Polski Związek Kajakowy informuje o możliwości ubiegania się o dofinansowanie w ramach Rządowego Programu „KLUB” – edycja 2026, finansowanego ze środków Funduszu Rozwoju Kultury Fizycznej.
Operatorem programu jest Krajowe Zrzeszenie Ludowe Zespoły Sportowe (KZ LZS), natomiast obsługa składania dokumentów odbywa się za pośrednictwem systemu AMODIT.
Program stanowi wsparcie finansowe oraz szansę na rozwój lokalnych klubów sportowych (w tym Uczniowskich Klubów Sportowych), funkcjonujących w formie stowarzyszeń i prowadzących działalność od co najmniej trzech lat. Wysokość dofinansowania wynosi 12 tys. zł dla klubów jednosekcyjnych oraz 17 tys. zł dla klubów wielosekcyjnych. Otrzymane środki mogą zostać przeznaczone na realizację podstawowych działań statutowych związanych z upowszechnianiem sportu wśród dzieci i młodzieży, w szczególności na wynagrodzenia dla szkoleniowców, zakup sprzętu sportowego oraz organizację obozów sportowych.
Klinika Rehasport nadal będzie Partnerem Medycznym Polskiego Związku Kajakowego. Wygasająca z końcem poprzedniego roku umowa została przedłużona. – Jesteśmy bardzo zadowoleni ze współpracy i tym bardziej cieszę się, że nasz partner również chciał, by nasza współpraca trwała dłużej – mówi prezes Polskiego Związku Kajakowego Grzegorz Kotowicz.
Umowa partnerska dotyczy opieki medycznej w zakresie związanym z urazami narządu ruchu dla zawodniczek i zawodników, w tym członków kadr narodowych. Współpraca rozpoczęła się w połowie 2024 roku i teraz będzie kontynuowana. Obecnie zawarta umowa obowiązywać ma przynajmniej do końca 2027 roku.
– Rehasport to bardzo renomowana klinika, w której pracują znakomici fachowcy. Wiedzieliśmy to już oczywiście wcześniej, gdy nawiązywaliśmy współpracę, ale minione półtora roku bardzo utwierdziło nas w tym przekonaniu. Nasze zawodniczki i nasi zawodnicy mają zapewnioną doskonałą opiekę, co ma niezwykle istotny wpływ na ich sportową postawę – mówi prezes Polskiego Związku Kajakowego.
– Polskie kajaki każdego roku przywożą wiele medali ze wszystkich imprez międzynarodowych, w tym tych najważniejszych, jakimi są igrzyska olimpijskie. W Paryżu, już po rozpoczęciu naszej współpracy, cieszyliśmy się z medalu Klaudii Zwolińskiej. Przed polskimi kajakami kolejny sezon pełen wyzwań, z najważniejszą imprezą, jaką będą mistrzostwa świata w kajakarskim sprincie w Poznaniu. Bardzo się cieszę, że nasza współpraca będzie kontynuowana, bo chcemy wspierać polski sport – mówi prezes Rehasport dr n. med. Witold Dudziński.
W ramach współpracy, specjaliści z Rehasport nadal będą zapewniać i organizować opiekę medyczną dla reprezentantów Polski, przy współpracy ze sztabem medycznym Polskiego Związku Kajakowego, w tym świadczenia medyczne w zakresie związanym z urazami narządu ruchu. Ponadto wskazane zawodniczki i zawodnicy korzystać będą mogli z pełnych badań z zakresu Biomechanicznej Oceny Funkcjonalnej, co jest niezwykle pomocne dla sportowców i trenerów.
Zespół kliniki Rehasport składa się z ortopedów, radiologów, lekarzy medycyny sportowej, chirurgów, internistów, fizjoterapeutów, ale również z trenerów przygotowania fizycznego, biomechaników, psychologów, dietetyków i menedżerów sportowych. Klinika jako pierwsza w Polsce otrzymała najwyższy certyfikat Międzynarodowej Federacji Piłki Nożnej – FIFA Medical Centre of Excellence. Jest Oficjalnym Partnerem Medycznym ośmiu związków sportowych, m. in. Związku Piłki Ręcznej w Polsce, Polskiego Związku Tenisowego, Polskiego Związku Żeglarskiego, Polskiego Związku Towarzystw Wioślarskich, klubów w sportach zespołowych, a także opiekuje się medalistami mistrzostw świata i igrzysk olimpijskich.
Polski Związek Kajakowy zaprasza kluby zrzeszone w PZKaj do udziału w Programie Edukacji Kajakowej na rok 2026. Projekt skierowany jest do dzieci i młodzieży – uczniów szkół podstawowych – i obejmuje bezpłatne, regularne zajęcia prowadzone przez wykwalifikowaną kadrę instruktorską i trenerską.
Formy wsparcia dla klubów:
– dofinansowanie obsługi instruktorskiej/trenerskiej
– doposażenie w najpotrzebniejszy sprzęt sportowy niezbędny do realizacji zajęć w ramach projektu
– kluby, które uczestniczyły w programie w latach poprzednich, nie muszą ponownie zgłaszać chęci udziału — automatycznie kontynuują realizację zajęć w 2026 roku.
Termin zgłoszeń dla nowych klubów: do 23.02.2026 r.
Formularz zgłoszeniowy należy wysłać poprzez e-mail akademiakajakowa@o2.pl
Więcej informacj – tel. 506 479 991
Dołącz do programu i wspólnie rozwijajmy kajakarstwo wśród najmłodszych!
Polski Związek Kajakowy został partnerem w projekcie Erasmus plus „Moving Without Barriers”. Decyzją Komisji Europejskiej w Brukseli projekt „Ruch bez barier” (Moving Without Barriers) po spełnieniu wielu formalnych wymogów i otrzymał dofinansowanie unijne.
– Jesteśmy dumni, ponieważ tylko niewielka liczba spośród złożonych aplikacji otrzymała grant. Inicjatywa wyniknęła z polskiej strony zaś nasi zagraniczni partnerzy to Klub Sportowy z niemieckiego Szwed i koordynator: Szkoła Specjalna z Litwy. Projekt ma na celu uświadomienie szerszej opinii publicznej, czym jest niepełnosprawność intelektualna, jak komunikować się z osobami o specjalnych potrzebach i jak integrować te osoby poprzez sport. Projekt obejmuje szereg działań przełamujących bariery i integrujących wszystkie społeczności sportowe.
Głównym celem projektu jest rozwijanie integracji społecznej i uświadomienie znaczenia zaangażowania w sport osób z niepełnosprawnością intelektualną i niepełnosprawnościami złożonymi. Projekt powstał w wyniku szeroko zakrojonej oceny obecnych wyzwań i możliwości w zakresie włączania osób z niepełnosprawnością intelektualną i niepełnosprawnością złożoną (autyzmem) do rodziny sportowej. W ostatnich latach Polski Związek Kajakowy wykonał wiele działań w zakresie włączania osób z niepełnosprawnością intelektualną do działań sportowych. M.in.: zawodnicy Olimpiad Specjalnych uczestniczyli w wyścigach pokazowych podczas Pucharów Świata w Poznaniu. W trakcie realizacji działań położymy nacisk na włączenie społeczne w sporcie oraz wolontariat sportowy.
Ogólne cele projektu to:
– włączenie osób z niepełnosprawnością intelektualną do sportu kajakowego w celu zwiększenia ich możliwości i świadomości społecznej w zakresie umiejętności
– przygotowanie wolontariuszy do pracy w praktyce podczas wydarzenia sportowego, w szczególności z osobami z niepełnosprawnością intelektualną
Cele projektu będą osiągnięte przez wielopłaszczyznowe podejście obejmujące seminaria, warsztaty i udział w zawodach sportowych w trzech krajach: Niemczech, na Litwie i w Polsce. Organizując seminaria w Niemczech (Wassersport PCK Schwedt), na Litwie (Kazlu Rudos Saules Mokykla) i w Polsce (Poznań), będziemy dzielić się doświadczeniem kadry pracującej z osobami z niepełnosprawnością intelektualną oraz poszerzać wiedzę i doświadczenie uczestników w zakresie umiejętności wiosłowania. Organizując warsztaty i seminaria dla wolontariuszy w trzech krajach, projekt aktywnie przyczyni się do rozwoju świadomości społecznej i zapewnia praktyczny aspekt pracy na arenach sportowych, szczególnie z osobami z niepełnosprawnością intelektualną. Uczestnicząc w wydarzeniach sportowych, młodzi ludzie z niepełnosprawnością intelektualną i autyzmem będą mieli okazję wykazać się odwagą i umiejętnościami. Będą postrzegani nie przez pryzmat swojej niepełnosprawności, ale przez pryzmat zdolności do udziału w zawodach sportowych. Ponadto projekt promuje współpracę między partnerami, co jest kluczowe dla osiągnięcia trwałych rezultatów.
