Zmiany w medalowej kajakowej czwórce. Kadra kajakarek chce olimpijskiego złota!

Zwycięskiego składu się nie zmienia? Nie w przypadku kajakarstwa. W osadzie, która zdobyła brązowy medal na Igrzyskach Olimpijskich w Tokio trener Tomasz Kryk wymienił dwie zawodniczki. Cel to stworzenie składu, który w Paryżu 2024 roku stanie na najwyższym stopniu podium.

Brąz w Tokio wywalczyły Karolina Naja, Anna Puławska, Helena Wiśniewska i Justyna Iskrzycka. Pierwotnie do Japonii miała lecieć Katarzyna Kołodziejczyk, ale w wypadku na rowerze złamała rękę. Jej miejsca zajęła ostatnia z wymienionych kajakarek. Pozycja czołowej dwójki jest niezagrożona, ale w roku poolimpijskim szkoleniowiec kadry nie boi się eksperymentować ze składem.

– W czwórce dokonaliśmy korekt – pięćdziesiąt procent osady zostało zmienione. Wystartują pierwsze trzy zawodniczki z krajowych konsultacji-eliminacji – Anna Puławska, Karolina Naja i Dominika Putto. Ten skład uzupełniony jest najmłodszą w ekipie, w tym momencie 21-letnią Adą Kąkol, która cały czas robi postępy – informuje Tomasz Kryk. – Do IO pozostały dwa lata. Chcę mieć szeroką reprezentację, aby znaleźć jak najlepsze rozwiązanie w kontekście tego, o czym wszyscy w środowisku kajakowym marzą, czyli złotego medalu olimpijskiego – dodaje.

Po pandemii na torach wreszcie zaprezentują się wszystkie najsilniejsze światowe osady. Szkoleniowiec sam jest ciekaw, jak na tym tle wypadną polskie zawodniczki. Po okresie przygotowawczym jest bardzo zadowolony z ich formy, ale to starty w zawodach pokażą realną siłę kadry. Pierwsza okazja do sprawdzenia formy od 19 do 22 maja na Pucharze Świata w Czechach (Racice). Tydzień później reprezentantki Polskiego Związku Kajakowego, którego sponsorem jest marka Lotto, wystartują na zawodach tej samej rangi w Poznaniu. (26-29 maja).

– Jedziemy na małe rozpoznanie i pierwsze sprawdzenie naszej dyspozycji w roku poolimpijskim. Zazwyczaj był dla nas bardzo dobry. Forma uzyskana w poprzednim roku, a w większości była to forma życiowa, trzyma się nas i niedużym kosztem treningowym potrafimy szybko pływać – uważa Karolina Naja. – Doszła do nas młoda zawodniczka – Ada Kąkol. Też kiedyś byłam młoda i dostałam pierwszą szansę. To coś świeżego, co zostawia nam rezerwę w głowie. Jest to jednak młoda zawodniczka, więc jedziemy dopiero zdobyć z nią doświadczenie, które w ciągu 2 najbliższych lat przyniesie poważniejsze i ważniejsze efekty – uważa.

– Myślałam, że nie załapię się na PŚ. Byłam bardzo mile zaskoczona tą wiadomością – cieszy się Adrianna Kąkol. – Na treningach wszystko dobrze się układa. Słucham starszych, bardziej doświadczonych zawodniczek z czwórki. Miałyśmy przejazd, wszystkie feedbacki zostały od razu wyjaśnione, więc jesteśmy dobrze nastawione – uzupełnia. Cała czwórka zaczyna sezon z optymizmem i przekonaniem, że udało im się zbudować wysoką formę.

Wojtek Sobierajski i Ivan Kohut przeszli do historii!

W środę 11 maja Wojciech Sobierajski i Ivan Kohut przeszli do historii. Sportowcy chcieli pobić rekord Aleksandra Dobry, który w 1989 roku pokonał trasę z Przemyśla do Świnoujścia kajakiem w ciągu 13 dni. Cel – przepłynięcie trasy w 12 dni – udało się wykonać z nawiązką.

Po 33 latach dwóch śmiałków rzuciło wyzwanie rekordowi ustanowionemu przez legendę kajakarstwa. Trzykrotny wicemistrz świata, multirekordzista Polski i Guinnessa na pomysł wpadł po śmierci Doby w 2021 roku. Próba przepłynięcia 1200 km kajakiem w 12 dni miała być formą hołdu złożoną wybitnemu podróżnikowi. Sobierajski urodził się 33 lata temu – w tym samym roku, gdy Doba ustanowił wyjątkowy rekord.

Motywacji podczas startu nie brakowało mu z jeszcze jednego powodu. Sportowiec znany z rzucania sobie wielu, niecodziennych wyzwań poległ tylko raz. Przepłynięcie trasy było jedynym zadaniem, które go wcześniej przerosło. Z Ukraińcem Ivanem Kohutem Sobierajski znał się już wcześniej. W lipcu 2020 roku w jednym kajaku przepłynęli Wisłę od gór do morza, pokonując 1000 km w 9 dni. Sportowcy uczestniczyli też w programie Ninja Warrior Polska.

– Na naszej drodze znajdzie się znacznie więcej przeszkód. O ile spływając Wisłą śluzowaliśmy się sześć razy, tak płynąc z Przemyśla do Świnoujścia mamy takich momentów ponad dwadzieścia, plus kilka miejsc, gdzie kajaki trzeba będzie po prostu przenosić. Trasa śladem Doby wiedzie siedmioma rzekami, a żadna z nich nie ma tak szybkiego nurtu jak Wisła. Wręcz przeciwnie, do pokonania będziemy mieli etap pod prąd – wyjaśniał przed startem Sobierajski.

Sobierajski i Kohut płynęli oddzielnie, w dwóch kajakach, ale dzięki temu, że cały czas trzymali się razem, byli dla siebie nawzajem nieocenionym wsparciem psychicznym. Gdyby jeden z nich odpadł, drugi miał kontynuować walkę. Średnio dziennie sportowcy pokonywali około 100 km. Dzień przed końcem udało im się przepłynąć 140 km. Na trasie towarzyszyło im wielu fanów, którzy dopingowali ich niecodzienny wyczyn.

