Nie udało się zawodnikom reprezentacji Polski w kayak crossie osiągnąć na tyle dobrych wyników na zawodach Pucharu Świata w Pradze, by wywalczyć awans na igrzyska olimpijskie. Oznacza to, że w Paryżu biało-czerwonych w debiutującej dyscyplinie będą reprezentować Klaudia Zwolińska i Mateusz Polaczyk.
Zawody w Pradze były ostatnią kwalifikacją olimpijską w kayak crossie. Do zdobycia były po trzy przepustki na igrzyska zarówno u kobiet, jak i u mężczyzn. Wystartowali w niej zawodnicy, którzy do tej pory nie wywalczyli dla narodowego komitetu olimpijskiego kwalifikacji na imprezę czterolecia w Paryżu. Polskę reprezentowali Dominika Brzeska, Michał Pasiut, Jakub Brzeziński i Mikołaj Mastalski. Partnerami Polskiego Związku Kajakowego są Lotto i Suzuki Motor Poland.
Nasi zawodnicy, których wspiera PGE Polska Grupa Energetyczna S.A. niemal zgodnie z planem zakończyli pierwsze przejazdy. Zarówno Brzeska, jak i Pasiut oraz Mastalski przyjechali na metę jako drudzy, co dało im awans do kolejnej rundy. Jedynie Brzeziński zajął trzecią lokatę i o przetrwanie w zawodach musiał walczyć w repasażach. W dodatkowym wyścigu zajął drugie miejsce i ostatecznie awansował dalej.
Ale awansu do ćwierćfinału już nie było. Brzeska w swoim drugim niedzielnym przejeździe była czwarta i zakończyła występ. – Był to mój pierwszy start w dużych zawodach w kayak crossie, a u mnie w grupie nie brakowało naprawdę mocnych zawodników – mówi Brzeska. – Jestem zadowolona, chociaż wyeliminował mnie błąd, a nie byłam pewna, że go popełniłam. Jechałam zatem do końca, ale nie udało się awansować dalej.
Przepustki do ćwierćfinału nie wywalczyli także trzej przedstawiciele męskiej rywalizacji. Mastalski i Pasiut na mecie byli trzeci, a Brzeziński przypłynął ostatni. – Kayak cross to dyscyplina, w której każdy ma szansę. Nie można nikogo lekceważyć, trzeba jechać skupionym od samego początku do końca. Niestety, mi nie wyszło, ale taki jest sport. Cieszę się jednak, że nabieram doświadczenia, co jest bardzo cenne. Teraz celuję w mistrzostwa świata do lat 23 i tam będę walczył o najwyższe cele – komentuje Mastalski.
Piotr Prusak, trener koordynator polskiej kadry w kayak crossie nie ukrywa jednak, że jest dumny z naszych reprezentantów za to, że podjęli rękawicę. – Jechaliśmy tutaj bez oczekiwań, chociaż zawsze ta nutka nadziei jest – mówi szkoleniowiec. – Robiliśmy, co mogliśmy i nie mamy sobie nic do zarzucenia. Liczyliśmy też trochę na szczęście, bo nasza kadra pokazała, że jest dobrze przygotowana fizycznie i że trzeba się z nami liczyć. To też ogromne doświadczenie, bo zawodnicy mogli poprzepychać się z większymi od siebie i to musi dać efekt w przyszłości.
W Paryżu prawo startu otrzymają zatem Mateusz Polaczyk i Klaudia Zwolińska, którzy wywalczyli kwalifikację w slalomie. – Być może dołączy do nich też Grzegorz Hedwig, ale to będzie już jego decyzja – kończy Prusak.
Maciej Nowocień, Biuro Prasowe PZKaj, fot. Przemysław Szyszka, Biuro Prasowe PZKaj
Niedzielne wyścigi finałowe podczas Pucharu Świata w sprincie kajakowym w Poznaniu były niezwykle miłe dla polskich kibiców. Biało-czerwoni niemal w każdym starcie zdobywali medal, a łącznie podczas trzech dni rywalizacji na Torze Regatowym Malta wywalczyli ich aż 22!
Pierwszy niedzielny medal dla Polski wywalczył Jakub Stepun, który był drugi na 200 m w kategorii K1. Co prawda nie jest to już konkurencja olimpijska, ale sam zawodnik przyznaje, że miło było mu przypomnieć sobie stare czasy, kiedy trenował na tym dystansie do igrzysk w Tokio. — To było tak w ramach rozrywki, a Puchar Świata w Poznaniu kończę ze złotem, srebrem, brązem i czwartym miejscem, więc mam cały komplet — śmieje się zawodnik. — Myślę, że optymistycznie mogę patrzeć w przyszłość, tym bardziej, że wiem, co poprawić. Te zawody dały mi dużo fajnych doświadczeń i cieszę się, że mogłem sprawić polskim kibicom radość. Dzisiaj jest też Dzień Mamy, więc to dla niej najlepszy prezent.
Kilka chwil później na torze były już zawodniczki startujące w C-1 na 200 metrów. Dorota Borowska, która za kilka miesięcy w Paryżu chce wywalczyć medal igrzysk olimpijskich, na metę przypłynęła druga i może cieszyć się ze srebrnego medalu Pucharu Świata w Poznaniu. — Jestem przede wszystkim zadowolona z tego, że udało się poprawić starty, z których nie byłam do końca zadowolona podczas poprzedniego Pucharu Świata – mówi zawodniczka. — Teraz wystartowałam z zimną głową, w dobrym stylu i mogłam popłynąć to, co umiem. Jeśli chodzi o przygotowania do igrzysk, to wszystko przebiega zgodnie z planem. Może będzie jakaś niespodzianka, ale o tym na razie nie chcę mówić. Puchar Świata to zawsze starty kontrolne, przeciwniczki też sprawdzają się na tle swoich rywalek. Wiem, nad czym pracować i z nadzieją patrzę w przyszłość.
Borowska podkreśla także fakt, że w Polsce startuje się bardzo dobrze, a to za sprawą kibiców, którzy głośno dopingują kajakarzy podczas zawodów. Polscy zawodnicy wspierani są też przez sponsora głównego PGE Polską Grupę Energetyczną S.A. — To jest zawsze na plus, dlatego uwielbiam zawody w Polsce. Na tym torze zostałam kiedyś mistrzynią Europy, w Krakowie wywalczyłam kolejne medale, a to dzięki mocy kibiców. Dziękujemy, że nas wspieracie — podkreśla srebrna medalistka w C-1 na 200 metrów.
https://youtu.be/qbDKYmmukpc
Świetnie zaprezentowali się także Kacper Sieradzan i Adrian Kłos, czyli nasi zawodnicy w C-2 na 1000 metrów. Chociaż warunki pogodowe nie do końca im sprzyjały, w finale na mecie zameldowali się jako trzecia osada i na szyjach zawisły brązowe medale. — Przy takiej temperaturze nie wiadomo jak się ubrać czy rozgrzać, było duszno, a do tego płynęliśmy delikatnie pod wiatr, więc te czasy nie były najlepsze. Dajemy jednak z siebie wszystko w każdych warunkach, co było widać podczas dzisiejszego wyścigu. Coraz lepiej się zgrywamy i to jest zdecydowanie na plus — podkreśla Kłos.
Sieradzan: — Był to jeden z najlepszych wyścigów w naszym wykonaniu. Od jakiegoś czasu świetnie się zgrywamy i czujemy, że to wszystko idzie w dobrą stronę. Z każdym treningiem widać znaczną poprawę, a mamy nadzieję, że na mistrzostwach Europy będzie jeszcze lepiej.
Polakom wciąż było mało medali podczas niedzielnych zmagań w Pucharze Świata. W C-1 na 1000 m biało-czerwoni wywalczyli aż dwa krążki! Najszybszy na torze okazał się Wiktor Głazunow, a trzecie miejsce zdobył wyjątkowo wyczerpany po wyścigu Łukasz Witkowski. — Jeśli się wygrywa, to zawsze wyścigi są dobre — uśmiecha się Głazunow. — Chciałem popłynąć bardzo agresywnie. Pierwsze 500 metrów było naprawdę szybkie jak na te warunki. Chciałem też sprawdzić jak moje ciało zachowa się w takim tempie od początku do końca i cieszę się, że nie było tego “zderzenia ze ścianą”. Fajnie też było pokazać się przed własną publicznością. Moja rodzina zawsze jeździ na zawody w całej Europie i chcę im za to podziękować, podobnie jak każdemu, kto nas wspiera, zarówno na trybunach, jak i przed telewizorami. To naprawdę dużo dla nas znaczy i zostawiamy całe serce w rywalizacji na torze.
