W kwietniu w Szczecinie odbędzie się międzynarodowy turniej w kajak polo!

Aż dwadzieścia jeden drużyn zagra w międzynarodowym turnieju w kajak polo, który w kwietniu odbędzie się w Szczecinie. To pierwsza edycja turnieju Szczecin International Canoe Polo Tournament!

Gospodarzem dwudniowych zawodów będzie przystań Centrum Żeglarskiego w Szczecinie przy ul. Przestrzennej 19. Turniej rozgrywany będzie na dwóch boiskach w trzech kategoriach wiekowych.W Szczecinie zagrają drużyny z Polski, Czech i Litwy. Organizatorami zawodów będą Centrum Żeglarskie Szczecin, K.S. Feniks Szczecin i UKS Olimpijczyk Kliniska.

Turniej rozgrywany będzie na dwóch boiskach w trzech kategoriach wiekowych:

I Dywizja – seniorzy:
1. Team Poznań
2. Feniks Szczecin
3. SET Kaniów
4. Powiśle Warszawa
5. Kanu Katowice
6. Kwisa Leśna
7. KTW Kalisz
8. KP Praga (Czechy)
9. AVSK Troki (Litwa)

II Dywizja – seniorki + U18
1. SET Kaniów kobiety
2. Powiśle Warszawa kobiety
3. KTW Kalisz U18
4. KP Praga Flowers (Czechy)
5. Powiśle Warszawa U18
6. KP Praga U18 (Czechy)
7. Kwisa Leśna U18
8. Feniks Szczecin mix

III Dywizja – U14
1. MOSW Choszczno
2. KP Praga (Czechy)
3. Kanu Katowice
4. Olimpijczyk Kliniska

Wicemistrz olimpijski z Sydney szkoli swoich następców. „W Paryżu mamy szanse na więcej, niż jeden medal”

– Na pewno sukcesy sportowe pozwalają na zbudowanie autorytetu u zawodników, ale trzeba go później podtrzymać sukcesami trenerskimi – mówi Daniel Jędraszko, wicemistrz olimpijski z Sydney, a dziś jeden z trenerów prowadzących reprezentację Polski kanadyjkarzy i kanadyjkarek.

Po zakończeniu kariery wyśmienity kanadyjkarz nie od razu był pewien, że powróci w roli trenera. – Były takie myśli, ale nie było to mocne postanowienie. Myślałem, że mógłbym nim być, choć przewijało się wiele pomysłów. Nie chciałem, żeby zmarnowało się całe moje doświadczenie, chciałem przekazać to zawodnikom – argumentuje Jędraszko. Dziś w swojej pracy bazuje m.in. na tym, co przekazali mu jego szkoleniowcy. – Miałem szczęście, że każdy z trenerów, z którymi pracowałem wniósł coś, co mogę wykorzystać, zarówno trener kadrowy, z którym współpracowałem 12 lat, jak i trenerzy klubowi – uzupełnia.

– Doświadczenie zdobyte podczas kariery zawodnika pomaga w trenowaniu. Nie ma jednak złotej zasady, że dobry zawodnik, to dobry trener – uważa Daniel Jędraszko. – Jeżeli zdobywało się medale na ważnych imprezach, to na początku na pewno to pomaga, ale myślę, że ten autorytet trzeba podtrzymać później wynikami. Na samej opinii daleko się nie pojedzie – dodaje były kanadyjkarz.

Najważniejszym sukcesem w karierze zawodnika był srebrny medal zdobyty na Igrzyskach Olimpijskich w Sydney na dystansie 500 m w parze z Pawłem Baraszkiewiczem. Duet ma na koncie także cztery tytuły mistrzów świata. Kanadyjkarze wygrywali w Mediolanie w 1999 roku (500 m), Poznaniu w 2001 roku (200 m) oraz Gainsville (200 i 500 m). Jędraszko ma na koncie także 4 srebrne i 2 brązowe medale MŚ, cztery tytuły mistrza Europy, jeden wicemistrza i dwa brązowe krążki ME.

