Powiśle Warszawa i SET Kaniów obroniły tytuły MP w kayak polo. A w weekend Liga Mistrzów!

Zawodniczki ekipy SET Kaniów i zawodnicy Powiśla Warszawa po raz kolejny udowodnili, że są w czołówce polskiego kayak polo. Obie drużyny okazały się najlepsze w mistrzostwach Polski, które odbyły się w Kaniowie, a gospodynie wywalczyły już 12. tytuł z rzędu! – To radość nie do opisania – mówią złote medalistki. Co więcej, w najbliższy weekend, również w Kaniowie, odbędą się Klubowe Mistrzostwa Europy!

Powiśle oraz SET to zdecydowanie najbardziej utytułowane drużyny kayak polo w kraju. I ponownie pokazały swoją dominację w mistrzostwach Polski, które w miniony weekend odbyły się w Kaniowie. Miejsce rozgrywania zawodów nie było przypadkowe, bowiem SET to klub z blisko 30-letnią tradycją i organizatorami, którzy nigdy nie zawodzą i zawsze robią wszystko, by promować swoją ukochaną dyscyplinę. – Co więcej, pierwszy raz organizujemy zawody na tak wielką skalę, bo oprócz rywalizacji seniorów, odbyły się także mistrzostwa Polski młodziczek i młodzików – mówi Dariusz Pilarz z SET Kaniów.

Jeśli chodzi o młodzieżowe rozgrywki, to wśród dziewcząt zwyciężyły zawodniczki LUKS Kwisa Leśna, a mistrzami Polski młodzików została ekipa Powiśla Warszawa U-14. Wiele emocji było również w rywalizacji seniorskiej, ale tam niespodzianek nie było. W żeńskim finale spotkały się ekipy gospodyń, które pokonały MOSW Choszczno 4:3 i po raz 12. z rzędu zostały mistrzyniami Polski. Złote medale zawisły również na szyjach zawodników Powiśla Warszawa, który również obronili tytuł sprzed roku. Stołeczna ekipa w finale pokonała Team Poznań 5:3. Na podium znalazły się również ekipy SET Kaniów (mężczyźni, pokonali drugą drużynę SET 2:1) oraz Powiśla (kobiety, wygrały z Kanu Katowice 4:3). Najlepszymi strzelcami zostali Arkadiusz Pilarz (SET, 17 trafień), a takżę Dominika Sojka (SET) i Małgorzata Strzelczyk (MOSW Choszczno), które do bramek rywalek trafiały po 15 razy.

– Jesteśmy mocną, pewną siebie drużyną, ale rywali nie lekceważymy – mówi Mateusz Donart, jeden z najbardziej doświadczonych zawodników Powiśla i reprezentacji Polski, którą wspiera sponsor główny PGE Polska Grupa Energetyczna S.A. – Staramy się rozsądnie rozgrywać mecze, bo tego wymaga seniorska rywalizacja. Nie podpalamy się, gramy swoje i w efekcie po raz kolejny stanęliśmy na najwyższym stopniu podium.

Jak podkreśla Hanna Sojka z ekipy SET Kaniów, po raz kolejny wywalczyć złoty medal mistrzostw Polski to wielka sprawa. – To radość nie do opisania. Możemy razem z drużyną cieszyć się tym sportem i faktycznie czujemy, że osiągnęłyśmy coś wielkiego. Medal zawsze smakuje znakomicie – cieszy się zawodniczka. Partnerem Polskiego Związku Kajakowego jest LOTTO.

To jednak nie koniec emocji związanych z kayak polo w Kaniowie. Już w najbliższy weekend w tej niewielkiej miejscowości w województwie śląskim odbędą się Klubowe Mistrzostwa Europy. To właśnie do Polski przyjadą najlepsze zawodniczki i zawodnicy z całego Starego Kontynentu i niczym w piłkarskiej Lidze Mistrzów będą rywalizowali o medale. – Cieszymy się, że Europejska Federacja Kayak Polo powierzyła organizację imprezy akurat nam, a nie Niemcom, Hiszpanom czy Francuzom, czyli potęgom jeśli chodzi o nasz sport. Spotkamy się w maleńkiej wiosce w gminie Bestwina i oprócz samych emocji sportowych na najwyższym poziomie zapewniamy również szereg innych atrakcji, również dla najmłodszych. Serdecznie zapraszamy w dniach 27-28 września do Kaniowa – zachęcają organizatorzy.

Polacy z czterema medalami Pucharu Europy we freestyle’u kajakowym! Zwycięstwo Tomasza Czaplickiego!

Reprezentanci Polski we freestyle’u kajakowym po raz kolejny potwierdzili, że należą do czołówki zawodników na całym świecie. Tym razem nasi zawodnicy zdominowali cykl zawodów Pucharu Europy, w którym w klasyfikacji generalnej wywalczyli aż cztery medale! Najlepiej spisał się tradycyjnie Tomasz Czaplicki, który zdobył złoty medal.

Zarówno Czaplicki, jak i Zofia Tuła oraz młoda Maja Kawczyńska regularnie potwierdzają, że są znakomitymi zawodnikami w swojej dyscyplinie. Na koncie reprezentantów Polski, których wspiera PGE Polska Grupa Energetyczna S.A., jest już wiele medali mistrzostw świata, Europy i innych prestiżowych imprez. Teraz biało-czerwoni mogą do swoich sukcesów dołączyć kolejne krążki, które wywalczyli w cyklu Pucharu Europy.

Zawody składały się z dwóch przystanków. Pierwszy z nich zaplanowano we Francji, w miejscowości Millau. Tam w kategorii C-1 Tuła była trzecia, a w K-1 dorzuciła srebrny medal, a tuż za nią uplasowała się Agata Sobieraj. Na drugim miejscu zawody w K-1 zakończył Czaplicki, a bezkonkurencyjna w swojej kategorii młodzieżowej okazała się nasza juniorka Maja Kawczyńska (również K-1).

Drugie zawody cyklu Pucharu Europy odbyły się natomiast w miniony weekend w angielskim Nottingham. Biało-czerwoni mieli świetną pozycję wyjściową, by znaleźć się na podium. Zarówno Czaplicki, jak i Tuła (Kawczyńska i Sobieraj nie startowały) ponownie popłynęli bardzo dobrze. Pierwszy z naszych zawodników był drugi w K-1. W tej samej konkurencji Tuła zajęła trzecie miejsce, a w C-1 uplasowała się tuż za podium.

– Zdobyłem srebro, a w biegu finałowym zdobyłem ponad 2000 punktów, co jest szalonym wynikiem! Zaledwie po czterech sesjach treningowych przed zawodami dałem z siebie wszystko, a na moim koncie znalazło się 2080 punktów. Na pewno wrócę do Nottingham, żeby trenować na niesamowitym inlet Gate i jeszcze poprawić moje wyniki. Potrzebuję jeszcze trochę czasu, żeby dopracować niektóre triki, ale jestem niesamowicie podekscytowany! – napisał na swoim Facebooku Czaplicki. Partnerem Polskiego Związku Kajakowego jest LOTTO.

To jednak nie wszystko, bowiem po podliczeniu punktów z obu zawodów, okazało się, że Czaplicki… zwyciężył w klasyfikacji generalnej K-1! Co więcej, Tuła była druga w K-1 i trzecia w C-1, a jedyny start Kawczyńskiej pozwolił jej na wywalczenie drugiego miejsca! – Jest to już mój trzeci tytuł w Pucharze Europy, bowiem poprzednio wygrywałem go w 2017 i 2015 roku – przypomina Czaplicki.

Mateusz Polaczyk już na podium klasyfikacji generalnej PŚ w slalomie kajakowym. Świetny występ w Tacen

Brązowym medalem Mateusza Polaczyka w kategorii K-1 zakończył się kolejny przystanek Pucharu Świata w slalomie kajakowym, w którym wystartowali również nasi reprezentanci. Dzięki dobremu występowi na Słowenii Polak awansował na podium klasyfikacji generalnej i jest w bardzo dobrej pozycji wyjściowej przed finałowymi zawodami w Augsburgu. Piąte miejsce w kayak crossie zajęła natomiast Klaudia Zwolińska.

Przed zawodami w Tacen Polaczyk zajmował czwarte miejsce w klasyfikacji generalnej Pucharu Świata i w dwóch ostatnich zawodach cyklu chciał popłynąć jak najlepiej, by zakończyć sezon PŚ na podium. Po starcie pod Ljubljaną Polak wykonał już pierwszy krok, bowiem zajął trzecie miejsce w kategorii K-1, które pozwoliło mu awansować o jedną pozycję wyżej. A warto przypomnieć, że ostatnie zawody w Augsburgu będą finałem całego cyklu, a punkty będą liczyły się podwójnie. I jeśli Polaczyk utrzyma swoją formę lub popłynie jeszcze lepiej, zakończy sezon PŚ z medalem.

Oprócz Polaczyka, w K-1 popłynęli także Klaudia Zwolińska (11. miejsce), Dariusz Popiela (18. miejsce), a także Jakub Brzeziński, Hanna Danek i Dominika Brzeska, którzy zajmowali miejsca w czwartej dziesiątce zawodów.