Ostatnią polską medalistką pierwszej sesji niedzielnych zmagań na Torze Regatowym Malta została Anna Puławska, która wystartowała na 500 m w K-1. Dla jednej z najbardziej utytułowanych polskich kajakarek była to wyjątkowo trudna rywalizacja, a ostatecznie na mecie zameldowała się jako trzecia i wywalczyła brązowy medal. — Ten wyścig kosztował mnie najwięcej sił, co było widać po zakończeniu na mecie. Dawno nie miałam takiego “odjazdu”. Ale jest to dobry prognostyk na nadchodzący sezon. Założenia od trenera zostały wykonane. Miałam od początku do końca popłynąć swój wyścig i sprawdzić, na jakim etapie teraz jesteśmy. Wywalczyłam medal, więc jest optymistycznie — skomentowała Puławska.
W sesji popołudniowej wiele powodów do radości kibicom dali także polscy zawodnicy startujący w C-1 na 5000 metrów. Pierwszy na mecie zameldował się Mateusz Borgieł, a drugi był Kyrylo Krasinskyi! — Wyścig nie należał do łatwych, ale czuję się mocny na przenoskach, co zaprocentowało tym, że wygrałem. To mój pierwszy medal w Pucharze Świata, a wywalczyłem go w Poznaniu, przed własną publicznością, więc jestem jeszcze bardziej zadowolony – skomentował Borgieł.
Dodajmy, że w finale B wyścigu K-1 na 1000 m Przemysław Rojek był siódmy, a w finale B w K-1 na 500 m drugie miejsce wywalczyła Adrianna Kąkol. Ponadto, w finale A wyścigu C-1 na 5000 m Paulina Grzelkiewicz zanotowała czwarty czas. W ostatnim wyścigu całych regat Przemysław Rojek był dziesiąty w K-1 na 5000 m, a Piotr Morawski nie ukończył startu.
Łącznie reprezentanci Polski podczas Pucharu Świata w Poznaniu wywalczyli aż 22 medale! — To był naprawdę fantastyczny puchar. Co prawda z nieco mniejszą obstawą, ale wciąż bardzo mocną. Pokazaliśmy, że idziemy w dobrym kierunku, zarówno sportowo, jak i organizacyjnie. Naprawdę jest się czym chwalić – mówi Jolanta Rzepka, sekretarz generalna PZKaj. Partnerami Polskiego Związku Kajakowego są Lotto i Suzuki Motor Poland. — Jako związek i komitet organizacyjny przygotowujemy się do mistrzostw świata, które odbędą się w Polsce w 2026 roku. To efekt doskonałej pracy naszej ekipy.
Maciej Nowocień, Biuro Prasowe PZKaj, fot. Łukasz Szeląg, Biuro Prasowe PZKaj
Na niespełna dobę przed rozpoczęciem zawodów Pucharu Świata w sprincie kajakowym na poznańskim Jeziorze Maltańskim wszystko jest już dopięte na ostatni guzik. Organizatorzy przygotowani, zawodnicy również. A kibice mają prawo spodziewać się zaciętej rywalizacji i… polskich sukcesów na dwa miesiące przed igrzyskami olimpijskimi.
Cisza przed burzą – to według słownika języka polskiego „moment pozornie spokojny, ale w rzeczywistości pełen ukrytego napięcia, poprzedzający jakieś (…) gwałtowne wydarzenia, których się spodziewamy”. W przypadku pucharowych zawodów w kajakarstwie w Poznaniu można to wyrażenie rozumieć dwojako. Idiomatycznie, czyli jako zapowiedź wielkich emocji, których z pewnością będziemy świadkami w nadchodzący weekend. Ale i dosłownie, bo w czwartek nad tutejszym torem regatowym na Jeziorze Maltańskim przetoczyło się kłębowisko chmur. Postraszyło, zajrzało swoim groźnym okiem na przygotowany do zawodów akwen i… odpuściło. – Dziś może rzeczywiście trochę popadać, ale od jutra pogoda ma być dla nas bardzo łaskawa – zapewniał, patrząc na ten spektakl zjawisk atmosferycznych, trener kadry kajakarzy, Ryszard Hoppe.
Wszyscy uczestnicy konferencji prasowej zapowiadającej to wyjątkowe wydarzenie, którzy w czwartek w samo południe spotkali się z dziennikarzami w sali pod trybuną główną, zgodzili się więc co do jednego: żadnej burzy nie będzie! No, może nie tylko co do jednego, bo zdaniem naszych kajakarek i kajakarzy tor jest znakomicie przygotowany, a forma przed igrzyskami coraz wyższa.
Potwierdzają to kajakarze z osady K2 na 500 m – Jakub Stepun i Przemysław Korsak – którzy niedawno w Segedynie wywalczyli olimpijską kwalifikację. Stepun czuje się na tyle mocny, że zamierza odnieść sukces we wszystkich czterech konkurencjach, w których będzie brał udział. – Trenuję na tym torze od początku liceum, czyli od momentu, w którym trafiłem do sekcji poznańskiego AZS AWF. Chcę dać naszym kibicom powody do radości – mówił z uśmiechem.
Uśmiech nie schodzi też z twarzy Przemysława Korsaka. Jeszcze niedawno ten zawodnik zdobywał w czwórce medale młodzieżowych mistrzostw świata. Teraz, wspólnie ze Stepunem, ma już olimpijską kwalifikację na Paryż i… spokojną głowę. – Ogólnie zbytnio nie stresujemy się startami, bo zachowujemy się profesjonalnie. Chcemy pokazać to, co na treningach i jeszcze coś do tego dodać. Na pewno po kwalifikacji jesteśmy dużo spokojniejsi. Staramy się utrzymać najwyższą formę. Ale już teraz widać, ze wskoczyliśmy na bardzo wysoki poziom. Nawet te nasze słabsze momenty w tym roku są i tak bardzo dobre. Tor w Poznaniiun jest dla mnie bardzo ważny, bo między zgrupowaniami trenuję właśnie tutaj. Praktycznie w centrum miasta i to też robi ogromne wrażenie. Na pewno chcemy wygrać nasze wyścigi!
– Kiedy trzy lata temu przejmowałem kadrę kajakarzy, ekipa składała się właściwie niemal z samej młodzieży. Teraz ci panowie już okrzepli i wskoczyli na wysoki poziom. Możemy liczyć na ich zaangażowanie i formę sportową – chwalił swoich podopiecznych doświadczony trener Hoppe.
Do startu pierwszych wyścigów w stolicy Wielkopolski zostały już ostatnie godziny. Wiadomo, że w Poznaniu zobaczymy kajakarzy z 37 federacji i reprezentacji ICF, a wśród nich wielu znakomitych zawodników, m.in. pięciokrotną mistrzynię olimpijską Nowozelandkę Lisę Carrington czy polskie medalistki igrzysk z Tokio – Karolinę Naję, Annę Puławską, Helenę Wiśniewską i Justynę Iskrzycką.
Naja to legenda polskiego kajakarstwa. Czterokrotna medalistka olimpijska, szlakowa „Atomówek”, jak nazwali naszą osadę kibice i dziennikarze. Dla niej start w Poznaniu też będzie bardzo ważny. – Stresik i adrenalina już się pojawiają, ale w odpowiednim momencie. Potrzebuję tego do rywalizacji. Ale na chwilę obecną czuję spokój i opanowanie. To właściwe podejście do tworzenia reprezentacji i osad. Kadra olimpijska na Paryż przecież właśnie teraz się tworzy. Na treningach czuję się bardzo dobrze, a na zawodach stabilnie. Staram się wykorzystać swoje doświadczenie, by stworzyć z dziewczynami szybkie łódki zarówno na Poznań, jak i na igrzyska. Tor w Poznaniu jest dobrze przygotowany do rywalizacji. Chyba mój ulubiony, bo przecież tu są polscy kibice!