Jednym z kulminacyjnych momentów będzie realizacja działań projektowych w czasie tegorocznych Mistrzostw Świata w Kajakarstwie w Poznaniu. Naszą wizją jest inspirowanie innych do działania, innowacji i wkładu w lepszą, bardziej inkluzywną przyszłość dla wszystkich.
– Piekę najlepszy sernik w okolicy i nie mam w tej sprawie żadnych wątpliwości, więc jestem odpowiedzialna za przygotowanie słodkości na świąteczny stół – mówi Klaudia Zwolińska, tegoroczna dwukrotna mistrzyni świata w slalomie kajakowym. Znakomita polska kajakarka, wicemistrzyni olimpijska z Paryża nie ukrywa, że święta są dla niej wyjątkowym czasem, bo… spędzonym w domu, a nie na zgrupowaniu czy zawodach.
– Zawsze staram się wrócić do domu na święta. Oczywiście, nie ma odpoczynku, bo są treningi, ale jestem na miejscu. Ja wtedy najlepiej odpoczywam, oczywiście nie od treningów, ale od wyjazdów i ludzi dookoła. Spędzam czas tylko z rodziną i bardzo to lubię, więc każdego roku na te święta czekam. A na dodatek jestem łasuchem i lubię jeść – mówi polska mistrzyni.
Okazuje się, że Klaudia, choć jej mama była cukiernikiem, uchodzi w rodzinie za mistrzynię w pieczeniu ciast. – Bardzo lubię się tym zajmować, a mój sernik jest najlepszy w okolicy. Unikam robienia wypieków razem z mamą, bo ona, z racji wykonywanego zawodu, „wie lepiej”. Poza tym robi ciasta tradycyjne, a ja szukam nowości. I czasem mi to wychodzi, choć mama lubi przejść obok i rzucić: będzie zakalec. Ja oczywiście walczę, żeby nie był, ale na koniec okazuje się, że… jest – śmieje się kajakarka.
Przy świątecznym stole w domu rodzinnym Zwolińskiej zawsze jest spora grupa najbliższych mistrzyni świata, a na stole królują, jak w większości polskich domów, tradycyjne potrawy. Która jest ulubioną reprezentantki Polski? – Żadna, ponieważ uwielbiam wszystkie. Jestem głęboko zakorzeniona w naszych kulinarnych tradycjach i lubię wszystkie dania z kapustą czy kompot z suszonych owoców. To jeden z powodów, dlaczego nie mogę doczekać się wigilii i każdego roku od rana prawie nie jem, żeby być wieczorem głodną. Do tego zwyczajem wigilijnym jest mocny trening rano, co też dobrze wpływa na możliwości jedzeniowe przy wigilijnej kolacji – śmieje się Klaudia.
Jak sama podkreśla, jest osobą mocno niezorganizowaną, która wiele rzeczy odkłada na ostatni moment. Często przed świętami „zamyka supermarkety”, bo zakupy odkłada w nieskończoność. – Walczę z tym choćby kupując bliskim prezenty, bo często wszystkie mam zaplanowane na długo przed świętami, ale i tak kupuję je w ostatniej chwili. Biegnę do centrum handlowego i wpadam w chaos świąteczny, jaki tam panuje. A kończy się to tym, że najczęściej… zmieniam swoje plany zakupowe – dodaje.
Polska kajakarka, nominowana w tym roku do nagrody najlepszego sportowca Polski, już jako dziecko przepadała za świętami, a zwłaszcza za prezentami i słodyczami. Ma wiele wspomnień, choć nie każdym lubi się chwalić. Okazuje się, że jednego roku postanowiła nieco… powiększyć swój prezent.
– Moja mama w pracy dostawała na święta paczki prezentowe dla dzieci, czyli dla mnie i mojego brata. To były słodycze, które ja zjadałam jeszcze przed zakończeniem świąt, a mój brat, bardzo rozsądnie je sobie dawkował, dzięki czemu miał je dużo dłużej. Pewnego roku zaczęłam mu podbierać te pyszności, choć też robiłam to mądrze, małymi dawkami. Niestety, gdy w torbie pokazało się dno zorientował się i nie było wtedy przyjemnie – wspomina.
Ale ma też bardzo miłe wspomnienia, które, mimo upływu wielu lat, wciąż są w jej pamięci i sercu. – Pamiętam, jak kiedyś bardzo chciałam dostać od Świętego Mikołaja, w którego istnienie jeszcze wtedy wierzyłam, dużą lalkę. U nas w domu zwyczajem było, że prezenty pojawiały się przy naszych łóżkach, gdy spaliśmy. Tej nocy źle spałam, wierciłam się, bo coś mnie uwierało, ale nie przyszło mi do głowy, żeby sprawdzić co to. Dopiero rano zobaczyłam, że obok mnie leży moja wymarzona lalka! Lalka oczywiście od Mikołaja, no bo od kogo, skoro moi rodzice w nocy też spali? – dodaje nasza mistrzyni.
Dwukrotna mistrzyni świata w slalomie kajakowym w każdym sezonie intensywnie pracuje w siłowni, by mieć siłę do walki z wodą i zdobywania medali wielkich imprez. – Moje top 3 ulubionych ćwiczeń to: martwy ciąg, wyciskanie i drążek. Pochodzę z gór, mam waleczny charakter, ale wszyscy kajakarze górscy zazwyczaj pochodzą z tego regionu, więc proszę sobie wyobrazić, co się dzieje, gdy razem ćwiczymy – śmieje się 26-letnia wicemistrzyni olimpijska z Paryża. – Chyba wrócę do liczenia tych wszystkich ciężarów, ciekawa jestem ile w sumie w trakcie sezonu podnoszę lub wyciskam?
Bez ładunku klasyczny TIR waży od 14 do 18 ton, obciążony może jeździć po drogach do 40 ton. Nasza utalentowana kajakarka jest pewna, że w trakcie całego sezonu przerzuca w siłowni łącznie równie ogromne ciężary. – Byłam wychowana na dzienniczkach treningowych, gdzie trzeba było właśnie spisywać wszystkie kilogramy, zliczało się i wychodziły wtedy tony – wspomina swoje początki Klaudia Zwolińska. – Teraz nie zapisuję już tych kilogramów, ale chyba wrócę do tego pomysłu. Ciekawe, ile faktycznie tych „TIR-ów” jest przeze mnie przerzucanych w trakcie roku?
Polka opowiada, że w trakcie zajęć siłowych kluczowa dla zawodników slalomu kajakowego jest poprawna technika. – Mamy specjalistę, który nad tym czuwa. Nie możemy się zbyt mocno eksploatować, więc bardzo ważne jest to, żeby technika była poprawna. Najważniejszymi ćwiczeniami są te, które angażują wiele grup mięśniowych. Mimo tego, że jesteśmy kajakarzami, to trenujemy też bardzo mocno nogi. Ważne są dla nas wszelkie „dociągi”, czyli wszystko to, co dociągamy do siebie: drążek, dociąganie z hantelkami i tym podobne. To jest to, co jest potrzebne później w kajakach. W siłowni, w trakcie całego roku, spędzamy mniej więcej 20 procent czasu, gdy liczymy całość przygotowań do startów – wylicza Polka.