– Tuż przed metą czeka na nas najgorsze – kapryśny Zalew Szczeciński, gdzie fale potrafią osiągać wysokość jak na morzu. Tu nie będzie żartów, a kluczowa może okazać się pogoda, na jaką trafimy. Wiatr jest w stanie pokrzyżować nasze plany na samym finiszu – przestrzegał przed startem Sobierajski. Żadna przeszkoda nie była im jednak straszna. Ostatecznie do Świnoujścia sportowcy dopłynęli po 11 dniach, o 22:20. Teraz przyszedł czas na zasłużony odpoczynek, a w przyszłości być może kolejne kajakowe wyzwania.

Polscy specjaliści w konkurencji C-1 rozpoczynają rywalizację o igrzyska w Paryżu

Pandemia spowodowała, że jest mniej czasu na przygotowanie formy na igrzyska olimpijskie w Paryżu. Polscy specjaliści w slalomie kajakowym nie zamierzają ani przez chwilę odpuszczać i już teraz rozpoczynają wewnętrzną rywalizację w konkurencji C-1 o przepustkę do stolicy Francji.

Smak igrzysk doskonale zna Grzegorz Hedwig, który startował na nich w Rio w 2016 roku oraz w Tokio w 2021 r. – Mnie to jeszcze bardziej napędza, bo jednak nie uzyskałem wyniku, który sobie wyznaczyłem. Sam wyjazd na IO był ważny, ale bardziej chciałem tam osiągnąć swój cel – tłumaczy motywację do dalszej ciężkiej pracy kanadyjkarz. – Może to był błąd, może za dużo chciałem i przez to nie wyszło. Nie podcięło mi to skrzydeł. Będę walczył o swój cel i wyjazd do Paryża – deklaruje. Doświadczony zawodnik przyznaje, że obecny cykl jest na tyle krótki, że nie ma czasu na odpoczynek. Gdy igrzyska odbywały się co cztery lata, niektórzy wykorzystywali rok poolimpijski na testy, odpuszczając część startów. Teraz, jeśli ktoś chce się odpowiednio przygotować do kwalifikacji, które odbędą się w 2023 roku, nie ma takiej możliwości. Sam awans na docelową imprezę bywa trudniejszym zadaniem niż występ, bo najpierw trzeba wywalczyć przepustkę dla kraju, a później wygrać wewnętrzną rywalizację.

– Czasu jest mało. Jak pokazują wyniki, nie jesteśmy jeszcze w czołówce, nie walczymy na świecie o medale, walczymy póki co o finał. Trzeba się spiąć i robić swoje, z głową – uważa Hedwig. Do Paryża chce pojechać także Kacper Sztuba, urodzony w 1999 roku, 11 lat młodszy kajakarz. Choć zawodnicy ze sobą rywalizują o miano najlepszego specjalisty od C-1 w slalomie kajakowym w kraju, w kadrze trenują razem. – Uważam, że to dobry kierunek rozwojowy naszej kategorii w Polsce. Myślę, że dzięki temu będzie ona coraz mocniejsza w Polsce i na świecie – zaznacza Sztuba. Jego zdaniem wspólne treningi mogą tylko pomóc naszej kadrze i sprawić, że w najbliższych latach kategoria C-1 sukcesami dorówna w Polsce K-1. – Każdy podpatruje drugiego zawodnika, patrzy jak dany element popłynąć, co było lepiej, co gorzej, co można wywnioskować z wideoanalizy. To na pewno jest rozwijające dla nas zawodników – stwierdza kanadyjkarz. W tym sezonie priorytetem dla zawodnika będzie rywalizacja na ME i MŚ w U-23, gdzie będzie walczył o medale, ale także wśród seniorów chce osiągać jak najwyższe miejsca.

O przepustkę do Paryża zamierza walczyć też urodzona w 2000 roku Aleksandra Stach. Młoda, utalentowana zawodniczka, która już ma na swoim koncie dużo sukcesów, skupia się na razie na bliższych celach. – Kwalifikacje są dopiero w przyszłym roku. Mamy cały rok, żeby popróbować nowych schematów i rozwiązań, tak aby na zawodach wyglądało to coraz lepiej – stwierdza. Co w takim razie z igrzyskami w Paryżu? – Jest to punkcik na horyzoncie, który się widzi, ale z taką świadomością, że trzeba cały czas wykonywać pracę i iść do przodu, aby ten punkcik był coraz bliżej – podsumowuje Stach.

Zostało dziesięć dni do Poznańskich Dragonów!

W sobotę 14 maja na poznańskiej Malcie wystartuje 6. Poznań Canoe Challenge, XII edycja Mistrzostw Szkół w Smoczych Łodziach oraz 4. edycja Mistrzostw w Smoczych Łodziach dla Firm i Instytucji.

Na starcie wyścigu kajakowego – 6. edycji Poznań Canoe Challenge – stanie 47 dwuosobowych kajaków (94 osoby) z amatorami sportów wodnych na pokładzie. Wśród nich mistrz świata i dwukrotny medalista igrzysk olimpijskich z Seulu Marek Łbik, który przekazał 22 repliki swojego srebrnego medalu olimpijskiego. Zostaną one rozlosowane wśród uczestników Mistrzostw Szkół.

W 6. Poznań Canoe Challenge osady mogą być dobrane dowolnie – nie ma podziału na wiek i płeć, a startować mogą osoby pełnoletnie. Wszyscy uczestnicy będą mieli do przepłynięcia trzy okrążenia o łącznej długości pięciu kilometrów. Każdy dostaje medal i pamiątkową koszulkę, zwycięzcy puchary i atrakcyjne nagrody rzeczowe!