Swojej zawodniczce wtóruje trener kadry, Tomasz Kryk, który lada dzień stanie przed bardzo trudnym zadaniem: selekcji zawodniczek do poszczególnych osad na igrzyska olimpijskie. Do Paryża może zabrać tylko sześć kajakarek, dlatego poznański PŚ będzie doskonałym miejscem do sprawdzenia ich formy. – Jeśli warunki na torze będą obiektywne, to obie nasze czwórki stać na rywalizację o medale w Poznaniu. Podobnie Anię z Karoliną. Nie startujemy już na 1000 metrów, bo nie da się tego pogodzić przy takim ułożeniu programy. Ale ja na to nie mam wpływu, koncentruję się na mojej drużynie – powiedział utytułowany szkoleniowiec. Partnerem Polskiego Związku Kajakowego są Lotto i Suzuki Motor Poland.
W konferencji prasowej wzięli również udział: dyrektor komitetu organizacyjnego PŚ Poznań 2024 Ireneusz Pracharczyk, dyrektor Wydziału Sportu UM Poznań Maciej Piekarczyk oraz prezes Polskiego Związku Kajakowego Grzegorz Kotowicz. Ten ostatni zwraca uwagę na wysoki poziom zgłoszonych zawodniczek i zawodników. – Trzeba powiedzieć, że to będą zawody specyficzne. Nie jest to kwalifikacja na igrzyska, ale dla wielu reprezentacji ważny sprawdzian. Nie ma rekordu frekwencji, jednak ci, którzy są na listach startowych prezentują bardzo wysoki poziom. Trenerzy obserwują swoich zawodników i myślą, jak złożyć osady na Paryż. Poznań jak zwykle, dostarcza nam dużo emocji i dużo medali. Jest kilka mocnych ekip: Niemcy, Nowozelandczycy, Ukraińcy. Zapowiada się zacięta rywalizacja – mówił Kotowicz.Polską reprezentację wspiera PGE Polska Grupa Energetyczna S.A. Przed rokiem biało-czerwoni wygrali w Poznaniu klasyfikację generalną, zdobywając 12 medali. Teraz również liczą na grad medali.
Początek trzydniowego PŚ w sprincie kajakowym w Poznaniu w piątek, 24 maja, o godzinie 10:00, a medale zostaną rozdane w sobotę (przedpołudniowa sesja medalowa od 10:0, a popołudniowa od 14:16) i w niedzielę (od 10:34 i od 14:04). Wstęp na regaty jest bezpłatny.
Nie udało się Klaudii Zwolińskiej wywalczyć drugiego medalu mistrzostw Europy w slalomie kajakowym w Lublanie. Choć Polka stawiała sobie wysokie cele, po emocjonującym wyścigu półfinałowym w kayak crossie musiała uznać wyższość rywalek. — Czuję jednak coraz większy potencjał — zaznacza nasza zawodniczka.
Legendarny tor Tacen wciąż jest szczęśliwy dla biało-czerwonych. Przed siedmioma laty biało-czerwoni wywalczyli na nim aż pięć medali mistrzostw Europy. Mistrzem Starego Kontynentu w K-1 został Mateusz Polaczyk, srebro zdobył Dariusz Popiela, a obaj w drużynie z Maciejem Okręglakiem sięgnęli po brąz. Ponadto, biało-czerwoni sięgnęli wówczas również po srebra w C-2 za sprawą Andrzeja i Filipa Brzezińskich oraz zespołowo (Marcin Pochwała/Piotr Szczepański, Andrzej Brzeziński/Filip Brzeziński, Michał Wiercioch/Grzegorz Majerczak). Partnerem Polskiego Związku Kajakowego są Lotto i Suzuki Motor Poland.
Kolekcję medali ME zdobytych w Słowenii powiększyła w środę Klaudia Zwolińska i jako jedna z kandydatek do podium przystępowała do czwartkowej rywalizacji w kayak crossie. Liderka reprezentacji Polski wspieranej przez PGE Polską Grupę Energetyczną S.A., która w środę wywalczyła srebro w crossowym sprincie, bez problemu awansowała do półfinału wygrywając czwartkowy wyścig ćwierćfinałowy. Niestety, na tym etapie zakończyła swój start i zajmując czwarte miejsce w swoim biegu nie zdołała awansować do decydującego o medalach wyścigu.
— W półfinale Klaudia została przyblokowana, bo dość mocno zwarła się z Eliską Mintalovą, czyli zawodniczką ze Słowacji. To sprawiło, że ten wyścig był bardzo emocjonujący, ale niestety nie udało jej się awansować do finału. Półfinał to zawsze półfinał, chociaż wiadomo, że jeśli już się do niego awansuje, to chce się więcej. Tym bardziej, że w wyścigu ćwierćfinałowym, który Klaudia wygrała w cuglach, pokazała, że jest w naprawdę dobrej dyspozycji. Celowaliśmy wysoko, a apetyt rośnie w miarę jedzenia. Teraz będziemy starali się wywalczyć krążki w wyścigach slalomowych —ocenia Jakub Chojnowski, trener główny polskiej reprezentacji.
Sama zawodniczka ambitnie podkreśla, że liczyła na nieco lepszy występ, tym bardziej, że w kayak crossie czuje się coraz lepiej. — Nie czuję wielkiego rozczarowania, po prostu staram się wyciągnąć wnioski na przyszłość. Nie ukrywam, że głównie skupiam się na slalomie i dopiero po nim startuję w kayak crossie, ale przez pogodę harmonogram w Lublanie został zburzony i te wyścigi były dla mnie dużym zaskoczeniem. Mój medal w sprincie pokazał jednak, że jest duży potencjał i mamy się z czego cieszyć — mówi Zwolińska.
Wracając do samego wyścigu półfinałowego, Polka podkreśla, że nie był łatwy. — Trzymałyśmy się z rywalkami cały czas razem i ciężko było się przepchnąć. Duże znaczenie miało po prostu szczęście. Wiem jednak, jakie błędy popełniłam i co mogę następnym razem poprawić. Coraz fajniej startuje mi się w kayak crossie i będę dalej doskonalić te przejazdy — kończy zawodniczka.
Piątek jest dniem przerwy od zmagań w ramach ME 2024. W sobotę zostaną rozdane indywidualne i drużynowe medale w K-1, a w niedzielę indywidualne i drużynowe w C-1. — Teraz czekamy na informacje od organizatora odnośnie sobotnich startów, bo ze względu na zmianę terminów musimy się dostosować treningowo, by być w jak najlepszej formie. Mamy też nadzieję, że pogoda pozwoli nam na swobodną rywalizację — kończy Chojnowski.
Kajakarz Jakub Stepun w K1 200 metrów i dwójka kanadyjkarzy Kacper Sieradzan i Adrian Kłos w C2 1000 metrów zdobyli dwa srebrne medale dla polskiej ekipy ostatniego dnia zmagań w zawodach Pucharu Świata w węgierskim Szeged. Biało-czerwoni kończą udział w pierwszej w tym sezonie międzynarodowej z ośmioma medalami – jednym złotym, sześcioma srebrnymi i jednym brązowym.
Największe powody do radości mają kajakarze, którzy po latach posuchy wyjeżdżają z Szeged z dwoma medalami – Stepuna w K1 200 metrów i Sławomira Witczaka w K1 500 metrów – oraz kwalifikacją olimpijską dwójki, którą tworzą Stepun i Przemysław Korsak.
– Myślę, że w tym roku zrobiliśmy ogromny postęp treningowo, co bardzo nas wzmocniło, a te zawody były potwierdzeniem tego, że idziemy w dobrą stronę i teraz szykujemy się do igrzysk. Dziś ta jedynka dwieście tak naprawdę była wisienką na torcie, żeby się rozerwać trochę po tej kwalifikacji, po tych wyścigach na dwójkach, w których zajęliśmy siódmą lokatę i jesteśmy w kontakcie z czołówką – mówił Stepun.
Trener Ryszard Hoppe, który wprowadził po latach przerwy polskich kajakarzy na igrzyska olimpijskie i podium międzynarodowych zawodów podkreśla, że sukcesy nie wzięły się przez przypadek. – Po tej takiej dziurze, która była od lat, ten młody zespół pokazał swoją wartość i tak, jak już wcześniej mówiłem, mają bardzo realne szanse stworzenia grupy zawodników, którzy na następne igrzyska na pewno będą walczyć o czołowe miejsca. Cieszę się bardzo, bo pracowaliśmy ciężko, a ci zawodnicy uwierzyli w mój plan. Zawsze na początku jest trudno przekonać, a ta grupa zawierzyła. Ta, co nie zawierzyła, jest tam, gdzie jest – powiedział Hoppe.