Choć Jędraszko przypisany jest do grupy U-23, to w praktyce pracuje z wszystkimi naszymi reprezentantami. – Podział na U-23 i seniorów jest trochę umowny, bo wszyscy zawodnicy z kadry U-23 są też seniorami. Jeżeli ktoś jest mocny, może wystartować w imprezach seniorów i młodzieżowców – zauważa Jędraszko. Trener bardzo docenia współpracę z doświadczonym szkoleniowcem, Markiem Plochem, przy którym może się wiele nauczyć.

Główny cel reprezentantów Polskiego Związku Kajakowego, którego sponsorem jest marka Lotto, jest jeden – igrzyska w Paryżu w 2024 roku. Czy Polacy mogą powrócić na olimpijskie podium? – Są szanse na medal, nawet więcej niż jedna. Z takim przekonaniem lepiej się pracuje. To fajna motywacja do pracy przez najbliższe 2,5 roku – stwierdza Jędraszko.

Polskie gwiazdy igrzysk w Tokio zapraszają na kajaki. „To cudowne spędzenie czasu”

– Kajakarstwo daje wspaniałą szansę obcowania z przyrodą – mówi medalistka olimpijska Justyna Iskrzycka. To nie tylko olimpijska dyscyplina, która dostarcza Polakom wielu emocji i medali. To także styl życia. Polskie gwiazdy igrzysk w Tokio zapraszają do amatorskiego uprawiania kajakarstwa.

– Kajakarstwo lubię dlatego, że jest wspaniałą szansą do obcowania z przyrodą. Mamy w Polsce wiele możliwości nie tylko do trenowania kajakarstwa wyczynowego, klasycznego, ale też do spływów, zjazdów, które są bardzo fajną formą aktywności, spędzania wolnego czasu. Mimo że na co dzień pływam w kajaku, to podczas wakacji zdarza mi się pojechać również na spływ – zdradza Justyna Iskrzycka, brązowa medalistka z Igrzysk Olimpijskich w Tokio.

– Moim zdaniem warto wsiąść do kajaka turystycznego i zobaczyć, co to tak naprawdę jest kajak, potrzymać wiosło. Nie każdy miał okazję  popływać w kajaku na rzece czy jeziorze, a warto. Można spędzić ten czas z rodziną, aktywnie i sportowo – dodaje Helena Wiśniewska.

Zdanie naszych brązowych medalistek potwierdza Karolina Naja, która z IO przywiozła już trzy krążki. Prócz kontaktu z naturą i możliwości spędzenia czasu latem, mistrzyni dostrzega jeszcze jeden ciekawy aspekt.

– Są niektórzy śmiałkowie, którzy korzystają z turystyki kajakowej zimą, ponieważ uroki przymarzniętych brzegów też są piękne. Zimą wzmacniają również swoją odporność – uważa.

Reprezentantki Polskiego Związku Kajakowego, którego sponsorem jest marka Lotto, zachęcają Polki i Polaków do uprawiania kajakarstwa turystycznego.

– Kajak można zapakować na dach i przemierzyć z nim Polskę – uważa selekcjoner Tomasz Kryk.

– Jeżeli komuś jest za mało wrażeń na jeziorach czy rzekach nizinnych, może się przenieść na rzeki górskie, może skosztować raftingu. Jeżeli ktoś lubi morze, może spróbować swoich sił na kajakach typu sit on top. To są kajaki z otworami w dnie, gdzie woda, kiedy kajak jest zalewany przez falę morską, ciągle odpływa. Od kilkunastu lat w krajach europejskich popularny jest kajak polo – wymienia tylko część z możliwości, jakie dają kajakarstwo trener.

