Wzmocniona reprezentacja Polski zaczyna kolejny PŚ w slalomie kajakowym. Wraca Klaudia Zwolińska!

W najbliższy weekend rozpoczną się kolejne zawody z cyklu Pucharu Świata w slalomie kajakowym. We francuskim Pau nasi zawodnicy będą starali się ponownie osiągnąć jak najlepsze wyniki. Dobra informacja jest taka, że do kadry po przerwie wraca Klaudia Zwolińska, która czuje się już lepiej i jest gotowa do walki z najlepszymi.

Nasi slalomiści cykl Pucharu Świata zainaugurowali w ostatni weekend w hiszpańskim La Seu. Najlepszy wynik osiągnął Kacper Sztuba, który był siódmy w kategorii C-1. Sporo pecha miał natomiast Mateusz Polaczyk, bowiem do awansu do finału w K-1 zabrakło mu zaledwie 0,09 sekundy. A warto przypomnieć, że po zmianie zasad w Pucharze Świata zawodnicy mają tylko jedną próbę w eliminacjach, więc bufor błędu jest znacznie mniejszy.

Prosto z La Seu d’Urgell, gdzie odbywał się pierwszy przystanek PŚ w tym sezonie, nasi zawodnicy pojechali do francuskiego Pau. Tam w najbliższy weekend znów czeka ich rywalizacja z najlepszymi na świecie. Tor, na którym odbędą się kolejne zawody Pucharu Świata, znają doskonale, chociażby ze zgrupowań przed aktualnym sezonem.

– Tutaj nic się nie zmienia. Chcemy wywalczyć jak najwięcej finałów, a w nich nasi liderzy mają chrapkę na jak najwyższe miejsca, nawet medalowe. Wiemy, że stać na nas na dobre wyniki, ale musimy przełożyć to na przejazdy. Na szczęście omijają nas kontuzje, więc wierzę, że wreszcie pokażemy to, na co nas stać i oby to nastąpiło już w Pau – mówi Jakub Chojnowski, trener główny naszej reprezentacji w slalomie kajakowym i kayak crossie, którą wspiera sponsor główny PGE Polska Grupa Energetyczna S.A.

Szanse na medale we Francji są o tyle większe, że po przerwie na poprawę swojego zdrowia wraca Klaudia Zwolińska. Wicemistrzyni olimpijska z Paryża po konsultacjach ze sztabem szkoleniowym ze względów zdrowotnych nie wystąpiła w La Seu d’Urgell, jednak teraz rozpoczyna już bezpośrednie przygotowania do mistrzostw świata, a ważnym ich elementem są właśnie występy w Pucharze Świata. – Klaudia czuje się już dużo lepiej, doleciała do nas i jest gotowa na walkę z najlepszymi. Wszyscy wiedzą, że Klaudia to bardzo ambitna zawodniczka i od razu będzie chciała pokazać, że jest mocna – mówi Chojnowski.

W Pau Zwolińska wystąpi jednak tylko w kategorii K-1, w której wywalczyła srebro na igrzyskach olimpijskich. W kajakach popłyną także Polaczyk, Dariusz Popiela i Jakub Brzeziński. W C-1 o jak najlepsze wyniki powalczą Sztuba, Michał Wiercioch, Aleksandra Góra i Grzegorz Hedwig, który dołączył do kadry w miejsce Szymona Nowobilskiego. On z kolei wrócił do kraju, podobnie jak Dominika Brzeska, i wspólnie z kadrą U-23 będą przygotowywać się do tegorocznych imprez młodzieżowych. Partnerem Polskiego Związku Kajakowego jest LOTTO.

Tradycyjnie w niedzielę, na zakończenie zawodów odbędzie się także rywalizacja w kayak crossie. Tam Polskę będą reprezentować Góra, Brzeziński, Polaczyk oraz Michał Pasiut, który w tym sezonie skupił się jedynie na tej konkurencji. – W tym sezonie w kayak crossie brakuje nam trochę szczęścia, które w tej dyscyplinie jest kluczowe i mam nadzieję, że wreszcie pokażemy swoją siłę już w najbliższy weekend – uśmiecha się Chojnowski.

Zawody w Pau rozpoczną się w piątek zawodami w K-1, dzień później zaplanowano rywalizację kanadyjkarzy, a w niedzielę na tor wypłyną zawodnicy startujący w kayak crossie.

Aż i tylko pięć medali Polaków podczas mistrzostw Europy w maratonie kajakowym

Pięć medali mistrzostw Europy to znakomity wynik, jednak reprezentacja Polski w maratonie kajakowym do kraju wraca z lekkim niedosytem. Mimo że biało-czerwoni w portugalskim Ponte de Lima stawali na podium, to zabrakło krążków wśród pewniaków do zwycięstwa.

Maraton kajakowy to konkurencja, w której Polacy na każdej mistrzowskiej imprezie regularnie zdobywają medale. Ostatnim razem, kiedy biało-czerwoni nie przywieźli krążków z mistrzostw Europy, był rok 2017 i zawody… również w Ponte de Lima. Przez ten czas biało-czerwoni, których wspiera sponsor główny PGE Polska Grupa Energetyczna S.A., zawsze byli na podium i w Portugalii ponownie chcieli podtrzymać tradycję. – To jest jednak maraton i nigdy nie wiadomo, co się tutaj wydarzy – uśmiechał się przed zawodami Mateusz Rynkiewicz, trener naszych zawodników.

Tegoroczne zawody tradycyjnie rozpoczęły wyścigi na krótkich dystansach. I tutaj nie obyło się bez niespodzianki, bowiem w C-1 Mateusz Zuchora zajął drugie, a Mateusz Borgieł trzecie miejsce. Oczywiście dwa medale cieszą, jednak warto zauważyć, że od 2019 roku Polak zawsze zdobywał złoto (był to zawsze Borgieł i raz Wiktor Głazunow), a tym razem najcenniejszy krążek trafił do Hiszpana Jaime Duzo. Wśród kobiet 11. miejsce w C-1 zdobyła Agata Kowalak, a tuż za nią na metę przypłynęła Paulina Grzelkiewicz. Nasz jedyny przedstawiciel na tym dystansie w kajakach, czyli Igor Wyszkowski, awansował do finału z dziewiątego miejsca, a w finale był 17.

Jeśli chodzi o długi dystans, to Polacy tym razem… zakończyli bez medali! W C-1 zarówno Borgiełowi, jak i Zuchorze, którzy płynęli razem, czołówka odskoczyła bardzo szybko. Wszystko było jednak pod kontrolą, nasi zawodnicy mieli swoją taktykę, dzięki której bez najmniejszych problemów doszli grupę prowadzącą. Niestety Borgieł przy próbie nadrobienia kolejnych sekund niefortunnie zahaczył o wystające gałęzie, przez co wywrócił się. Jego łódka nabrała też wody, a głębokość nie pozwalała na skuteczne się jej pozbycie. Co więcej, Zuchora poczekał na swojego kadrowego kolegę, by móc później zaatakować, jednak strata była już zbyt duża. Szanse na dogonienie tria Manuel Campos (Hiszpania), Rui Lacerda (Portugalia) i Fernando Busto (Hiszpania) były znikome, więc biało-czerwoni, by zachować jeszcze siły na wyścig w C-2, postanowili zrezygnować z dalszej rywalizacji. Partnerem Polskiego Związku Kajakowego jest LOTTO.

– Założenie było takie, żeby chłopaki jechali swoje i nie przejmowali się tym, co zrobi reszta. I tak faktycznie było. W pewnym momencie nasi zawodnicy przycisnęli, bardzo szybko zniwelowali przewagę, ale niestety Mateusz Borgieł nie spodziewał się, że zahaczy o drzewo, a na dodatek kolejne gałęzie były też w wodzie. Nie dość, że się wywrócił, to sam się też mocno podrapał. Obaj nasi kanadyjkarze byli świetnie przygotowani i gdyby nie ta feralna sytuacja, zgodnie z planem zdobylibyśmy dwa pierwsze miejsca – rozkłada ręce Rynkiewicz.