Zwolińska przyznaje, że lubi zajęcia w siłowni, szczególnie gdy trenuje ze swoimi kolegami z reprezentacji. Dochodzi wtedy do góralskiej rywalizacji. – Bardzo lubię siłownię. A jak to w sporcie, w mojej grupie treningowej panuje zawsze rywalizacja, taka zabawowa. Trenuję z mężczyznami na co dzień, oni są ciutkę mocniejsi, ale gonię ich. Mam za to inne mocne strony, gdzie oni muszą gonić mnie, więc się uzupełniamy. Pochodzę z gór, mam waleczny charakter, ale kajakarze górscy zazwyczaj pochodzą z tego regionu, więc proszę sobie wyobrazić, co się dzieje, jak jesteśmy razem w siłowni. Ciśniemy sobie, czasami na grubo, ale oczywiście po koleżeńsku. Jakie mam rekordy? Trudno powiedzieć, bo nie możemy dźwigać na maksa, ale wycisnę pewnie 90-95 kilogramów na sztandze, a w martwym ciągu dźwignę pewnie 115 kilogramów. Różnica między mną a mężczyznami jest taka, że są ode mnie silniejsi, łatwiej im przychodzi podnoszenie większych ciężarów, ale jeżeli chodzi o sprawność, giętkość, to odstają ode mnie. Raz pracowaliśmy nad biodrami i to była dla mnie ciekawostka. Trener przyniósł hula hop, a ja jak byłam dzieckiem, to bawiłam się podobnym mnóstwo razy. A tymczasem moi koledzy okazali się bardzo sztywni, w ogóle nie potrafili zakręcić hula hop, tylko szyją. Muszę przyznać, że dramatycznie to wyglądało – śmieje się zawodniczka z Nowego Sącza.
Kulisy siłowych treningów naszych kajakarzy pokazują jednak, że nie zawsze jest im do śmiechu. Momentami po ciężkiej siłowni, dopiero zaczynają właściwe zajęcia…
– Najcięższe są styczeń, luty, marzec, kwiecień, czyli początek roku, wtedy mamy największą objętość w siłowni, najwięcej przerzucamy tych ton. Czasami marzę tylko o czymś słodkim i żeby iść spać. Treningi w siłowni są dość długie, a po niektórych od razu idziemy na wodę, żeby mieć lepsze przełożenie, transfer. I wiosłujemy, wiosłujemy. Wtedy to już jest mordercze połączenie. Można powiedzieć, że mamy zjazd do zajezdni – opowiada 26-letnia wicemistrzyni olimpijska z 2024 roku.
Klaudia Zwolińska w tej chwili walczy nie tylko o wysoką formę w siłowni, ale bierze udział w 91. edycji Plebiscycie Przeglądu Sportowego na Najlepszego Sportowca Polski. Środowisko kajakarskie może głosować na nią oraz duet Anna Puławska/Martyna Klatt. Przypomnijmy, że każdego roku nominowanych przez kapitułę „Przeglądu Sportowego” jest 25 sportowców, a następnie trwa głosowanie wśród kibiców. Gdy wyłoniona zostanie finałowa dziesiątka, fani ponownie głosują, a laureatów poznamy na uroczystej Gali Mistrzów Sportu. W tym roku zaplanowano ją na 10 stycznia w Teatrze Wielkim-Operze Narodowej.
– Uważam, że każdy sportowiec, który odnosi sukcesy i może być idolem dla młodych adeptów sportu powinien angażować się w akcje, które inspirują dzieci i zachęcają je do aktywności fizycznej – uważa wicemistrzyni olimpijska z Paryża i podwójna tegoroczna mistrzyni świata w slalomie kajakowym Klaudia Zwolińska. Znakomita polska kajakarka w listopadzie zakończyła akcję „Na Fali z Klaudią Zwolińską”, w ramach której odbyła szereg spotkań z młodzieżą szkolną.
„Na Fali z Klaudią Zwolińską” to inicjatywa promująca kajakarstwo jako wszechstronną formę aktywności fizycznej, wspierającą rozwój sportowy dzieci i młodzieży. Główna część akcji koncentruje się na działaniach edukacyjno-inspiracyjnych skierowanych do dzieci i młodzieży. Zawodniczka odwiedziła dziesięć szkół w Małopolsce, gdzie przeprowadzała spotkania motywacyjne oraz warsztaty praktyczne.
– Chcę inspirować dzieciaki. Wiem, że gdyby nie moje wyniki sportowe, gdyby nie to, co już zbudowałam, nie byłoby to możliwe, dokładnie tak samo, jak z akcją charytatywną po igrzyskach olimpijskich, gdy wystawiłam na sprzedaż swój srebrny medal. Jestem wdzięczna, że niektóre drzwi się po prostu pootwierały i cały czas staram się otwierać kolejne. Oprócz uprawiania slalomu kajakowego chcę zrobić coś dobrego, z czego kiedyś, gdy już skończę karierę, będę mogła być dumna, a nie tylko patrzeć na medale na półce – podkreśla Zwolińska.
Dzięki wykorzystaniu ergometrów projekt nie jest ograniczony do szkół z odpowiednią infrastrukturą sportową, co pozwala dotrzeć także do placówek, które nie posiadają specjalistycznego zaplecza treningowego. W zajęciach uczestniczył, obok Zwolińskiej, także Grzegorz Hedwig, trzykrotny olimpijczyk w slalomie kajakowym.
– Już wcześniej działałam z młodzieżą, bo mam wykształcenie pedagogiczne i tak widziałam swoją przyszłość, więc po igrzyskach olimpijskich jeździłam po szkołach, odwiedzając wówczas dwadzieścia kilka placówek. Biorąc pod uwagę, że dwieście pięćdziesiąt czy trzysta dni w roku jestem poza domem, to jest to naprawdę spore wyzwanie. Chciałam stworzyć dobry projekt, który planowałam już długo. Zainteresowanie było ogromne, odwiedziliśmy dziesięć szkół w Małopolsce, a mogło być ich znacznie więcej, bo zgłoszeń było mnóstwo. Widzę, że inspirowanie dzieci ma sens i dzieciaki wiele wynoszą z tych spotkań. Tak, jak ja miałam swoich idoli sportowych, to widzę, że oni też poszukują takich osób. W czasach Internetu to jest tym bardziej wartościowe – zaznacza Zwolińska.
Wybitna polska kajakarka, nominowania w plebiscycie na najlepszego sportowca Polski w 2025 roku, planuje kolejne edycje akcji. – Na pewno będziemy dalej działać w szkołach, tym bardziej, że coraz lepiej nam to idzie. Mimo tego, że dużo energii trzeba poświęcić na pracę z dzieciakami, to jednak sprawia mi to wielką radość. Dostaję sporo pytań od młodych ludzi, którzy już są sportowcami albo chcieliby nimi być. Zdarza się, że wypytują o jakieś szczegóły albo po prostu mówią, że inspiruję ich moimi sukcesami. Jest to oczywiście miłe, ale jest to też duża odpowiedzialność. Choćby wrzucając coś na moje social media zastanawiam się, jak te dzieci to odbiorą. Jeżeli miałabym w przyszłości być idolem dla młodszego pokolenia, to chciałabym im przekazywać fajne i ważne wartości – mówi.
Projekt „Na fali z Klaudią Zwolińską” podkreśla znaczenie sportu jako narzędzia wsparcia zdrowia, integracji społecznej oraz inspirowania młodych ludzi do wyznaczania i osiągania ambitnych celów. Wybór Małopolski jako regionu realizacji projektu był nieprzypadkowy – to właśnie stąd pochodzi Klaudia Zwolińska, a naturalne warunki tego regionu sprzyjają uprawianiu kajakarstwa zarówno na poziomie amatorskim, jak i profesjonalnym.
Zajęcia z cyklu „Na fali z Klaudią Zwolińską” były dofinansowane przez Ministerstwo Sportu i Turystyki.
– Medal olimpijski był gamechangerem dla slalomu kajakowego w Polsce. Bardzo to pielęgnujemy i walczymy o więcej, a w tym roku też udało się zrobić coś wielkiego, bo trzy medale na jednym mistrzostwach świata nie zdarzają się często – mówi Klaudia Zwolińska, jedna z najlepszych slalomistek świata. Po wywalczeniu srebra w Paryżu życie polskiej kajakarki bardzo się zmieniło, a Polka nie zamierza osiadać na laurach, co udowodniła w trakcie tegorocznych mistrzostw świata.
Zwolińska, która za kilkanaście dni skończy 27 lat, nie ukrywa, że bardzo pracuje na to, by o slalomie kajakowym było jak najgłośniej. Zachęca też młodych ludzi do uprawiania sportu. – Po zawodach w Australii, gdzie wywalczyłam trzy medale mistrzostw świata, zainteresowanie jeszcze wystrzeliło i szczerze myślę, że było jeszcze większe, niż po igrzyskach w Paryżu. To nie jest przypadkowe, to się wiązało z bardzo ciężką pracą. Po medalu olimpijskim nie wyjechałam po prostu na wakacje i nie odpoczywałam. Miałam dosłownie chwilę przerwy, a później ruszyłam i to nie tylko jeśli chodzi o sport, ale przede wszystkim o to, co dzieje się wokół, choćby obecność w mediach. To zabierało mi bardzo dużo energii i czasu, ale to jest bardzo pozytywny okres mojego życia. Też bardzo dużo pracowałam z młodzieżą, inspirując dzieciaki do sportu – opowiada Polka.