Kryk rozważa też zorganizowanie wspólnego spływu po sezonie z zawodniczkami, aby jeszcze bardziej zintegrować prowadzony przez siebie zespół. Sądząc po nastawieniu zawodniczek, w kadrze nie zabraknie chętnych na taki wypad.

Dorota Borowska wciąż myśli o Tokio, ale ma już nowy cel

– Pogodzenie się z czwartym miejscem wymaga czasu i zaangażowania wielu osób – mówi polska kanadyjkarka Dorota Borowska, która otarła się już o medal igrzysk. Polka rozpoczęła już przygotowania do kolejnych igrzysk w Paryżu w 2024 roku. Zaczęła je z wiarą, że właśnie tam wywalczy pierwszy olimpijski krążek.

– Było bardzo blisko medalu. To było 0,08 sekundy. Cały czas to gdzieś w głowie siedzi. To dobry wynik, jesteśmy z niego zadowoleni. Jest co poprawiać. Jesteśmy blisko, myślę, że będzie jeszcze lepiej – uważa trener zawodniczki, Mariusz Szałkowski.

– Przede wszystkim to miejsce, z którym trzeba się pogodzić. Wymaga to czasu i zaangażowania wielu osób. Jechałam na IO z myślą, że będę walczyła o medal. Tak było, otarłam się o niego. Plan docelowy zrealizowaliśmy. Kolejnym celem są następne IO, na których mam nadzieję, że wszystko pójdzie po naszej myśli – ocenia Dorota Borowska.

Obecny rok w kalendarzu jest bardzo specyficzny z uwagi na przełożenie igrzysk w Tokio z 2020 na 2021 rok.

– Nie ma typowego roku poolimpijskiego, który zawsze był czasem, w którym sportowcy mogli więcej odpocząć, zająć się leczeniem wszystkich swoich kontuzji i wszystkiego, co im dolega. Mamy trochę inny cykl przygotowania niż w zeszłym roku – tłumaczy zawodniczka.

Przygotowania do Paryża zaczynają się szybciej. Jednocześnie w tym sezonie odbywa się czempionat na Starym Kontynencie i Mistrzostwa Świata, choć duet nie zapomina, że najważniejsza impreza odbywa się w 2024 roku. Przygotowania do igrzysk Borowskiej zapewnia Polski Związek Kajakowy, którego sponsorem jest marka Lotto,

– Trochę zwolniliśmy, aby naprawić zdrowie. Po cyklu pięcioletnim jest czas na odpoczynek, zresetowanie się – wyjaśnia Szałkowski.

Borowska potwierdza, że choć intensywnie trenuje, to jest trochę czasu na rozluźnienie. Do nowego sezonu kanadyjkarka przygotowuje formę w Montemor-o-Velho w Portugalii, szczęśliwym dla niej miejscu.

– Tutaj pierwszy raz stanęłam na podium Pucharu Świata. Zajęłam pierwsze miejsce i pierwszy raz usłyszałam Mazurka Dąbrowskiego – dodaje Borowska.

– To miejsce, gdzie byliśmy wiele razy na zgrupowaniach, ale także tutaj startowaliśmy. Tu Dorota zdobyła pierwszy medal MŚ, brązowy – przypomina jej trener, dodając, że lubią to miejsce. – Być może szlifowanie tu formy znów przyniesie zawodnicze szczęście – dodaje.

Apel ICF: Potrzebne wsparcie dla krajów pomagających ukraińskim sportowcom

Prezydent Międzynarodowej Federacji Kajakowej (ICF) Thomas Konietzko zaapelował do międzynarodowej społeczności o wsparcie dla krajowych federacji – szczególnie Polskiego Związku Kajakowego – które pomagają uciekającym przed wojną ukraińskim sportowcom.

Poniżej prezentujemy treść listu.