W dwójce nasz eksportowy duet również niespodziewanie nie znalazł się na podium. Zuchora i Borgieł przywozili medale W C-2 z każdych mistrzostw Europy od 2018 roku, w tym trzykrotnie złoto. Tym razem zajęli dopiero czwarte miejsce. – Zabrakło nam może trochę treningu na dwójce, bo to jednak zupełnie inna konkurencja. Niestety, sami nie mieliśmy na to wpływu – dodaje Rynkiewicz. Jeśli chodzi o pozostałe niedzielne wyścigi, to w C-1 kobiet Grzelkiewicz była dziesiąta, a w K-1 Wyszkowski również nie ukończył wyścigu.

Medali nie zabrakło również w kategoriach młodzieżowych. Jako pierwszy do worka brązowy krążek dorzucił Alex Wilga (trzeci w juniorskim C-1), a następnie jego brat Eryk (srebro w C-1 U-23). Wśród kobiet na najniższym stopniu podium w wyścigu kanadyjkarek U-23 stanęła też Agata Kowalak. Z kolei Wyszkowski w K-1 U-23 był jedenasty.

Łącznie nasi reprezentanci zdobyli pięć medali (dwa srebrne i trzy brązowe) i tylko dwoje z biało-czerwonych nie wróciło z Portugalii do Polski z krążkami. – Mimo wielu medali mistrzostw Europy czujemy niedosyt. W innych okolicznościach na pewno zdobylibyśmy dwa lub trzy medale więcej oraz wywalczylibyśmy lepsze pozycje – mówi Rynkiewicz.

Teraz nasza kadra wróci do Polski i po zaplanowanym odpoczynku wróci do treningów. Seniorzy rozpoczną przygotowania do mistrzostw świata, które zaplanowano na początku września na Węgrzech, Wyszkowski będzie startował m.in. w World Games w Chengdu, a pozostali młodzieżowcy skupią się na krajowych zawodach w swoich kategoriach wiekowych.

Kacper Sztuba najlepszy z Polaków podczas slalomowego PŚ w La Seu d’Urgell. Forma cały czas rośnie

To może być doskonały sezon Kacpra Sztuby, który po raz kolejny udowodnił, że jego forma wciąż rośnie. Podczas pierwszych w tym roku zawodów Pucharu Świata w slalomie kajakowym nasz kanadyjkarz zajął wysokie, siódme miejsce. – Jest niedosyt, bo miałem szanse i apetyt na więcej, ale i tak mam satysfakcję z tego startu – mówi nasz zawodnik.

Impreza w Katalonii zainaugurowała tegoroczny cykl Pucharu Świata w slalomie kajakowym. Co prawda dla biało-czerwonych, których wspiera PGE Polska Grupa Energetyczna S.A., w tym roku najważniejsze są dwie imprezy: mistrzostwa Europy (odbyły się w maju w Paryżu oraz mistrzostwa świata (przełom września i października), to jednak nie zamierzają bagatelizować Pucharu Świata. Tym bardziej, że to świetne przetarcie z najlepszymi zawodnikami globu, którzy również szlifują formę na MŚ w Penrith.

Międzynarodowa Federacja Kajakowa ICF w tym roku zmieniła jednak formułę Pucharu Świata. W kategoriach C-1 i K-1 zawodnicy mają tylko jedną szansę w kwalifikacjach, po czym do finału awansuje najlepsza dwunastka. Tutaj nie ma więc miejsca na błędy i jeśli ktoś chce walczyć w wyścigu medalowym, musi od początku zaprezentować najwyższą formę.

I tak było w przypadku Kacpra Sztuby. Nasz kanadyjkarz już podczas mistrzostw Europy w Paryżu było bardzo blisko medalu. W La Seu d’Urgell również pokazał się ze znakomitej strony. W kwalifikacjach zajął ósme miejsce, a w decydującym wyścigu poprawił się jeszcze o jedną lokatę. Siódma pozycja w tak mocno obsadzonych zawodach to bardzo dobry wynik, a to dopiero początek rywalizacji w PŚ i Sztuba zamierza jeszcze się poprawiać.

– Jestem bardzo zadowolony, bo po raz kolejny mogłem się ścigać z najlepszymi zawodnikami na świecie. Co prawda jest niedosyt, bo miałem szanse i apetyt na więcej, ale i tak mam satysfakcję z tego startu. Odbyłem w Hiszpanii tylko dwa treningi i wystartowałem w zawodach. To była więc spora niewiadoma, co się tutaj wydarzy, ale z dobrym nastawieniem udało mi się awansować do finału i to jest dla mnie ważne. Dziękuję wszystkim za wsparcie – mówi Sztuba. Warto dodać, że w C-1 startowali również Szymon Nowobilski (31. miejsce) i Michał Wiercioch (45. pozycja), a wśród kobiet Aleksandra Góra zakończyła rywalizację na 33. pozycji.

Bardzo niewiele do awansu do finału zabrakło Mateuszowi Polaczykowi, który startował w K-1. Lider naszej kadry wśród kajakarzy zajął 13. pozycję w kwalifikacjach i gdyby popłynął o 0,09 sekundy szybciej, walczyłby w wyścigu medalowym. W zawodach udział wzięli również Dariusz Popiela (27. miejsce) i Jakub Brzeziński (77. pozycja). Wśród kobiet jedyną naszą reprezentantką była Dominika Brzeska (29. miejsce w kwalifikacjach).

Ostatniego dnia zawodów tradycyjnie nasi zawodnicy wystartowali w kayak crossie. Po próbie czasowej do kwalifikacji awansowali Góra (27. pozycja), Brzeziński (9. miejsce) i Michał Pasiut (30. miejsce). Ze względu na karę odległe miejsce w time trialu zajął natomiast Polaczyk i odpadł z rywalizacji. Wszyscy z biało-czerwonych zakończyli jednak swoje starty na kolejnym etapie i nie zdołali awansować do ćwierćfinałów.

Warto przypomnieć, że w Katalonii nie startowała Klaudia Zwolińska, czyli liderka naszej żeńskiej kadry. Wicemistrzyni olimpijska z Paryża została w Polsce, by dojść do siebie po ostatnich problemach zdrowotnych.

Kolejną szansę na dobre wyniki Polacy będą mieli już w dniach 13-15 czerwca, kiedy to odbędzie się kolejny Puchar Świata, tym razem we francuskim Pau.

Polacy zaczynają cykl Pucharu Świata w slalomie kajakowym. W Hiszpanii bez Zwolińskiej

Hiszpańskie La Seu d’Urgell będzie pierwszym przystankiem Pucharu Świata w slalomie kajakowym w sezonie 2025. W Katalonii nie zabraknie również reprezentantów Polski, jednak w zawodach udziału nie weźmie Klaudia Zwolińska, która wraca do pełni sił po problemach zdrowotnych. – Priorytetem są mistrzostwa świata – mówi Jakub Chojnowski, trener naszej kadry.

Występem w La Seu d’Urgell polscy slalomiści rozpoczną drugą część sezonu 2025. Pierwsza docelowa impreza jest już bowiem za biało-czerwonymi, a były nią majowe mistrzostwa Europy w Paryżu. Na torze olimpijskim nasi zawodnicy medali nie wywalczyli, jednak przejazdy Mateusza Polaczyka w K-1 czy Kacpra Sztuby w C-1 napawają optymizmem i jeśli nasi zawodnicy wyeliminują błędy, które popełnili we Francji, mogą liczyć na naprawdę dobre wyniki.

A marginesu na pomyłki w tym roku w Pucharze Świata nie będzie. Wzorem programów mistrzostw świata i mistrzostw Europy władze Międzynarodowej Federacji Kajakowej (ICF) postanowiły, że na zawodników czeka jeden przejazd kwalifikacyjny w K-1 i C-1, po których zostaną wyłonieni finaliści każdej z tych konkurencji.

– Oczywiście ze szkoleniowego punktu widzenia korzystniej byłoby mieć furtkę w postaci drugiego przejazdu i dodatkowej szansy na awans, ale ze zmianami się nie dyskutuje i trzeba się do nich dostosować. Slalom ewoluuje i żeby walczyć o sukcesy w największych imprezach, trzeba być odpornym psychicznie i od początku gotowym na wyzwania – wskazuje Jakub Chojnowski, trener główny reprezentacji Polski w slalomie kajakowym i kayak crossie, którą wspiera sponsor główny PGE Polska Grupa Energetyczna S.A.