W sobotę na tor wypłynęli natomiast kanadyjkarze reprezentacji Polski, którą wspiera sponsor główny PGE Polska Grupa Energetyczna S.A. Jedynym z biało-czerwonych finalistów okazał się Kacper Sztuba, który był ósmy w ostatecznym rozrachunku (w kwalifikacjach zajął dziewiątą pozycję). Warto dodać, że gdyby nie cztery punkty karne, lider naszej kadry w C-1 zająłby czwarte miejsce (zajmuje też czwarte miejsce w klasyfikacji generalnej). W tej konkurencji wystąpili jeszcze Zwolińska i Aleksandra Góra (obie miejsca w trzeciej dziesiątce), a także Michał Wiercioch (22. pozycja) i Szymon Nowobilski (34. lokata). Partnerem Polskiego Związku Kajakowego jest LOTTO.

Tradycyjnie ostatniego dnia zawodów biało-czerwoni wystąpili w zawodach kayak crossa. Po rywalizacji w time trialu do fazy head-to-head awansowali Zwolińska (10. miejsce), Brzeska (13. lokata), Góra (29. pozycja) oraz Polaczyk (10. miejsce). Na tym etapie zawody zakończył natomiast Jakub Brzeziński.

Z kolei w bezpośredniej rywalizacji z kwalifikacji do ćwierćfinału awansowała jedynie Zwolińska, która wygrała swój bieg (Brzeska była czwarta, Góra popełniła przewinienie, podobnie jak Polaczyk). Co więcej, nasza wicemistrzyni olimpijska w K-1 z Paryża po raz kolejny udowodniła, że doskonale czuje się w kayak crossie, bowiem wygrała również ćwierćfinał! W półfinale zajęła już trzecie miejsce, jednak piąte miejsce w klasyfikacji generalnej to znakomity wynik naszej zawodniczki.

Ostatnie zawody cyklu Pucharu Świata odbędą się w dniach 4-7 września w Augsburgu. – W Niemczech wystąpimy już tylko w klasycznym slalomie, nie przewidujemy startów w kayak crossie. Liczymy oczywiście na jak najwyższe miejsca i podium na koniec całego cyklu – podkreśla Jakub Chojnowski, trener naszej reprezentacji.

Świetny start Pucharu Świata w slalomie kajakowym w Tacen! Brązowy Mateusz Polaczyk!

Bardzo dobrze popłynął w swoim pierwszym wyścigu podczas Pucharu Świata w slalomie kajakowym w Tacen Mateusz Polaczyk. Lider naszej kadry w K-1 zdobył brązowy medal w swojej koronnej konkurencji i na poważnie włączył się w walkę o podium na koniec całego cyklu.

Puchar Świata w Tacen to przedostatni przystanek tegorocznego cyklu. A warto przypomnieć, że duże szanse na podium na koniec całych zawodów mają Mateusz Polaczyk, który zajmował przed zawodami w Słowenii trzecie miejsce w K-1 oraz Kacper Sztuba, czyli piąty w klasyfikacji w C-1. Nic więc dziwnego, że obaj szczególnie liczyli na dobre wyniki na torze pod Ljubljaną, który należy do jednych z najładniejszych na świecie.

I trzeba przyznać, że już pierwszego dnia z doskonałej strony pokazał się Polaczyk. W swojej koronnej konkurencji, czyli K-1, reprezentant Polski, którą wspiera sponsor główny PGE Polska Grupa Energetyczna S.A., w kwalifikacjach zajął dopiero 12. miejsce, czyli ostatnie, które dawało awans do finału. Znacznie lepiej pojechał już w finale i długo utrzymywał się na pierwszym miejscu. Ostatecznie wyprzedzili go jedynie Słoweniec Ziga Hocevar i Francuz Titouan Castryck, co oznaczało, że… wywalczył brązowy medal! To jego drugi tegoroczny medal, bowiem w Pradze wywalczył również brąz w short slalomie K-1.

W żeńskim finale pojechała również Klaudia Zwolińska, która do najlepszej dwunastki awansowała z siódmej pozycji. Ostatecznie zajęła jedenastą pozycję, a w sobotę będzie miała jeszcze okazję występu w C-1, a w niedzielę pojedzie również w zawodach kayak crossa. Partnerem Polskiego Związku Kajakowego jest LOTTO.

Warto dodać, że w piątkowych zmaganiach w K-1 udział wzięło jeszcze czworo innych naszych zawodników, jednak nie awansowali do finałów. Dariusz Popiela zajął 18. miejsce, Jakub Brzeziński był 36., Hanna Danek zakończyła zawody na 32. pozycji, a Dominika Brzeska na 37. lokacie.

Na sobotę w Tacen zaplanowano rywalizację kanadyjkarzy, a w niedzielę tradycyjnie Puchar Świata zakończy rywalizacja w kayak crossie.

Polscy slalomiści wracają do cyklu Pucharu Świata. Rozpoczyna się bezpośrednia walka o podium!

Reprezentanci Polski w slalomie kajakowym rozpoczynają drugą, kluczową część sezonu, która zostanie zakończona mistrzostwami świata. Innym celem są dobre wyniki w Pucharach Świata, a w najbliższy weekend biało-czerwoni wystąpią w Tacen. – Wszyscy są świadomi celów, jakie postawiliśmy sobie w tym sezonie – mówi Jakub Chojnowski, trener naszej reprezentacji w slalomie kajakowym.

W tym sezonie polscy slalomiści wystąpili już w trzech edycjach Pucharu Świata: w La Seu, Pau oraz Pradze. Najlepiej biało-czerwoni, których wspiera PGE Polska Grupa Energetyczna S.A., poradzili sobie w Czechach, gdzie wywalczyli dwa medale. Przypomnijmy, że Klaudia Zwolińska wywalczyła srebro, a Mateusz Polaczyk brąz na skróconym dystansie w K-1. To formuła, którą planowano wprowadzić jako rankingową, jednak do tej pory Międzynarodowa Federacja Kajakarska (ICF) nie zdecydowała. Oznacza to, że Polacy nie otrzymali za te wyniki punktów do klasyfikacji generalnej PŚ.

Nie oznacza to jednak, że nasi reprezentanci nie walczą o końcowe miejsca PŚ na podium. Do końca cyklu pozostały bowiem najbliższe zawody w Tacen na Słowenii oraz finałowe w niemieckim Augsburgu. I to już pod Ljubljaną nasi zawodnicy będą chcieli zaprezentować się z jak najlepszej strony, bowiem Mateusz Polaczyk ma duże szanse na podium w K-1 (aktualnie jest czwarty i do trzeciego Francuza Benjamina Renii traci zaledwie trzy punkty). W podobnej sytuacji w C-1 jest Kacper Sztuba, który zajmuje piąte miejsce, a do podium traci 13 punktów.

– Rozpoczynamy drugą część sezonu, w której oczywiście najważniejsze będą mistrzostwa świata w Australii, ale dwa najbliższe przystanki w Pucharze Świata też mają dla nas duże znaczenie. Kilku naszych zawodników ma szanse na podium całego cyklu, więc w przypadku dobrych wyników w Tacen i Augsburgu mogą zakończyć sezon PŚ z medalami. Poza tym będą to dobre przetarcia przed mistrzostwami świata i możliwość sprawdzenia się na tle światowej czołówki – mówi Jakub Chojnowski, trener główny reprezentacji Polski w slalomie kajakowym i kayak crossie.

Oprócz wspomnianych dwóch zawodników w Tacen pojadą również Dominika Brzeska, Jakub Brzeziński (oboje K-1 i kayak cross), Hanna Danek (K-1), Aleksandra Góra (C-1 i kayak cross), Szymon Nowobilski (C-1), Dariusz Popiela (K-1), Michał Wiercioch (C-1) oraz Klaudia Zwolińska (K-1, C-1, kayak cross), która na ostatnich rankingowych zawodach w Pradze wywalczyła pierwsze miejsce w K-1 oraz srebro w kayak crossie. Partnerem Polskiego Związku Kajakowego jest LOTTO.

Oczywiście kibice liczą na bardzo dobre wyniki Polaków podczas najbliższego Pucharu Świata w Tacen, a później w Augsburgu (tam punkty do rankingu będą liczyły się podwójnie), to najważniejszym celem w tym sezonie są mistrzostwa świata w Penrith, które zaplanowane są na termin 29 września-4 października. – Jeśli chodzi o przygotowania do mistrzostw świata, to wszystko przebiega zgodnie z planem. Cieszą dobre wyniki w ostatnich zawodach kontrolnych, m.in. Klaudii Zwolińskiej w Pradze, gdzie dwukrotnie stanęła na podium. Żaden z zawodników nie odpuszcza i jest świadomy celu, jaki postawiliśmy sobie w tym sezonie. W Penrith poważnie myślimy o konkretnych wynikach i do tego dążymy – dodaje Chojnowski.

Tradycyjnie w piątek w Tacen odbędą się zawody w K-1, w sobotę w kanadyjkach, a w niedzielę poznamy najlepszych zawodników w kayak crossie. Transmisje na YouTube Canoe Planet. – Tacen to jeden z najpiękniejszych torów na świecie, więc liczymy na dobre wyniki – kończy Klaudia Zwolińska.

Dwa medale na koniec MŚ w sprincie! Złote Puławska/Klatt i brązowy Głazunow!

To było dla Polaków idealne zakończenie mistrzostw świata w sprincie kajakowym! W niedzielnych zmaganiach w Mediolanie biało-czerwoni wywalczyli dwa medale. Martyna Klatt i Anna Puławska zdobyły złoto w K-2 na 500 metrów, a Wiktor Głazunow wywalczył brąz w C-1 na 5000 metrów. – Cieszymy się z tych medali – mówią nasi kajakarze.