Zwolińska podkreśla, że na początku nie było łatwo jej godzić treningu sportowego na najwyższym poziomie z pracą na rzecz promowania kajakarstwa. – W trakcie przygotowań do sezonu próbowałam to jakoś zbalansować, co oznaczało, że podchodziłam na sto procent do treningów i na sto procent do tej pracy promującej mój sport. Nie wiedziałam, jak to pogodzić, ale teraz już wiem. Dałam sobie na głowę zbyt dużo i początek sezonu był dla mnie nieudany, bo po prostu rozsypałam się zdrowotnie. Sądzę, że to był właśnie jeden z czynników, który to spowodował. Teraz wypracowałam już pewien schemat – mówi wspierana przez PGE Polską Grupę Energetyczną zawodniczka, która w tegorocznych mistrzostwach świata w Australii została podwójną mistrzynią świata w K-1 i C-1, a do tego wywalczyła brązowy medal w kayak crossie.
Zwolińska, która uwielbia swój sport i podkreśla jego atrakcyjność, nie lubi w niej tylko jednego – określenia „dyscyplina niszowa”. – Nienawidzę tego i pracuję nad tym, by tak nie było. Wierzę, że jeżeli będą się zdarzały takie sukcesy, jak właśnie w tym roku, to o slalomie będzie głośno nie tylko przy okazji igrzysk olimpijskich. Niektóre sporty w Polsce, mimo tego, że były niszowe, już nie są i to dzięki pracy ludzi. Ja więc nie narzekam, tylko wiem, że jest coś do zrobienia. I cieszę się, że razem z Polskim Związkiem Kajakowym mam takie możliwości, by to zrobić. Od trzydziestu kilku lat zawodnicy PZKaj przywożą zawsze medale olimpijskie. Na kajakarzy zawsze można liczyć, więc chcę zrobić tak, żeby ludzie pamiętali o tych kajakach także między igrzyskami. Mamy ogromny potencjał – zaznacza.
A czy po ubiegłorocznych igrzyskach jej rozpoznawalność zwiększyła się? – Chyba najbardziej teraz, po mistrzostwach świata. Te trzy medale sprawiły, że zainteresowanie mediów było bardzo duże, więc odczuwam oczywiście różnice. Zauważam to już nie tylko u mnie na południu, gdzie slalom mamy bardziej popularny, ale też w innych miejscach. Zdarzyło mi się jechać raz z lotniska bardzo krótki odcinek i nie wiedziałam, że muszę mieć bilet i przez to, że podeszła do mnie rodzina z dziećmi, by zrobić sobie zdjęcie ominęła mnie kontrola. Rozdawanie autografów czy robienie zdjęć z kibicami jest bardzo miłe – opowiada Polka, która jest nominowana w plebiscycie na sportowca roku w Polsce.
– Myślę, że w tym roku mam papiery na to, żeby walczyć o jak najwyższe pozycje w plebiscycie, bo przez siedemdziesiąt lat nikt nie zdobył indywidualnie trzech medali w letnich sportach na mistrzostwach świata. Ze sportowego punktu widzenia zrobiłam wszystko, żeby być jak najwyżej, ale to jest plebiscyt. Będę walczyć o te głosy, ponieważ trzeba to zrobić, żeby nasze kajaki były jak najwyżej. To może być przełomowe dla naszej dyscypliny. Razem ze mną są jeszcze dwie kajakarki Martyna Klatt i Ania Puławska i my sobie zdajemy sprawę, że każdy głos się liczy i będziemy o te głosy walczyć, żeby wzmocnić naszą dyscyplinę i pochwalić się trochę tymi wynikami. Myślę, że mamy jeden z najlepszych wyników w Polsce w tym roku i chyba mogę to powiedzieć głośno, że też jesteśmy gigantami sportu, więc czemu nie walczyć o te najwyższe lokaty – mówi Klaudia Zwolińska.
Wicemistrzyni olimpijska z Paryża i dwukrotna mistrzyni świata w slalomie kajakowym przygotowuje się do kolejnego sezonu bez względu na pogodę. Śnieg, mróz i lodowata woda towarzyszą jej w codziennej pracy na torze w Kolnej. – Mój rekord to zajęcia przy minus dwadzieścia jeden stopni Celsjusza! Ale nie narzekamy, tylko robimy. Kremik na dłonie, biegiem pod gorący prysznic po treningu. Można powiedzieć, że my, kajakarze górscy, nie musimy morsować, bo mamy to samo w kajakach – śmieje 26-letnia mistrzyni świata.
Kajakarstwo górskie kojarzy się kibicom z wartkim nurtem i sportowcami, którzy próbują go ujarzmić. Okazuje się, że aby móc osiągać w tym sporcie sukcesy trzeba mieć mnóstwo determinacji i być odpornym na każde warunki. – W trenowaniu zimą, gdy nie jesteśmy na zagranicznym zgrupowaniu, czyli w ciepłych krajach, pomaga mi z pewnością mój południowy, góralski charakter – opowiada reprezentantka Polski w slalomie kajakowym, wicemistrzyni olimpijska z Paryża, która w tym roku w australijskim Penrith wywalczyła także dwa złote medale (C-1 i K-1) oraz brązowy krążek mistrzostw świata w kayak crossie. – Aktualnie pracujemy na wodzie, choć temperatura jest na minusie. Myślę, że jest to niczym morsowanie, bo wprawdzie uprawiam sport kojarzący się raczej z latem i słońcem to musimy trenować w warunkach takich, jakie mamy obecnie. Muszę przyznać, że nie należy to do najłatwiejszych rzeczy i nie jest to na pewno moja ulubiona sprawa.
Zawodniczka z Nowego Sącza opowiada, że zdarzało jej się ćwiczyć na wodzie, gdy wokół panował srogi mróz. – Niektóre treningi wymagają tego, żeby spędzić jak najwięcej czasu na wodzie. Mój rekord to minus 21 stopni Celsjusza! Zrywałam sobie sople z kasku, kajak cały był zamarznięty, włosy miałam w ogóle sztywne, więc szczerze mówiąc dzisiaj nie jest aż tak źle – mówi Zwolińska, gdy wokół temperatura spada poniżej zera.
Mistrzyni świata uważa, że najłatwiej pracę w lodowatej wodzie mogą sobie wyobrazić osoby, które morsują. – Wprawdzie morsowanie trwa tylko kilka minut, a my na wodzie jesteśmy tak naprawdę godzinę, czasami dwie, ale jednak mamy ubranie. Niestety, czasem zdarza się, że wszystko na tobie powoli zaczyna zamarzać. Buzia nam zamarza, rączki zamarzają, z każdą minutą jest coraz trudniej i zimniej. Nie musimy już zatem morsować, bo morsowanie mamy na co dzień w kajakach. Największym problemem są dla mnie dłonie. Włosy zamarznięte mi nie przeszkadzają, jestem przyzwyczajona do tego, że zazwyczaj mam je wiecznie mokre, ale dla mnie osobiście najgorszy jest ból w stopach i w dłoniach. One po prostu nam zamarzają, są całe czerwone i później jak się idzie pod ciepły prysznic, żeby się zagrzać – a czasami to biegniemy pod ten prysznic – to pojawia się bardzo ostry ból. Trzeba sobie radzić, coś za coś. Muszę spędzić troszeczkę czasu na wodzie, żeby później zdobywać medale, a to jest tego cena.
Podwójne skarpety i tylko w wyjątkowych okolicznościach rękawiczki, to próba radzenia sobie w polskiej zimnie, gdy trzeba trenować w wodzie. – Choć brzmi to dziwnie, to niechętnie korzystam z rękawiczek, ponieważ slalom to dopracowanie techniki. Wolę czuć wiosło, lepsze mam także czucie, jeżeli chodzi o pływanie, więc mimo tego, że ręce mi zamarzają, unikam noszenia rękawic. Najgorsze są momenty, najbardziej cierpią dłonie zaraz po przerwie w treningach. Schodzi z nich skóra, bo tego pływania jest bardzo dużo. Ale ja akurat mam bardzo ładnie zadbane dłonie, zawsze prze treningiem wlatuje jakiś kremik, a jak już nie daję rady, to kładę sobie rączki tutaj na brzuszek i jest dużo cieplej – opowiada zawodniczka nominowana w tegorocznym Plebiscycie Przeglądu Sportowego na najlepszego sportowca 2025 roku.