Czy szkoleniowiec ma już plan przygotowań do igrzysk? – Ostatnimi nocami budzą się o trzeciej, czasem wpół do czwartej i myślę, jak to wszystko ułożyć. W głowie wszystko mam już poukładane, a jak wrócimy do Wałcza to spokojnie usiądę i przełożę to na papier – zapewnił. Polską kadrę wspiera sponsor główny PGE Polska Grupa Energetyczna S.A.
Drugi niedzielny medal dla Polski wywalczyli kanadyjkarze Kacper Sieradzan i Adrian Kłos w C2 1000 metrów. – To był bardzo dobry bieg, popłynęliśmy tak, jak trzeba. Wyjeżdżamy z Szeged zadowoleni, aczkolwiek bardzo szkoda, że chłopakom nie udało się wywalczyć kwalifikacji do igrzysk. Natomiast w Pucharze Świata zajęliśmy sporo bardzo wysokich miejsc – mówił Kłos.
– Było bardzo dużo mocnych osad, choćby Włosi, Brazylijczycy, czy Węgrzy, więc bardzo cieszymy się z tego srebra. Teraz przed nami Puchar Świata w Poznaniu, a później mistrzostwa Polski seniorów, gdzie będzie możliwość ścigania się o jedynkę na tysiąc metrów, czyli o igrzyska tak naprawdę. To są tak naprawdę najważniejsze zawody w tym sezonie, bo od tego zależy czy ktoś z nas, czy może Wiktor, a może Aleksander pojedzie na igrzyska startować w jedynce – dodał Sieradzan.
Nieco dalsze lokaty – ale w finałach A – wywalczyli kanadyjkarze, którzy wcześniej zapewnili polskiej reprezentacji kwalifikacje olimpijskie, czyli Dorota Borowska i Wiktor Głazunow. Borowska była ósma w C1 200 metrów, a Głazunow siódmy w C1 1000 metrów.
– Zawsze starty w Pucharach Świata traktujemy jako kontrolne i chcę porównać się do zawodniczek ze świata. Także tutaj podchodzę do tego wyniku bardzo spokojnie, z pokorą sportową, bo wiem co poprawić i nad czym pracować dalej. Do poprawy jest sporo, co jest korzystne, bo możemy to zrobić, dzięki czemu zbliżę się do czołowych zawodniczek. Na pewno dzięki pracy z psychologiem poprawiłam mental, ale trzeba pamiętać, że nigdy nie górowałam na zawodach Pucharu Świata. Po prostu rozpędzam się w sezonie – podkreśliła Borowska.
– Powolutku się rozpędzamy. To nie jest jeszcze szczyt i nie mam zamiaru budować ani na jeden, ani na drugi Puchar Świata stuprocentowej formy. Mam nadzieję, że powolutku, powolutku będę urywał te sekundy, aż dobiję do czołówki i będę walczyć o medale. Cały proces przygotowań musi być dopasowany do tych najważniejszych imprez, bo nie da się budować tych szczytów formy trzy, pięć czy dziesięć razy. Trzeba zdecydować na którą imprezę chcemy robić tę formę i liczyć na to, że się uda, bo to też nie jest takie proste, a czasem niuanse decydują o tym, czy ta forma jest, czy nie. Myślę, że trenerzy na pewno mają pomysł na mnie, ja też mam jakiś pomysł. Liczę, że jeszcze uda się wystartować w C2 na igrzyskach, ale czas pokaże. Miejmy nadzieję, że pokaże pozytywnie dla nas – dodał Głazunow.
Pozostali startujący w niedzielę Polacy nie zdołali wywalczyć miejsc w finałach A. Katarzyna Szperkiewicz na półfinałach zakończyła rywalizację w C1 200 i C1 500 metrów, Łukasz Witkowski był szósty w finale B C1 1000 metrów, Katarzyna Kołodziejczyk zajęła dziewiątą lokatę w finale B, a Sandra Ostrowska piątą w finale C w K1 500 metrów, a sobotni medalista Sławomir Witczak tym razem zajął trzecie miejsce w finale C K1 1000 metrów.
W sumie zatem biało-czerwoni zakończyli pierwsze zawody Pucharu Świata w Szeged z ośmioma medalami – złoty w C1 200 metrów wywalczył kanadyjkarz Oleksii Koliadych, srebrne zdobyły kajakarki (K4 500 metrów Karolina Naja, Anna Puławska, Adrianna Kąkol, Dominika Putto oraz K1 200 metrów Dominika Putto), kajakarze (K1 500 metrów Sławomir Witczak i K1 200 metrów Jakub Stepun) i kanadyjkarze (C2 mix 500 metrów Sylwia Szczerbińska i Aleksander Kitewski i C2 500 metrów Kacper Sieradzan i Adrian Kłos), a brązowy kajakarska Justyna Iskrzycka w K1 1000 metrów.
Kolejne zawody Pucharu Świata w kajakarskim sprincie odbędą się w dniach 24-26 maja w Poznaniu. Partnerami Polskiego Związku Kajakowego jest Lotto i Suzuki Motor Poland.
Paweł Hochstim, Biuro Prasowe PZKaj, fot. Radosław Jóźwiak, Biuro Prasowe PZKaj
Polscy zawodnicy zdobyli w sobotę sześć medali pierwszych w tym roku zawodów Pucharu Świata w kajakarskim sprincie. W węgierskim Szeged na najwyższym stopniu podium stanął kanadyjkarz Oleksii Koliadych w C1 200 metrów, a sensacją jest srebro Sławomira Witczaka w kajakowej jedynce na dystansie 500 metrów. Również po srebro sięgnęły „Atomówki”, czyli kobieca czwórka na dystansie 500 metrów, najlepsza polska osada ostatnich lat.
Koliadych, mistrz świata z 2022 roku oraz medalista dwóch ostatnich mistrzostw Europy, wygrał bardzo pewnie i dopisał do swoich osiągnięć kolejny sukces. – Mogę śmiało powiedzieć, że to jest systematyczność na tym dystansie. Bardzo dobrze się czuję na tym dystansie. Może nie jest olimpijski, ale naprawdę jestem bardzo szczęśliwy, że pokonuje takich zawodników jak Litwin Henrikas Zustautas, bo to jest naprawdę wielki sportowiec. A ten czas, który dzisiaj osiągnąłem, czyli 38,5 sekundy, to jest naprawdę bardzo szybko i to jest mój osobisty rekord na tym dystansie, więc jestem bardzo, bardzo zadowolony – mówił Koliadych, który już za dwa tygodnie wystąpi w zawodach Pucharu Świata w Poznaniu. – Na tym się skupiam w tej chwili, a później czekają nas mistrzostwa Europy, później zobaczymy, co z igrzyskami, no i mistrzostwa świata w Uzbekistanie. To też fajna powinna być impreza.
To nie był jedyny medal Polaków w rywalizacji kanadyjek, bo po srebro w mikście na dystansie 500 metrów sięgnęli Sylwia Szczerbińska i Aleksander Kitewski. Polską kadrę wspiera sponsor główny PGE Polska Grupa Energetyczna S.A.
Dwa srebra i brąz wywalczyły polskie kajakarki – na drugim stopniu podium stanęła czwórka na dystansie 500 metrów, czyli Karolina Naja, Anna Puławska, Adrianna Kąkol i Dominika Putto oraz ponownie Putto po wyścigu w K1 200 metrów, a brązowy medal dorzuciła Justyna Iskrzycka w wyścigu K1 1000 metrów.
– Dzisiaj zeszłyśmy razem na wodę i naprawdę poczułam, że to już jest ten moment. Do tej chwili przygotowywałyśmy się całą jesień i zimę. Na pewno jest duży zapas tych szlifów, które nam są bardzo potrzebne, ale wiemy, że to przed nami i dlatego mamy duży spokój, a dzisiaj po prostu chciałyśmy się poddać tej rywalizacji i wyciągnąć z niej jak najwięcej – mówiła Naja.