Ostatniego dnia mistrzostw świata zaplanowano finały, w których oczywiście nie brakowało Polaków wspieranych przez sponsora głównego PGE Polską Grupę Energetyczną S.A. Największe nadzieje kibice mogli pokładać w Dorocie Borowskiej (C-1 na 200 metrów), dwójce kajakowej kobiet na 500 metrów (Anna Puławska i Martyna Klatt), a także w Wiktorze Głazunowie, który bronił tytułu w C-1 na 5000 metrów.

Całe niedzielne show zdecydowanie skradły Puławska i Klatt, które czuły się mocne w poprzednich biegach, ale w finale przeszły same siebie. Po 250 metrach były drugie, ale po świetnej końcówce wyszły na pierwszą lokatę i… zostały mistrzyniami świata!

– Tradycyjnie meldujemy wykonanie zadania – mówią nasze zawodniczki, które służą także w Wojsku Polskim. – W tym wyścigu udało się wszystko. Dobrze popłynęłyśmy taktycznie, na swoim poziomie i to dało złoto. Czujemy się mocne, dostałyśmy sporo motywacji i pewności siebie. Dzięki temu stajemy z rywalkami jak równy z równym i nie boimy się zmęczenia. Lecimy do końca i zdobywamy złote medale!

Klatt dodaje, że duże znaczenie miała zmiana przygotowań do tego sezonu. Przypomnijmy, że nasza dwójka złoty medal wywalczyła również podczas mistrzostw Europy w Racicach, więc świeże spojrzenie zdało egzamin. – Nie boimy się zmęczyć na treningu. Jesteśmy lepiej przygotowane i idealnie odnajdujemy się na tym dystansie – mówi poznanianka. – Jesteśmy też wdzięczne wszystkim osobom, które pomogły nam wywalczyć ten sukces, na czele z trenerem Grzegorzem Łabędzkim. Wspólnie z pozostałymi naszymi współpracownikami tworzymy szczery i bardzo fajny team – dodaje Puławska, która z Mediolanu przywiezie dwa złote krążki.

– Napisałam piękną historię i spełniam swoje marzenia – mówi zawodniczka z Mrągowa. – Nie byłoby to jednak możliwe, gdyby nie trener Grzegorz, który wziął mnie pod swoje skrzydła od początku sezonu i dał mi motywację do tego, żeby uwierzyć dalej w siebie i zapomnieć o tym, co było. Zbudowałam siebie na nowo i jestem mu bardzo wdzięczna. A jak się czuję jako podwójna mistrzyni świata? Jestem bardzo szczęśliwa, ale chyba wciąż nie dowierzam. Pewnie dojdzie to do mnie dopiero gdy dolecimy do domu i będziemy świętować z naszymi bliskimi. Wtedy dotrze do nas to, co tutaj zwojowałyśmy!

Tradycyjnie na koniec zawodów wystartował Głazunow, a warto przypomnieć, że nasz zawodnik bronił tytułu mistrzowskiego w C-1 na 5000 metrów. Tym razem Polak na metę przypłynął jako trzeci i ponownie stanął na podium! –Te mistrzostwa świata nie przebiegały po mojej myśli, przyjeżdżałem do Mediolanu z większą werwą, która z biegu na bieg powoli gasła – mów Głazunow. – Wszystkie dystanse traktuję poważnie, ale na 5000 metrów chciałem pokazać, że potrafię szybko pływać. Start nie należał do łatwych, musiałem zjeżdżać do bojki z lewej strony, rywale też nie chcieli oddać łatwo miejsc. Dlatego bardzo się cieszę, że jako żołnierz Wojska Polskiego walczyłem do końca, bo takie mamy zasady i wracam z tych mistrzostw z chociaż jednym medalem.

Z kolei od rana w Mediolanie zawodników oraz kibiców nie rozpieszczała pogoda, ponieważ na torze Idroscalo padał deszcz. W takich warunkach w finałach B wystartowali Piotr Morawski (K-1 500 metrów, szóste miejsce), Głazunow i Arsen Śliwiński (C-2 500 metrów, pierwsze miejsce) i Justyna Regucka (VL3 200 metrów, szóste miejsce). Partnerem Polskiego Związku Kajakowego jest LOTTO.

Opady nie ustępowały także na finałach A porannej sesji. Szóste miejsca zajęły również Borowska (C-1 200 metrów) oraz Julia Olszewska (K-1 200 metrów), a dla drugiej z zawodniczek jest to życiowy sukces, bowiem kajakarka dopiero debiutowała w seniorskich mistrzostwach świata. Dziewiąta lokata przypadła natomiast parakajakarce Monice Kukli (VL3 na 200 metrów), która również po raz pierwszy w karierze popłynęła w finale A MŚ. – Jestem zadowolona, że udało się dostać do finału, ale w nim było już sporo stresu – podsumowuje Kukla. – Nabieram jednak doświadczenia, które pomoże mi w kolejnych zawodach pływać pewniej i walczyć o wyższe lokaty.

Łącznie w kończących sezon sprinterski mistrzostwach świata w Mediolanie biało-czerwoni wywalczyli trzy medale, a warto przypomnieć, że ten rok był eksperymentalny dla naszej kadry. – Mimo to, u kobiet sezon był rewelacyjny, bo Ania wywalczyła pierwszy, historyczny medal w jedynce, do tego z Martyną dołożyły drugie złoto na dwójce. Mamy też mocną grupę na czwórce i bez obaw patrzymy w przyszłość. Do tego mieliśmy kilka miejsc finałowych, wysokie miejsca w finałach B. To pokazuje, że dalej jesteśmy w czołówce i widzę potencjał tej grupy – podkreśla Grzegorz Kotowicz, prezes Polskiego Związku Kajakowego. – Mistrzostwa świata to tylko jeden element, ale podsumowując ten sezon nie można zapominać o medalach mistrzostw Europy, Pucharów Świata, a także imprez młodzieżowych. Ten rok pokazał, że mamy dobrych zawodników i możemy dalej się rozwijać w kontekście walki o igrzyska olimpijskie w Los Angeles.

Anna Puławska mistrzynią świata w K-1 na 500 metrów! Historyczny sukces Polki!

Ten dzień Anna Puławska zapamięta na długo. Nasza zawodniczka po raz pierwszy w historii polskiego żeńskiego kajakarstwa wywalczyła złoty medal mistrzostw świata w K-1 na dystansie 500 metrów! W Mediolanie rywalkom nie dała żadnych szans i pewnie wygrała w sobotnim finale. – To mój pierwszy medal w jedynce i na pewno będzie wyjątkowy w mojej kolekcji – mówi pochodząca z Mrągowa mistrzyni świata.

Puławska to jedna z najbardziej utytułowanych polskich kajakarek, jednak w kategorii K-1 na 500 metrów w mistrzostwach świata startowała tylko raz, siedem lat temu w Montemor-o-velho (czwarte miejsce). W tym roku sztab szkoleniowy ponownie postanowił sprawdzić jej siły na tym dystansie i… okazało się to strzałem w dziesiątkę!

Jedna z liderek reprezentacji Polski, którą wspiera PGE Polska Grupa Energetyczna S.A., pewnie płynęła w każdym z wyścigów, a w finale pokazała prawdziwą klasę i… wygrała w przepięknym stylu. Tym samym została mistrzynią świata, a to pierwszy taki sukces w historii polskiego kajakarstwa na tym dystansie.

– Nie mogę w to uwierzyć – mówiła Puławska zaraz po swoim złotym starcie. – Bardzo się cieszę, czuję się mocna w tym sezonie i myślę, że ten złoty medal jest potwierdzeniem, że zakończyłam go z przytupem. Czułam się super, na treningach również miałam superczasy. Mam też wielkie wsparcie sztabu, za co dziękuję. To mój pierwszy medal w karierze na jedynce, więc na pewno będzie zapamiętany i wyjątkowy w mojej kolekcji.

W finałach wystąpili także inni nasi zawodnicy. Wiktor Głazunow był szósty w C-1 na 1000 metrów, a tę samą pozycję zajęła Katarzyna Kozikowska w KL3 na 500 metrów. Oboje mogą poszczycić się wysokim miejscem na świecie, ale sami podkreślają, że pozostał niedosyt.

– Oczywiście miałem chrapkę na więcej, bo zawsze przyjeżdżam walczyć o medale. Czułem się mocno, ale rywale okazali się po prostu trochę silniejsi. Po raz kolejny udawadniam jeszcze, że jestem w czołówce i mam nadzieję, że tak pozostanie do igrzysk. A w tej imprezie, oczywiście po kwalifikacji, liczę, że powalczę już o medale – podkreśla Głazunow.

Kozikowska śmieje się, że jest “skazana” na szóste miejsce, bo po raz kolejny zakończyła ważny wyścig na tej lokacie. – Coś za mną to krąży – mówi. – Nie jestem do końca zadowolona z finałowego wyścigu, bo w połowie coś mnie wybiło z rytmu i nie mogłam do niego wrócić. Cieszę się jednak, że mogłam wystartować w finale i szóste miejsce na świecie to duże osiągnięcie.

W sobotę w finałach wystartowały jeszcze dwie polskie osady kanadyjek, czyli żeńska C-2 na 200 metrów (Dorota Borowska i Sylwia Szczerbińska), a także C-4 na 500 metrów (Aleksander Kitewski, Juliusz Kitewski, Krystian Holdak, Oleksii Koliadych). Pierwsza z nich zajęła jednak dopiero dziewiąte, a druga piąte miejsce.