Kolejną imprezą będą Mistrzostwa Szkół Smoczych Łodzi „Poznańskie Dragony 2022”. Na starcie łodzi, na których z przodu znajduje się głowa smoka, z tyłu jego ogon, a w środku dziesięć osób wiosłujących, sternik i bębniarz stanie trzydzieści osad. Zawody mają na celu propagowanie poprzez zabawę wodnych dyscyplin sportowych wśród młodych Wielkopolan. Dotychczas we wszystkich edycjach wzięło udział około czterech tysięcy uczniów. Udział szkół bezpłatny!

Ostatnią imprezą tego dnia będzie 4. edycja Mistrzostw w Smoczych Łodziach dla Firm i Instytucji – na starcie stanie maksymalnie dwadzieścia osad. Zawody mają na celu propagowanie poprzez zabawę wodnych dyscyplin sportowych wśród pracowników firm, instytucji oraz klubów a także zaproponowanie atrakcyjnego sposobu na spędzenie czasu wolnego w gronie przyjaciół i współpracowników. Zawody rozgrywane będą w trzech kategoriach – FAN dla amatorów-pracowników firm i instytucji, SPORT dla wszystkich chętnych klubów sportowych oraz Sport MIX dla wszystkich chętnych, ale osada musi składać się z minimum ośmiu osób, w tym minimum czterech kobiet wiosłujących.

Organizatorem zawodów przeprowadzonych pod honorowym patronatem Prezydenta Miasta Poznania pod jedną wspólną nazwą Poznańskie Dragony 2022 jest Fundacja Wielkopolska Pracownia Pomysłów. Partnerzy i Sponsorzy: Miasto Poznań, Rada Osiedla Rataje, Spółdzielnia Mieszkaniowa „Osiedle Młodych”, Fitness Club Organic, Pyrland Park linowy, Centrum chorób serca i układu krążenia „Ikar”, Marek Łbik, Podium Puchary-Trofea.pl, Drukarnia Drukma, Zdrowa Domowa Kuchnia, SpaProfessional.

Najlepsi polscy kajakarze szykują się do walki o trofea

Polscy specjaliści od slalomu kajakowego trenują przed nowym sezonem. Już w maju pierwszy ważny sprawdzian – mistrzostwa Europy. Zawodnicy oprócz walki o wysokie lokaty na najważniejszych tegorocznych imprezach, myślą już o 2024 roku i igrzyskach olimpijskich w Paryżu.

– Jesteśmy u progu sezonu. Pierwszym etapem są kwalifikacje, w których selekcjonujemy zawodników, którzy będą reprezentować nas na imprezach głównych – tłumaczy Jakub Chojnowski, trener główny reprezentacji Polski w slalomie kajakowym. Najważniejsze zawody w tym roku rozegrane zostaną w maju w słowackiej miejscowości Liptowski Mikułasz (ME) oraz w lipcu w niemieckim Augsburgu.

– Za nami ciężki okres przygotowawczy. Wkraczamy w długo oczekiwany okres startowy. Po okresie bez rywalizacji jest w nas głód startu. W pierwszych startach kontrolujemy poziom przygotowania zawodników. Do kwalifikacji i imprez głównych budujemy odpowiednią formę – dodaje trener.

W prowadzonej przez niego grupie szkoli się ośmiu seniorów, a wśród młodzieżowców siedmiu zawodników. To zaplecze głównej reprezentacji Polskiego Związku Kajakowego, którego sponsorem jest marka Lotto. Młodsi zawodnicy aktywnie włączają się do rywalizacji.

– Konkurencja w Polsce nie śpi. Jest coraz więcej młodych wilków, zawodników, którzy motywują nas, starszych zawodników, do działania, rywalizacji, większej samokontroli i polepszania się – uważa doświadczony kajakarz Dariusz Popiela. Zawodnik najpierw skupia się na wywalczeniu miejsca startu na najważniejszych imprezach, przy czym zauważa, że tym razem odstęp czasowy między nimi jest wyjątkowo krótki – zwykle ME i MŚ odbywają się w maju i wrześniu.
– Dla mnie to bardzo ważny sezon, szczególnie po latach covidowych, w których wiele moich planów zostało pokrzyżowanych. Dotknęła mnie też ta choroba. Z utęsknieniem czekam na ten sezon, żeby wystartować i sprawdzić się w pełnym wymiarze, nieprzerywanego sezonu, w normalnych warunkach – stwierdza Popiela. Choć w nowym sezon zawodnik wkracza małymi krokami, to jego zdaniem bardzo istotny jest cel długoterminowy – IO w Paryżu w 2024 roku. – To oczywiście moje marzenie, z moim doświadczeniem i stażem nie ma innego celu niż jazda tam i walka o medale – deklaruje.

Uczucie powrotu, ale z innego powodu towarzyszy także Mateuszowi Polaczykowi. W jego wypadku pandemia nie stanowiła dużego problemu, bo mieszka w Szczawnicy, tuż nad Dunajcem, gdzie regularnie trenował. Dla mnie to przede wszystkim powrót po operacji barku, którą przeszedłem pod koniec września. – Mam w tym momencie założone trzy kotwice. Jestem po rekonstrukcji obrąbka stawowego – wyjaśnia Polaczyk. W nowym sezonie kajakarz chce sprawdzić swoje aktualne możliwości.

– Na ile uda mi się pozbierać technicznie po tym, bo fizycznie to nie jest problem, wystarczy trenować z głową. Pewne rzeczy muszą zagrać, ręka musi wrócić do normalności, muszę ją rozciągnąć, dalej są z tym trochę problemy – opowiada kajakarz. – U mnie problem był taki, że cały czas ręka mnie bolała. Pierwszy incydent to był 2013, a co chwila się to odnawiało. Zawsze stawialiśmy na ME lub MŚ. Nie byłem w stanie przejechać całego sezonu normalnie. Doszło do takiego zmęczenia materiału, że później ręka bolała mnie permanentnie – uzupełnia.

W ubiegłym roku na PŚ w Pradze Polaczyk zawadził ręką o kajak, co doprowadziło do tego, że nie był w stanie kontynuować sezonu. Po operacji teraz wraca do trenowania i liczy, że powoli będzie zmierzał w stronę Paryża. Rywalizacja w K-1 w slalomie kajakowym stoi w Polsce na wysokim poziomie. Żaden z zawodników nie zamierza odpuszczać.