Drogie Federacje Narodowe,

Jak Państwo wiedzą, poprosiliśmy o wsparcie w radzeniu sobie z narastającym kryzysem humanitarnym na Ukrainie i z dumą informujemy, że reakcja była przytłaczająca. Były oferty wsparcia finansowego, zakwaterowania i schronienia dla kilkudziesięciu ukraińskich sportowców, którzy zostali zmuszeni do opuszczenia ojczyzny. Serdecznie dziękujemy za wszelką pomoc.

Teraz mamy kolejną prośbę. Kraje, które tak hojnie zaoferowały, że zapewnią naszej ukraińskiej rodzinie kajakarzy zakwaterowanie, wyżywienie i zaplecze szkoleniowe, teraz potrzebują Waszej pomocy. W szczególności Polska, do której uciekło wielu Ukraińców. Ponieważ kraj przyjął każdego sportowca z otwartymi ramionami, potrzebuje więcej łodzi, wioseł i innego sprzętu, aby wesprzeć sportowców.

Zwracamy się z tą prośbą do sąsiednich federacji, aby skontaktowały się z lokalnymi klubami kajakowymi, które mogą mieć sprzęt i który mogą przekazać polskiej federacji. Ponadto zespoły, które przyjeżdżają do Polski na kajakowe sprinty i mistrzostwa świata w parakajakarstwie w dniach 26-29 maja, proszone są o dodanie do swoich przyczep wszelkich zapasowych łodzi i innego sprzętu, który mogą przekazać.

Wszystkie oferty pomocy zostaną ciepło przyjęte. Osoby, które mogą udzielić pomocy, proszone są o kontakt z Sekretarzem Generalnym Polskiego Związku Kajakowego Jolantą Rzepką – e-mail: jolanta.rzepka@pzkaj.pl

Wśród międzynarodowych federacji sportowych jesteśmy już liderem w pomaganiu naszej kajakowej rodzinie w tej okropnej sytuacji. Pracując razem, wzmacniamy naszą społeczność.

Jeszcze raz dziękuję za niesamowitą hojność.

Thomas Konietzko
Przewodniczący ICF

Pochodzący z Ukrainy kanadyjkarz Oleksii Koliadych trenuje z reprezentacją Polski. „Ukraine, you are not alone”

Pochodzący z Ukrainy kanadyjkarz Oleksii Koliadych trenuje razem z innymi reprezentantami Polski w Portugalii. Koledzy z reprezentacji i sztab trenerski wspierają go w tym trudnym czasie. „Ukraine, you are not alone” – to przesłanie naszych kajakarzy skierowane do wszystkich Ukrainek i Ukraińców, także sportowców.

– To bardzo trudny czas dla niego. Staramy się z nim rozmawiać. Będziemy pomagać jak tylko można – deklaruje trener Marek Ploch. – Bardzo to przeżywam. Mam tam dużo znajomych, dzwonię do nich, pytam się, czy wszystko jest w porządku. Oby to wszystko się szybciutko skończyło – komentuje sytuację na Ukrainie szkoleniowiec reprezentacji Polski.

– Aleks ma bardzo ciężko. Z tego, co wiem ma tam swoją rodzinę. Trudno skupić się na treningu myśląc o tym, co się dzieje z bliskimi – mówi reprezentacyjny kolega zawodnika Tomasz Barniak.

Nadal nie wiadomo, czy w tym sezonie zawodnicy w najważniejszych zawodach będą rywalizować z kajakarzami z Rosji.

– Mam nadzieję, że Międzynarodowa Federacja Kajakowa wykluczy rosyjskich sportowców z imprez, tak jak robią to inni, związek piłki nożnej czy siatkowej. Myślę, że kajaki pójdą tą samą drogą – uważa Barniak.

– To straszny czas. Mamy nadzieję, że to się skończy. Wierzymy, że Ukraina wejdzie do Unii Europejskiej i będzie troszkę więcej wsparcia z Zachodu – przekonuje Wiktor Głazunow.