W sobotniej rywalizacji świetnie spisały się także pozostałe biało-czerwone kajakarki. Puławska wspólnie z Martyną Klatt (K-2 na 500 metrów) wygrały swój bieg półfinałowy i zameldowały się w wyścigu medalowym. Podobną drogą poszła Julia Olszewska, która debiutuje w seniorskich mistrzostwach świata. W K-1 na 200 metrów nasza zawodniczka również zwyciężyła w półfinale i w niedzielę powalczy o medale. Partnerem Polskiego Związku Kajakowego jest LOTTO.

– Bardzo się cieszę z sukcesu Ani, bo zasłużyła na niego swoją ciężką pracą. Widać było, że drzemie w niej ogromny potencjał i wybuchł w Mediolanie w spektakularny sposób. To pierwszy taki medal w konkurencji kobiet i mogę tylko gratulować Ani, jak i całemu naszemu teamowi – dodaje Zbigniew Kowalczuk, trener żeńskiej kadry kajakarek. – A niedzielne wyścigi? Wiadomo, że nie można nic deklarować, to jest sport i widać, jaka panuje rywalizacja. Wierzę jednak, że zarówno nasza dwójka, jak i Julia są dobrze przygotowane i dadzą z siebie wszystko.

Niewiele do awansu do finałów A zabrakło natomiast naszej dwójce kanadyjkarzy na 500 metrów, czyli Wiktorowi Głazunowowi i Arsenowi Śliwińskiemu. Nasza mocna ekipa niestety przypłynęła na metę na czwartym miejscu i popłynie jedynie w finale B.

– Ten wyścig nie poszedł po naszej myśli – mówi Głazunow. – Jesteśmy z Arsenem rozczarowani i ciężko na gorąco powiedzieć, co nie poszło. Musimy przeanalizować ten bieg i liczymy, że wkrótce będziemy zdobywać medale. Jest przykro, ale nie składamy broni i wioseł. Będziemy pracować i walczyć o te upragnione medale.

Tę samą lokatę zajął Piotr Morawski, który startuje w K-1 na 500 metrów. Zawodnik otrzymał od trenerów wyjątkową szansę indywidualnego występu i do wielkiego sukcesu, którym byłby awans do finału A zabrakło mu zaledwie 0,3 sekundy. W niedzielę powalczy więc o jak najlepszy wynik w finale B.

Największego pecha mieli jednak nasi kajakarze startujący w K-2 na 500 metrów. Alex Borucki i Jarosław Kajdanek nie ukończyli niestety biegu półfinałowego i pożegnali się z rywalizacją na tym dystansie.

W niedzielę odbędą się ostatnie finały, również z udziałem Polaków. Transmisje w kanałach Polsatu Sport oraz w aplikacji Polsat Box Go.

Pierwsze finały MŚ w sprincie kajakowym za Polakami. O włos od medalu w Mediolanie

Nie udało się reprezentantom Polski wywalczyć medali podczas pierwszego dnia finałowego mistrzostw świata w sprincie kajakowym, które odbywają się w Mediolanie. Najbliżej sukcesu był Oleksii Koliadych, który był czwarty w C-1 na 200 metrów. – Pojechałem najlepiej jak umiałem, bez błędów, ale to nie wystarczyło – mówi nasz kanadyjkarz.

Koliadych bronił tytułu mistrza świata w C-1 na 200 metrów. Rok temu w Uzbekistanie nie miał sobie równych, jednak tym razem musiał uznać wyższość swoich rywali. Ostatecznie Polak na mecie był czwarty, a do medalu zabrakło mu 0,17 sekundy.

– To był bardzo poprawny bieg, emocje te same, wyścig ten sam… Dałem idealny przejazd, ale to było wszystko, na co było mnie stać tego dnia. Nie było pomyłek, ale do pozwoliło na czwarte miejsce. Ten sezon nie był dla mnie zły, zdobyłem medal mistrzostw Europy, teraz jestem czwarty na świecie. Muszę odpocząć, przemyśleć sobie wszystko i zdecydować, co dalej – mówi Koliadych, który będzie miał jeszcze okazję walczyć o medal w osadzie C-4 na 500 metrów.

W piątek o medale walczyła także nasza osada w K-4 na 500 metrów, czyli Jakub Stepun, Valerii Vichev, Jarosław Kajdanek i Sławomir Witczak. Biało-czerwoni dobrze popłynęli w półfinale, a wcześniej w Racicach zostali brązowymi medalistami mistrzostw Europy, więc również w Mediolanie chcieli zaprezentować się z jak najlepszej strony. Ostatecznie na metę przypłynęli jako ósma ekipa, choć trzeba pamiętać, że to nowa osada stworzona z myślą o przyszłości. – Myślę, że mimo wszystkich przeciwności musimy być z siebie dumni. To ogromny krok w karierach Jarka i Valeriiego i jesteśmy zadowoleni, że podczas trzecich mistrzostw świata z rzędu nasza osada jest w finale A. To bardzo dobry prognostyk na przyszłość, szczególnie pod względem igrzysk olimpijskich w Los Angeles. Chciałbym też podziękować Centralnemu Wojskowemu Zespołowi Sportowemu za wsparcie, które pozwala łączyć sport i powołanie – podsumowuje Stepun.

W finałach B popłynęła natomiast nasza żeńska osada w K-4 na 500 metrów (Karolina Naja, Sandra Ostrowska, Julia Olszewska, Adrianna Kąkol). Biało-czerwone na metę dojechały jako trzecie. Bardzo dobrze w finale B spisały się natomiast Dorota Borowska i Sylwia Szczerbińska (C-2 na 500 metrów), które wygrały swój wyścig. Kolejne doświadczenie zyskał też Kacper Sieradzan. Nasz reprezentant był siódmy w finale B kanadyjkarzy na dystansie 500 metrów.

W piątek świetne przejazdy zanotowali także Wiktor Głazunow (C-1 na 1000 metrów) oraz Anna Puławska (K-1 na 500 metrów). Oboje zdominowali swoje wyścigi półfinałowe i z pierwszych miejsc, ze sporą przewagą awansowali do biegów medalowych. – Od ładnych paru sezonów zawsze awansują do finałów na tym dystansie i w Mediolanie też nie brałem pod uwagę innego scenariusza – mówi Głazunow. – Muszę pokazywać, że cały czas jestem w topie i walczę o najwyższe cele. Muszę teraz nabrać sił i walczyć dalej, a w tym wyścigu dałem rywalom jasny sygnał, żeby nawet nie podejmowali walki – dodaje z uśmiechem mocny punkt reprezentacji Polski, którą wspiera sponsor główny PGE Polska Grupa Energetyczna S.A.

– Zawsze bojowo się nastawiam na półfinały, bo to trudne wyścigi i każdy chce się dostać do finału – podkreśla natomiast Puławska. – Popłynęłam swój wyścig, po szybkiej konsultacji z trenerem wiem też, że dobrze taktycznie. Czuję, że jestem w dobrej dyspozycji i już nie mogę się doczekać finału. A w nim? Zobaczymy, oglądajcie i kibicujcie nam!

Swoje zadanie wykonała także nasza dwójka kanadyjkarek. Dorota Borowska i Sylwia Szczerbińska były drugie w półfinale na 200 metrów i awansowały do wyścigu medalowego. A warto przypomnieć że nasza osada na tym dystansie ma duże szanse na podium.

Piątkowe zmagania rozpoczęli jednak parakajakarze, bowiem ich czwartkowe biegi zostały przełożone ze względu na warunki atmosferyczne. Zarówno Monika Kukla, jak i Justyna Regucka (obie VL3 na 200 metrów) awansowały do półfinałów, a Anna Bilovol (KL2 na 200 metrów) została zdyskwalifikowana. Ostatnia z zawodniczek popłynęła również w półfinale VL2 na 200 metrów, jednak siódme miejsce nie dało jej miejsca w żadnym z biegów finałowych. Partnerem Polskiego Związku Kajakowego jest LOTTO.

Do wyścigu medalowego awansowała natomiast Kukla, która była trzecia w półfinale, a w tym samym biegu Regucka zajęła siódmą lokatę i będzie miała okazję walki w finale B. Doskonale zaprezentowała się też Katarzyna Kozikowska (KL3 na 200 metrów), która wygrała półfinał i również powalczy o medal MŚ.

Sobotnie zmagania w Mediolanie, z finałami z udziałem Polaków, rozpoczną się o godz. 9. Transmisje w kanałach Polsatu Sport i w aplikacji Polsat Box Go.

Są kolejne awanse Polaków w MŚ w sprincie w Mediolanie. W piątek już walka o medale!

Dwa miejsca w finałach A wywalczyli podczas czwartkowych biegów reprezentanci Polski startujący w mistrzostwach świata w sprincie kajakowym. W Mediolanie pewni walki o medale są męska osada K-4 na 500 metrów oraz Oleksii Koliadych, który broni tytułu w C-1 na 200 metrów. – Cieszę się chwilą na mistrzostwach świata – mówi Koliadych.

W czwartkowych zmaganiach mistrzostw Europy zaplanowano kolejne biegi eliminacyjne, ale również półfinały. Biało-czerwonym, których wspiera sponsor główny PGE Polska Grupa Energetyczna S.A., bardzo zależało, by znaleźć się w wyścigach medalowych, więc nie mogli sobie pozwolić na chwile słabości. Ale nasi reprezentanci znów spisali się znakomicie i uzyskali przepustki do kolejnych wyścigów trwających w Mediolanie mistrzostw świata.