Polacy chcą powalczyć w extreme slalom – nowej, ekscytującej konkurencji olimpijskiej

Extreme slalom to nowa i ekscytująca konkurencja, która zadebiutuje na igrzyskach olimpijskich w Paryżu w 2024 roku. Sport budzi wiele emocji, bo rywalizacja w nim jest wyjątkowo widowiskowa, a w decydujących momentach kajakarze ścigają się z rywalami a nie tylko z czasem. Polacy mogą się w nim zakochać, tym bardziej, że mamy duże szanse, aby osiągnąć w niej sukces i powalczyć o kolejne miejsce na igrzyskach.

– Extreme slalom to nowa konkurencja, która dynamicznie się rozwija. Z pewnością tempa rozwojowi dodaje fakt, że pojawi się już na IO w Paryżu – stwierdza Piotr Prusak, koordynator w Polskim Związku Kajakowym ds. extreme slalom, co będzie w najbliższym czasie potwierdzone przez Międzynarodową Federacją Kajakową. – To połączenie sprintu i slalomu kajakowego, gdzie kajakarze i kajakarki rywalizują bezpośrednio ze sobą na nieco bardziej wypornych i cięższych kajakach. Jako utrudnienie na torze muszą przepłynąć przez dmuchane bramki, a także wykonać tzw. rolkę eskimoskę – dodaje.

Najpierw kajakarze startują samotnie w eliminacjach, a następnie rywalizują na torach czwórkami. Najlepsi dochodzą do wielkiego finału. W ubiegłym roku bliski sukcesu na mistrzostwach świata w Bratysławie był Michał Pasiut, który zajął czwarte miejsce. Zawodnik cały czas rywalizuje w slalomie w K-1, ale wiąże duże nadzieje także z nową konkurencją.

– To zupełnie co innego. Rywalizacja z chłopakami, którzy są obok ciebie jest odczuwalna. To nie jest slalom, gdzie na wodzie jesteś sam. Oprócz tego dochodzi rywalizacja łeb w łeb, choć bardziej trafne jest powiedzenie kajak w kajak lub w ramię czy głowę. To ekscytujące doznanie, z którym nie mamy na co dzień do czynienia – tłumaczy Pasiut.

Jak dodaje, idea jest ta sama – jak najlepiej wiosłować i pokonać trasę w najszybszym tempie. Zamiast palików są jednak balonowe bramki, które pokonać można różnymi technikami. – Do tego dochodzi skok – w slalomie startujemy z poziomu wody, tu z rampy. Trzeba się nauczyć odpowiednio startować i jazdy z przeciwnikiem na plecach. Podczas rywalizacji uświadamiasz sobie, że musisz zrobić wszystko, bo inni zawodnicy są gotowi, żeby ciebie wyprzedzić – objaśnia kajakarz.

Reprezentanci PZKaj, którego sponsorem jest marka Lotto, trenują, aby efektowna konkurencja stała się też efektywna. – Extreme slalom wzbudza pozytywne emocje w zawodnikach, jak i kibicach na brzegu, co dobrze rokuje na przyszłość – uważa Prusak. Przygoda w Polsce dopiero się zaczyna, ale koordynator jest dobrej myśli i sądzi, że konkurencja może przyczynić się do popularyzacji kajakarstwa w Polsce. Zawodnicy, którzy startują w extreme slalom muszą zadbać o dynamikę i większą agresję. – To bezpośrednia walka, nie z czasem, nie z samym sobą, ale też z rywalami na torze – mówi Prusak.

Kajakarstwo zdominowało Plebiscytu na Najlepszych Sportowców i Trenera Wielkopolski

Karolina Naja została uznana Sportowcem Roku, a trenera kadry kajakarek Tomasza Kryka wybrano Trenerem Roku w Wielkopolsce. W piątkowy wieczór w Poznaniu odbyła sie uroczysta Gala 64. Plebiscytu Głosu Wielkopolskigo na Najlepszych Sportowców i Trenera Wielkopolski.

Naja w 2021 roku sięgnęła po dwa medale igrzysk olimpijskich w Tokio – srebrny w K-2 na 500 m i brązowy w K-4 na 500 m. Razem w swoim dorobku ma już cztery olimpijskie krążki. Jej trenerem jest Tomasz Kryk.

To nie koniec triumfów kajakarstwa na wielkopolskiej gali, bo tytuł Imprezy Roku otrzymały Mistrzostwa Europy w kajakarstwie Poznań 2021!

Reprezentacja Polski juniorów szykuje się na mistrzostwa świata i Europy

W reprezentacji Polski juniorów w slalomie kajakowym w tym roku pojawiło się wiele nowych nazwisk, ale trener Polaków ma do dyspozycji bardziej doświadczonych liderów, którzy są w stanie osiągać sukcesy na najważniejszych międzynarodowych imprezach. Na początku lipca w miejscowości Ivrea we Włoszech zaplanowano mistrzostwa świata, a w sierpniu Czeskie Budziejowice będą gościć najlepszych zawodników z Europy. Liczymy na udane starty biało-czerwonej kadry.

– Tor, na którym będą startować juniorzy we Włoszech jest bardzo trudny. Rozgrywały się tam bardzo często najważniejsze juniorskie zawody, mistrzostwa Europy czy Puchary Świata. Czeski tor jest lżejszy, będzie nam tam łatwiej – uważa Bogdan Okręglak, trener kadry juniorów w slalomie kajakowym. Choć szkoleniowiec wierzy w naszych reprezentantów, przypomina, że wielu z jego podopiecznych dopiero zaczyna przygodę na tym poziomie. – Wielu zawodników przeszło do grupy młodzieżowej, spora grupa kajakarzy jest z nami dopiero pierwszy rok. Większość kadry stanowią zawodnicy, który zaczynają swoją przygodę – uczą się, nabierają doświadczenia – stwierdza.