Anna Puławska, podwójna medalistka olimpijska z Tokio, apeluje, aby rywalizować w sporcie, a nie walczyć na froncie. Chociaż zawodniczki intensywnie przygotowują się do nowego sezonu, w chwilach takie jak obecnie trudno skupić się jedynie na walce o jak najlepszą  formę i wynik.

– Sport to nie tylko rywalizacja i zdobywanie medali – to także równość i przyjaźń. Drodzy sportowcy z Ukrainy, całym sercem jestem z wami. Pamiętajcie, że po każdej burzy wychodzi słońce – kieruje słowa do naszych wschodnich sąsiadów Marta Walczykiewicz.

Polskie kajakarki przebywają na zgrupowaniu w Portugalii, ale na bieżąco śledzą wydarzenia, które dzieją się za naszą wschodnią granicą.

– Nie da się tego uniknąć. To teraz temat numer jeden. Jesteśmy poruszone tym, co się dzieje. Trudno się na to patrzy, tym bardziej, że to nasi najbliżsi sąsiedzi – stwierdza Justyna Iskrzycka. – Drodzy przyjaciele z Ukrainy, przesyłamy wam moc wsparcia i uznania za zaciekłą walkę w obronę swojej niepodległości. Sercem jesteśmy z wami – dodaje brązowa medalistka z Tokio.

Komunikat, który przesyła trener Tomasz Kryk jest krótki, ale dosadny.

– Nie dla wojny na Ukrainie. Tak dla respektowania praw człowieka na całym świecie – stwierdza szkoleniowiec polskich kajakarek.

Helena Wiśniewska przyznaje, że zawodnicy dużo rozmawiają ze sobą o wojnie w Ukrainie.

– Jesteśmy razem z nimi. W jakikolwiek możliwy sposób będziemy mogli pomóc, to na pewno pomożemy – deklaruje Helena Wiśniewska. – Polska jest całym sercem z Ukrainą – dodaje Dominika Putto.

Polski Związek Kajakowy, którego sponsorem jest marka Lotto, prócz licznych słów wsparcia, deklaruje także pomoc w wielu innych wymiarach. Za pośrednictwem PZKaj sprowadzono do Polski ukraińskich młodych kajakarzy, którzy trenują w Centralnym Ośrodku Sportu. – Kontaktujemy się z zawodnikami z Ukrainy. Dzięki Ryszardowi Serudze, byłemu prezesowi PZKaj, jesteśmy w stałym kontakcie z prezesem Ukraińskiej Federacji Kajakowej – mówił już na początku marca prezes Grzegorz Kotowicz.

Prezes PZKaj: Będziemy pomagać Ukrainie

– Polski Związek Kajakowy całym sercem jest z Ukrainą i ze sportowcami z tego kraju – przekazuje prezes Grzegorz Kotowicz. Trwają ustalenia dotyczące formy i zakresu pomocy, jakiej nasza federacja udzieli sąsiadom ze Wschodu.

– Zastanawiamy się, jak możemy pomóc federacji ukraińskiej w kwestiach sportowych. Jeżeli będą możliwości pomocy pozasportowej, to też będziemy się w to angażowali – deklaruje Grzegorz Kotowicz, prezes Polskiego Związku Kajakowego. – Mamy zamiar na dniach uruchomić zbiórkę dla sportowców ukraińskich – informuje. Szczegóły wsparcia będą uzgadniane z Ministerstwem Sportu i Turystyki oraz Centralnymi Ośrodkami Sportu. Być może w najbliższym czasie sportowcy z Ukrainy będą mogli przygotowywać się do nowego sezonu w polskich bazach treningowych.

– Kontaktujemy się też z zawodnikami z Ukrainy. Dzięki Ryszardowi Serudze, byłemu prezesowi PZKaj, jesteśmy w stałym kontakcie z prezesem Ukraińskiej Federacji Kajakowej -przekazuje Kotowicz. Związek chce także zorganizować wsparcie dla Aleksandara Kołybielnikowa, który w połowie lat 90 rozpoczął pracę jako trener reprezentacji Polski w kajakarstwie.