W kategorii K-1 w seniorskich mistrzostwach świata zadebiutowała Julia Olszewska. Nasza młoda zawodniczka na 200 metrów pojechała jednak bez kompleksów i wygrała swój bieg, a dzięki temu również awansowała do półfinału. – Już na rozgrzewce czułam, że było dobrze – mówi Olszewska. – Jeśli chodzi o prędkość, to też jej nie brakowało i powtórzyłam to wszystko w biegu eliminacyjnym, z czego bardzo się cieszę. A jak się pływa jedynkę w seniorach? Chyba lepiej! Wchodzę tutaj nowa, nie mam nic do stracenia i robię to na pełnym luzie. Zawsze walczę o najwyższe cele, więc teraz chciałabym awansować do finału A i tylko taki scenariusz biorę pod uwagę.

W seniorskich MŚ debiutował również Piotr Morawski, który otrzymał szansę występu w K-1 na dystansie 500 metrów. Nasz zawodnik także nie ma nic do stracenia i chce walczyć o jak najlepszy wynik. Na razie awansował do półfinału, a wszystko za sprawą drugiego miejsca w swoim biegu eliminacyjnym. – Na początku sezonu nie spodziewałem się, że będę miał okazję występu na zawodach takiej rangi – mówi Morawski. – Cieszę się zatem, że mogę tutaj być, bo to dla mnie ogromne wyróżnienie. Rozpocząłem tradycyjnie mocno, potem przeszedłem na pracę. Wiedziałem, że Adam Varga będzie mocnym przeciwnikiem, ale nie zwracałem na niego uwagi, chciałem płynąć swoje. Na środku dystansu rywale mnie wyprzedzili, ale przycisnąłem jeszcze w końcówce, finalnie jestem drugi w eliminacjach i to mnie cieszy. A dalej? Walczymy o finał!

Awans do półfinału wywalczyła także nasza męska osada w K-2 na 500 metrów, czyli Jarosław Kajdanek i Alex Borucki. Polska ekipa zajęła piąte miejsce, które premiuje promocją do kolejnej fazy. – Musimy przeanalizować ten wyścig i zobaczyć, co zrobić lepiej w półfinale, ale cel się nie zmienia. Walczymy o najwyższe cele – mówi Kajdanek, a Borucki dodaje, że warunki na torze nie są najlepsze. – Jest podobny problem, co podczas młodzieżowych mistrzostw Europy w Pitesti. Ostatnie pięć minut przed startem wyławialiśmy cały czas glony i takie coś nie przystoi organizatorom seniorskich mistrzostw Europy. Oczywiście nie chcę szukać wytłumaczeń, ale to nie powinno mieć miejsca.

Po wyścigu w dwójce Kajdanek musiał się szybko zregenerować, bowiem w sesji popołudniowej czekał go jeszcze półfinałowy wyścig w K-4. Wspólnie z Jakubem Stepunem, Valerii Vichevem i Sławomirem Witczakiem chcieli wywalczyć awans do finału, bowiem są jedną z nadziei medalowych. – W końcu podczas mistrzostw Europy w Racicach zajęliśmy trzecie miejsce, więc tutaj również chcemy pokazać się z jak najlepszej strony – mówił nasz zawodnik, a ostatecznie osada przypłynęła na metę jako druga i powalczy o medale!

W finale znalazł się także Oleksii Koliadych, bowiem w półfinale C-1 na 200 metrów przypłynął na metę jako drugi. Z kolei Kacper Sieradzan, który debiutuje w C-1 na mistrzostwach świata, na dystansie 500 metrów w półfinale był szósty i popłynie w finale B. – Chciałem powalczyć o finał A, bo ten bieg dla mnie dużo znaczył. Niestety nie poszedł po mojej myśli i szczerze mówiąc wczoraj lepiej czułem się na treningu czy w eliminacjach, niż dzisiaj – mówi Sieradzan. – Mam nadzieję, że w przyszłym roku uda się wywalczyć jakieś fajne finały, może nawet na 1000 metrów jeśli Wiktor Głazunow ustąpi mi miejsca – uśmiecha się nasz zawodnik i dziękuje również Wojsku Polskiemu za możliwość reprezentowania kraju i pomoc w drodze do igrzysk olimpijskich w Los Angeles. Partnerem Polskiego Związku Kajakowego jest LOTTO.

W finałach B popłyną także nasze żeńskie osady w K-4 na 500 metrów (Karolina Naja, Sandra Ostrowska, Julia Olszewska, Adrianna Kąkol, czwarte miejsce w półfinale) oraz C-2 na tym samym dystansie (Dorota Borowska i Sylwia Szczerbińska, czwarte w półfinale).

Z kolei awanse do półfinałów wywalczyli także Arsen Śliwiński i Wiktor Głazunow (5. miejsce w eliminacjach C-2 na 500 metrów), Anna Puławska i Martyna Klatt (1. miejsce w K-2 na 500 metrów), Dorota Borowska (trzecia w C-1 na 500 metrów), a także nasze parakajakarka Anna Bilovol (piąta w VL2 na 200 metrów). Pozostałe wyścigi parakajakarzy (z udziałem Moniki Kukli i Justyny Reguckiej) zostały odwołane ze względu na obfite opady deszczu i zawody zostaną dokończone w piątek.

Oba finały A z udziałem naszych zawodników odbędą się w piątkowe popołudnie. Wcześniej biało-czerwoni powalczą w kolejnych półfinałach oraz finałach B. Transmisje w kanałach Polsatu Sport oraz w aplikacji Polsat Box Go.

Udane rozpoczęcie MŚ w sprincie kajakowym w wykonaniu Polaków. Komplet w półfinałach i finałach

Bardzo dobrze spisali się polscy kajakarze, którzy wystartowali podczas pierwszego dnia mistrzostw świata w sprincie. W Mediolanie biało-czerwoni w komplecie awansowali do kolejnych biegów, choć najwyższą formę szykują na sobotnie i niedzielne finały. – Pierwszy stresik już za mną – uśmiecha się Anna Puławska, jedna z naszych największych medalowych nadziei.

Rok temu podczas mistrzostw świata w Uzbekistanie biało-czerwoni wywalczyli trzy medale: dwa złote i jeden srebrny, co dało im trzecie miejsce w klasyfikacji. Teraz co prawda trwa sezon poolimpijski, ale to wcale nie oznacza, że nasi zawodnicy odpuszczają i nie walczą o najwyższe cele. Udowodnili to chociażby podczas mistrzostw Europy w Racicach, gdzie wywalczyli sześć medali.

Ale to mistrzostwa świata w Mediolanie są najważniejszą imprezą w tym sezonie i Polacy, których wspiera sponsor główny PGE Polska Grupa Energetyczna S.A., chcieli się w nich zaprezentować z najlepszej strony. Pierwszy dzień zawodów we Włoszech poświęcony został na kwalifikacje, w których biało-czerwoni spełnili swoje zadanie i w komplecie zameldowali się w półfinałach, a niektórzy uzyskali awanse bezpośrednio do finału A.

W środę awanse do półfinałów wywalczyli Kacper Sieradzan (trzeci w biegu C-1 na 500 metrów), męska czwórka kajakowa na 500 metrów (trzecie miejsce w biegu – Jakub Stepun, Valerii Vichev, Sławomir Witczak, Jarosław Kajdanek), żeńska czwórka kajakowa na 500 metrów (drugie miejsce w biegu – Karolina Naja, Sandra Ostrowska, Julia Olszewska, Adrianna Kąkol), a także Sylwia Szczerbińska i Dorota Borowska (czwarte w C-2 na 500 metrów i piąte w C-2 na 200 metrów).

– W wyścigu na 200 metrów za dużo nie widziałam, bo miałyśmy tor przerwy od najlepszych zawodniczek i nie wiedziałam dokładnie, z kim się ścigamy. Wpadłyśmy równo na metę, różnice były minimalne. Na tym dystansie nie da się kalkulować. Cóż, było niewiele startów w tym roku, więc nic się nie stanie jak popłyniemy też w półfinale – śmieje się Szczerbińska, a Borowska dodaje, że na mistrzostwach świata spotykają się już najlepsi zawodnicy całego globu. – Sił mi na pewno starczy, mimo że startuję na trzech dystansach. Uwielbiam się ścigać i dam z siebie wszystko. Nie chcę też nakładać na siebie presji medalowej, bo krążki najlepiej smakują po mecie, gdy faktycznie się wywalczy miejsce na podium.

Warto podkreślić, że tytułu mistrzowskiego w C-1 na 200 metrów broni Oleksii Koliadych, który w Mediolanie chciałby powtórzyć sukces, ale… – Nie myślę o tym – zaznacza kanadyjkarz, który był trzeci w swoim biegu i pojedzie w czwartkowym półfinale. – Oczywiście pierwszy bieg był w pewnym sensie rozgrzewkowy, chciałem sprawdzić siebie i rywali. Wszystko jest OK. Teraz będę chciał dobrze popłynąć w półfinale i finale a dopiero na mecie okaże się czy udało się obronić tytuł. Mistrzostwa świata to piękna impreza i po prostu chcę cieszyć się tą chwilą.