Na ocenę nowych podopiecznych przyjdzie jeszcze czas. Kajakarze juniorami są przez cztery lata. Najlepszych efektów ich pracy można spodziewać się pod koniec okresu treningowego, gdy są najbardziej dojrzali i zebrali najwięcej doświadczeń. W kadrze jest kilka osób, na które w tym roku trener Okręglak liczy szczególnie – to grupa osób, która w juniorach spędzi ostatni rok. W K-1 liderami są Dominika Brzeska i Jan Piprek, a w C-1 Katarzyna Liber.

Jednym ze sposobów przygotowania reprezentantów Polskiego Związku Kajakowego, którego sponsorem jest marka Lotto, do najważniejszych imprez jest podglądanie przez młodych bardziej doświadczonych kolegów oraz wspólne zgrupowania. – Właśnie z tego powodu podczas zawodów filmujemy starszych zawodników i na tej podstawie robimy analizę z młodszymi, jak należało przepłynąć daną trasę – tłumaczy Okręglak.

W ostatnich latach problemem, z którym musieli się zmierzyć juniorzy była pandemia, która wpłynęła na ich cykl treningowy. – Mieliśmy ograniczone możliwości wyjazdów zagranicę. To odbiło się na wynikach i formie. Trenowaliśmy cały czas w takich samych warunkach, na jednym torze. Nasza dyscyplina jest na tyle specyficzna, że na każdym torze panują inne warunki. Trzeba przygotować się do różnych niespodzianek – stwierdza szkoleniowiec. W tym roku przeszkód ma być mniej, ale z oceną wyników młodych juniorów będzie trzeba jeszcze trochę poczekać.

Trener kadry kajakarek Tomasz Kryk nagrodzony przez Komisję Sportu Kobiet przy PKOl

Szkoleniowiec polskiej kadry kajakarek Tomasz Kryk został wyróżniony przez Komisję Sportu Kobiet przy Polskim Komitecie Olimpijskim tytułem „Trener Roku za osiągnięcia w pracy z zawodniczkami w 2021 roku”. – Dążymy do tego, aby nasza drużyna kajakarek była jeszcze mocniejsza – podkreślił Kryk.

– Trenuję kobiety, pracuję z kobietami, więc fajnie jest otrzymać nagrodę od kobiet, bo być może one nieco inaczej spoglądają na pracę trenera w sporcie kobiet, niż by to oceniali  mężczyźni – mówił o wyróżnieniu przyznanym przez Komisję Sportu Kobiet przy PKOl trener Kryk.

Przyznał, że takie wyróżnienie ze strony tak utytułowanych zawodniczek,  jak m.in. mistrzyni olimpijska Renata Mauer, jest docenieniem – jak się wyraził – drobnych sukcesów osiąganych przez kadrę kajakarek.

– Codzienny trud słodzą mocno sukcesy, które są od 13 lat co roku, a czasami kilka razy w roku – powiedział trener. – Nigdy nie wróciliśmy bez medalu z żadnej imprezy mistrzowskiej. Miałem aspiracje, aby stworzyć zespół, stworzyłem go i on się rozrastał. Mam na myśli osoby współpracujące i zawodniczki. Na pewno nie jest łatwo prowadzić na jednym zgrupowaniu dwanaście czy czternaście kobiet, z których większość to osobowości i utytułowane osoby w polskim sporcie jak Marta Walczykiewicz czy Karolina Naja.

Podkreślił, że każda zawodniczka ma swoje ambicje i swój „charakterek”. – Trzeba umieć pływać w tym środowisku, aby była atmosfera do pracy – przyznał Kryk. Szkoleniowiec grupy kobiecej Polskiego Związku Kajakowego, którego sponsorem jest marka Lotto, stara się stworzyć w kadrze taką atmosferę, aby wszyscy mogli razem usiąść przy świątecznym np. wielkanocnym stole, czy w trakcie urodzin członków rodzin sztabu, czy zawodniczek.

– Jestem zadowolony z miejsca, w którym się znajduję, chociaż będziemy dążyli do tego, aby ta drużyna była jeszcze mocniejsza – mówił.

W tym roku najpierw odbędą się w Kanadzie mistrzostwa świata, a dziesięć dni później mistrzostwa Europy w Monachium. – Jesteśmy po okresie przygotowawczym, w przededniu krajowych eliminacji, które już jutro rozpoczną się w Wałczu – mówi Kryk. W piątek odbędzie się odprawa techniczna, a w sobotę i niedzielę wyścigi.

– Tam zapadną najważniejsze decyzje, kto zostanie w grupie młodzieżowej do 23 lat. Ta drużyna, która zostanie wyłoniona pod kątem MŚ i ME, to jeżeli mam coś jeszcze sprawdzać, to ten rok jest najlepszy, bo w przyszłym są kwalifikacje olimpijskie – dodał. – Mamy także Igrzyska Europejskie, których jesteśmy gospodarzem i oczekiwania pewnie też będą wysokie.

Kryk nagrodę otrzymał za osiągnięcia w pracy trenerskiej z zawodniczkami w 2021. Jego zawodniczki Karolina Naja, Anna Puławska zdobyły w Tokio srebrny medal olimpijski (K-2 500 m), a czwórka (K-4 500 m) w składzie: Karolina Naja, Anna Puławska, Justyna Iskrzycka, Helena Wiśniewska medal brązowy.

Klaudia Zwolińska będzie gotowa na kolejne sukcesy

Zachwyciła podczas igrzysk olimpijskich w Tokio zajmując piąte miejsce, w 2022 roku skupia się na tym, by być jeszcze lepsza i optymalnie przygotowana do kwalifikacji na igrzyska w Paryżu. Klaudia Zwolińska, jedna z nadziei biało-czerwonych na wielkie międzynarodowe sukcesy przygotowuje się do pierwszego sezonu, w którym będzie rywalizować wyłącznie z seniorkami. Kajakarka jest pewna, że jeśli zdrowie dopisze, będą też sukcesy.