W La Seu d’Urgell wystartują Dominika Brzeska, Jakub Brzeziński, Polaczyk, Dariusz Popiela (K-1), Aleksandra Góra, Szymon Nowobilski, Sztuba, Michał Wiercioch (C-1). Dodatkowo, w zawodach kayak cross wystąpią Góra, Polaczyk, Brzeziński i Michał Pasiut, który w tym roku skupił się właśnie na tej konkurencji. W Hiszpanii zabraknie więc Klaudii Zwolińskiej, czyli największej gwiazdy polskiego slalomu. Wicemistrzyni olimpijska z Paryża, a w przeszłości medalistka PŚ, wraca do pełni sił po problemach zdrowotnych i stopniowo jest wprowadzana do treningu. – Wszyscy mamy na uwadze priorytet na ten sezon, czyli mistrzostwa świata w Australii. Klaudia spokojnie będzie więc szykować się w kraju – tłumaczy Chojnowski.

Brak Zwolińskiej nie oznacza jednak, że Polacy nie mogą myśleć o medalach podczas pierwszego przystanku Pucharu Świata. Kibice najbardziej liczą m.in. na Polaczyka, zwycięzcę ubiegłorocznego PŚ we włoskiej Ivrei czy Sztubę, czyli piątego kanadyjkarza ME w Paryżu. – Na czas startów w La Seu jest z nami Szymon Nowobilski, a później na PŚ w Pau zastąpi go Grzegorz Hedwig. Szymek, podobnie jak Hania Danek, będzie się szykować do startów w MŚ i ME młodzieżowców i juniorów. Dla nich to ostatnia szansa na medale w swoich kategoriach wiekowych i chcą jak najlepiej ją wykorzystać – dopowiada szkoleniowiec polskiej kadry. Partnerem Polskiego Związku Kajakowego jest LOTTO.

Najbliższe tygodnie będą bardziej intensywne dla naszych zawodników. Po Pucharach Świata w Hiszpanii i we Francji nasi reprezentanci wrócą do kraju, aby rywalizować w Krakowie w ramach mistrzostw Polski. Tydzień po tej imprezie ponownie staną do walki w Pucharze Świata, tym razem w Pradze. – Do mistrzostw świata pozostało dużo czasu, ale to nie znaczy, że lekceważymy pucharowe przejazdy. Wręcz przeciwnie, każdy z zawodników ma w planach zaprezentować się z dobrej strony i pokusić się o finały – zapewnia Chojnowski.

Zawody w La Seu d’Urgell rozpoczną się w piątek rywalizacją w K-1, dzień później zaplanowano starty w C-1, a tradycyjnie w niedzielę imprezę zakończy kayak cross.

Polacy w ME w maratonie kajakowym chcą podtrzymać tradycję. Czyli zdobyć medale

W portugalskim Ponte de Lima rozpoczną się w czwartek mistrzostwa Europy w maratonie kajakowym. Tradycyjnie reprezentacja Polski wystawiła na zawody bardzo silną kadrę i tylko katastrofa pozbawi biało-czerwonych kolejnych medali europejskiego czempionatu. – O trzon naszej kadry jestem spokojny – mówi Mateusz Rynkiewicz, trener reprezentacji Polski w maratonie kajakowym.

Na najdłuższych dystansach w zawodach kajakowych Polacy od lat są w ścisłej czołówce. Wystarczy wspomnieć, że od 2017 roku biało-czerwoni, wspierani przez sponsora głównego PGE Polską Grupę Energetyczną S.A., z każdych mistrzostw Europy przywożą medale. Ich dorobek również jest imponujący, bowiem wśród kanadyjkarzy Mateusz Borgieł do tej pory wywalczył dziesięć krążków w ME (w tym siedem złotych), Mateusz Zuchora osiem (trzy mistrzostwa), a Paulina Grzelkiewicz trzy.

I to właśnie na tę trójkę liczymy najbardziej, jeśli chodzi o zbliżające się mistrzostwa Europy w Portugalii. Zuchora i Borgieł są pewniakami do medali, zarówno w jedynkach, jak i dwójce. – To jest jednak maraton, tutaj wydarzyć może się wszystko – powtarza jak mantrę trener Rynkiewicz. I ma rację, bo wystarczy przypomnieć sobie ubiegłoroczną edycję ME z Poznania, kiedy to w kategorii C-1 na dystansie 3,4 km Zuchora został niestety wywrócony przed finiszem przez Ukraińca i zajął dopiero 13. miejsce.

– O najmocniejszy punkt naszej kadry, czyli Mateusza Borgieła i Mateusza Zuchorę jestem spokojny, o ile oczywiście nic się nie wydarzy, jak chociażby w Poznaniu – dodaje Rynkiewicz. – Wiem, że obaj są przygotowani perfekcyjnie, a w porównaniu do poprzedniego roku jeszcze poprawili swoje czasy.

Oprócz Borgieła, Zuchory i Grzelkiewicz w Ponte de Lima wystąpią Agata Kowalak (C-1 i C-1 U-23), Igor Wyszkowski (K-1 i K-1 U-23), Alex Wilga (C-1 juniorów) i Eryk Wilga (C-1 U-23), który będzie bronił tytułu z Poznania. – Bardzo do przodu poszedł Igor i zobaczymy, jak poradzi sobie z najlepszymi. Dostanie również szansę wyścigu z seniorami, ale tutaj bardziej chodzi o doświadczenie i umiejętność radzenia sobie z konkurencją – podkreśla Rynkiewicz. Partnerem Polskiego Związku Kajakowego jest LOTTO.

Polacy zmagania w mistrzostwach Europy w maratonie kajakowym rozpoczną w czwartek. Wówczas odbędą się seniorskie wyścigi na krótkich dystansach w K-1 mężczyzn (Wyszkowski) oraz C-1 kobiet (Grzelkiewicz, Kowalak) i C-1 mężczyzn (Zuchora, Borgieł), a w juniorskiej rywalizacji w C-1 weźmie udział także Alex Wilga. W piątek na torze zaprezentują się młodzieżowcy: w C-1 popłyną Eryk Wilga oraz Kowalak, a w K-1 Wyszkowski. Sobota to rywalizacja na długim dystansie w C-1 kobiet (Grzelkiewicz) oraz mężczyzn (Zuchora i Borgieł). Na koniec, w niedzielę w C-2 zaprezentuje się nasza osada Borgieł/Zuchora.

Znakomite wyniki Polaków w Pucharze Świata w SUP w Austrii. Mocna cała reprezentacja

W niesamowitym tempie rozwijają się młodzi zawodnicy reprezentacji Polski startujący w zawodach Pucharu Świata w SUP. W miniony weekend w Austrii biało-czerwoni znów wywalczyli kilka medali, a o podia otarli się również w kategorii seniorów. To znakomity prognostyk na dalszą część sezonu.

Środowisko SUP w Polsce postawiło sobie za ambitny cel rozwój tej konkurencji w Polsce poprzez profesjonalizację przygotowań do najważniejszych imprez w sezonie oraz regularne treningi. W naszym kraju nie brakuje także utalentowanych zawodników, którzy mają ogromny potencjał, a przy odpowiednich warunkach są w stanie zdobywać medale najważniejszych imprez.

Najlepszym przykładem jest Hanna Kamińska z RTW Racibórz, która w ubiegłym roku w Sarasocie wywalczyła medal mistrzostw świata juniorów, a w tym sezonie poszła o krok dalej i w Grecji po raz pierwszy w karierze wywalczyła brąz seniorskiego Pucharu Świata SUP na dystansie sprinterskim. 

Tak dobre wyniki napawały optymizmem na kolejne zawody. Zawodnicy SUP w miniony weekend rywalizowali w prestiżowych regatach SUP Alps Trophy nad malowniczym jeziorze Faaker See. Zawody w Austrii były również wpisane do kalendarza Pucharu Świata, dlatego dla biało-czerwonych, którzy są wspierani przez sponsora głównego PGE Polską Grupę Energetyczną, ważne były kolejne punkty do klasyfikacji generalnej.