Zwolińska, jak i pozostali reprezentanci Polski, których wspiera sponsor główny PGE Polska Grupa Energetyczna S.A, sporo czasu zima spędzają za granicą, w cieplejszych regionach, by nie każdego dnia musieć zmagać się z mrozem czy chłodem.
– Mamy ten przywilej, że jednak w zimie wyjeżdżamy najwięcej i szukamy cieplejszych rejonów. A ja troszeczkę nad tym ubolewam, ponieważ kocham mój region, uwielbiam góry i lubię bardzo zimę. Jestem dumna, że pochodzę z południa Polski. Czasami nawet jestem zła, że aż tyle wyjeżdżamy w tym okresie. Żeby mieć fajne warunki treningowe jest niestety konieczne, a na nasze góry zimą znajdę jeszcze kiedyś czas – dodaje 26-letnia wicemistrzyni olimpijska z 2024 roku.
To kolejne wyróżnienie dla Alexa Boruckiego, wielkiej nadziei polskiego kajakarstwa! Zarząd Polskiego Komitetu Olimpijskiego na podstawie rekomendacji Komisji Sportu Młodzieżowego PKOl zdecydował o przyznaniu wyróżnienia w konkursie do Nagrody „Nadzieje Olimpijskie” im. Eugeniusza Pietrasika. Zarząd PKOl nagrodził także Bogusława Birosa, trenera naszego młodego kajakarza.
Nagroda „Nadzieje Olimpijskie” im. Eugeniusza Pietrasika ustanowiona została przez Polski Komitet Olimpijski w 1998 roku. Nagrodę tę otrzymują zawodniczki i zawodnicy, którzy w danym roku kalendarzowym osiągnęli wybitne sukcesy sportowe podczas zawodów międzynarodowych najwyższej rangi, z wyłączeniem igrzysk olimpijskich, a ich postawa moralna nie budzi zastrzeżeń. To wyraz uznania dla osiągnięć młodego pokolenia sportowców oraz ich trenerów. Od tego roku w ramach Nagrody przyznane zostały również wyróżnienia.
Borucki, zawodnik Kolejowego Klubu Wodnego 1929 Kraków, w tym sezonie zaliczył m.in. znakomity start w mistrzostwach Europy juniorów i młodzieżowców, które odbyły się w rumuńskim Pitesti na początku lipca 2025 roku. Reprezentant Polski, startujący w kategorii U-23, dwukrotnie stanął na najwyższym stopniu podium, zdobywając złote medale w konkurencjach K-2 na 1000 metrów oraz 500 metrów. To imponujące osiągnięcie, które potwierdza jego rosnącą pozycję w europejskim kajakarstwie.
W sumie do konkursu zgłoszono 43 kandydatury młodych, szczególnie uzdolnionych polskich sportowców. Zwycięzcami 27. edycji zostali kolarka torowa Martyna Szczęsna oraz wioślarz Daniel Gałęza.
Reprezentacja Polski zdobyła trzy medale podczas mistrzostw świata w maratonie kajakowym, które w niedzielę zakończyły się w węgierskim Gyor. Świetnie spisali się również nasi paramaratończycy, którzy w premierowej edycji MŚ wywalczyli pięć krążków.
Trener polskich maratończyków Mateusz Rynkiewicz przed mistrzostwami zapowiadał walkę o najwyższe cele, wskazując, że jego podopieczni znajdują się w wysokiej dyspozycji. I nie rzucił słów na wiatr, bo już pierwszego dnia regat na Węgrzech byli oni blisko rozwiązania worka z medalami. Tuż za podium konkurencji C-1 3,6 km seniorów uplasował się Mateusz Borgieł, a siódmy był Mateusz Zuchora. Filary polskiej reprezentacji, którą wspiera sponsor główny PGE Polska Grupa Energetyczna S.A., nie zawiedli w dalszej części MŚ, a w sobotę wrócili na medalową ścieżkę. W konkurencji C-1 21,8 km mistrzem świata został Zuchora, zaś chwilę później za nim na metę wpadł Borgieł, zdobywając srebro. Obaj znakomicie spisali się także w dwójce na tym samym dystansie. W niedzielę osada złożona z zawodników AZS Politechniki Opolskiej była trzecia w konkurencji C2 21,8 km.
– Węgrzy zdominowali klasyfikację medalową, widać, że ten kraj żyje kajakarstwem. Na mistrzostwach wszystko było na najwyższym poziomie – komentował trener Mateusz Rynkiewicz. – Nasza osada Zuchora/Borgieł była jedyną, która w sobotę przepłynęła cały dystans w niezłym tempie, co też kosztowało ich sporo sił. Dodatkowo w reprezentacji przyplątała się nam infekcja, Mateusz Borgieł przed niedzielnym startem wyglądał średnio i to z pewnością mogło mieć znaczenie na końcowy wynik. Ponadto, podczas jednej z przenosek chłopacy mieli kolizję. Portugalczycy zostawili bardzo mało miejsca, nasi biegli razem z nimi w szczelinę, a obok wbiegli też Hiszpanie, którzy nas wywrócili. Hiszpanie dostali 30 sekund kary, a my musieli wylać wodę, pozbierać sprzęt i ruszyć dalej, ale niestety, fala z czołówką już uciekła. To są sytuacje nie do przewidzenia w maratonie – rozkładał ręce trener Rynkiewicz.
W światowym czempionacie maratończyków kajakowych na Węgrzech startowali także inni nasi reprezentanci. Mocno zapracowana w Gyor była Agata Kowalak, która wystąpiła w dwóch wyścigach seniorek (jedenasta w C-1 14,4 km i dwunasta w C-1 3,6 km) i jednym w kategorii U-23 (szósta w C-1 10,7 km). Wśród najstarszych zawodników w K-1 25,5 km sprawdził się Igor Wyszkowski. Uczestnik niedawnych World Games w Chengdu zajął piętnaste miejsce. Warto dodać, że występy w Gyor były dla niektórych naszych maratończyków debiutem w MŚ. Miłą niespodziankę sprawił młodzieżowiec Patryk Stasiełowicz, czwarty w C-1 18,1 km w swojej kategorii wiekowej (piąty był Eryk Wilga). Obiecująco w gronie juniorek spisała się także Zuzanna Rynkiewicz, siódma w K-1 3,6 km i 18,1 km.
Przez dwa dni w Gyor odbywały się także pierwsze w historii MŚ w paramaratonie kajakowym. Wśród uczestników i medalistów tej imprezy nie brakowało Polaków. Biało-czerwoni zdobyli pięć medali, w tym jeden złoty za sprawą Katarzyny Kozikowskiej. Paralimpijka z Tokio i Paryża zwyciężyła w konkurencji KL3 6 km. Ponadto, na drugim stopniu podium MŚ w paramaratonie kajakowym w Gyor stanęli Jakub Szpak (VL1 6 km), Karolina Bronowicz (VL1 6 km), a na najniższym Monika Kukla (VL3 6 km) i Anna Bilovol (VL 2 6 km).
– Nie myślałam, że ten sezon tak dobrze zakończy się dla mnie. Jechałam na te MŚ z myślą walki o medal, ale jestem miła zaskoczona tym złotem i dumna z siebie – mówiła Kozikowska, która rok temu, podczas ME w maratonie kajakowym w Poznaniu, wzięła udział w pokazowym maratonie dla parakajakarzy. – Patrząc na to, że ciężko jest już namówić zawodników do sprintu, może być różnie z rozwojem paramaratonu. Może być on opcją dla tych, którzy nie do końca odnajdują się w sprincie. Planowane są drugie MŚ, więc chyba spodobało się to Międzynarodowej Federacji Kajakowej (ICF) – dodała Kozikowska, która przez najbliższe dni przejdzie rozpływanie po sezonie, a następnie uda się na zasłużony odpoczynek. Partnerem Polskiego Związku Kajakowego jest LOTTO. – W przyszłym sezonie są MŚ w parakajakarstwie w Poznaniu, więc to dla nas pewna przewaga. Będziemy chcieli tam spisać się jak najlepiej przed polską publicznością – nie ukrywa świeżo upieczona złota medalistka.