– Szukamy kontaktu, żeby mu pomóc. Z tego, co słyszeliśmy też chciałby się dostać z rodziną do Polski. Pamiętajmy, że to on jako trener zdobył dla Polski kilka medali MŚ, w tym złote, jak również srebrny medal olimpijski z Sydney – przypomina prezes PZKaj. Kołybielnikow był odpowiedzialny m.in. za stworzenie duetu Daniel Jędraszko – Paweł Baraszkiewicz.

Wiele sportowych związków decyduje o zawieszeniu rosyjskich sportowców. Jak sytuacja wygląda w przypadku kajakarstwa? – My w tym roku jesteśmy organizatorami dwóch Pucharów Świata w Poznaniu i Krakowie oraz MŚ w SUP-ach w Gdyni. To imprezy Międzynarodowej Federacji Kajakowej (ICF). Kontaktowaliśmy się z nimi w tej sprawie. Chcieliśmy w ramach solidarności z Ukrainą nie dopuścić zawodników z Rosji i Białorusi do startów. Decyzję w tym wypadku nie należą do nas, tylko do ICF. Czekamy na odpowiedź – informuje Kotowicz.

Tuła i Czaplicki trenowali w Nottingham

Zawodnicy Karkonoskiego Klubu Kajakowego wrócili z pierwszego tegorocznego zgrupowania zagranicznego. Zofia Tuła i Tomasz Czaplicki trenowali na torze kajakarstwa górskiego w Holme Pierre Pont na rzece Trent w Nottingham. W tym mieście od 27 czerwca do 2 lipca odbędą się Mistrzostwa Świata we Freestyle’u Kajakowym.

– W tym sezonie impreza docelowa wypada w kalendarzu startów dość wcześnie, dlatego nasze treningi w odwoju postanowiliśmy zacząć z odpowiednim wyprzedzeniem. Nadal głównie trenujemy w Termach Cieplickich na wodzie stojącej, ale im bliżej do sezonu startów, tym więcej będziemy przygotowywać się na rzekach górskich i torach kajakowych w całej Europie – informuje Tomasz Czaplicki. Było to pierwsze zgrupowanie w Nottingham, ale nie ostatnie. Dobre poznanie miejsca przed MŚ ma pomóc w lepszym przygotowaniu do walki o medale.

– Twin Waves – odwój, w którym będą rozgrywane Mistrzostwa Świata w tym roku, to dość specyficzne miejsce, dlatego mimo trudnych warunków atmosferycznych, pojechaliśmy tam już pod koniec stycznia. Playspot jest diagonalny, skośny do lewej strony. Podczas surfowania czy wykonywania figur ściąga do lewej strony i wyrzuca z fali. Każdy odwój czy fala są inne, dlatego bardzo ważne jest, aby podczas treningów przed startem zestroić się z danym miejscem, dostosować technikę robienia figur, aby wykonywać je jak najlepiej – uważa Zofia Tuła.

Tor kajakarstwa górskiego w Nottingham jest częścią kompleksu obiektów treningowych NWSC i poza odwojem przygotowanym do rozegrania MŚ ma jeszcze jedno bardzo dobre miejsce treningowe tzw. „Inlet Gate”. Tam poza typowym treningiem pod kątem startu w docelowej imprezie kajakarze mogą pracować nad nowymi figurami i doskonalić najtrudniejsze z nich.

– To naprawdę fajne i łatwe miejsce do nauki techniki freestyle’u kajakowego i zaawansowanego treningu. Mocną stroną toru w Nottingham jest to, że można tutaj wszechstronnie trenować. Byłoby wspaniale mieć taki tor w Polsce, najlepiej w okolicach Jeleniej Góry – zauważa Czaplicki.