– Przed wyścigiem trener nam powiedział, że mamy pojechać swój wyścig i sprawdzić na ile jesteśmy gotowe teraz. I faktycznie, od początku do końca jechałyśmy w swoim tunelu, zrealizowałyśmy cały plan i pokazałyśmy na co nas stać w tym momencie. Jesteśmy bardzo optymistycznie nastawione na nadchodzący sezon – dodała Puławska.
W kadrze kajakarek, która ma zapewnione sześć nominacji olimpijskich, jest największa rywalizacja o wyjazd do Paryża. Trener Tomasz Kryk zapowiedział, że 9 czerwca, czyli po mistrzostwach Polski, ogłosi skład na igrzyska. Jednocześnie zasugerował, że najtrudniej byłoby mu zrobić zmiany w czwórce, której budowa jest bardziej długotrwałym procesem.
– Skupiłyśmy się na tym starcie, nie czytałyśmy za dużo, nie szukałyśmy między wierszami. Byłyśmy po prostu bardzo sfokusowane na tym, co mamy tutaj pokazać, zrobić i z tego najbardziej się cieszymy. Chyba wiemy, że to jest po prostu proces i chcemy jak najlepiej pokazać na co nas stać podczas zawodów Pucharu Świata – mówiła Adrianna Kąkol.
– Staram się o tym nie myśleć i myślę, że dziewczyny również. Wiemy co mamy zrobić, jakie mamy punkty na naszej mapie w trakcie przygotowań. Realizujemy to i zobaczymy co będzie później – dodała Dominika Putto.
Podobnie podchodzi do tego Iskrzycka. – Na pewno to jest celem każdej z nas, żeby być w tym składzie, pojechać na igrzyska i walczyć o najwyższe trofea. Więc to jest istotne dla każdej z nas, ale skupiamy się na tym, co jest tu i teraz. Mamy swoje zadania do wykonania i na pewno trzeba być mentalnie dobrze przygotowanym, żeby znieść presję i stres, bo na pewno jest on wyjątkowy pod tym względem. Dziś emocje na pewno były spore, bo to są pierwsze międzynarodowe starty. Są na pewno elementy do poprawy, więc rezerwy jeszcze są – powiedziała Iskrzycka. Niewiele brakowało, a wywalczyłaby w sobotę jeszcze jeden brąz, w K2 500 metrów wspólnie z Katarzyną Kołodziejczyk. Niestety, Polki przegrały medal z osadą ze Szwecji o sześć setnych sekundy.
Fantastycznie w sobotę spisał się polski kajakarz Sławomir Witczak, który w ostatnich tygodniach wsiadł do jedynki i zaczął robić błyskawiczne postępy. Wprawdzie w czwartek nie udało mu się wywalczyć olimpijskiej kwalifikacji, ale w sobotę powetował sobie to srebrem w K1 500 metrów. Polscy kajakarze tegoroczny start w Szeged na pewno zapamiętają na długo, bo jeszcze niedawno mieli kłopoty, by zakwalifikować się do finału, a na Węgrzech wygrali nominację olimpijską w K2 500 metrów – a była tylko jedna! – oraz mają już medal Pucharu Świata.
– Pokazaliśmy to z chłopakami, że zrobiliśmy bardzo duży krok do przodu. Jedyne czego mi szkoda to ten mój tysiąc metrów na kwalifikacjach, ale po prostu muszę się jeszcze dużo nauczyć i pościgać. Mam nadzieję, że pokazujemy, że nie próżnujemy robimy dobrą robotę, a wyniki świadczą, że nie stoimy w miejscu i że cały czas się rozwijamy. Wiem, że wiele osób nas skreślało, ale to po prostu potrzeba trochę wiary i jeszcze paru miesięcy spędzonych na treningach, żeby rezultaty były lepsze, niż wszyscy zakładali – mówił Witczak.
Polski kajakarz już nie może doczekać się zawodów Pucharu Świata w Poznaniu, czyli przed własną publicznością. – Postaramy się w Poznaniu jeszcze więcej dać powodów do uśmiechu. Liczę, że na naszej ziemi też pokażemy dobrą formę i powalczymy o te najwyższe lokaty – dodał Witczak.
W sobotnich finałach A popłynęli także kanadyjkarze Aleksander Kitewski i Arsen Śliwiński w C2 500 metrów, kanadyjkarki Magda Stanny i Patrycja Mendelska w C2 200 metrów oraz kajakarze Jakub Stepun i Przemysław Korsak w K2 500 metrów. Osady w kanadyjkach zajęły szóste lokaty, a kajakarze uplasowali się na siódmej pozycji. Finał B w C1 500 metrów wygrał Juliusz Kitewski, piąte miejsce w finale B C2 500 metrów zajęli Kacper Sieradzan i Adrian Kłos, a siódme w finale B K1 200 metrów Julia Olszewska. Z kolei finał C w K2 500 metrów wygrali Wojciech Pilarz i Wiktor Leszczyński.
W niedzielę w Szeged ostatni dzień zawodów Pucharu Świata. Na razie w klasyfikacji medalowej biało-czerwoni zajmują piąte miejsce, a więcej krążków od nich mają tylko Węgrzy. Ostatniego dnia zmagań na Węgrzech pokażą się m.in. czołowi polscy kanadyjkarze Dorota Borowska i Wiktor Głazunow, a także Witczak, który tym razem powalczy o medal w K1 1000 metrów i Stepun rywalizujący w K1 200 metrów. Partnerami Polskiego Związku Kajakowego jest Lotto i Suzuki Motor Poland.
Paweł Hochstim, Biuro Prasowe PZKaj, fot. Radosław Jóźwiak, Biuro Prasowe PZKaj
9 czerwca trener kadry kajakarek Tomasz Kryk ogłosi skład na igrzyska olimpijskie w Paryżu. Kajakarki wywalczyły komplet sześciu kwalifikacji, ale nie jest wykluczone, że szkoleniowiec zabierze do stolicy Francji pięć zawodniczek. – Nie chcę, by ktoś pojechał na igrzyska tylko po to, żeby być statystą i je zaliczyć. Jeżeli z pięciu zawodniczek uda się wystawić najmocniejsze dwie jedynki, najmocniejsze dwie dwójki i najmocniejszą czwórkę, to pojedzie pięć – powiedział Kryk. Jego podopieczne, podobnie jak reprezentacje kajakarzy, kanadyjkarek i kanadyjkarzy rozpoczęły w piątek udział w pierwszych tegorocznych zawodach Pucharu Świata w węgierskim Szeged.
Jako pierwsze z polskiej ekipy na wodę zeszły Karolina Naja, Anna Puławska, Adrianna Kąkol i Dominika Putto, czyli eksportowa czwórka. Polki pewnie wygrały swój przedbieg i bezpośrednio awansowały do sobotniego finału.
– To było nasze czwarte zejście wspólne na trening, bo tak podchodzimy do tego Pucharu Świata. Jednak w naszych głowach i sercach na pewno jest rywalizacja sportowa, więc wewnętrznie podchodzimy bardzo bojowo nastawione, bardzo profesjonalnie, ale mamy z tyłu głowy, że to nie jest to, co jest wymagane na mistrzostwach świata, mistrzostwach Europy czy igrzyskach olimpijskich. Tutaj po prostu musimy poradzić sobie z tym, co mamy wypływane i dograne. A jest, jak widać po przedbiegu, dobrze. Bardzo potrzebowałyśmy takiego mocnego przejazdu i tego, żeby stanąć w bloki i poczuć tą adrenalinkę związaną ze startami międzynarodowymi. A w szczególności ja tego potrzebowałam, ponieważ wiem, że moja motywacja wtedy jest na wysokim poziomie – powiedziała Naja. Polską kadrę wspiera sponsor główny PGE Polska Grupa Energetyczna S.A.
– Formy szczytowej na te zawody nie szykowaliśmy, natomiast każdy wyścig traktujemy poważnie i chcemy się sprawdzić, gdzie w tym momencie jesteśmy na tle świata. Cieszę się, że przyjechała cała światowa czołówka, możemy się pościgać i zobaczyć, co jeszcze trzeba poprawić, aby być już gotowym w tym kluczowym momencie – dodała Puławska.