Przyszłoroczne MŚ w maratonie kajakowym mają się odbyć w argentyńskim Gualeguaychú (22-25 października 2026 roku). Wcześniej zostały zaplanowane ME w rumuńskim Pitesti (27 lipca – 2 sierpnia).
Trójka polskich medalistów ostatnich mistrzostw świata w Mediolanie odwiedziła w środę Ministerstwo Sportu i Turystyki i siedziby sponsorów Polskiego Związku Kajakowego – PGE Polskiej Grupy Energetycznej S.A. oraz Totalizatora Sportowego, właściciela marki Lotto.
Przypomnijmy, że we włoskiej stolicy mody biało-czerwoni wywalczyli trzy medale – dwa złote zdobyła Anna Puławska w jedynce 500 metrów oraz w dwójce 500 metrów z Martyną Klatt, a trzeci, tym razem brązowy, padł łupem kanadyjkarza Wiktora Głazunowa w konkurencji C1 5000 metrów.
– Napisałam piękną historię i spełniam swoje marzenia – mówiła jeszcze we Włoszech Puławska. – Nie byłoby to jednak możliwe, gdyby nie trener Grzegorz Łabędzki, który wziął mnie pod swoje skrzydła od początku sezonu i dał mi motywację do tego, żeby uwierzyć dalej w siebie i zapomnieć o tym, co było. Jestem bardzo szczęśliwa, ale chyba wciąż nie dowierzam, że jestem podwójną mistrzynią świata.
W środę Puławska, Klatt i Głazunow, w towarzystwie trenerów oraz prezesa Polskiego Związku Kajakowego Grzegorza Kotowicza i wiceprezesa Adama Seroczyńskiego, odwiedzili ministra sportu i turystyki Jakuba Rudnickiego, a także szefów najważniejszych sponsorów polskiego kajakarstwa, czyli PGE Polskiej Grupy Energetycznej Totalizatora Sportowego, by podziękować za wsparcie. Spotkanie było też znakomitą okazją, by porozmawiać o przyszłości polskiego kajakarstwa.
–Te mistrzostwa świata nie przebiegały po mojej myśli, przyjeżdżałem do Mediolanu z większą werwą, która z biegu na bieg powoli gasła. Wszystkie dystanse traktuję poważnie, ale na 5000 metrów chciałem pokazać, że potrafię szybko pływać. Start nie należał do łatwych, ale walczyłem do końca i wróciłem do domu z medalem – dodał Głazunow.
W tym roku czekają nas jeszcze jedne mistrzostwa świata, tym razem w slalomie kajakowym. Impreza odbędzie się na przełomie września i października w australijskim mieście Penrith.
Nadzieje polskiego sprintu kajakowego rywalizują o medale młodzieżowych mistrzostw Polski, które od piątku rozgrywane są w Bydgoszczy. Sobota na torze regatowym Brdyujście jest dniem poświęconym na eliminacje na 500 i 1000 metrów, na którym nie brakuje uzdolnionych zawodników. Pewny awans do niedzielnych finałów wywalczyli m.in. kanadyjkarz Kacper Sieradzan (KS Wiskord Szczecin), wicemistrz Europy do lat 23, czy Alex Borucki (KKW Kraków), były mistrz świata i Europy juniorów na tym dystansie.
Krajowy czempionat młodzieżowców w Bydgoszczy rozkręcił się na dobre. Piątkowe wyścigi pozwoliły wyłonić najszybszych zawodników na dystansie 200 m, a w sobotę do gry wkroczyli kolejni sprinterzy. Już od samego rana na Brdyujściu trwały biegi eliminacyjne na 500 i 1000 m z udziałem ścisłej, krajowej czołówki. Jednym z zawodników, którzy w przekonującym stylu awansował do niedzielnych finałów, był Kacper Sieradzan, który w ostatnich tygodniach święcił sukcesy na młodzieżowych imprezach za granicą. W rumuńskim Pitesti zdobył srebro MME w konkurencji C1 1000 m, zaś przed tygodniem w portugalskim Montemor-o-Velho wywalczył brąz w jedynce na dwa razy krótszym dystansie.
– Jest niedosyt, bo było parę momentów, gdzie pewne rzeczy można było zrobić lepiej. Żałowałem startu w C1 500 m na MME, dlatego chciałem się odegrać na MMŚ i jakoś się udało. Cieszę się, że udało się zachować srebro dla Polski na MME w C1 1000 m – opowiadał Sieradzan, który w przyszłym sezonie chciałby nawiązać walkę o najwyższe lokaty w kraju i wrócić do pływania w seniorskiej reprezentacji Polski. – Czuję się mocny, ale czy na tyle mocny, żeby wygrać z Wiktorem Głazunowem? Na ten moment nie, ale zobaczymy, co przyniesie następny rok. Wszystko może się zdarzyć. Jeszcze jestem młodym zawodnikiem, szybko się rozwijam. A nuż w końcu uda się „podgryźć” Wiktora, żeby w końcu poczuł strach w Polsce (śmiech). Chciałbym też pływać w osadach olimpijskich – nie ukrywał sprinter kajakowy szczecińskiego Wiskordu.
Medale Sieradzana nie były jedynymi polskimi sukcesami w Pitesti i Montemor-o-Velho. w Rumunii biało-czerwoni wywalczyli w sumie 11 krążków (4 złote – 5 srebrnych – 2 brązowe), co dało im trzecie miejsce w klasyfikacji medalowej. Ponadto, w Portugalii złoto w konkurencji C4 500 m juniorów zdobyli Mateusz Gehrke, Kacper Stanek, Oskar Dekowski i Mateusz Augustyniak.
– Trzeba podkreślić, że część zawodników z kadry U-23 przygotowywała się do seniorskich MŚ i nie mogła wystartować w Montemor-o-Velho. Regaty i tak były bardzo udane. W Bydgoszczy mamy MMP, niektórzy są myślami już przy starcie w Mediolanie, co nie zmienia faktu, że tutaj będą walczyć o medale – zaznaczał Grzegorz Kotowicz, prezes Polskiego Związku Kajakowego.
Dla niektórych zawodników tegoroczna, czterdziesta edycja mistrzostw kraju do lat 23 jest ostatnim punktem w młodzieżowej karierze. Przed szansą na ostatnie medale MP w tej kategorii wiekowej stoją m.in. kajakarze Wojciech Pilarz, Wiktor Leszczyński, Valerii Vichev (wszyscy MKS Czechowice-Dziedzice), Przemysław Rojek (UKS Silvant Elbląg), kanadyjkarz Krystian Hołdak (AZS AWF Poznań) czy kajakarka Anna Mielnik (AZS Politechnika Opolska). W następnych miesiącach pozostanie im walka o miejsca w seniorskich reprezentacjach Polski.
– Cieszę się, że pewien etap kończy się w mojej karierze. Wiadomo, chciałoby się więcej, bo apetyt rośnie w miarę jedzenia, ale jestem zadowolony z tego, co osiągnąłem. Troszeczkę żałuję, że brakuje mi medalu MMŚ w jedynce, ale jak nie teraz, to w seniorach – zapowiedział Leszczyński, który w przeszłości uczestniczył m.in. w seniorskich MŚ 2022 w Kanadzie i 2023 w Niemczech. – Jest duża, bardzo mocna grupa kajakarzy i trzeba o nią walczyć. I o to właśnie chodzi, żebyśmy się ścigali i wzajemnie napędzali. W tym roku nie udało mi się dostać do seniorskiej czwórki, ale w przyszłym roku będę walczyć i dam z siebie wszystko – zadeklarował medalista tegorocznych MME.
Kilkoro sprinterów szykuje się do przejścia w rolę seniorów, a inni dopiero co zbierają doświadczenia w gronie młodzieżowców. Część reprezentantów naszego kraju ma za sobą pierwsze regaty w kategorii U-23 i na własnej skórze przekonało się, ile pracy jeszcze ich czeka, zanim włączą się do gry o najwyższe lokaty. Za przykład niech służą kajakarki prowadzone przez trenera Tomasza Szweda. W ubiegłym roku za sprawą m.in. Dominiki Zimnoch (Dojlidy Białystok) czy Zofii Więcławskiej (Włókniarz Chełmża) zdobywały krążki na świecie i w Europy wśród juniorek, a w tym sezonie zaliczały pierwsze finały tych imprez, gdzie za rywalki miały starsze zawodniczki. Medali MMŚ i MME jeszcze nie ma, ale jak zapewniają w polskiej reprezentacji, zebrane doświadczenia powinny zaprocentować w kolejnych latach. Głównym sponsorem Polskiego Związku Kajakowego jest PGE Polska Grupa Energetyczna S.A.