Jaki jest główny cel aktualnych treningów? – Chcę w spokoju przygotować się do nowego sezonu. Zawsze miałam problemy w okresach przygotowawczych, chorowałam lub działo się coś innego. Teraz wszystko jest ok. Chcę być zdrowa przez cały sezon, bo to równoznaczne z tym, że będę dobrze występować w każdych zawodach. Wiadomo, że nie jestem już w młodzieżówce, więc główne imprezy seniorskie to mistrzostwa Europy i świata. To są moje główne cele – deklaruje Klaudia Zwolińska.

Otarcie się o olimpijski medal wiele nauczyło zawodniczkę, ale jak twierdzi, nie jest on główną motywacją, która napędza ją w dalszym treningu. – Według wielu mój wynik na IO to był sukces. Dla mnie to była jednak osobista porażka. Bardzo ciężko to przeżyłam, bo wiedziałam, jak jestem wtedy przygotowana, wiedziałam, jak pływały moje rywalki. Wiem, jakie błędy popełniłam, jakie popełniam na treningach czy innych zawodach. Wiem, że sama odebrałam sobie szansę na medal olimpijski. To mnie najbardziej zabolało – wspomina najlepsza Polska reprezentantka w slalomie kajakowym.

– Nie brakowało mi nic w przygotowaniach. Byłam bardzo zadowolona ze współpracy z trenerem. Nauczyło mnie to pokory. Jestem starsza o rok. Do Paryża zostało niewiele czasu. Będę chciała przygotować się jak najlepiej – deklaruje Zwolińska. – IO w Tokio kosztowały mnie bardzo dużo stresu. Potem zapłaciłam też za to zdrowiem. Teraz chcę się skupić na tym, żeby tego zdrowia przypilnować w pierwszej kolejności. Następny rok to kwalifikacje olimpijskie na MŚ w Londynie – chcę być wtedy w pełni przygotowana – dodaje.

W tym roku reprezentanci Polskiego Związku Kajakowego, którego sponsorem jest marka Lotto, powalczą o wysokie lokaty na ME i MŚ, ale będą mieli okazję zaprezentować się także przed własną publicznością. W czerwcu w Krakowie odbędzie się Puchar Świata. – Bardzo się z tego cieszę, bo miałam tu wiele bardzo fajnych przejazdów. Jednocześnie będę wtedy w mocnym treningu do MŚ. Ta impreza i ME to dla mnie priorytretem. PŚ są tylko i wyłącznie przygotowaniem pod najważniejsze imprezy – uważa Zwolińska.

– Zawody w Krakowie to szansa, żeby pokazać trochę więcej naszego sportu. Będzie okazja, żeby, promować slalom kajakowy – stwierdza kajakarka.

Portugalia to zimowy dom polskich kajaków. „Bez tych zgrupowań nie byłoby sukcesów”

Aby latem polscy kibice mogli cieszyć się sukcesami polskich kajakarzy, ci zimę muszą spędzać poza krajem. Nasi czołowi reprezentanci do sezonu od lat przygotowują się w Portugalii. – To nasz drugi dom – uważa brązowa medalistka z Igrzysk Olimpijskich w Tokio, Helena Wiśniewska.

Tej zimy polscy zawodnicy jeździli do trzech miejsc w Portugalii – Vila Nova de Milfontes nad oceanem, Montemor-o-Velho koło Coimbry oraz położonego na południu blisko granicy z Hiszpanią Sao Domingos. – Jestem tutaj z siódmy, czy ósmy raz. Zawsze wyjeżdżam stąd z pozytywną energią i poczuciem, że dobrze przepracowaliśmy okres zimowy – ocenia Tomasz Barniak, kanadyjkarz, który najwięcej czasu spędził w Sao Domingos.

– Pierwszy raz jako trener reprezentacji Polski byłem tu w Sao Domingos w 2016 roku. Dla mnie to perfekcyjne miejsce do przygotowań – wtóruje mu Marek Ploch.

Najwięcej do powiedzenia o Portugalii ma Ryszard Hoppe, którego śmiało można nazwać ojcem sukcesów portugalskich kajaków. – Wszystkie kąty są mi tu znane. Wiemy na co można liczyć na wodzie i poza wodą. Trzynaście lat zostawia jakiś ślad. Bardzo chętnie tu wracam – zapewnia szkoleniowiec. Dziś przyjazd zimą do Portugalii reprezentantów Polskiego Związku Kajakowego, którego sponsorem jest marka Lotto, jest optymalnym rozwiązaniem, ale nie zawsze tak było.

– Warunki są teraz bardzo dobre. Gdy zaczynałem pracę w Portugalii, nie mieliśmy nic. Tylko wody, bez kanałów dopływowych czy siłowni. W tej chwili mamy wszystko, także możliwość akompaniamentu zawodnikom na wodzie czy blisko torów na rowerze – opowiada Hoppe.

Inne miejsce do treningu, ale w tym samym kraju – Vila Nova de Milfontes – zachwala Helena Wiśniewska. – Lubię tutaj być. Jadąc na zgrupowanie rozmawiałam z Justyną i mówiłam, że to trochę taki nasz drugi dom. Im jestem starsza, tym więcej rzeczy tu dookoła doceniam. Kiedy byłam juniorką, przyjeżdżałam tu po prostu trenować. Teraz cieszę się oceanem, plażą, czerpie dużą przyjemność z pobytu – tłumaczy.

Podobne zdanie ma czterokrotna medalistka olimpijska, Karolina Naja. – To bardzo fajne miejsce. Jest tu komfort pod względem atmosfery i pogody. Zdarzyło mi się przygotować w okresie zimowym w Polsce. Szukaliśmy zbiorników, które są przy elektrowniach, jak kiedyś w Rybniku czy Mikorzynie, gdzie woda nie zamarza. Treningi w takich warunkach nie mogą być jednak tak długie i profesjonalne, jak te w Portugali. Dobrze się tu odnajdujemy. Milfontes jest dla nas świetną bazą do treningów jesienno-zimowych, jesiennych i wczesnej wiosny – uważa utytułowana zawodniczka – dodaje Naja.