Z kolei Wiktor Głazunow w eliminacjach biegu na 1000 metrów w C-1 na metę przypłynął drugi i awansował do półfinału. Sam zawodnik nie ukrywa jednak, że pierwsze miejsce, które dałoby mu bezpośredni awans do finału, było w jego zasięgu. – Czułem, że dojeżdżam na finiszu, ale zabrakło metrów. Za późno zacząłem atakować – podsumowuje Głazunow. – Oczywiście na każdym z dystansów, na którym startuję, będę walczył o medale. Chciałbym powtórzyć złoty medal na 5000 m, ale myślę, że na 1000 m i w C-2 z Arsenem również powalczymy o najwyższe cele.

Bardzo dobrze w K-1 na 500 metrów popłynęła także Anna Puławska. Zawodniczka, który ostatni raz w jedynce na mistrzostwach świata startowała siedem lat temu, pewnie wygrała swój bieg eliminacyjny i uzyskała najlepszy czas w całych kwalifikacjach! – Myślę, że wszystko, co założyliśmy sobie taktycznego z trenerem, zostało wykonane w tym biegu – mówi Puławska. – Wiem, że w półfinale będzie jeszcze większa walka, ale nastawiam się na to, że również awansuję dalej. Za mną pierwszy wyścig, jestem zmęczona, ale szczęśliwa, że ten pierwszy stresik już za mną.

Co więcej, bezpośredni awans do finału A wywalczyła nasza czwórka kanadyjkarzy. Aleksander Kitewski, Juliusz Kitewski, Krystian Holdak i Koliadych zajęli w swoim biegu trzecie miejsce i dopiero w sobotę powalczą o medale w ostatecznym wyścigu. Partnerem Polskiego Związku Kajakowego jest LOTTO.

Niewiele do bezpośrednich awansów do finałów zabrakło naszym parakajakarkom. W kategorii KL2 na 200 metrów w eliminacjach czwarte miejsce zajęła Anna Bilovol. Na tej samej lokacie na metę przypłynęła Katarzyna Kozikowska (KL3 na 200 metrów). Oznacza to, że obie z naszych zawodniczek będą musiały wziąć jeszcze udział w biegach półfinałowych.

W czwartek w Mediolanie zaplanowano kolejne kwalifikacje oraz wyścigi półfinałowe, w których nie zabraknie biało-czerwonych.

Z wiosłem dla Ojczyzny! Kajakarze Wojska Polskiego gotowi do walki o medale MŚ!

W środę polscy kajakarze rozpoczną walkę o medale mistrzostw świata w Mediolanie. To dla nich niezwykły honor, a oprócz nich o krążki walczą również slalomiści, na czele z wicemistrzynią olimpijską Klaudią Zwolińską. ”Zadanie wykonane. Przeciwnicy za burtą. Polska na podium!” – na taki meldunek liczy szefostwo Centralnego Wojskowego Zespołu Sportowego.

„Najważniejszym i największym triumfem człowieka jest zwycięstwo nad samym sobą” – to jedno z haseł sportowców, którzy związani są z Centralnym Wojskowym Zespołem Sportowym. A w jego skład wchodzi aż 17 kajakarzy reprezentacji Polski. Są w niej m.in. medaliści igrzysk olimpijskich, mistrzostw świata czy Europy. Wystarczy wspomnieć, że należą do niej kpr. Mateusz Polaczyk, szer. Grzegorz Hedwig, st. szer. Klaudia Zwolińska, st. szer. spec. Dominika Putto, st. szt. spec. Helena Wiśniewska, st. szer. spec. Katarzyna Kościółek, st. szer. spec. Karolina Naja, st. szer. spec. Anna Puławska, st. szer. Sandra Ostrowska, st. szer. Adrianna Kąkol, szer. Martyna Klatt, st. szer. Norman Zezula, st. szer. Wiktor Głazunow, szer. Kacper Sieradzan, st. szer. Dorota Borowska, szer. Jakub Stepun i szer. Przemysław Korsak, a koordynatorem naszych kajakarzy jest plut. Agnieszka Wiszczek-Kordus.

– Reprezentowanie biało-czerwonych barw to dla mnie ogromna nobilitacja. Od kiedy zostałem reprezentantem Polski, czuję dumę, a z każdym zdobywanym medalem wiem, że nie zdobywam go tylko indywidualnie, ale dla mojego ukochanego kraju. Będąc żołnierzem Wojska Polskiego zawsze jestem gotowy do walki o najwyższe cele i to daje mi ogromną motywację do dalszych ciężkich treningów – mówi st. szer. Wiktor Głazunow, wielokrotny medalista mistrzostw świata i Europy, a reprezentację Polski wspiera sponsor główny PGE Polska Grupa Energetyczna S.A.

– Wojsko Polskie ma nie tylko dobrze wyszkolonych żołnierzy, ale i… prawdziwe torpedy na wodzie. Kajakarscy mistrzowie, w tym medaliści olimpijscy, mistrzostw świata i Europy, z dumą łączą służbę dla Ojczyzny z rywalizacją na najwyższym sportowym poziomie. Ich obecność w wojskowych szeregach to nie tylko powód do dumy, ale też żywy dowód na to, że dyscyplina, wytrwałość i hart ducha sprawdzają się zarówno na poligonie, jak i na torze regatowym – podkreśla płk. Mariusz Denkewicz, szef CWZS Centralnego Wojskowego Zespolu Sportowego. – W rozmowach z naszymi sportowcami zawsze powtarza się jedno: duma z reprezentowania Polski. Nieważne, czy zakładają mundur czy startują w barwach narodowych. Dla nich służba Ojczyźnie to stan ducha. Kajak może nie przypomina bojowego wozu piechoty, ale gdy wiosło lśni jak bagnet, a cel jest jasny – medal dla Polski – zaczyna się prawdziwa walka. Partnerem Polskiego Związku Kajakowego jest LOTTO.

Wśród bardzo zaangażowanych w służbę żołnierzy jest również Klaudia Zwolińska, wicemistrzyni olimpijska w slalomie kajakowym. Ona w tym roku powalczy m.in. o mistrzostwo świata w swojej konkurencji. – Startując w biało-czerwonych barwach wiem, że nie reprezentuję tylko nasz kraj, ale również Wojsko Polskie, dlatego jako żołnierz czuję podwójną dumę. Kajakarze z orzełkiem na piersi meldują gotowość! – podkreśla st. szer. Klaudia Zwolińska.

W środę rozpoczynają się natomiast mistrzostwa świata w sprincie kajakowym, w których wezmą udział również żołnierze Wojska Polskiego. – Jak przystało na wojskowe środowisko – życzymy naszym reprezentantom „zameldowania wykonania zadania”. Oby wrócili z tarczą, a najlepiej z kompletem medali. Bo choć ich broń to siła mięśni i wola walki, to duch w nich żołnierski, gotowi, zdyscyplinowani, nieustępliwi – kończy płk. Mariusz Denkewicz.

Mediolan stolicą światowego kajakarstwa. Ruszają MŚ z udziałem Polaków

Reprezentacja Polski w sprincie kajakowym stanie przed szansą na kolejne medale. W środę w Mediolanie rozpoczną się mistrzostwa świata, w których w wielu konkurencjach biało-czerwoni, po sukcesach w Pucharach Świata i mistrzostwach Europy, będą uchodzić za jednych z głównych kandydatów do podium.

Pierwsza, czerwcowa próba generalna na ME w Racicach wypadła po myśli Polaków. Nasi reprezentanci brylowali na czeskim torze regatowym, przywożąc łącznie sześć medali, w tym dwa złote. Nie zawiodły choćby liderki polskiej kadry narodowej. Dwa medale w olimpijskich konkurencjach wywalczyła kajakarka Anna Puławska (złoto w K2 500 m z Martyną Klatt i srebro w K1 500 m) czy kanadyjkarka Dorota Borowska, która zdobyła trzeci z rzędu tytuł mistrzyni Europy w C1 200 m. Miejsca na podium ME utrzymali kajakarze z osady K4 500 m czy Oleksii Koliadych (C1 200 m), a w kilku innych rywalizacjach Polacy zameldowali się tuż za podium. Sponsorem głównym Polskiego Związku Kajakowego jest PGE Polska Grupa Energetyczna S.A.

– Gołym okiem widać, że dwójka zrobiła duży postęp i na 200, i na 500 m. Dorota dalej utrzymuje zaś wysoki poziom na jedynce. Oczywiście, w roku poolimpijskim jest więcej spokoju, ale na pewno jest chęć zaprezentowania się z jak najlepszej strony. Czasowo wygląda to obiecująco, ale MŚ wszystko zweryfikują – mówi Mariusz Szałkowski, trener reprezentacji Polski kanadyjkarek, który na MŚ w Mediolanie deleguje niezmienioną obsadę.

Chrapkę na kolejny medal mają Borowska z Sylwią Szczerbińską. Piąta osada ostatnich igrzysk olimpijskich w Paryżu, która na ME w Racicach była tuż za podium na 200 i 500 m, po siedmiu latach zamierza znów stanąć na podium MŚ. Poprzednio udało się im to zrobić w 2018 roku w portugalskim Montemor-o-Velho, gdy zdobyły srebro na 200 m. Partnerem Polskiego Związku Kajakowego jest LOTTO.

Polska reprezentacja w sprincie kajakowym na MŚ w Mediolanie wystąpi w nieco innym składzie niż na ME w Racicach. Nowe dwójki zobaczymy w olimpijskich konkurencjach kajakarzy i kanadyjkarzy. W K2 500 m wystartują Alex Borucki i Jarosław Kajdanek, a w rywalizacji C2 500 m weźmie udział osada Wiktor Głazunow/Arsen Śliwiński. Z kolei do walki w K1 500 m mężczyzn stanie Piotr Morawski, a w C1 500 m Kacper Sieradzan.