I Polacy znów popłynęli znakomicie. Ze względu na specyficzny układ kategorii wiekowych, Kamińska (rocznik 2007) oraz Emilia Daszewska (2009) nie mogły wystąpić w wyścigach juniorskich, ale świetnie pokazały się w rywalizacji OPEN. Pierwsza z naszych zawodniczek była czwarta w biegu technicznym (Daszewska uplasowała się tuż za nią) oraz piąta na dystansie sprinterskim (Daszewska była ósma). Dodatkowo Daszewska wystąpiła także na najdłuższym z dystansów (12 km) i tam wśród seniorek zajęła czwarte miejsce! Partnerem Polskiego Związku Kajakowego jest LOTTO.

– Dziewczynom należą się ogromne brawa, bo płynęły jedynie z seniorkami, a obsada była naprawdę mocna – mówi Mariusz Miczek, trener zawodniczek z ramienia RTW Racibórz. – Na pewno pokazały klasę i serce do walki. Jestem również wdzięczny władzom Polskiego Związku Kajakowego za docenienie i dofinansowania naszego wyjazdu do Austrii. Rywale już widzą, że zaczęliśmy się ścigać na poważnie, bo bez profesjonalnych treningów nie da się osiągać takich wyników. Wszystko idzie w dobrym kierunku i prężnie się rozwija.

Warto wspomnieć, że Maja Bauerek (rocznik 2012) wywalczyła też dwa medale w kategorii U-16: srebro w biegu technicznym oraz brąz na krótkim dystansie. Lena Nowak była natomiast druga w U-16 na długim dystansie oraz zajęła dwa szóste miejsca (krótki dystans oraz technical). Brązowy medal w technicalu w U-16 wywalczył Kacper Jaroć z AZS Politechnika Poznańska. Z kolei Mikołaj Miczek (rocznik 2013) był czwarty w U-16 w biegu technicznym (oprócz tego siódmy w short race i ósmy w long distance). 

– W całych zawodach wystąpiło 420 zawodników ze 120 krajów, mieliśmy świetne widoki, ale przede wszystkim wyniki na bardzo wysokim poziomie. Zawody były świetnie zorganizowane, podobnie jak wcześniej we Włoszech czy na Krecie i chyba takiej oprawy mogą pozazdrościć nam tradycyjni kajakarze – uśmiecha się Miczek.

Imprezą docelową polskich zawodników startujących w SUP będą mistrzostwa świata, które zaplanowano na 29 października – 2 listopada w Abu Zabi.

 

Znamy kolejnych reprezentantów Polski na kajakarskie ME w Racicach. Zawody kwalifikacyjne zakończone

W niedzielę w Poznaniu odbyły się ostatnie wyścigi kwalifikacyjne w walce o przepustki do kajakarskich mistrzostw Europy w sprincie. Tym samym poznaliśmy już pełną kadrę, która będzie reprezentowała nasz kraj podczas mistrzowskiej imprezy w Czechach.

Zawody kwalifikacyjne odbywały się od piątku w Poznaniu i były jednocześnie kolejnymi wyścigami w ramach Pucharu Polski. Każdy ze startujących zawodników miał takie same szanse kwalifikacji do mistrzostw Europy w Racicach, bowiem pewne miejsce na imprezie w Czechach mieli zwycięzcy poszczególnych konkurencji.

Przypomnijmy, że w rywalizacji K2 mężczyzn na 500 metrów najlepsi okazali się Alex Borucki (KKW 1929 Kraków) i Valerii Vichev (MKS Czechowice-Dziedzice). Z kolei w C2 500 m mężczyzn triumfowali Aleksander Kitewski (Cresovia Białystok) i Norman Zezula (Zawisza Bydgoszcz). Dorota Borowska (Posnania) i Sylwia Szczerbińska (Cresovia) okazały się natomiast najszybsze na 500 metrów w C2 kobiet. W C1 na 200 metrów triumfował Oleksii Koliadych (Admira Gorzów Wlkp.), a w K1 na tym samym dystansie najlepsi okazali się Julia Olszewska (AZS AWF Gorzów Wlkp.) oraz Wojciech Pilarz (MKS Czechowice-Dziedzice). Partnerem Polskiego Związku Kajakowego jest LOTTO.

W sobotę odbyły się jedynie wyścigi eliminacyjne, a kolejne decydujące starty zaplanowano na niedzielę. I znów od początku błysnął Borucki, który dorzucił kwalifikację w K1 na 500 metrów. Zawodnik, który dopiero w tym roku na stałe został włączony do seniorskiej kadry, popłynął szybciej od drugiego na mecie Jakuba Stepuna (AZS AWF Poznań) i trzeciego Korsaka (UKS Silvant Kajak Elbląg), czyli znacznie bardziej doświadczonych od siebie zawodników.

Niespodzianki nie było natomiast w wyścigach kanadyjkarzy na 500 metrów. W finale pewnie zwyciężył Wiktor Głazunow (AZS AWF Gorzów Wielkopolski) przed Kitewskim i Kacprem Sieradzanem (Wiskord Szczecin) i to on będzie reprezentował biało-czerwonych, wspieranych przez sponsora głównego PGE Polską Grupę Energetyczną S.A, podczas mistrzostw Europy w Czechach.

Niespodziewanie z udziału w zawodach w K1 na 500 metrów zrezygnowała Anna Puławska, czyli mistrzyni Europy na tym dystansie z 2022 roku i liderka naszej kadry. „Czasem serce chce walczyć, ale ciało prosi o chwilę wytchnienia…Niestety, jak już pewnie większość z was zauważyła, nie wystartuję w eliminacjach. To dla mnie trudne, boli – dosłownie i w przenośni – ale wiem, że teraz muszę zadbać o siebie. Sport to nie tylko piękne momenty na podium. To też łzy, zmęczenie i walka, którą toczy się w ciszy, bez kamer. Dziś zostaje mi tylko kibicować z całego serca – i wierzyć, że wrócę silniejsza niż kiedykolwiek. Trzymajcie kciuki” – napisała w sobotę w swoich mediach społecznościowych Puławska.

Zawodniczki pochodzącej z Mrągowa na Malcie więc kibice nie zobaczyli, a wyścig na tym dystansie wygrała Martyna Klatt (AZS AWF Poznań), która po raz kolejny potwierdziła, że jest w znakomitej formie. Druga była Karolina Naja (Posnania), a trzecia Sandra Ostrowska (CWZS Zawisza Bydgoszcz).

– Jeśli chodzi o Anię, jest to kwestia przeciążeniowa. W ten sezon została wprowadzona łagodnie, właśnie po to, by na jego początku mocno nie obciążać jej organizmu. Muszę jeszcze z nią porozmawiać, zobaczymy, jak poważna jest to kontuzja. Mam nadzieję, że nie jest to sytuacja, która wpłynie na dalsze przygotowania do mistrzostw Europy. Kilka dni odpoczynku na pewno sporo jej pomogą, tym bardziej, że poziom, jaki ostatnio reprezentowała, jest naprawdę znakomity – mówi Zbigniew Kowalczuk, trener naszych kajakarek i podkreśla, że w kadrze na ME znajdą się Klatt, Naja, Olszewska, Kąkol, Ostrowska i Puławska.

Jeśli chodzi o finał kanadyjkarek na dystansie 500 metrów, to pewnie triumfowała Szczerbińska (Cresovia), która była szybsza o ponad trzy sekundy od Patrycji Mendelskiej (AZS AWF Poznań) i swojej klubowej koleżanki Kai Lach.

Na koniec zawodnicy startowali jeszcze na najdłuższym ze sprinterskich dystansów, czyli 1000 metrów. Wśród panów w K1 zdecydowanie najszybszy okazał się Jarosław Kajdanek (Energetyk Poznań). Drugi na mecie zameldował się Piotr Morawski (KU AZS Politechnika Opolska), a trzeci Jakub Gawłowski (KS GPower Gorzów). Wśród kanadyjkarzy klasę pokazał Głazunow, który o prawie cztery sekundy wyprzedził Sieradzana. Trzeci na 1000 metrów był Kryylo Krasinskyi (Admira Gorzów).

Jeśli chodzi o panie, to w K1 na dystansie 1000 metrów najszybsza okazała się Adrianna Kąkol (KKW 1929 Kraków), która wyprzedziła drugą na mecie Naję oraz trzecią Klatt. W C1 triumfowała Ewelina Antos (AZS AWF Poznań) przed swoją klubową koleżanką Agatą Kowalak i rywalką zza miedzy, czyli Pauliną Grzelkiewicz (Warta Poznań).

