Wydrukuj

Beata Mikołajczyk multimedalistka, dwukrotna medalistka IO z Pekinu 2008 i Londynu 2012

To jedna z najbardziej utytułowanych a jednocześnie najbardziej doświadczona z naszych zawodniczek, które uzyskały kwalifikację olimpijską do Rio de Janeiro.

Wywiad z Beatą Mikołajczyk.

 

Jak się czujesz po wygranym plebiscycie?

Miło, że region, w którym mieszkam, widzi moje osiągnięcia i je docenia. Jak wrócę do domu, z miłą chęcią posłucham rodziców, jak było na balu. Przeczytam też zaległe artykuły, które rodzina dla mnie zbiera, jak mnie nie ma w domu.

 

Beata, jak oceniasz miniony sezon, to chyba jeden z niewielu bez medalu z imprezy głównej?

Miniony sezon oceniam bardzo dobrze, pomimo że nie zakończył się zdobyciem medali na Mistrzostwach Świata. Zdobyłam 3 medale na Mistrzostwach Europy, złoto w konkurencji olimpijskiej K-2 500m wraz z Karoliną Naja i dwa srebrne medale w konkurencjach nieolimpijskich  na K2 200m i K2 1000m razem z Karoliną. Czy jeden z niewielu? Myślę, że nie. Przez dość długi początek pływania w kadrze seniorskiej startowałam w konkurencjach indywidualnych i nie przywoziłam medali, lecz miejsca w finale A. W tym sezonie celem numer jeden było zdobycie kwalifikacji na Igrzyska Olimpijskie i to osiągnęliśmy.

 

Na jakim etapie przygotowań jesteście?

Zaczęliśmy schodzić na wodę. Pierwsze kilometry upływają pod kątem techniki. Niedługo jednak przyjdzie czas na coraz szybsze pływanie, a ja go nie mogę się już doczekać.

 

Ciężko się wraca po treningu ogólnorozwojowym do treningu na wodzie?

Lubię trenować, lubię trening „zimowy”, choć sprawia mi już więcej bólu niż kiedyś. Jestem raczej typem zawodnika – pracusia. Jak już wspomniałam, trenować lubię, kocham natomiast pływać kajaczkiem. Powrót do treningu na wodzie nie może być więc czymś strasznym dla mnie. Wręcz przeciwnie, sprawia mi dużo przyjemności i radości, wyczekuję tych pierwszych kilometrów. Nawet odciski i otarcia od wiosła, siedzenia czy podnóżka nie są mi już straszne, po tylu powrotach na wodę wypracowałam w końcu swój system i nie sprawia mi to już problemu.

 

Byłaś już na dwóch igrzyskach, które wspominasz najlepiej i dlaczego?

Na trzech igrzyskach powinnam być… Tak się nie stało. W 2004 roku usłyszałam słowa „jesteś młoda, możesz poczekać”… Stare dzieje i nie ma co rozpamiętywać. Było minęło. Ciężko powiedzieć, które igrzyska wspominam najlepiej czy Pekin 2008 czy Londyn 2012. Trudno to ocenić, ponieważ każde były dla mnie niepowtarzalne, były sportowym świętem – spełnieniem moich marzeń. A moje marzenia rosną tak jak apetyt w miarę jedzenia.

 

Co by było spełnieniem Twoich sportowych marzeń?

Jak każdego sportowca, złoty medal olimpijski. Marzyć trzeba, marzyć się powinno. Kiedyś przyjazna dusza, która nade mną czuwała na początku mojego szybkiego pływania i czuwa do dziś napisała mi „Nie rezygnuj nigdy ze swoich marzeń, bo jeśli umrą marzenia, umrzesz i Ty”. Więc cały czas marzę i gonię marzenia nie tylko te sportowe.

 

Pomimo słabszego niż zwykle poprzedniego sezonu kibice nadal w Ciebie wierzą. Nadal jesteś brana pod uwagę, jako kandydatka do medalu w osadach na igrzyskach w RIO. Tobie to ułatwia czy utrudnia start w zawodach takiej rangi?

Czy sezon był słabszy? Cyferki mówią tak, jeśli porównać je do poprzednich lat. Nie było to jednak to końca zależne ode mnie. Ciało sprawiło mi psikusa, ale dzięki temu wiem o sobie więcej. Wiedziałam, że nie boję się bólu, ale nie zdawałam sobie sprawy, że jestem aż tak szalona… Szalona, ponieważ co można powiedzieć o osobie, która drugiego dnia po artroskopii kolana idzie na siłownię, biega zimą ze złamanym palcem u nogi, którego sama sobie nastawiła czy pływa kajakiem z nogą w gipsie. To wszystko nie byłoby możliwe gdyby nie otaczający mnie ludzie, koleżanki czy Trener. W drodze do Rio przeszkodzić mi mogą tylko szybsze dziewczyny czy to w Polsce (bo kto pojedzie na Igrzyska dopiero się okaże), czy na samych Igrzyskach. Moja głowa mnie nie zawiedzie, ciało myślę również. Jeśli kibice uważają, że jestem kandydatką do medalu podczas I.O. to tylko się cieszę z tego powodu. Na pewno zrobię wszystko, aby ich nie zawieść. Należy jednak pamiętać, że sport jest taki fascynujący, ponieważ nie jest do końca przewidywalny.

 

Na jakim etapie jesteś z budową domu?

Budowa domu tak naprawdę cały czas trwa. Można tam już mieszkać, od roku na pewno. Kuchnia i łazienki są urządzone, sypialnia również. Salon po części, choć w tym przypadku bardziej meblami z domu rodziców, ale to nie jest ważne. W domu pozostało mi zrobić kominek w salonie i założyć dwa grzejniki w łazienkach. Nic więcej, bez tego jednak można się obejść, bo dom ogrzewany jest piecem na ekogroszek. Dookoła domu brakuje tylko trawy i tarasu – to plan na ten rok. Płot jest, tuje rosną, kojec dla pieska z budą również jest. W tym momencie buduje się drewutnia. Tak czy siak w domu u rodziców jest najlepiej i póki co, gdy wracam na parę dni pomiędzy obozami mieszkam z rodzicami.

 

Od pewnego czasu masz pięknego owczarka niemieckiego. Przy tak częstych wyjazdach jak wypadają Twoje rozstania z psem i powitania po powrocie?

Pies – Ajra za około dwa tygodnie będzie miała rok. Nie do końca jeszcze wszystko rozumie, o co chodzi z tymi torbami, które średnio raz na trzy tygodnie wystawiam przed dom, gdy wyjeżdżam. Mi żal ją zostawiać, ale tak musi być. Gdy wracam nie odstępuje mnie na krok, pewnie, dlatego że na wszystko jej pozwalam.

 

Czego Tobie życzyć?

Aby nogi mi się już nie plątały…

 

To tego właśnie Tobie życzę, ale też oczywiście zdrowia, wyjazdu na Igrzyska oraz spełnienia marzeń. Dziękuję za rozmowę.

 

Rozmawiała Beata Sokołowska-Kulesza

 

{gallery}aktualnosci_2016/Mikolajczyk{/gallery}