Poznań świętuje otrzymanie organizacji mistrzostw świata!

– Cały byłem w euforii – powiedział Ireneusz Pracharczyk, prezes Wielkopolskiego Związku Kajakowego, komentując decyzję Międzynarodowej Federacji Kajakowej (ICF), która przyznała Polskiemu Związkowi Kajakowemu prawo organizacji mistrzostw świata w sprincie kajakowym i parakajakarstwie. Impreza odbędzie się w 2026 roku w Poznaniu.

– Czuję satysfakcję, że udało się stworzyć zespół, który to wszystko ogarnia – stwierdza Ireneusz Pracharczyk. Decyzja zapadła w sobotę podczas posiedzenia zarządu ICF, które odbyło się w formule online. Po raz ostatni Poznań gościł mistrzostwa świata w 2010 roku. Po szesnastu latach impreza znów trafi na miejscowy tor. Poznań został doceniony, co nie jest przypadkiem, gdyż miejsce wielokrotnie sprawdziło się przy organizacji dużych imprez.

– W ubiegłym roku przejęliśmy Mistrzostwa Europy, które zorganizowaliśmy w trybie ekspresowym, mieliśmy na to 3 tygodnie. Nie było to proste, trzeba było negocjować kwestie związane z transmisją telewizyjną czy protokołem covidowym. Zrobiliśmy to w reżimie sanitarnym. Pracy było dużo więcej niż zwykle, a daliśmy radę – chwali swój zespół prezes WZKaj.

W Poznaniu organizowano już puchary świata, Turnieje Nadziei Olimpijskich czy ME w młodszych kategoriach wiekowych. Kajakarze zawsze chwalą organizatorów za jakość imprezy. Przyznanie miastu MŚ zdaniem prezesa Pracharczyka to efekt pracy zespołowej – starań PZKaj, którego sponsorem jest marka Lotto, lokalnego związku oraz władz Poznania. Organizacja imprezy wiąże się też z koniecznością inwestycji i modernizacji poznańskiego toru. Zaplanowane są już pierwsze rozmowy w tej sprawie z prezydentem miasta.

– W kajakarstwie jesteśmy potęgą. Wynik sportowy, organizacja, współpraca, poparcie miasta Poznania i władz Polskiego Związku Kajakowego, w tym prezesa Grzegorza Kotowicza. To sukces, do którego każdy dołożył cegiełkę, robił wszystko, żeby tę imprezę otrzymać – uważa Pracharczyk. W 2010 roku w Poznaniu Polacy zdobyli 5 medali, ale nie wywalczyli złota. Na razie trudno snuć przewidywania dotyczące 2026 roku.

– To będzie ciekawy rok, bo 2 lata przed następnymi IO, a rok przed kwalifikacjami, które czasem są ważniejsze, bo trzeba już wtedy być w najwyższej formie – zauważa prezes. Zanim w Poznaniu odbędą się MŚ, kibice będą mogli podziwiać wiele ważnych imprez. W maju odbędzie się tu PŚ, który planowany jest także w przyszłym roku. W 2024 roku Poznań będzie gospodarzem ME w maratonie. Najprawdopodobniej w mieście odbędzie się też PŚ 2025, który będzie oficjalnym sprawdzianem przed mistrzowską imprezą.

Nie tylko hipnoza i kiszonki! Polskie kajakarki korzystają z zimna, by być jeszcze mocniejsze

– Wciąż marzymy i dążymy do tego, żeby zdobyć złoty medal olimpijski. Być może jest to kolejny bodziec, który nas do tego przybliży – tak o treningach, w których trzeba zmierzyć się z niską temperaturą mówi Karolina Naja, multimedalistka olimpijska w kajakarstwie. Polskie zawodniczki, nawet podczas treningów w ciepłej i słonecznej Portugalii, mają też zapewnione przez trenera chłodne momenty.

– Od jesieni poprzedniego roku wprowadziliśmy w nasz system szkolenia treningi oddechowe i trening z zimnem. W Portugalii korzystamy z ochłodzenia naszego ciała w basenie hotelowym. Co prawda może nie jest to najzimniejsza temperatura, ale myślę, że w tych 10-11 stopniach też odczuwa się dyskomfort spowodowany zimnem – tłumaczy Karolina Naja.

– Największy problem mamy z mózgiem gadułą, który mówi nam pada deszcz, nie wychodź z domu, dzisiaj nie zrezygnuję z jedzenia, muszę trochę schudnąć, poczekajmy do poniedziałku, może od następnego tygodnia – opowiada trener polskich kajakarek Tomasz Kryk.

Nowe metody treningowe, związane również z wprowadzaniem zawodniczek w hipnozę czy stosowanie w diecie kiszonek, mają przyczynić się m.in. do oczyszczenia ich umysłu. Zawodniczki mają w przyszłości stanąć w bloku startowym na dużej imprezie i mieć czystą głową, myśleć jedynie o tym, że zrobiły wszystko na 110% i nie muszą martwić się o końcowy efekt.

– Nawet wejście do wody, która ma w Polsce 0 stopni to duży wyczyn. Zanurzenie się na raz pod szyję, bez rękawiczek, bucików, to duża doza treningu dla układu krwionośnego i humoralnego, bo jest duża odpowiedź ze strony naszych hormonów. Przede wszystkim to przełamanie lęku związanego z brakiem komfortu, jakim jest zimno – uważa szkoleniowiec.

Co reprezentantkom Polskiego Związku Kajakowego, którego sponsorem jest marka Lotto, dają niekonwencjonalne metody treningowe proponowane przez trenera? – W moim przypadku to jest szukanie rezerw. Dużo elementów treningu wytrzymałościowego, szybkościowego, siłowego nie da się w nieskończoność poprawiać. Nie da się podnosić jeszcze więcej i więcej ciężarów na siłowni – uważa srebrna i brązowa medalistka z Tokio.