Mistrzostwa Europy w Racicach odbędą się w dniach 19-22 czerwca.

47 medali reprezentantów Polski w regatach na Słowacji! Świetny wynik naszej młodzieży przed ME i MŚ

W Bratysławie zakończyły się 38. Międzynarodowe Regaty juniorów i młodzieżowców, w których nie zabrakło również reprezentantów Polski. Biało-czerwoni na Słowacji spisali się wyjątkowo dobrze, bowiem wywalczyli aż 47 medali, w tym 23 złote! To dobry prognostyk przed zbliżającymi się mistrzostwami Europy oraz świata.

Bratysława to mocny ośrodek kajakarski, dlatego reprezentanci Polski często są zapraszani na zawody, w których mogą sprawdzić swoją formę przed najważniejszymi imprezami. To właśnie w stolicy Słowacji w ubiegłym roku odbyły się zresztą mistrzostwa Europy juniorów oraz młodzieżowców. Impreza zakończyła się dużym sukcesem, również dla Polaków, których wspiera sponsor główny PGE Polska Grupa Energetyczna S.A. Biało-czerwoni łącznie wywalczyli wówczas aż 16 medali, w tym trzy złote.

Nic więc dziwnego, że naszym zawodnikom Bratysława kojarzy się bardzo dobrze i z uśmiechami na ustach wrócili na kolejne regaty. Tym razem nie była to impreza mistrzowska, ale zawody, podczas których mogli sprawdzić swoją formę przed kluczową częścią sezonu.

I znów biało-czerwoni za naszą południową granicą pokazali klasę. Łącznie wywalczyli 47 medali, w tym aż 16 złotych w różnych kategoriach wiekowych. Każdy z tych krążków cieszy, ale szczególną uwagę trzeba przykuć do tych wywalczonych w kategorii młodzieżowców, bowiem to ta reprezentacja stanowi bezpośrednie zaplecze pierwszej kadry. W wyścigach U-23 medale wywalczyli Zuzanna Błażejczak (srebro w K-1 na 1000 metrów), Zofia Więcławska / Dominika Zimnoch (złoto w K2 na 1000 metrów), Oliwia Majewska / Anna Mielnik (srebro w K2 na 1000 metrów), Zuzanna Błażejczak / Martyna Jaskólska (brąz w K2 na 1000 metrów), ponownie Mielnik (złoto w K1 na 200 metrów), Zimnoch (srebro w K1 na 200 metrów) i Majewska (brąz w K1 na 200 metrów). Osada K4 na 500 metrów w składzie Błażejczak/Mielnik/Więcławska/Zimnoch zdobyła złoto, w K1 na 500 metrów na najwyższym stopniu podium stanęła Więcławska, a na najniższym Jaskólska, a w K2 na 500 metrów ponownie biało-czerwone wywalczyły komplet medali. Osada Jaskólska/Majewska była pierwsza, Mielnik/Zimnoch druga, a Błażejczak/Więcławska trzecia.

– To był jeden z ostatnich przystanków przed młodzieżowymi mistrzostwami Europy, które odbędą się na początku lipca w Rumunii – mówi Tomasz Szwed, trener naszych kajakarek w kategorii U-23. – Pierwszym sprawdzianem były krajowe regaty w Poznaniu, gdzie mogliśmy wypróbować różne warianty. W Bratysławie doszła już międzynarodowe atmosfera i większa otoczka. Zresztą, to dla nas sprawdzone miejsce, bo jesteśmy tam z grupami młodzieżowymi co roku i wiedziałem, że będzie to dobry kierunek. Co prawda brakuje kilku czołowych reprezentacji, ale i tak możemy się sprawdzić z innymi rywalami spoza Polski.

Szkoleniowiec podkreśla, że nasze dziewczyny stanęły na wysokości zadania wygrywając w Bratysławie większość konkurencji. Partnerem Polskiego Związku Kajakowego jest LOTTO. – To też dla nich spory kop motywacyjny, a ja zawsze wychodzę z założenia, że czasem lepiej pojechać na nie do końca najmocniej obsadzone zawody i trochę się sprawdzić, wypróbować różne warianty, a przy okazji przywieźć medale. Na pewno po tych zawodach morale wzrastają – dodaje Szwed.

Jeszcze przed wyjazdem do Rumunii, nasza młodzieżowa kadra weźmie udział w regatach eliminacyjnych seniorów, które zaplanowano na najbliższy weekend w Poznaniu. To właśnie tam wykształtuje się kadra zarówno na młodzieżowe mistrzostwa Europy (3-6 lipca, Pitesti), jak i mistrzostwa świata (23-27 lipca, Montemor-o-velho). Niewykluczone, że pomiędzy imprezami dojdzie jeszcze do zmian w składzie, a decydować będzie oczywiście aktualna forma naszych reprezentantów. – Z tej grupy wyodrębnimy sześcio- lub ośmioosobową grupę, która będzie walczyła o medale – kończy Szwed.

Kacper Sztuba dopiero pokaże na co go stać. To może być sezon naszego slalomowego kanadyjkarza

Bardzo niewiele zabrakło do medalu mistrzostw Europy Kacprowi Sztubie, który w tym sezonie prezentuje znakomitą formę w kategorii C-1 slalomu kajakowego. W Paryżu zajął piąte miejsce, a gdyby nie jeden błąd, wróciłby do Polski z medalem. – To i tak mój życiowy sukces, który chcę jeszcze w tym sezonie poprawić – mówi Sztuba.

Sztuba swoją klasę pokazuje od kilku lat, ale w tym roku jest niekwestionowanym liderem kadry kanadyjkarzy w slalomie. Wygrał wszystkie wyścigi kwalifikacyjne do reprezentacji Polski, którą wspiera sponsor główny PGE Polska Grupa Energetyczna S.A. Do tego notuje bardzo dobre czasy, co pozwala myśleć o medalach nie tylko w kraju, ale również na arenie międzynarodowej.

Dlatego jadąc do Paryża, można było liczyć na to, że Sztuba przywiezie z mistrzostw Europy co najmniej brązowy krążek. Sam zawodnik również na to liczył i na torze w Vaires-sur-Marne pokazywał się z bardzo dobrej strony, a do tego pewnie awansował do finału. Niestety w decydującym o medalach biegu popełnił jeden błąd, który spowodował, że zajął piąte miejsce.

– Szkoda tej jednej bramki, bo to na niej straciłem najwięcej czasu. Jestem na gorąco po starcie, więc dopiero będę analizował, czego zabrakło. Może to moment dekoncentracji? W półfinale miałem wszystko pod kontrolą, zrobiłem idealną kombinację tych bramek. Woda jest jednak nieprzewidywalna. Piąty wynik w Europie jednak dużo dla mnie znaczy – mówił w Paryżu Sztuba.

Mimo że nasz zawodnik zajął piąte miejsce, może traktować to jako sukces. Wcześniej co prawda zdobywał medale mistrzostw Europy, ale w rywalizacji drużynowej. A warto podkreślić, że piąte miejsce indywidualnie to najlepszy indywidualny wynik polskiego zawodnika w C-1 mężczyzn na ME od… 20 lat! W 2005 roku Krzysztof Bieryt wywalczył dla Polski srebrny medal. Partnerem Polskiego Związku Kajakowego jest LOTTO.

– Teraz już ochłonąłem po tym starcie, przeanalizowałem start i faktycznie wszystko zależało od tej jednej bramki. Gdyby nie ten błąd, miałbym podium. Sądzę, że i tak nieźle się wybroniłem na tej bramce, ale niestety straciłem za dużo czasu. Cały przejazd był bardzo dobry, jakościowy, a o braku medalu zadecydował ten niuans. Ale to jest slalom, tutaj każdy popełnia błędy, a kto zaliczy ich najmniej, wygrywa – mówi Sztuba.

Sztuba pogodził się już z brakiem podium przy tak dobrym przejeździe. To jednak nic dziwnego, bowiem jego forma dobrze rokuje na kolejne imprezy, a przypomnijmy, że lada chwila odbędą się mistrzostwa Polski, których Sztuba jest multimedalistą, a także rozpocznie się cykl Pucharu Świata. – Chciałem okrasić ten dobry przejazd w Paryżu medalem, ale to i tak było najwyższe miejsce wśród Polaków na tej imprezie – mówi. – Nie myślę teraz o tym, że jestem liderem kadry. Po prostu czuję znakomitą formę, a przede wszystkim wiem, jaką pracę musiałem wykonać, by być w takim miejscu. Jestem w czołówce Europy, czyli tak naprawdę świata, bo najlepsi kanadyjkarze są właśnie na Starym Kontynencie.