Apetyty polskich zawodników przed nowym sezonem są duże. Tuła w ubiegłym roku wywalczyła tytuł wicemistrzyni Europy. Czaplicki zajął w tej imprezie piąte miejsce, ale był mistrzem Europy w 2018 roku. Dodatkowo kajakarka ma na swoim koncie brąz MŚ wywalczony w Hiszpanii w 2019 roku, a kajakarz krążek tego samego koloru z 2013 r. z USA.

Anna Puławska: Mam jeszcze większą motywację do pracy

Polskie kajakarki są w trakcie kolejnego zgrupowania w Portugalii, gdzie przygotowują formę przed nowym sezonem. Po udanym roku olimpijskim Polki mają apetyt na nowe sukcesy. – Mam jeszcze większą motywację do tego, żeby dalej ciężko trenować i spełniać się w tym sporcie – deklaruje Anna Puławska, podwójna medalistka z Tokio.

Kajakarka znała wcześniej smak sukcesu na mistrzostwach świata, Europy i Igrzyskach Europejskich. Wisienką na torcie, efektem długoletnich treningów, były srebrny i brązowy medal wywalczone na Igrzyskach Olimpijskich. Woda sodowa zawodniczce nie grozi. – Postawiłam sobie takie coś w głowie Wracam tak jakbym była cały czas tą samą osobą – przekonuje Anna Puławska.

Po Tokio zawodniczki miały krótszy odpoczynek niż zwykle. Po sukcesie przyszedł czas dla mediów, sponsorów i na popularyzację dyscypliny. – To był czas dla nas, nasze pięć minut. Każda z nas wykorzystała je właściwie. To już historia, ruszamy dalej. Każda z nas ma cele na ten sezon i lecimy do przodu – uważa Puławska. Z jej zdaniem zgadza się Karolina Naja, która sama mówi o znanej w sporcie zasadzie – mistrzem jest się danego roku.

Można powiedzieć, że urodzona w lutym 1996 roku Puławska była skazana na sporty wodne. – Od zawsze woda była mi bliska. Urodziłam się na Mazurach, z okna widziałem zawsze jezioro – opowiada kajakarka. Czemu akurat kajak? – Gdy płyniesz indywidualnie, masz czas na to, żeby pomyśleć o swoich sprawach i się wyluzować – stwierdza Puławska.

W Portugalii reprezentacja Polskiego Związku Kajakowego, którego sponsorem jest marka Lotto, trenuje pod czujnym okiem Tomasza Kryka. To ojciec sukcesu naszych kajakarek. Zawodniczki podkreślają jego ogromną rolę, ale zauważają też drugi czynnik decydujący o tym, że z kolejnych imprez wracają z workiem medali – chodzi o drużynę. Zbudowanie odpowiednich relacji jest szczególnie ważne, gdy spędza się ze sobą 2/3 roku.

– To wymaga wzajemnego odczuwania siebie. Jesteśmy kobietami, mamy gorsze dni. Żeby się nie pokłócić, trzeba wiedzieć kiedy zejść sobie z drogi, kiedy porozmawiać – uważa Marta Walczykiewicz. – Nie trzeba się lubić, ale trzeba się szanować – dodaje.

COS w Wałczu to drugi dom polskich kajakarzy

Zima to okres, gdy nasi kajakarze przygotowują się do sezonu przede wszystkim poza granicami Polski, co wynika z warunków pogodowych. Już niedługo polscy sportowcy ponownie zawitają jednak do Centralnego Ośrodka Sportu w Wałczu, miejsca, w którym od lat spędzają mnóstwo czasu.

– Można powiedzieć, że to ich drugi dom – uważa Zdzisław Ryder, dyrektor COS Wałcz. – W zależności od trenerów i różnych konkurencji w kajakarstwie, niektórzy spędzają w Wałczu więcej czasu, inni mniej. Tu w jednym miejscu w jednym czasie można korzystać z wielu udogodnień. Nasz ośrodek jest przygotowany w każdym wymiarze pod potrzeby kajakarzy – uzupełnia Ryder.