Początek MŚ w sprincie kajakowym w Mediolanie w środę, 20 sierpnia. Zawody zakończą się w niedzielę, 24 sierpnia.

Złoto-srebrna Klaudia Zwolińska i drugie miejsce Szymona Nowobilskiego! Świetny weekend polskich slalomistów w Pradze!

Świetnymi wynikami reprezentantów Polski zakończyły się zawody rankingowe ICF w slalomie kajakowym, które odbyły się w Pradze. Klaudia Zwolińska zdobyła złoto w rywalizacji K-1 oraz srebro w kayak crossie, a Szymon Nowobilski stanął na drugim stopniu podium w short slalomie C-1.

Aktualnie nasi reprezentanci przygotowują się do drugiej części sezonu slalomu kajakowego. Już za kilka dni wrócą bowiem do rywalizacji w Pucharze Świata, a jego zwieńczeniem będą mistrzostwa świata w australisjkim Penrith. – I to tam liczymy na najwyższą formę naszych zawodników – podkreśla Jakub Chojnowski, trener główny reprezentacji Polski w slalomie kajakowym, którą wspiera sponsor główny PGE Polska Grupa Energetyczna S.A.

Biało-czerwoni nie chcą jednak wypaść z rytmu startowego, dlatego wystąpili m.in. w Grand Prix w Bratysławie czy w miniony weekend podczas zawodów rankingowych ICF (Międzynarodowa Federacja Kajakowa), które odbyły się w Pradze, które były mocno obsadzone, a dla młodszych slalomistów to jednocześnie doskonała forma nabierania doświadczenia.

O tym, że biało-czerwoni uwielbiają startować w stolicy Czech, nie trzeba nikomu przypominać. I po raz kolejny udowodnili to na torze. Ze znakomitej strony w K-1 pokazała się Klaudia Zwolińska, która cały czas buduje formę na MŚ. Wicemistrzyni olimpijska z Paryża wygrała rywalizację w klasyku (w eliminacjach była druga). Co więcej, ostatniego dnia w doskonałym stylu zdobyła srebro w kayak crossie (w time trialu była 11). Oprócz tego liderka naszej kadry w Pradze wystąpiła w short slalomie K-1 (ósme miejsce w finale), short slalomie C-1 (dziesiąte miejsce w finale) oraz klasycznym C-1 (12. miejsce w finale).

Dobre miejsca Zwolińskiej to nie jedyne znakomite wyniki, które biało-czerwoni wywalczyli w Pradze. Drugi w short slalomie kanadyjkarzy był Szymon Nowobilski, który poprawił swoje czwarte miejsce z eliminacji (w klasycznym C-1 był 35.) i jest to bardzo duży sukces naszego zawodnika. Jeśli chodzi o kanadyjkarzy, to w finale short slalomu C-1 pojechał jeszcze Kacper Sztuba i był piąty (dziewiąty również w klasycznym C-1).

Bardzo blisko podium był również Mateusz Polaczyk, czyli lider naszej kadry w K-1. Polak zajął czwarte miejsce, a do trzeciego Francuza Leni Perreau zabrakło mu zaledwie 0,26 s. W short slalomie Polaczyk był natomiast 14, a w time trialu kayak crossa zameldował się poza 32 zawodnikami, którzy pojechali w head-to-head.

Pozostali nasi zawodnicy, którzy wystąpili w weekend w Pradze, nie zdołali już awansować do finałów. W drugiej dziesiątce short slalomu K-1 znaleźli się Hanna Danek (20. miejsce), Marek Kulczycki (19. pozycja), a oprócz nich pojechali jeszcze Kacper Majerczak, Krzysztof Majerczak i Oliwier Maciąga. Z kolei na skróconym dystansie w C-1 duże szanse na awans miała Aleksandra Góra (13. miejsce), a dalsze miejsce zajął Grzegorz Hedwig.

W klasycznym K-1 najlepiej spoza miejsc finałowych spisali się Jakub Brzeziński (23. miejsce) i Hanna Danek (33. pozycja). Cenne doświadczenie zdobyli natomiast Kulczycki, Majerczakowie, Maciąga i Mateusz Hamerski, którzy szlifują swoje umiejętności slalomowe. W C-1 odległe miejsca zajęli natomiast Góra i Hedwig. Nasza kanadyjkarka wystąpiła również w kayak crossie, zajęła w time trialu 22. miejsce, ale odpadła w kwalifikacjach head-to-head. Kulczycki natomiast zanotował 34. miejsce i był bardzo blisko awansu.

Kolejnymi startami naszych reprezentantów będą Puchary Świata w Ljubljanie na Słowenii (29-31 sierpnia) oraz w niemieckim Augsburgu (4-7 września).

Efektowna wygrana na koniec World Games. Polska siódma w turnieju kayak polo

Choć z meczu na mecz grali coraz lepiej, to na siódmym miejscu zawody World Games kończą polscy zawodnicy, którzy wystartowali w turnieju kayak polo. W Chengdu dali z siebie wszystko, ale jedyną wygraną zanotowali dopiero w ostatnim spotkaniu, co dało im siódme miejsce w całych zawodach. – To był ciężki dla nas turniej – mówią biało-czerwoni.

Można powiedzieć, że Polacy tak naprawdę debiutowali w zawodach kayak polo w World Games. Co prawda rywalizowali w tej imprezie już w 2017 roku we Wrocławiu, ale wówczas jako organizator mieli zapewnione pewne miejsce bez kwalifikacji, a poza tym grało wtedy zaledwie dwóch z aktualnych reprezentantów.

I trzeba przyznać, że biało-czerwoni, których wspiera sponsor główny PGE Polska Grupa Energetyczna S.A., trafili na niełatwą grupę. Na początek musieli zmierzyć się z Duńczykami, czyli bardzo solidną drużyną. Do tego czekały ich pojedynki z Francuzami, wicemistrzami globu oraz zawsze mocnymi Hiszpanami. – Faza grupowa to ustawienie drabinki do fazy pucharowej. Dobrze jest być wysoko, natomiast nie przekreśla to w żaden sposób szans na ostateczny dobry wynik i walkę o finał. A właśnie po to tu przyjechaliśmy, chcemy o to walczyć – mówił Paweł Teleman, trener naszej reprezentacji.

W pierwszym meczu biało-czerwoni zmierzyli się z Duńczykami. Niestety nerwowo weszli w spotkanie, mieli problemy z decyzyjnością, co szybko wykorzystali rywale i zdobyli pierwszą bramkę już w pierwszej swojej akcji. Następnie rywale wykorzystali grę w przewadze (karę otrzymał Maciej Rosiak) i prowadzili już 2:0. Polacy nie poddali się jednak i kontaktowego gola zdobył Juliusz Bulira, choć przeciwnicy znów pokazali się z dobrej strony i uciekli Polakom (3:1). Ponownie błysnął jednak Bulira, który po raz drugi wpisał się na listę strzelców, ale Duńczycy na pięć minut przed końcem meczu ustalili wynik spotkania na 4:2, a następnie jedynie bronili piłki.

– Myślę, że jednak stres zrobił swoje w tym wypadku – oceniał Teleman. – Tak naprawdę pierwsza połowa troszeczkę ustawiła ten mecz. W drugiej zaczęliśmy już grać swoje kayak polo i tak naprawdę skończyliśmy ją remisem. Miejmy w pamięci to, że Duńczycy są to medaliści zeszłorocznych mistrzostw świata, więc poprzeczka była wysoko ustawiona. Uważam natomiast, że ten mecz był do wygrania, w najgorszym wypadku do zremisowania.

– Rywale postawili mocno na obronę, a do tego doszło kilka słupków i kilka poprzeczek z naszej strony. Tworzyliśmy jednak sytuacje. Zabrakło postawienia tej kropki nad “i”. Ale wyciągniemy wnioski, postaramy się w następnym meczu żeby ta piłka wpadała do siatki przeciwnika częściej niż do naszej. Mimo tej porażki jesteśmy wciąż zmotywowani. Jesteśmy pewni siebie. I na pewno wyjdziemy na następny mecz z podniesionymi głowami. Postaramy się dumnie reprezentować nasz kraj i przynieść wiele emocji kibicom. No i miejmy nadzieję, że wyjdziemy zwycięsko z tych meczów – mówił po pierwszym spotkaniu Mateusz Donart, kapitan naszej reprezentacji. Partnerem Polskiego Związku Kajakowego jest LOTTO.

Drugie grupowe spotkanie z udziałem Polaków było jeszcze bardziej emocjonujące. Sytuacja zmieniała się jak w kalejdoskopie. Hiszpanie co chwila wychodzili na prowadzenie, a biało-czerwoni dzielnie gonili wynik (do przerwy przegrywali 3:4). Kiedy było już 3:5, wydawało się, że to rywale przejmą inicjatywę, ale dzięki kolejnym golom Jana Buliry oraz Donarta nasi reprezentanci znów wyrównali! Niestety, ostatnie bramki w tym spotkaniu zdobywali jednak Hiszpanie i to oni zwyciężyli 8:5.