Teraz nasi reprezentanci mają chwilę wolnego po mistrzostwach Europy, a Sztuba spędza ten czas z rodziną. – Trochę się stęskniłem, bo ostatni czas był ciężki zarówno fizycznie, jak i mentalnie – mówi. – Spędzę tydzień z rodziną i wracam na wodę. Wiem, jakie mam możliwości i liczę, że kolejne starty, tym razem w Pucharze Świata, pokażą na co mnie naprawdę stać. I wybiegam już myślami w przyszłość, bo czekam na mistrzostwa świata w Australii i tam będę chciał zaprezentować najwyższą formę. A Paryż? Co mnie nie zabije, to mnie wzmocni. Czekam na dalszą część sezonu!

Znamy medalistów Długodystansowych MP w kajakarstwie. Faworyci nie zawiedli

W Chełmnie zakończyły się 41. Długodystansowe Mistrzostwa Polski w kajakarstwie. Zgodnie z przewidywaniami wygrywali faworyci, a warto wspomnieć, że na znacznie dłuższych dystansach, niż do tej pory, doskonale odnajduje się Marta Walczykiewicz, która obroniła złoto na dystansie 10000 m w K-1.

Walczykiewicz, która jest srebrną medalistką olimpijską z Rio de Janeiro, w czasach świetności swojej kariery kajakarskiej pływała na 200 metrów.Teraz odnalazła nową pasję, jaką są długie dystanse. Rok temu w Turawie na dystansie 10000 metrów wywalczyła złoty medal, a w tym roku w Chełmnie go… obroniła! Na podium wyprzedziła od dawna specjalizującą się w długich dystansach Magdalenę Szczęsną oraz trzecią Agatę Zielińską.

W męskim K-1 na dystansie 10000 metrów wygrał Igor Wyszkowski, który stoczył niesamowity bój z drugim na mecie Janem Wiśniewskim, który jest… jego klubowym kolegą. Trzecie miejsce przypadło Aleksandrowi Woronkiewiczowi, który również reprezentuje AZS AWF Poznań. Sponsorem głównym polskiego kajakarstwa jest PGE Polska Grupa Energetyczna S.A.

W K-1 wśród kobiet znów najszybsza okazała się Zielińska, która popłynęła w osadzie z Anną Mielnik. Duet nie dał szans drugim na mecie Julii Górskiej i Wiktorii Bierzało, a brązowe medale zdobyły Janina Francik i Patrycja Szewczyk. U panów triumfowali Wiśniewski i Wyszkowski, którzy wyprzedzili o sześć sekund Mikołaja Mermelę i Aleksandra Woronkiewicza. Brązowe medale odebrali natomiast Igor Komorowski i Mikołaj Kot. Partnerem Polskiego Związku Kajakowego jest LOTTO.

Jeśli chodzi o kanadyjki, to na 10000 metrów w C-1 triumfował Mateusz Zuchora (drugi był Patryk Stasiełowicza, a trzeci Rafał Poklepa), który wspólnie ze swoim wieloletnim partnerem Mateuszem Borgiełem wygrał też w C-2. Drudzy na metę wpłynęli Eryk Wilga i Marceli Krawiec, a trzeci Łukasz Budnik i Szymon Cybal.

Warto wspomnieć, że tegoroczne Długodystansowe Mistrzostwa Polski były też mistrzostwami Polski SUP. Na 10000 metrów wygrała Emilia Daszewska, srebro odebrała Lena Nowak, a trzecia była Martyna Drobny. Wśród panów na tym samym dystansie zgodnie z przewidywaniami wygrał Mikołaj Majdan, drugi był Grzegorz Szpynda, a trzeci Krystian Świerkowski.

Kolejne medale dla Polski podczas Pucharu Świata w Szeged! Są dwa złota!

Świetnie zaprezentowali się polscy kajakarze podczas ostatniego dnia Pucharu Świata w Szeged. Biało-czerwoni wywalczyli kolejne cztery medale, w tym dwa złote, bowiem bezkonkurencyjne okazały się Anna Puławska w konkurencji K-1 na 200 metrów oraz duet Martyna Klatt/Sandra Ostrowska, które zdominowały K-2 na 500 metrów.

Niedzielna rywalizacja w Szeged rozpoczęła się od półfinałów, w których Polacy, których wspiera sponsor główny PGE Polska Grupa Energetyczna S.A., popłynęli niemal idealnie. Swoje wyścigi wygrali Anna Puławska (K-1 na 200 metrów), Dorota Borowska (C-1 na 200 metrów), Martyna Klatt i Sandra Ostrowska (K-2 na 500 metrów) oraz Jakub Stepun i Jarosław Kajdanek (K-2 na 500 metrów).

Oprócz nich, przepustki do finałów A wywalczyli Katarzyna Szperkiewicz (trzecia w C-1 na 200 metrów), Sławomir Witczak (drugi w K-1 na 500 metrów), Alex Borucki (trzeci w K-1 na 500 metrów) oraz Karolina Naja i Julia Olszewska (drugie w K-2 na 500 metrów). Z kolei Juliusz Kitewski i Krystian Holdak z siódmym czasem w półfinale wywalczyli miejsce w finale B w C-2 na 500 metrów. Partnerem Polskiego Związku Kajakowego jest LOTTO.

– W Szeged nie nastawiamy się na konkretny wynik, a na dobry start w naszym wykonaniu – zaznaczała przed zawodami Klatt. Trzeba jednak przyznać, że ten występ na Węgrzech wspólnie z Ostrowską będą wspominały bardzo dobrze, bowiem… zwyciężyły w K-2 na 500 metrów i odebrały złote medale! Kolejne finałowe zwycięstwo zanotowała także Puławska, która zdeklasowała rywalki w K-1 na 200 metrów.

Na podium stanęła także Szperkiewicz (C-1 200 m), która była trzecia, a Borowska na metę w tym samym wyścigu przypłynęła jako piąta. Brąz w swoim wyścigu wywalczyli także Stepun i Kajdanek (K-2 na 500 metrów), dla których jest to pierwszy wspólny medal.

W finale B wyścigu C-2 na dystansie 500 metrów Kitewski i Holdak zajęli drugie miejsce. Cenne doświadczenie w K-1 na 500 metrów zdobyli natomiast Witczak i Borucki, którzy uplasowali się odpowiednio na siódmej i dziewiątej pozycji. W finale A na dystansie 5000 mężczyzn kanadyjkarzy 10. miejsce zajął Kacper Filipczak, a 15. Piotr Kujawa. Ostatnim polskim akcentem było 16. miejsce Weroniki Marczewskiej w finale A K-1 na 5000 metrów.

Łącznie podczas Pucharu Świata w Szeged Polacy wywalczyli sześć krążków: cztery złote i dwa brązowe. Dało to biało-czerwonym drugą pozycję w klasyfikacji medalowej.

Bez medali ME również w kayak crossie. Polscy slalomiści czekają na drugą część sezonu

W Paryżu zakończyły się mistrzostwa Europy w slalomie kajakowym i kayak crossie. Niestety również w niedzielnych zmaganiach biało-czerwoni nie zdołali wywalczyć medali i do kraju wracają bez krążków. – Jest to dla nas duża lekcja i bagaż doświadczeń, ale nie spuszczamy głów i pewnie wchodzimy w drugą część sezonu – mówi Jakub Chojnowski, trener biało-czerwonych.

Rywalizację w kayak crossie tradycyjnie rozpoczęły pojedyncze próby w time trialu, które kwalifikowały już do wyścigów w czwórkach, ale jednocześnie można w nich wywalczyć medal. Biało-czerwoni wspierani przez sponsora głównego PGE Polską Grupę Energetyczną S.A. krążka jednak nie wywalczyli. Do kolejnych etapów awansowali natomiast Klaudia Zwolińska (11. miejsce), Dominika Brzeska (26. pozycja), Mateusz Polaczyk (6. miejsce) i Tadeusz Kuchno (26. pozycja). Rywalizację zakończyli natomiast Aleksandra Góra (36. lokata) i Michał Pasiut (41. miejsce).