Trener Tomasz Kryk podkreśla, że skład na igrzyska poda 9 czerwca. – Jadąc do Paryża chcę rozwiać wszelkie wątpliwości, że dobrze postawiłem w mojej obiektywnej ocenie. To będzie ocena oparta o szesnaście lat doświadczeń, o wyniki badań, o to, co zawodniczki prezentują w poszczególnych sezonach, a nie tylko na jednych regatach. Wiem, na co stać dwójkę Naja i Puławska, wiem na co stać czwórkę wicemistrzyń świata z zeszłego roku, ale szukam jeszcze pewnych rozwiązań. Chce móc spokojnie spojrzeć w lustro 7 sierpnia, kiedy się rozpoczną regaty, że dałem wszystkim szansę. 9 czerwca ostatecznie ogłoszę skład olimpijski. Mamy sześć kwalifikacji, sześć zawodniczek może jechać, ale to jeszcze zobaczymy, bo być może nie potrzeba nam sześciu kajakarek. Nie chcę, by ktoś pojechał na igrzyska tylko po to, żeby być statystą i je zaliczyć. Jeżeli z pięciu zawodniczek uda się wystawić najmocniejsze dwie jedynki, najmocniejsze dwie dwójki i najmocniejszą czwórkę, to pojedzie pięć, a jedno miejsce oddamy jakiejś reprezentacji, która pewnie z wytęsknieniem na to wyczekuje. My dostaliśmy takie miejsce w 2012 roku – powiedział Kryk.
– Już od lat jest taka sama zasada i jesteśmy do tego przyzwyczajone. Wiemy, że ostateczny skład trener poda dopiero po mistrzostwach Polski seniorów w czerwcu i tak naprawdę skupiamy się na tym, aby jak najlepiej tam wypaść i pokazać pierwszy szczyt swojej formy i udowodnić, że to my zasłużyłyśmy na to, aby pojechać na igrzyska olimpijskie – dodała Puławska.
Czy szkoleniowiec przewiduje spore zamieszanie w osadach? – Absolutnie na razie nie mam tego składu w głowie. Mogę powiedzieć, że najbliżej decyzji jestem z osadą K4 500 metrów, bo jest to konkurencja bardzo złożona, wiele czynników tam odgrywa rolę i ta osada, która powstała w 2022 roku przed zdobyciem tytułu mistrzyń świata, to zespół w srtu procentach, na lądzie i na wodzie. Budowanie czwórki to jest proces, tego nie da się zrobić w ciągu miesiąca. Natomiast łódki krótsze, czyli dwójki i jedynki, to już jest łatwiejsza sprawa. Karolina Naja potwierdza od wielu lat, że jest wspaniałą szlakową, z Anią Puławską stworzyły fajny duet, więc będę jeszcze kombinował – powiedział.
W sobotnim finale czwórek w Szeged popłyną dwie polskie osady, bo swój półfinał wygrały Martyna Klatt, Sandra Ostrowska, Julia Olszewska i Helena Wiśniewska. W finale zameldowała się też zwyciężczyni półfinału w K1 1000 metrów Justyna Iskrzycka, która kolejny finał wywalczyła wygrywając razem z Katarzyną Kołodziejczyk w K2 500 metrów. W finale K1 200 metrów popłynie też Dominika Putto, która wygrała swój półfinał, a w tym samym biegu miejsce w finale B zapewniła sobie Julia Olszewska.
Powody do radości mogą mieć też kajakarze, którzy wywalczyli dwa awanse do finałów A – Sławomir Witczak wygrał półfinał w K1 500 metrów, a Jakub Stepun i Przemysław Korsak zajęli drugie miejsce w półfinale K2 500 metrów.
Gorzej pierwszego dnia poszło kanadyjkarkom – żadna z dwóch osad w C2 500 metrów – w tym Sylwia Szczerbińska i Julia Walczak, które wywalczyły już wcześniej kwalifikację olimpijską – nie przebiła się do finału. W nim popłynie za to dwójka kanadyjkarzy Aleksander Kitewski i Arsen Śliwiński, którzy przyjechali do Szeged w celu wywalczenia kwalifikacji olimpijskiej, ale ulegli na centymetry osadzie rosyjskiej, nazywanej przez szefów Międzynarodowej Federacji Kajakowej „sportowcami neutralnymi”. W piątek pewnie wygrali swój przedbieg i wywalczyli awans do finału.
– Jakoś się trzeba było z tym pogodzić, to już jest historia, a teraz wiemy, że są Puchary Świata, a później mistrzostwa Europy. Jeszcze też ostatecznie nie wiadomo, jak się wyjaśni sytuacja, może będzie szansa na dziką kartę, zobaczymy. Dlatego po prostu bardziej skupiamy się na tym, żeby zmienić przyszłość niż na tym, czego nie możemy już zrobić – mówił Śliwiński.
– Jesteśmy w bardzo dobrej formie, już pokazywały to przyjazdy w Wałczu, czy te dwa biegi tutaj. Walczymy dalej, sprzedajemy swoje umiejętności w stu dziesięciu procentach i jedziemy przed siebie. Nie oglądamy się na to, co było, bo to już jest, jak Arsen powiedział, historia – dodał Kitewski.
Pewnie do finału w C1 200 metrów awansował Oleksii Koliadych, natomiast Juliusz Kitewski swój start zakończył w półfinale, a na dystansie 500 metrów zapewnił sobie miejsce w finale B. W finale B C2 500 metrów popłyną z kolei Kacper Sieradzan i Adrian Kłos.
Równocześnie z zawodami Pucharu Świata w Szeged trwają mistrzostwa świata w parakajakarstwie, które są jednocześnie kwalifikacjami do igrzysk paraolimpijskich. W piątek awans do Paryża zapewniła sobie Monika Kukla w kategorii VL3 200 metrów, która wygrała finał B. Partnerami Polskiego Związku Kajakowego jest Lotto i Suzuki Motor Poland.
Po środowym wielkim sukcesie Jakuba Stepuna i Przemysława Korsaka, jakim było wywalczenie olimpijskiej kwalifikacji, w czwartek w Szeged o olimpijską przepustkę walczył w K1 1000 metrów Sławomir Witczak. Polak bardzo dobrze pokazał się w przedbiegu, w którym był drugi, ale w półfinale nie mógł poradzić sobie z falami i finiszował na szóstej pozycji.
– Szczerze do teraz nie wiem co się wydarzyło. Muszę obejrzeć, przeanalizować. Ciężko mi się jechało. W przedbiegu czułem, że jeszcze była rezerwa, że trochę jednak źle to rozegrałem, ale w tym finale po pierwszych czterystu metrach ciężko mi się jechało i nie mogłem przezwyciężyć tych fal. Mimo, że wiatr był w plecy to jednak te fale mam wrażenie, że najbardziej mnie hamowały – mówił Witczak.
Trener polskich kajakarzy Ryszard Hoppe decyzję o starcie Witczaka w jedynce podjął dopiero podczas ostatniego zgrupowania, gdy zawodnik zaczął robić ogromne postępy podczas wspólnych treningów ze znakomitym Portugalczykiem Fernando Pimentą. – Sławek jest dla mnie białą kartką. Wiem, że jest znakomicie przygotowany, ale zobaczymy na ile to wystarczy – mówił jeszcze w środę.
– Dla wszystkich chyba to była niespodzianka, ale wskoczyłem do tej jedynki, a jadąc tu wiedziałem, że nie jadę tu nic wygrać, nic przegrać. Po prostu tu przyjechałem i chciałem dać z siebie wszystko. Wydaje mi się, że dałem. Ja jestem mocno, mocno zmęczony, ale mówię zobaczymy jak to dalej będzie i jeżeli faktycznie potrenuję troszkę więcej to czy będzie jeszcze szybciej. Mam nadzieję, że tak i na to liczę. Czy zostanę w tej jedynce? Zobaczymy, co czas pokaże i co się wyklaruje w najbliższych dniach, ale wydaje mi się, że jest to jakiś pomysł na mnie – dodał reprezentant Polski. Polską kadrę wspiera sponsor główny PGE Polska Grupa Energetyczna S.A.
https://youtu.be/xHoJDBIPIXw
Mimo braku kwalifikacji Witczaka polscy kajakarze mają powód do wielkiej radości, bo dzień wcześniej we wspaniałym stylu olimpijskie przepustki wywalczyli w K2 500 metrów Jakub Stepun i Przemysław Korsak. Witczak nie ma wątpliwości, że awans olimpijski Stepuna i Korsaka napędzi całą młodą grupę prowadzoną przez trenera Hoppe. – Ja po obejrzeniu eliminacji przez dwadzieścia minut dochodziłem do siebie, bo takie były emocje. Finał obejrzałem więc już po czasie, gdy znałem wyniki. Mega się cieszę, uważam, że chłopaki zasłużyli na to. Trzymam za nich bardzo mocno kciuki, żeby w Paryżu pokazali, że naprawdę polskie kajaki są na dobrym poziomie – powiedział Witczak.