– Podejmując się pracy z kadrą U-23, zdawałem sobie sprawę, że będziemy potrzebowali 2-3 lat, aby nowa grupa była w stanie walczyć o medale imprez mistrzowskich. I się nie pomyliłem, bo MMŚ i MME jasno pokazały nam, że w starszych rocznikach, które powinny być trzonem tej grupy, brakuje nam wartościowych zawodniczek. Stało się tak, że osada złożona z zeszłorocznych juniorek była najmocniejszą w tegorocznym zestawieniu. Mieliśmy ciężko w rywalizacji z zawodniczkami starszymi o 4-5 lat – podkreślał trener Szwed.
Trwające MMP w Bydgoszczy to dla trenerów doskonała okazja do przeglądu kadr przed nowym sezonem i obserwacji, czy członkowie reprezentacji dalej przewyższają umiejętnościami resztę stawki. Zawodnicy walczą z kolei nie tylko o medale czy uznanie reprezentacyjnych trenerów, ale i punkty dla klubów do klasyfikacji mistrzostw. W ubiegłym roku na Brdyujściu zdecydowanie zwyciężył AZS AWF Poznań (w piątek jego zawodnicy zdobyli cztery medale), zaś w pierwszej dziesiątce rankingu punktowego były jeszcze dwie ekipy ze stolicy Wielkopolski. Zawodników na wysokim poziomie szkolą także ośrodki z innych regionów. Mocną reprezentację na MMP w Bydgoszczy wystawił m.in. MKS Czechowice-Dziedzice, którego sprinterzy w piątek wywalczyli dwa krążki. Pierwsze medale odbywającego się czempionatu zdobyły także kluby z województwa kujawsko-pomorskiego, które co roku dostarcza wielu sprinterów do reprezentacji narodowych we wszystkich kategoriach wiekowych. Jednym z nich jest Włókniarz Chełmża, gdzie klubowym trenerem jest Tomasz Szwed. Partnerem Polskiego Związku Kajakowego jest LOTTO.
– W mniejszych miejscowościach zaletą jest to, że nie ma tak dużej konkurencji ze strony innych sekcji sportowych, szczególnie w przypadku dziewcząt. Jeśli jesteśmy w stanie stworzyć coś interesującego, przyciągającego dziewczęta do klubu, to jak najbardziej można stworzyć silną sekcję kajakową. Jest kilka takich przykładów w Polsce, nie tylko Chełmża, ale i Wolsztyn czy Trzcianka, która może się pochwalić Jakubem Stepunem czy Julią Piasecką – wskazywał Szwed.
W niedzielę trzeci, ostatni dzień MMP w sprincie kajakowym w Bydgoszczy. Tego dnia zostaną rozegrane finały w jedynkach i osadach na 500 i 1000 m. Transmisja z niedzielnej rywalizacji na Brdyujściu będzie dostępna na YouTube, na kanale Polskiego Związku Kajakowego.
Anna Puławska zwyciężyła w sobotnim finale olimpijskiej konkurencji K1 500 metrów podczas Pucharu Świata w sprincie kajakowym w Poznaniu. To trzecie pucharowe złoto Polki w tym sezonie. Brąz zdobyli z kolei nasi kanadyjkarze w czwórce również na dystansie 500 metrów.
Piątkowe finały wypadły po myśli Polaków, którzy stawali na każdym stopniu podium. Złoto w C1 200 metrów mężczyzn wywalczył Oleksii Koliadych, a srebro i brąz w olimpijskiej konkurencji K4 500 metrów zdobyły polskie osady kobiet i mężczyzn. W sobotniej, popołudniowej sesji finałowej czekały nas trzy finały A z pięcioma szansami medalowymi.
Doskonałą formę na początku sezonu po raz kolejny udowodniła Anna Puławska. 29-letnia kajakarka AZS AWF Gorzów Wielkopolski, która przed tygodniem zdobyła dwa złota w jedynce podczas PŚ w Szeged, w wielkim finale K1 500 m znów nie znalazła pogromczyni i jako pierwsza pokonała linię mety. Puławska (1:49.90) wygrała pewnie nad Holenderką Selmą Konijn (1:50.48) i Nowozelandką Aimee Fisher (1:50.783). Trzecia w finale B była zaś Martyna Klatt. Głównym sponsorem Polskiego Związku Kajakowego jest PGE Polska Grupa Energetyczna S.A.
– W tym sezonie czuję się bardzo mocna i cieszę, że zdrowie mi dopisuje. Chcę to pielęgnować, by ten sezon trwał. PŚ w Poznaniu to dopiero drugie regaty, a wiem, że przede mną dużo startów. Z pokorą przyjmuję ten złoty medal i cieszę się, że należy do mnie – mówiła Puławska, która przed południem wraz z Klatt, dzięki pierwszemu miejscu w półfinale, zapewniła sobie awans do niedzielnego finału K2 500 m. W biegu o medale w tej konkurencji zobaczymy też osadę Karolina Naja/Adrianna Kąkol, które również wygrały swój półfinał. – Nastawiamy się bardzo pozytywnie, to nowa dwójka i sama jestem ciekawa, na co nas stać. Z Martyną dobrze nam się pływa i nie mogę się doczekać jutrzejszego finału – dodała Puławska.
Dwie polskie osady kobiet ujrzeliśmy już w sobotnim finale kanadyjek na dystansie 200 m. Dorota Borowska i Sylwia Szczerbińska, wicemistrzynie Europy w tej specjalności i triumfatorki ostatniego PŚ w Szeged, do ostatnich metrów toczyły zażarty bój z Ukrainkami i dwiema osadami Chinek. Nasza olimpijska dwójka z Paryża ostatecznie zajęła piąte miejsce, zaś na ósmej pozycji uplasowały się Katarzyna Szperkiewicz i Patrycja Mendelska.
Dwie polskie osady oglądaliśmy także w finale kanadyjkowych czwórek mężczyzn na dystansie 500 m. Dużo lepiej spisali się seniorzy w składzie Aleksander Kitewski, Koliadych, Łukasz Witkowski i Norman Zezula, którzy zdobyli brązowe medale, ustępując jedynie Ukraińcom i Chińczykom. Z kolei młodzieżowa osada zestawiona z Juliusza Kitewskiego, Krystiana Hołdaka, Gracjana Michalaka i Kyryło Krasinskiego zajęła siódme miejsce. To drugi medal dla polskich kanadyjkarzy podczas PŚ w Poznaniu. Partnerem Polskiego Związku Kajakowego jest LOTTO.
– Można było wycisnąć więcej, ale ten brąz smakuje jak złoto. My tylko raz byliśmy na czwórce, a nasi rywale trenowali więcej – mówił Aleksander Kitewski, który przed południem do spółki z Zezulą zdobył przepustkę do niedzielnego finału C2 500 m. W piątek bezpośredni awans wywalczyła z kolei osada Wiktor Głazunow/Arsen Śliwiński, aktualni wicemistrzowie Europy.
– Jak na to, że właściwie nie mieliśmy czasu na przygotowanie osady i poszliśmy z marszu to wyszło całkiem dobrze. I na pewno przyda się takie doświadczenie przed mistrzostwami świata. Do tej pory nie mieliśmy okazji, by się sprawdzić. Sam jestem ciekawy, na co nas stać, ale jeśli trening i zegarek nie oszukują to może być bardzo ciekawie – dodał z kolei Witkowski, dziewiąty w sobotnim finale B w olimpijskiej konkurencji K1 1000 m. Wyżej, bo na piątym miejscu został sklasyfikowany Kacper Sieradzan.