– Myślę, że w tym meczu skonstruowaliśmy atak lepiej, niż w pierwszym. W obu meczach byliśmy zdeterminowani, ale tutaj udało nam się zachować więcej chłodnej głowy, szczególnie w pierwszej połowie. W drugiej, jak wynik odjechał, to się już pogubiliśmy. W drugim meczu zagraliśmy lepiej, niż w pierwszym i mam nadzieję, że w trzecim zaprezentujemy się lepiej, niż w drugim – uśmiechał się Jan Bulira.

W ostatnim meczu grupowym biało-czerwoni zmierzyli się z Francuzami, czyli wicemistrzami świata. Co prawda dobrze otworzyli mecz, bo do bramki rywali trafił Wiktor Mańczak (na 1:0), a na 2:1 dla Polaków trafił Jan Bulira, to później okazało się, że było to ostatnie prowadzenie naszych graczy w tym meczu. Choć walki biało-czerwonym nie można było odmówić, to w drugiej połowie Francuzi zdominowali spotkanie i pewnie wygrali 10:4.

– Faza grupowa była dla nas trudna i nie ukrywam, że nie poszła po naszej myśli. Z meczu na mecz graliśmy jednak coraz lepiej, ale było to trochę za mało. Musimy wyciągnąć wnioski na kolejny sezon. Turniej się jednak nie skończył i będziemy walczyć do samego końca – mówił Donart.

Trzy przegrane w fazie grupowej oznaczały, że Polacy zajęli czwarte miejsce w grupie i nie byli dobrze rozstawieni na ćwierćfinał. Ostatecznie trafili na Niemców, czyli na mistrzów świata i Europy. Choć wiadomo było, że biało-czerwoni nie odpuszczą, to jednak niespodzianki nie było. Polacy mieli swoje dobre momenty, ale Niemcy pewnie wygrali 5:2 i awansowali do najlepszej czwórki, a naszym zawodnikom pozostała walka o piąte miejsce.

– Niemcy aspirują, żeby wygrać ten turniej. Postawiliśmy opór, ale to było za mało. Zrobimy wszystko, żeby zwyciężyć w kolejnym meczu i dalej walczyć o piąte miejsce. Tutaj nie ma słabych drużyn. To najlepsze ekipy na świecie. Najmniejszy błąd powoduje, że mecz idzie w innym kierunku, niż byśmy chcieli. Jeśli coś nie pójdzie na początku, to ciężko jest później nadrobić – podkreślał Teleman.

W pierwszym spotkaniu walki o piątą lokatę Polacy ponownie zmierzyli się z Francuzami. I mecz miał podobny przebieg do tego z grupy. Biało-czerwoni walczyli w pierwszej połowie, choć rywale minimalnie odstawali, a w drugiej rywale znów dominowali. W konsekwencji do Francja zwyciężyła 9:4 i pozostała w walce o piątą lokatę. Cel Polaków zmienił się natomiast na grę o siódmą pozycję.

Na zakończenie turnieju zespół prowadzony przez trenera Telemana pokazał jednak klasę i charakter. Polacy, mimo słabszego początku, nie dali najmniejszych szans reprezentantom gospodarzy i po golach Jana Buliry (dwa), Macieja Rosiaka, Wiktora Mańczaka (dwa), Huberta Migdalskiego, Juliusza Buliry i Mateusza Donarta zwyciężyli 8:0 i zajęli siódmą pozycję w turnieju.

– To był ciężki dla nas turniej. Niestety zagraliśmy poniżej naszych możliwości i oczekiwań. Wyciągamy z tego trudną lekcję, ale wartościową. Zyskaliśmy sporo doświadczenia i uważam, że po tych zawodach wrócimy silniejsi. Jeśli chodzi o ostatni mecz, to Chińczycy niczym nas nie zaskoczyli. Musieliśmy trochę dostosować jednak styl gry do fizyczności rywali. W drugiej połowie poprawiliśmy naszą grę, co zresztą widać po wyniku – podsumował turniej Donart.

Teleman podkreśla, że prowadzony przez niego młody zespół zyskał bezcenne doświadczenie, które zaprocentuje w przyszłości, a warto dodać, że już za trzy tygodnie biało-czerwonych czekają mistrzostwa Europy, które odbędą się na Słowenii. – Gramy jako drużyna, więc zarówno wygrywamy, jak i przegrywamy jako cała ekipa. Chłopaki zostawili swoje serca na boisku. Nie przyjechaliśmy tutaj tylko rozegrać turnieju, ale chcieliśmy walczyć o medale. Kończymy z siódmym miejscem, ale zyskaliśmy sporo doświadczenia – zakończył szkoleniowiec.

Reprezentacja Polski w kayak polo na World Games 2025:

Mateusz Donart (kapitan), Hubert Migdalski, Łukasz Pilarz, Jan Bulira, Juliusz Bulira, Maciej Rosiak, Bartosz Barański, Miklos Timar, Wiktor Mańczak i Kacper Grzebalski.

Trener: Paweł Teleman
Kierownik drużyny: Paweł Kalinowski

fot. Szymon Sikora/PKOl

Igor Wyszkowski z World Games wraca z ogromnym doświadczeniem. „Za cztery lata chcę poprawić ten wynik”

To była naprawdę cenna lekcja dla Igora Wyszkowskiego, który podczas trwających World Games wystąpił w Chengdu w maratonie kajakowym. 19-latek zajął miejsca w drugiej dziesiątce, ale miał dużego pecha. Wspólnie z trenerem Mateuszem Rynkiewiczem wyciągnęli jednak wnioski. – Zrobię wszystko, by za cztery lata poprawić niezadowalający mnie wynik – mówi Wyszkowski.

World Games to bardzo ważna impreza dla zawodników startujących w tzw. sportach nieolimpijskich. Tak, jak w przypadku klasycznych igrzysk, to właśnie to wydarzenie odbywa się raz na cztery lata i ma bardzo podobną konstrukcję. Sportowcy śpią w specjalnych wioskach olimpijskich, czują podniosłość tej imprezy i do czasu, aż ich dyscyplina nie pojawi się na klasycznych igrzyskach, zawsze traktują ją priorytetowo.

Wśród dyscyplin nieolimpijskich jest maraton kajakowy, a przepustkę do Chengdu, gdzie w tym roku odbywają się World Games, pojechał Igor Wyszkowski. To młody zawodnik, który wciąż zyskuje doświadczenie, a na razie jego priorytetem są starty w zawodach młodzieżowych. – Ciężko przewidzieć wynik, ale jestem pewny, że Igor da z siebie wszystko i na pewno sam wyjazd na taką imprezę sporo mu da – mówił przed zawodami Rynkiewicz.

Najpierw Wyszkowski wystartował na krótszym maratońskim z dystansów. Ostatecznie był siódmy w swoim biegu, a do finału awansowało po pięciu najlepszych zawodników i kolejnych pięciu z najlepszymi czasami z obu biegów. Choć reprezentantowi Polski (naszą kadrę wspiera sponsor główny PGE Polska Grupa Energetyczna S.A.) do elity zabrakło niewiele, to jednak musiał przełknąć gorzką pigułkę. – Może brakowało szczęścia? W moim biegu nie miałem nikogo, z kim mógłbym popłynąć na fali. Do 15. miejsca zabrakło zaledwie kilkanaście sekund – rozkłada ręce Wyszkowski.

Rynkiewicz zwraca uwagę, że nasz zawodnik wystartował zbyt mocno, co zabrało Polakowi sporo sił na początku dystansu. – Z kolei w drugiej grupie zawodnicy podzielili się na dwie grupa, a ta pościgowa… po prostu spokojnie współpracowała, by uzyskać finałowe czasy – mówi Rynkiewicz.

Jeszcze więcej emocji było na długim dystansie. Wyszkowski przez chwilę płynął w pierwszej grupie, ale niestety rywale go dogonili. A wszystko przez to, że fala zniosła Polaka tak niefortunnie, że się wywrócił. Co ciekawe, zupełnie zorganizowali go ratownicy, przez co Wyszkowski musiał radzić sobie sam. Ostatecznie do mety dopłynął jako 18. – Przez wywrotkę straciłem bardzo dużo czasu, ale walczyłem do końca. Zdołałem wyprzedzić jeszcze dwóch zawodników, ale oczywiście miałem większe oczekiwania wobec siebie – mówi Wyszkowski. Partnerem Polskiego Związku Kajakowego jest LOTTO.

Rynkiewicz: – Igor fajnie wystartował, wyglądało to dobrze. Potem kamera przestała go przekazywać i zastanawialiśmy się, o co chodzi. Za chwilę zauwazyliśmy, że jest w wodzie. Nie wiem, dlaczego organizatorzy nie zareagowali i nie wysłali po niego ratowników. Oni są po to, by uratować człowieka i żeby mógł wylać wodę z kajaka i kontynuować rywalizację. Podobna sytuacja była u Argentyńczyka, a ratownicy byli u niego w 20 sekund. Igor stracił w ten sposób sześć minut i to bardzo wpłynęło na jego końcowy wynik. Był najmłodszy w stawce, a mógł zakończyć ten wyścig na 13.-14. miejscu. Na pewno złapał jednak ogromne doświadczenie, bo start wymagał sporo pracy.

Kolejnym startem naszych maratończyków będą wrześniowe mistrzostwa świata w Gyor, gdzie biało-czerwoni pojadą już pełną kadrą, również z kanadyjkarzami, którzy jak zawsze będą faworytami do złota. Tam Wyszkowski wystartuje w kategorii U-23, a… – Za cztery lata ponownie postaram się dostać na World Games i poprawić ten niesatysakcjonujący wynik – kończy nasz maratończyk.