Przypomnijmy, że kwalifikacji nie udało się zdobył dwójce kanadyjkarzy Aleksandrowi Kitewskiemu i Arsenowi Śliwińskiemu, którzy finiszowali w finale na drugiej pozycji tuż za osadą z Rosji. Szefowie Międzynarodowej Federacji Kajakowej zdecydowali się dopuścić Rosjan i Białorusiów do startu w kwalifikacjach, co nie podoba się przedstawicielom wielu krajów wspierających Ukrainę w obronie przed rosyjską agresją. Prezes Polskiego Związku Kajakowego Grzegorz Kotowicz poinformował w czwartek, że polska ekipa złożyła w tej sprawie oficjalny protest do federacji.
Kwalifikacje olimpijskie w Szeged zakończyły się w czwartek, ale już w piątek na tym torze rozpoczną się pierwsze tegoroczne zawody Pucharu Świata. Już pierwszego dnia do rywalizacji przystąpi m.in. najmocniejsza polska ekipa ostatnich lat, czyli kobieca czwórka w składzie Karolina Naja, Anna Puławska, Dominika Putto i Adrianna Kąkol. Partnerami Polskiego Związku Kajakowego jest Lotto i Suzuki Motor Poland.
Paweł Hochstim, HONEST MEDIA Team
fot. Radosław Jóźwiak, HONEST MEDIA Team
Jakub Stepun i Przemysław Korsak wywalczyli kolejną kwalifikację dla polskiego kajakarstwa na igrzyska olimpijskie! Polska dwójka we wspaniałym stylu wygrała w Szeged bieg, który dawał ostatnią przepustkę na tym dystansie do Paryża. Nie udało się to za to kanadyjkarzom Aleksandrowi Kitewskiemu i Arsenowi Śliwińskiemu, którzy przegrali z dopuszczonymi do rywalizacji Rosjanami, nazywanymi tu „sportowcami neutralnymi”. W czwartek o kwalifikację powalczy jeszcze ostatni polski kajakarz Sławomir Witczak, który będzie rywalizował w K1 1000 metrów.
Stepun i Korsak byli wyraźnie najlepsi w stawce – najpierw rano z najlepszym czasem zapewnili sobie udział w finale, a później pewnie go wygrali. – Razem z Przemkiem w ten sposób celebrowaliśmy rocznicę polskiego zwycięstwa, więc to dodatkowo nas niosło. Na pewno naszym celem na ten rok to jest medal z igrzysk i będziemy robić wszystko, żeby tego dokonać – mówił Stepun, który zaraz po zejściu z wody wyściskał trenera Ryszarda Hoppe. Znakomity polski fachowiec, który przez wiele lat szkolił z sukcesami kajakarzy w Portugalii, może cieszyć się z kolejnej w karierze olimpijskiej kwalifikacji.
– Tak naprawdę zepsuliśmy totalnie start, bo zostaliśmy w bloku. Na pewno stało się to z mojej winy, ale później się starałem dać z siebie dwieście, a nie sto dziesięć procent jak zawsze, żeby dowieźć to do mety. Wiedziałem, że jedziemy z przodu, więc ile miałem siły, tyle jechałem do końca, żeby to utrzymać. Mamy duży progres w grupie, każdy się naprawdę rozwija. Mimo zeszłorocznej nieudanej kwalifikacji w Duisburgu teraz pokazaliśmy, że nasze miejsce jest w Paryżu – dodał Korsak.
Co ciekawe, trener Hoppe w środę rano dostał od Stepuna oficjalną czapkę paryskich igrzysk. – Poprosił mnie, żebym nosił ją od pierwszego startu, więc oczywiście ją założyłem. Byliśmy spokojni, bo od tego ostatniego zgrupowania w Portugalii było widać, że chłopaki idą do góry. Wiedzieliśmy, że jest dobrze, ale nie wiedzieliśmy jaki jest poziom przeciwników. Okazało się, że byliśmy od nich lepsi, a zestaw był bardzo mocny.
Polski szkoleniowiec liczy, że w Paryżu polska dwójka również spisze się znakomicie. – Tutaj był pierwszy szczyt formy, teraz musimy zejść w dół z tą formą i przygotować maksymalnie na Paryż. Na pewno nie są bez szans powalczenia o finał, a w finale zawsze wszystko jest możliwe. Cieszę się, bo chłopaki, tak jak już mówiłem w wywiadzie dla Polskiego Związku Kajakowego, reprezentują światowy poziom. Grupa mała, bo tylko pięciu zawodników było szkolonych, ale nie z mojej przyczyny, bo nie wszystkich, których chciałem, mogłem mieć na zgrupowaniu – dodał Hoppe.
Prezes Polskiego Związku Kajakowego Grzegorz Kotowicz podkreśla, że ostatni raz polscy kajakarze – oczywiście chodzi o mężczyzn – wywalczyli kwalifikację olimpijską dwanaście lat temu. Wprawdzie mieliśmy swojego reprezentanta przez ośmioma laty w Rio de Janeiro, ale było to dzięki tzw. dzikiej karcie. – Przez ostatnie dwa lata apelowałem o wsparcie trenera Hoppe, czego wyraźnie brakowało. Niestety, było sporo osób, które, nie twierdzę, że z nieżyczliwości, nie wykonywali dobrej pracy. Dzisiaj ten wynik potwierdził, że ja, jako prezes, i pion szkolenia sportowego w związku mieliśmy rację, że nie ulegliśmy naciskom i kontynuowaliśmy tę pracę. Wiemy, że postawiliśmy na dobrego konia i widać, że chłopaki mogą w Paryżu walczyć nawet o medal – powiedział Kotowicz. Polską kadrę wspiera sponsor główny PGE Polska Grupa Energetyczna S.A.
Kilkanaście minut później o kwalifikację olimpijską walczyli polscy kanadyjkarze – Aleksander Kitewski i Arsen Śliwiński. Niestety, Polacy mimo znakomitego finiszu przegrali o kilkadziesiąt centymetrów z dwójką Rosjan, startującą jako „sportowcy neutralni”.
– Dziesięć lat temu na tym dystansie zrobili rekord świata, później byli, że tak powiem, zamrożeni i nie do końca wiadomo, co robili. My tak naprawdę z doskoku stanęliśmy w tej dwójce, ale zrobiliśmy wszystko, by ta osada poleciała dziś najlepiej, jak to możliwe. To jest to chyba najlepszy czas nas obu na tym dystansie, ale jest porażka. W tej sytuacji jest ona dla nas podwójnie bolesna, bo nie dość, że nie dostaliśmy się do igrzysk to do tego przegraliśmy jeszcze z agresorem, który atakuje inny kraj – mówił Śliwiński.
https://youtu.be/bR6J1TWmP68
Załamany był też Kitewski. – Taki jest sport. Każdy chciał zwyciężyć, bo każdy chciał pojechać na igrzyska. My mieliśmy takie same marzenia – powiedział.
Kotowicz nie ukrywa, że jako prezes Polskiego Związku Kajakowego jest oburzony dopuszczeniem przez światową federację Rosjan i Białorusinów do startu w kwalifikacjach. – Oni ponad dwa lata byli poza kontrolą antydopingową, a wiemy, że tam wręcz systemowo łamano zasady. To oczywiście jedno, bo przecież agresja na Ukrainę spowodowała wykluczenie ich ze startów, nadal dochodzi tam do ludobójstwa i ataków na ludność cywilną, a teraz zostali odwieszeni. Uważam, że to jest bardzo złe i sprzeczne z duchem olimpizmu. Czuję rozgoryczenie, że światowa federacja dopuszcza do czegoś takiego i mam nadzieję, że kraje, które uczestniczą w tych zawodach będą protestowały i w przyszłych wyborach zostaną wyciągnięte z tego powodu konsekwencje – dodał prezes Polskiego Związku Kajakowego.