Sztab szkoleniowy reprezentacji Polski wspólnie ze Zwolińską uznali, że nasza zawodniczka zakończy występ na time trialu. W czwórkach popłynęła już za to Brzeska, która na mecie zameldowała się jednak na trzeciej pozycji i tym samym odpadła z dalszej rywalizacji.

Sporego pecha miał natomiast Kuchno, który trafił do grupy z elitą światowego kayak crossu. 22-latek walczył, jak mógł, ale musiał uznać wyższość Josepha Clarke’a i Dimitri Marksa, a trzecia pozycja nie pozwoliła mu kontynuować walki o medale. Partnerem Polskiego Związku Kajakowego jest LOTTO.

W grze pozostał jednak Polaczyk, który był drugi w swoim biegu, a dzięki temu awansował do ćwierćfinału. W nim niestety słabo wystartował, przez co rywale mu uciekli i przypłynął na metę jako ostatni.

– Miałem bardzo dobry time trial. Przy walce ramię w ramię w pierwszym biegu popłynąłem też dobrze, choć trochę zepsułem start. W drugim niestety już na początku pogrzebałem swoje szanse. Walczyłem do końca, pokazałem mój wojskowy charakter, ale niestety chłopaki mi już odjechali i nie było szans, by ich dogonić. Nie mam medalu, ale ogólnie w tych mistrzostwach Europy zanotowałem kilka dobrych przejazdów i jestem gotowy do walki w drugiej części sezonu – mówi Polaczyk.

Trener Piotr Prusak, który w reprezentacji Polski odpowiada za kayak cross, nie ukrywa jednak, że spodziewał się lepszych występów naszych zawodników. – Liczyliśmy na więcej – mówi. – Każdy oczywiście zrobił, co mógł, tym bardziej, że kayak cross jest nieobliczalny. Niestety proste błędy na tym poziomie są niewybaczalne i potem przekładają się na wynik. Ćwierćfinał to nie jest to, czego oczekiwaliśmy. Zebraliśmy doświadczenie, ale czekamy też na medal w imprezie mistrzowskiej i mam nadzieję, że jeszcze w tym sezonie go wywalczymy.

Oznacza to, że Polacy z Paryża nie przywiozą ani jednego medalu ME. – Na pewno z tych mistrzostw zapamiętamy cztery finały i to jest plus tej imprezy. Wiadomo, że być już w tym decydującym o medalach biegu to wielka sprawa i z tego się cieszymy. Równie dobrze wiemy, że każda z tych szans mogła się skończyć medalem i rozmawialibyśmy zupełnie inaczej. Teraz bierzemy to, co mamy. Jest to dla nas duża lekcja i bagaż doświadczeń, ale nie spuszczamy głów i pewnie wchodzimy w drugą część sezonu – podsumowuje Jakub Chojnowski, trener główny naszej kadry slalomowej.

Szczęście nie pomogło polskim slalomistom w ME. Medal możliwy już tylko w kayak crossie

Nie udało się polskim slalomistom wywalczyć medalu podczas mistrzostw Europy, które odbywają się na torze olimpijskim w Paryżu. Ostatnią szansą na krążek będzie niedzielna rywalizacja w kayak crossie. – Tam będzie bardzo ciekawie – zapowiada Mateusz Polaczyk, który wystartuje w zawodach.

W sobotę w Paryżu zawodników czekało już poważne ściganie. Rywalizacja nabrała tempa, bowiem nadszedł czas na crème de la crème zawodów, czyli walkę o medale. Od samego rana zawodniczki i zawodnicy walczyli w półfinałach, a ostatecznie w kategorii K-1 do najlepszej dwunastki zakwalifikowali się Klaudia Zwolińska (12. miejsce) oraz Mateusz Polaczyk (9. pozycja). Hanna Danek zakończyła rywalizację na 22. pozycji i zdobyła niezwykle cenne doświadczenie, a wśród mężczyzn płynęli jeszcze Dariusz Popiela i Jakub Brzeziński. Pierwszy z biało-czerwonych, których wspiera sponsor główny PGE Polska Grupa Energetyczna S.A., zanotował 15. czas, a drugi był 18. Warto wspomnieć, że gdyby Brzeziński nie otrzymał czterech punktów karnych, zakończyłby półfinał na drugiej pozycji.

W finałach Polacy niestety nie popłynęli najlepiej. Zwolińska popełniła kilka błędów, co kosztowało jej utratę sekund. Niestety nie udało jej się obronić tytułu mistrzowskiego sprzed roku, a ostatecznie uplasowała się na 9. pozycji. Świetny początek przejazdu finałowego miał natomiast Polaczyk, jednak wywrócił się, a do tego zgubił wiosło i to też przesądziło, że medalu nie zdobył (12. pozycja w Europie). Partnerem Polskiego Związku Kajakowego jest LOTTO.

– Nie zwalałbym tutaj na szczęście czy pech, to był po prostu wypadek przy pracy – rozkłada ręce Polaczyk. – Trzeba zawsze liczyć na swoje umiejętności. Jeśli chodzi o przejazd, to wszystko było dobrze aż do drobnego błędu przy lewym podjeździe. Niestety dziś slalom wygląda tak, że decydują takie niuanse, wszyscy jeżdżą na żyletki. Uważam jednak, że mistrzostwa Europy i tak są dla mnie udane. Od dłuższego czasu prezentuję fajny, wysoki poziom, jest kolejny odhaczony finał. Teraz czas na chwilę przerwy i lecimy dalej, tym razem z Pucharem Świata.

W sesji popołudniowej swoje przejazdy zaliczyli kanadyjkarze. Rozpoczęło się od półfinałów kobiet, w których wystąpiły Zwolińska oraz Aleksandra Góra. Do wyścigu medalowego awansowała jedynie pierwsza z naszych zawodniczek, która była dziewiąta, a Góra uplasowała się ostatecznie na 18. pozycji. Do finału pewnie z czwartym czasem awansował Kacper Sztuba. W finale również płynął dobrze, jednak ostatecznie zajął dopiero piąte miejsce.

– Szkoda przede wszystkim tej jednej bramki, na której spędziłem najwięcej czasu. Będę jeszcze analizował ten przejazd, bo na razie nie wiem, czego tam zabrakło. Może moment dekoncentracji lub mogłem zareagować inaczej? Wiedziałem dokładnie co mam zrobić, ale czasami woda jest nieprzewidywalna i tutaj mamy najlepszy przykład – komentuje Sztuba.

Taki bieg wydarzeń oznacza, że Polacy w Paryżu nie wywalczyli medalu w slalomie kajakowym, a teraz rozpoczną drugą część sezonu, której zwieńczeniem będą mistrzostwa świata, czyli główna impreza w tym roku. – Na pewno finały w Paryżu cieszą, ale medalu nie wywalczyliśmy, więc jesteśmy trochę zawiedzeni. Liczyliśmy na krążek Klaudii, a Kacper Sztuba też otarł się o medal. Za nim ładny występ, ale jednak trochę niedosyt pozostał. Klaudia też liczyła na medal, w końcu rywalizowała na swoim ulubionym torze, gdzie zdobyła wicemistrzostwo olimpijskie. Teraz główną imprezą będą mistrzostwa świata i rozpoczniemy długie przygotowania do tych zawodów – mówi Marcin Pochwała, jeden z trenerów naszej kadry w slalomie kajakowym.

Mistrzostwa Europy zakończą niedzielne zmagania w kayak crossie, w którym wystartuje sześcioro polskich zawodników: Zwolińska, Aleksandra Góra, Dominika Brzeska, a także Polaczyk, Michał Pasiut i Tadeusz Kuchno.

Polacy w kwalifikacjach ME w slalomie na piątkę z plusem. Czekamy na sobotnie medale

W podparyskim Vaires-sur-Marne trwają mistrzostwa Europy w slalomie kajakowym, a w piątek rozpoczęła się rywalizacja indywidualna. Niemal wszyscy z reprezentantów Polski awansowali do sobotnich półfinałów, a niewykluczone, że w sobotę odbiorą też medale europejskiego czempionatu. – Chciałabym obronić tytuł w K-1, ale też zdobyć złoto w kanadyjce – zapowiada Klaudia Zwolińska, która na tym torze została wicemistrzynią olimpijską.