Trener Kryk przy okazji treningów wspomina także czasy, gdy w Polsce zimą temperatury regularnie dochodziły do -30 stopni. – Dziś rzadziej młodzi ludzie są wystawiani na działanie bodźców środowiskowych. W samochodach jest klimatyzacja, podgrzewane siedzenia. Wszędzie sobie ułatwiamy, a w walce sportowej nie zmieniło się nic na przestrzeni przynajmniej 50 ostatnich lat. Pierwszy trafiający nokautuje, wygrywa, pierwszy mijający metę wygrywa, pierwszy na wodzie, wygrywa w wyścigu kajakowym. Decyduje nadal człowiek, to co wytrenuje – stwierdza.

– W ten sposób mogę jeszcze bardziej poznać swoje ciało i zmierzyć się z dyskomfortem treningu z zimnem. Skoczenie z samego rana do zimnej wody nie raz powoduje szok dla organizmu. Raczej się przed tym bronię, nie jest mi łatwo, ale podejmuję tę próbę każdego dnia – zapewnia Naja. Poświęcenie może przynieść efekt w postaci upragnionego olimpijskiego złota.

Poznań będzie gościł mistrzostwa świata w kajakowym sprincie!

Międzynarodowa Federacja Kajakowa (ICF) przyznała Polskiemu Związkowi Kajakowemu prawo organizacji mistrzostw świata w sprincie kajakowym i parakajakarstwie! Impreza odbędzie się w 2026 roku w Poznaniu.

Decyzja zapadła w sobotę podczas posiedzenia zarządu ICF, które odbyło się w formule online. Po raz ostatni Poznań gościł mistrzostwa świata w 2010 roku. Po szesnastu latach impreza znów trafi na poznański tor.

To nie koniec dobrych wiadomości dla polskich kajaków, bo Polska otrzymała prawo organizacji również innych imprez. Także w 2026 roku w Krakowie odbędą się mistrzostwa świata juniorów i U23 w slalomie kajakowym. Z kolei rok wcześniej Kraków będzie gościł mistrzostwa świata, również w slalomie, w kategorii Masters.

W trakcie dwudniowego posiedzenia zarządu zatwierdzono również decyzję Komitetu Wykonawczego o zawieszeniu Rosji i Białorusi ze wszystkich imprez z powodu inwazji Federacji Rosyjskiej na terytorium niepodległej Ukrainy.

Młode polskie medalistki z Tokio chcą więcej sukcesów. „Mój cel? Być jeszcze lepsza”

Przyszłość polskiego kajakarstwa niejedno ma imię. Kibice polskich kajakarek w najbliższych latach na pewno mogą liczyć na 24-letnią Justynę Iskrzycką oraz dwa lata młodszą Helenę Wiśniewską. Brązowe medalistki z igrzysk olimpijskich w Tokio przygotowują się do walki o kolejne sukcesy na arenach międzynarodowych.

Po udanym starcie olimpijskim istotne jest wyczyszczenie głowy i skupienie się na kolejnych wyzwaniach. – Radość już minęła, choć wiadomo, że jak wracam myślami, to uśmiech pojawia się na twarzy. To już jest historia. Pora wyznaczać sobie nowe cele i do nich dążyć – przekonuje Helena Wiśniewska. W tym roku najważniejsze imprezy, gdzie wystąpią reprezentantki Polskiego Związku Kajakowego, którego sponsorem jest marka Lotto, to mistrzostwa świata i Europy. Polki z pewnością będą walczyć o medale i potwierdzenie swojej mocnej pozycji.

 

– Moje cele są takie, aby być jeszcze lepszą niż w zeszłym sezonie. Chciałabym szybko pływać i pokazać na co mnie stać. Mam nadzieję, że IO w jakiś sposób mnie dowartościowały i będę mogła przekraczać swoje granice – mówi z wiarą Wiśniewska. Choć szerszej publiczności obie kajakarki dały się poznać w Tokio, pierwsze medale zdobyły już wcześniej.

Wiśniewska pierwszy brązowy medal MŚ przywiozła w 2018 roku z Montemor-O-Velho w Portugalii w czwórce na 500 m w składzie z Karoliną Nają, Anną Puławską i Katarzyną Kołodziejczyk. Drużyna powtórzyła ten sukces rok później na Igrzyskach Europejskich w Mińsku i ponownie na MŚ w Segedyn na Węgrzech. Iskrzycka uzupełniła skład czwórki dopiero w Tokio, zmieniając kontuzjowaną Kołodziejczyk. Choć kajakarki miały mało czasu na zgranie się, jakość drużyny nie ucierpiała.

Iskrzycka pierwszy sukces na dużej seniorskiej imprezie wywalczyła w 2017 roku w Racicach (Czechy) – razem z Pauliną Paszek zdobyła brąz MŚ na 1000 metrów. Rok później duet wywalczył srebro. W 2019 roku w Segedyn na Węgrzech Iskrzycka była druga na tym samym dystansie w indywidualnym starcie. Przed Tokio największym sukcesem pary był tytuł mistrzyń Europy wywalczony w 2018 roku w Belgradzie.

Kibice najbardziej lubią podziwiać sportowców podczas dużych imprez, nie zawsze zdając sobie sprawę, jak długie przygotowania prowadzą do głównego startu. Treningi przed sezonem nie należą do ulubionych zajęć wielu kajakarek. – Ja akurat lubię okres przygotowawczy. Jest dużo pracy tlenowej, która mi się p odoba. Dodatkowo bardzo lubię to miasteczko (Milfontes) w Portugalii – to czysta przyjemność – uważa Iskrzycka.

Zgrupowania zagraniczne są koniecznością, bo trudno wyobrazić sobie trening kajakarski w lodowatej wodzie lub na zamarzniętym akwenie. – Bardzo często tu przyjeżdżamy, już od paru lat. W okresie wiosenno-zimowym więcej czasu jesteśmy w Portugalii niż w domach w Polsce – tłumaczy kajakarka. O to, aby nie zabrakło im jednak zimnych bodźców dba trener Tomasz Kryk, który regularnie urządza kadrze poranne kąpiele w basenie w temperaturze około 12 stopni Celsjusza.