W czwartek w Szeged ciąg dalszy olimpijskich kwalifikacji. O miejsce w igrzyskach powalczy w K1 na tysiąc metrów Sławomir Witczak. – Decyzję o przygotowaniu się na tysiąc metrów podjęliśmy na ostatnim zgrupowaniu. Sławek, również dzięki wspólnym treningom ze świetnym Portugalczykiem Pimentą, z dnia na dzień szedł do góry i czynił niesamowite postępy. Jest w szczytowej formie i zobaczymy, na ile to wystarczy – podkreśla trener Ryszard Hoppe. Z kolei w piątek na węgierskim torze rozpoczną się pierwsze w tym sezonie zawody Pucharu Świata. Partnerami Polskiego Związku Kajakowego jest Lotto i Suzuki Motor Poland.
Paweł Hochstim, HONEST MEDIA Team fot. Radosław Jóźwiak, HONEST MEDIA Team
Dużym sukcesem zakończyły się Ogólnopolskie Regaty Kajakowe im. Rafała Piszcza, które jednocześnie były otwarciem sezonu kajakowego na Torze Regatowym Malta w Poznaniu. Choć pogoda nie była wymarzona dla kibiców, frekwencja była naprawdę spora, zarówno na starcie, jak i na trybunach.
Zawody zostały rozegrane ku pamięci Rafała Piszcza. To brązowy medalista igrzysk olimpijskich w Monachium (1972), który 25 razy zdobywał tytuł mistrza Polski. Przez całą karierę sportową związany był z Wartą Poznań, a po jej zakończeniu był m.in. wiceprezesem Polskiego Związku Kajakowego i prezesem Wielkopolskiego Związku Kajakowego. Nic więc dziwnego, że jego memoriał rozgrywany jest właśnie na Torze Regatowym Malta.
A podczas pierwszych regat w tym sezonie na starcie stanęło ponad 300 zawodników z 17 klubów. Nie zabrakło także wyścigów dzieci, juniorów młodszych, juniorów czy młodzieżowców. Jednymi z największych gwiazd zawodów byli jednak seniorzy Rafał Rosolski, który wygrał rywalizację w K1 na dystansie 1000 m oraz Łukasz Witkowski, czyli zwycięzca wyścigu na 1000 m w C1. — Ale nie zabrakło też wielu utalentowanych juniorów, na czele z Marcelim Krawcem — opowiada Ireneusz Pracharczyk, prezes Wielkopolskiego Związku Kajakowego, organizator zawodów. — Zarówno on jak i wielu innych młodych zawodników będą dalej walczyć o powołania do reprezentacji narodowych.
Choć pogoda nie była najlepsza dla kibiców, na trybunach pojawiło się wielu fanów, na czele z rodzicami młodych zawodników. — Zawodnicy nie narzekali, ale są przyzwyczajeni do różnych warunków. Mimo niskiej temperatury, najważniejsze, że nie było wiatru, bo to jest zawsze duży problem podczas zawodów — relacjonuje Pracharczyk, a Polski Związek Kajakowy wspiera sponsor główny PGE Polska Grupa Energetyczna S.A.
A było kogo oklaskiwać, bo w kolejnych kategoriach seniorskich zwyciężali Weronika Aleksandrowicz (K1 1000 m kobiet), Katarzyna Szperkiewicz (C1 500 m kobiet), Robert Chirilenco i Piotr Kujawa (C2 500 m mężczyzn), Marcin Nowacki i Mikołaj Walulik (K2 500 m mężczyzn), Patrycja Szymańska i Katarzyna Szperkiewicz (C2 500 m kobiet) oraz Matylda Kubiak i Oliwia Klemczak (K2 500 m kobiet). — Do tego rozegrano dziesiątki innych wyścigów grup młodzieżowych, co było dużym przeżyciem dla tych młodych sportowców — uzupełnia prezes Wielkopolskiego Związku Kajakowego.
Warto wspomnieć, że była to już dziewiąta edycja Ogólnopolskich Regat Kajakowych im. Rafała Piszcza, a za rok przypadnie jubileusz tej wspaniałej imprezy upamiętniającej trzykrotnego olimpijczyka. Partnerami Polskiego Związku Kajakowego są Lotto i Suzuki Motor Poland. — Mimo mroźnej pogody mieliśmy wielu wspaniałych gości, na czele z senatorem Waldemarem Witkowskim oraz przedstawicielami Urzędu Miasta czy Urzędu Marszałkowskiego. Choć trudno mi oceniać własną imprezę i zawsze pozostawiam to innym, to można powiedzieć, żezakończyła się sukcesem. Nie było krytycznych głosów, a wszystko zakończyło się bezpiecznie, a to jest najważniejsze — kończy Pracharczyk.
Dużo dobrego ścigania czekało zawodników startujących w slalomie kajakowym w stolicy Małopolski, gdzie odbyły się tradycyjne już zawody o Puchar Prezydenta Miasta Krakowa. Było to też pierwsze przetarcie przed zbliżającymi się kwalifikacjami do kadr narodowych oraz igrzysk olimpijskich.
Zawody o Puchar Prezydenta Miasta Krakowa 2024 to już stały element w kalendarzu reprezentacji Polski, ale nie tylko. Oprócz biało-czerwonych, do stolicy Małopolski przyjechali również zawodnicy z Ukrainy, Hiszpanii czy Słowacji, a to tylko podniosło rangę turnieju. — Były to bardzo fajne zawody, ale zimne — uśmiecha się Jakub Chojnowski, trener główny reprezentacji Polski w slalomie kajakowym i kayak crossie, którą wspiera sponsor główny PGE Polska Grupa Energetyczna S.A. — Nie zabrakło też naprawdę dobrego poziomu sportowego i mogę powiedzieć, że rozpoczęliśmy sezon mocnymi zawodami. Większość zawodników naszej czołówki “przepaliła” ręce. Niektórzy z nich mają jeszcze trochę czasu do głównych startów, ale inni już za tydzień będą walczyli o kwalifikację do kadry narodowej seniorów, więc takie zawody bardzo im się przydały.
Jak wspomniał Chojnowski, pogoda nie rozpieszczała zawodników, ale jednocześnie kajakarze są przygotowani do trudnych warunków i w Krakowie nie narzekali. — Mówi się, że stal hartuje się w ogniu, a kajakarze hartują się w zimnej wodzie — podkreśla szkoleniowiec naszej kadry. — Warunki w wodzie są takie same dla wszystkich. Zresztą, nie jest to dla nas nowość, bo wielokrotnie borykaliśmy się z mało komfortową pogodą.
Jeśli chodzi o wyniki, to w kategorii K1 triumfowali Klaudia Zwolińska oraz Dariusz Popiela. Natomiast rywalizację w C1 zdominowali Aleksandra Stach i Grzegorz Hedwig, więc niespodzianek nie było. — Te zawody w Krakowie od wielu lat otwierają sezon i fajnie, że mogliśmy się przetrzeć już na arenie międzynarodowej — dodaje Chojnowski, a partnerami Polskiego Związku Kajakowego są Lotto i Suzuki Motor Poland. — To właśnie w Krakowie w majówkę będziemy mieli też końcówkę kwalifikacji do kadry seniorów, więc to było sprawdzenie arsenału przed ważnymi startami. Sprawdziliśmy formę i teraz czas ją szlifować.
Ale zanim polska kadra pojedzie do Krakowa, w następny weekend pojedzie do Bratysławy, gdzie rozpoczną się wyścigi kwalifikacyjne do seniorskiej reprezentacji. Kolejny przystanek to wspomniany Kraków. — Mamy też istotną kwalifikację olimpijską w kayak crossie, więc emocji jeszcze nie zabraknie — kończy Chojnowski.
Organizatorami zawodów o Puchar Prezydenta Miasta Krakowa byli Krakowski Klub Kajakowy i Polski Związek Kajakowy. Partnerami wydarzenia byli gmina miejska Kraków oraz Zarząd Infrastruktury Sportowej w Krakowie, zaś sponsorami PGE Polska Grupa Energetyczna S.A., Lotto, Kolna, Benefit System i MultiSport.