Sobotnią rywalizację obserwował z bliska Grzegorz Kotowicz, prezes Polskiego Związku Kajakowego. – Jest to największy PŚ rozgrywany w tym roku. Trudne do tej pory warunki pogodowe, a do tego brak wody, nie przeszkodziły w rozegraniu imprezy, a Poznań pokazał, że stoi na wysokości zadania i potrafi przeprowadzić regaty nawet w najtrudniejszych warunkach – podkreślał Kotowicz, który nie ukrywał dumy z postawy naszych zawodników na początku sezonu. – Regaty pokazują, że mamy się dobrze i jesteśmy w ścisłej światowej czołówce. Zaskakują wręcz nas wyniki niektórych zawodników, świetnie pływają nasze osady. Nastąpił wielki progres w męskich kajakach, jak również we wszystkich innych grupach. Przeprowadzone zmiany będą procentować z roku na rok, a ich finalny efekt zobaczymy na igrzyskach w Los Angeles – wskazywał prezes PZKaj.
Po trzech dniach rywalizacji na poznańskiej Malcie polscy kajakarze uzbierali łącznie pięć krążków. Poza dwiema szansami w kobiecym K2 500 m i C1 200 m, a także C2 500 m mężczyzn, w niedzielę biało-czerwonych walczących o medale zobaczymy w K1 200 m kobiet (Julia Olszewska, Sandra Ostrowska), K1 500 m mężczyzn (Sławomir Witczak) i K2 500 m (Jakub Stepun, Przemysław Korsak). Na koniec pucharowego ścigania w stolicy Wielkopolski czeka nas rywalizacja na dystansie 5000 m z udziałem Polaków w kanadyjkach (Paulina Grzelkiewicz, Rafał Poklepa, Roman Chokov), a także w kajakach (Agata Zielińska, Magdalena Szczęsna, Alex Borucki, Igor Wyszkowski).
Niedziela będzie ostatnim dniem PŚ w sprincie kajakowym w Poznaniu (pierwsze biegi od godz. 09:30). Transmisja ze zmagań na poznańskiej Malcie jest dostępna na YouTube, na kanale Planet Canoe.
Artur Kluskiewicz/Biuro Prasowe PZKaj fot. Bartłomiej Zborowski/Biuro Prasowe PZKaj
Reprezentanci Polski mają powody do satysfakcji po piątkowych finałach kajakowego Pucharu Świata w Poznaniu. Złoto w C1 200 metrów mężczyzn wywalczył Oleksii Koliadych, a srebro i brąz w olimpijskiej konkurencji K4 500 metrów zdobyły polskie osady kobiet i mężczyzn. W sobotę biało-czerwoni staną przed szansą na kolejne krążki.
Ponad 620 zawodników z całego świata startuje na torze regatowym Malta. Dla organizatorów trwającego Pucharu Świata to test generalny przed przyszłorocznymi mistrzostwami świata właśnie w Poznaniu (26-30 sierpnia). Z kolei dla polskich zawodników to doskonała okazja do sprawdzenia sił na obiekcie, na którym za tydzień powalczą w ramach regat eliminacyjnych o miejsce w kadrze narodowej na zbliżające się mistrzostwa Europy w czeskich Racicach (19-22 czerwca).
Biało-czerwoni w drugim dniu PŚ w Poznaniu znów zademonstrowali wysoką dyspozycję. W drugim w tym sezonie pucharowym finale K4 500 m kobiet i mężczyzn zobaczyliśmy nasze osady. Jako pierwsi po pucharowy medal sięgnęli polscy kajakarze. W decydującym wyścigu czwórka z Jakubem Stepunem, Jarosławem Kajdankiem, Valerii Vichevem i Sławomirem Witczakiem w składzie do samego końca liczyła się w czołówce, ostatecznie ustępując jedynie aktualnym mistrzom olimpijskim z Niemiec i Węgrom. A kto wie, jak potoczyłby się bieg z udziałem Polaków, gdyby nie uszkodzenie steru przy pierwszej próbie startu. Sponsorem głównym polskiego kajakarstwa jest PGE Polska Grupa Energetyczna S.A.
– Jest z czego „rzeźbić”. Jest parę rzeczy, które musimy poprawić, ale naprawdę idziemy w dobrą stronę – przekonywał Witczak, który obok Stepuna miał największe doświadczenie w czwórce. – Z pełnym spokojem czerpię wiedzę od starszych kolegów. Na ME będziemy chcieli pokazać się z jak najlepszej strony – wskazywał Kajdanek.
Z kolei osada Polek, które w czwartek w świetnym stylu w pokonały w biegu eliminacyjnym złote i brązowe medalistki igrzysk z Paryża, czyli Nowozelandki i Węgierki, w piątkowym finale musiała uznać wyższość wicemistrzyń olimpijskich, Niemek. Dla Karoliny Nai, Sandry Ostrowskiej, Adrianny Kąkol i Julii Olszewskiej to pierwszy wspólny medal w konkurencji K4 500 m. Na dodatek dla tej ostatniej był to premierowy, pucharowy krążek.
– W te trzy dni wyciągnęłyśmy maksimum z treningów. Jest jeszcze co poprawić w dystansie, ale do tego są potrzebne wspólne treningi. Teraz cieszymy się, bo srebro w bliskiej rywalizacji napawa nas dużym optymizmem – podkreślała Naja.
– Ta czwórka mnie usatysfakcjonowała, ale i stanowiła pewną niespodziankę po eksperymentach, jakie przeprowadziliśmy. Były problemy z dopracowaniem tej osady, ale wynik jest satysfakcjonujący – zaznaczał z kolei trener reprezentacji kajakarek Zbigniew Kowalczuk, którego zawodniczki w trwającym cyklu PŚ zdobyły już cztery medale.
W C1 200 m mężczyzn jak zwykle nie zawiódł Oleksii Koliadych. W swojej koronnej konkurencji 26-letni mistrz świata i Europy po świetnym finiszu nie dał szans przeciwnikom. Koliadych z miejsca stał się więc głównym faworytem czerwcowych ME w Racicach.
– Nie byłem w stu procentach przygotowany na zawody na tym dystansie, ale cieszę się, że mi się udało wygrać. Jestem niesamowicie szczęśliwy. Dobrze rozpocząłem bieg i trzymałem delikatną przewagę do końca – opisywał Koliadych.
Poza podium C2 500 m kobiet znalazły się Dorota Borowska i Sylwia Szczerbińska. Nasza eksportowa dwójka, która ma w dorobku m.in. srebra ubiegłorocznych ME na 200 i 500 m, tym razem zajęła piątą lokatę. Swój pierwszy finał A w seniorskim PŚ zaliczył za to Alex Borucki. Niespełna 19-letni kajakarz KKW 1929 Kraków, dużo młodszy od pozostałych finalistów, nie był jednak w stanie przeciwstawić się bardziej doświadczonym rywalom i ostatecznie zajął dziewiąte miejsce. Dla zawodnika, który w ubiegłym roku został mistrzem świata i Europy juniorów, to i tak niewątpliwie spory sukces.
Nieco w cieniu piątkowych zmagań o medale toczyła się walka o finały i półfinały w pozostałych konkurencjach. W K1 500 m kobiet ponownie znakomicie spisała się Anna Puławska. Zwyciężczyni ostatniego PŚ w Szeged, która w 2022 roku była nawet mistrzynią Europy w tej konkurencji, wygrała swój półfinał i w sobotę najprawdopodobniej z Nowozelandką Aimee Fisher stoczy rywalizację o złoto.
– Na pewno chciałabym pojechać swój wyścig. Mam nadzieję, że powalczę o medal, tak się nastawiam. Czuję się mocna, jestem zdrowa i to dla mnie najważniejsze. Ten PŚ to dla mnie droga do rozpoczynającego się sezonu – mówiła Puławska, która po ostatnich latach startów czuje niedosyt związany z brakiem występów w zmaganiach jedynkarek. – Cieszę się, że w tym sezonie mogę uzupełniać ten niedosyt. Mentalnie przygotowałam się na starty w K1, ale nie zamykam się na osady. Traktuję ten sezon jednak przejściowo, skupiając się głównie na jedynce – dodała 29-letnia zawodniczka AZS AWF Gorzów Wlkp., która w Poznaniu startuje jeszcze w K2 500 m w parze z Martyną Klatt.
W sobotę trzeci, przedostatni dzień PŚ w sprincie kajakowym w Poznaniu (pierwsze biegi od godz. 09:30). Transmisja ze zmagań na poznańskiej Malcie jest dostępna na YouTube, na kanale Planet Canoe.
Artur Kluskiewicz/Biuro Prasowe PZKaj fot. Bartłomiej Zborowski/Biuro Prasowe PZKaj