W piątek na torze pod Paryżem rozpoczęła się już rywalizacja indywidualna, a mocna kadra biało-czerwonych liczyła na jak najwięcej awansów do sobotnich półfinałów. Zawody rozpoczęły się od przejazdów w kategorii K-1. Po zaciętej rywalizacji ostatecznie w sobotę o awans do finału powalczą dalej Klaudia Zwolińska (druga w kwalifikacjach), Hanna Danek (29. czas), a także komplet Polaków w rywalizacji męskiej, czyli Jakub Brzeziński (22. pozycja), Mateusz Polaczyk (19. miejsce) i Dariusz Popiela (12. lokata). W półfinałach zabraknie jedynie Dominiki Brzeskiej, która ominęła jedną z bramek i to pozbawiło jej awansu.

– Pierwszy krok wykonany – mówi Brzeziński. – Mam nadzieję, że spełniał się będę dopiero w sobotę, czyli w dniu półfinałów i finałów. Za mną solidny przejazd, choć nie ustrzegłem się kilku błędów. Zachowałem jednak płynność, a teraz muszę się zregenerować i z chłodną głową podejść do półfinału. Liczę, że przejazd na moim odpowiednim poziomie pozwoli na uzyskanie dobrego wyniku.

Przepustkę do dalszej walki o medale nasi zawodnicy, których wspiera sponsor główny PGE Polska Grupa Energetyczna S.A., wywalczyli również w kategorii C-1. W komplecie w półfinale zameldowały się nasze panie, czyli Zwolińska (27. miejsce) oraz Aleksandra Góra (14. lokata), choć trzeba przyznać, że liderka naszej kadry po drodze dotknęła aż siedem bramek, co nie zdarza się często.

– Nie wiem co się wydarzyło, ale proszę nie zwracać na to uwagi, to był wypadek przy pracy – śmieje się Zwolińska. – Chyba muszę po prostu przyzwyczaić się do tego, że wróciliśmy do sezonu. Za to w K-1 przejechałam trasę bez żadnego potknięcia, więc balans jest zachowany. Mówiąc serio: najważniejsze, że zrobiłam te awanse, bo o to chodziło w kwalifikacjach. Chciałabym obronić tytuł w kajaku, ale nie ukrywam, że marzy mi się złoto też w kanadyjce. Jutro walczymy o finał, a tam zobaczymy co się wydarzy.

– Cieszę się, że ten pierwszy przejazd już za mną i przeszłam do kolejnego etapu mimo kilku błędów i dwóch trąceń bramki. Wciąż było to jednak dobre pływanie. W półfinale chciałabym pojechać trochę lepiej, bo w piątek nieco się zestresowałam i nie poszło do końca tak, jak planowałam. Fajnie jednak, że umiem odnaleźć się w takich sytuacjach i to też jest ważne. Dopiero się rozkręcamy, choć to kluczowa impreza pierwszej części sezonu. Cieszę się, że tu jestem i mogę rywalizować z dziewczynami na najwyższym poziomie – dodaje Góra. Partnerem Polskiego Związku Kajakowego jest LOTTO.

Jeśli chodzi o kanadyjkarzy, to potknięcia zaliczyli jedynie Szymon Nowobilski, który opuścił jedną z bramek (37. miejsce), a Michał Wiercioch zanotował słabszą końcówkę (33. miejsce) i tych dwóch zawodników nie zobaczymy w sobotnich półfinałach. Zgodnie z planem pojechał natomiast Kacper Sztuba. Nasz lider w C-1 awansował z 20. miejsca.

W sobotę półfinały rozpoczną się już o godz. 9, a tego dnia poznamy również mistrzów Europy w każdej z kategorii. W niedzielę odbędzie się ostatnia rywalizacja, a zawodnicy powalczą o medale w kayak crossie.

Mistrzostwa Europy w slalomie kajakowym rozpoczęte. Na medale trzeba jednak poczekać

Mimo pełnego zaangażowania, nie udało się drużynom reprezentacji Polski zdobyć medali podczas pierwszego dnia mistrzostw Europy, które odbywają się w francuskim Vaires-sur-Marne. Od piątku zawodnicy rozpoczną starty indywidualne, w których mają ogromne szanse na końcowy sukces.

Pierwszego dnia mistrzostw Europy w slalomie kajakowym odbyły się zawody drużynowe. To rywalizacja, która doskonale kojarzy się naszym zawodnikom, bowiem to właśnie w niej biało-czerwoni wywalczyli wiele medali w poprzednich edycjach mistrzostw Europy. Rok temu Michał Pasiut, Jakub Brzeziński i Dariusz Popiela w kategorii K-1 otarli się o podium zajmując w Lublanie czwarte miejsce, ale warto przypomnieć, że w 2022 roku ten sam skład wywalczył już srebro ME.

Najbardziej Polacy, których wspiera sponsor główny PGE Polska Grupa Energetyczna S.A., chcieli jednak powtórzyć sukces z 2010 roku z Bratysławy, kiedy to Popiela, a także Grzegorz i Mateusz Polaczykowie wywalczyli drużynowe złoto. I trzeba przyznać, że w Paryżu też było blisko medali, bowiem Polacy w składzie Popiela, Mateusz Polaczyk i Jakub Brzeziński pojechali dobrze, jednak dwukrotnie dotknęli bramki, co pozbawiło ich medalu. Ostatecznie zajęli szóste miejsce.

– Trasa jest dla wszystkich taka sama i od początku było wiadomo, że będzie szybka, bo pływamy poniżej 90 sekund. Dlatego wszystkie punkty karne są kluczowe, a w naszym przypadku nawet bardzo, bo straciliśmy na nich za dużo. Mieliśmy drugi czas dnia, więc płynęliśmy szybko, ale niestety nie upilnowaliśmy palików. Mocno też wieje, więc trzeba być bardzo czujnym. Od jutra walczymy indywidualnie i tam postaramy się wywalczyć medale – mówi Polaczyk.

O medalu w K-1 marzyły również panie, a Klaudia Zwolińska, która w tym roku również znalazła się w biało-czerwonej ekipie drużynowej, zna już smak srebrnego (2015) czy brązowego (2022) medalu ME. Tym razem nasze zawodniczki (oprócz Zwolińskiej Dominika Brzeska i Hanna Danek) medalu nie zdobyły. Ostatecznie wywalczyły piąty czas, ale każda z nich dobrze rozgrzała się przed rywalizacją indywidualną. Partnerem Polskiego Związku Kajakowego jest LOTTO.

– Dziewczyny popłynęły bardzo dobrze, ale ja nie jestem usatysfakcjonowana z mojego przejazdu. Umiem pływać lepiej, ale piąte miejsce na tak dużej imprezie dla mnie jako młodej zawodniczki to też duża rzecz. Muszę nauczyć radzić sobie ze stresem, bo bardzo denerwowałam się przed tym startem. Wtedy będę mogła pokazać pełnię swoich możliwości, bo seniorskie mistrzostwa Europy to też dla mnie nabieranie doświadczenia – mówi Danek.

Bogatą historię medalową Polacy mają również w drużynówce C-1 mężczyzn, a wystarczy sobie przypomnieć chociażby edycję sprzed trzech lat, kiedy to srebro wywalczyli Grzegorz Hedwig, Kacper Sztuba i Michał Wiercioch. Dwaj ostatni zawodnicy popłynęli również w tegorocznych mistrzostwach Europy (skład uzupełnił Szymon Nowobilski), a ostatecznie nasza kadra uplasowała się na dziewiątej pozycji w Europie.

– Wydaje mi się, że sama jazda była w porządku, ale nad wynikiem przeważyły punkty karne. Nie możemy powiedzieć, że jesteśmy zadowoleni, bo potrafimy popłynąć znacznie lepiej. O końcowym wyniku zadecydowały indywidualne niuanse – podsumowuje Nowobilski.

W piątek rozpocznie się rywalizacja indywidualna, a dokładniej kwalifikacje w kategoriach K-1 i C-1, zarówno kobiet, jak i mężczyzn. Półfinały i finały zaplanowano na sobotę, a w niedzielę odbędą się wyścigi w kayak crossie.