzałam, że już po pierwszym medalu olimpijskim spełniłam swoje marzenia. To nie przeszkadzało mi jednak zdobyć dwóch kolejnych olimpijskich krążków.

Gdybyś mogła cofnąć czas, czy dalej by to były kajaki? Czy jest coś czego żałujesz, (decyzje, podjęte działania)? Coś, co mogłabyś zmienić?

Każdą decyzję podejmowałam w oparciu o wiedzę i doświadczenia jakie akurat posiadałam, więc na tamten czas działania i decyzje były słuszne. I tak to pozostawiam.

Czy będzie Ci brakować wyczynowego trenowania? Wyjazdów i tej adrenaliny podczas startów? Trenera, dziewczyn z kadry?

Oczywiście, że tak. Pokochałam kajaki bardzo mocno. Uwielbiałam się zmęczyć i spocić, trochę mniej jednak lubiłam stres przed startem, ale lubiłam. Najbardziej uwielbiałam odczucia za metą. Będzie mi tego brakować. Napisałam piękną sportową historię i sama z siebie jestem dumna.

Jakie masz plany, może sportowe i te prywatne, jeśli możemy oczywiście wiedzieć na przyszłość? Co dalej po skończeniu kariery?

Moje plany na dzień dzisiejszy, to zajęcie się najpierw swoim zdrowiem a dokładniej marzeniami odnośnie powiększenia rodziny. To jest numer jeden. Chcę pomieszkać w domu, roztrenować organizm, ale przede wszystkim być mamą i żoną. A na sam koniec chciałabym pozostać w sporcie.

Czy wybrałabyś po raz drugi kajakarstwo?

Oczywiście. Choć to kajakarstwo trochę wybrało mnie. Nie mniej jednak przeżyłam piękną przygodę. Zawsze lubiłam wodę i rywalizację sportową, i to udało się połączyć w kajakach. Poznałam wielu świetnych ludzi, zwiedziłam wiele zakątków świata. Same plusy.

Co byś powiedziała młodym sportowcom zaczynającym swoją przygodę ze sportem?

Aby ich ”apetyt” na wielkie wyniki rósł  stopniowo. Tylko wtedy będą miały możliwość nauczyć się wygrywania, ale i przegrywania. Dodatkowo nie nałożą na siebie presji, która zazwyczaj niszczy zawodnika.  Chciałbym, aby młodzi sportowcy najpierw myśleli nad wynikiem sportowym, a nie nad tym ile pieniążków w danym sporcie zarabiają. I co najważniejsze, aby pamiętali, że mistrzem się bywa a człowiekiem zostajemy do końca życia.

Dziękuję za wywiad. 

Z Beatą Rosolską rozmawiała Beata Sokołowska.

Foto:
Beata Banach Fotografia,
Stella Bydgoszcz,
Łukasz Woszczyński,
Beata Sokołowska.