W Wałczu zawodnicy mają do dyspozycji dwukilometrowy tor wyposażony w profesjonalne bloki startowe, siłownię z ergometrami kajakowi i kanadyjkowymi, basen, kriokomorę, bieżnię, stadion, hale sportowe czy odnowę biologiczną. Wrażenie może robić też samo położenie ośrodka. Jest tu dużo terenów zielonych, malowniczych przestrzeni, w których można wykonać trening biegowy czy rowerowy.

– Planujemy w najbliższym czasie rozbudowę dodatkowej bazy dla kajakarzy i wioślarzy. Będą nowe hangary, bo trochę tych grup powstało więcej. W obecnych, pomału się nie mieszczą – zauważa dyrektor COS Wałcz. Dzięki nowym inwestycjom sportowcom ma być niestraszna żadna pogoda. – Gdyby kajakarzy czy wioślarzy było sporo, to mamy przygotowany tor zapasowy na drugim jeziorze. Mamy nowe motorówki dla trenerów. W razie wystąpienia mrozów zakupiliśmy lodołomacz, czyli większą motorówkę, która skutecznie będzie łamała lód i przygotowała teren wodny do treningu – zapewnia Ryder.

Przed laty pojawiły się drobne uwagi dotyczące jakości wody, więc także w tym wymiarze wprowadzono zmiany. Dziś w Wałczu istnieje supernowoczesna hydrofornia. Aby być bardziej przyjaznym środowisku, ośrodek rezygnuje też z podawania wody w butelkach, a zamiast tego stawia na dystrybutory z możliwością mineralizacji wody.

– Przed wielu, wielu laty była tu zewnętrzna sauna – zawodnicy po pobycie w niej wskakiwali do jeziora. Kupiliśmy taką saunę – czekamy na trochę lepsze warunki pogodowe, aby ją postawić w pobliżu jeziora – przekazuje Ryder. Kolejnym udogodnieniem przygotowanym z myślą m.in. o kajakarzach jest hipoksja. – Mamy największy obiekt tego typu w Europie – 20 pokoi plus salę treningową. W pokojach jest możliwość przebywania w warunkach do 3000 m, a w sali treningowej do 6000 m – dodaje.

Karolina Naja: Mistrzem jest się w danym roku, teraz piszę nową historię

– Co zrobić po sukcesie? Zadać sobie pytanie, czy jest apetyt na więcej, a u mnie jest – mówi multimedalistka olimpijska w kajakarstwie Karolina Naja. Liderka polskiej kadry przebywa na zgrupowaniu kajakarek, które odbywa się w portugalskim Vila Nova de Milfontes.

Sukces potrafi zawrócić w głowie i utrudnić przygotowanie do kolejnego sezonu, ale polskiej kajakarce to z pewnością nie grozi. Również dlatego, że już trzeci raz wraca do treningów po zdobyciu olimpijskiego medalu.

– Gdy schodzi się z podium to już jest historia. Po igrzyskach był czas na odpoczynek, regenerację, na cieszenie się sukcesem. Po wznowieniu treningów po przerwie przyszedł czas pomyśleć poważnie o kolejnym sezonie, o kolejnych latach kariery – uważa Karolina Naja. – Rozumiem zasady jakie są w kajakarstwie – mistrzem się jest danego roku, a kolejną historię pisze się w chwili teraźniejszej, tym co robię na co dzień – dodaje.

Naja pierwszy medal olimpijski zdobyła w 2012 roku w Londynie w parze z Beatą Mikołajczyk. Po brązie na IO rok później wróciła z trzema medalami z mistrzostw świata (dwa srebrne i jeden brązowy) i mistrzostw Europy (dwa złota i srebro). W Rio de Janeiro para Naja-Mikołajczyk znów była trzecia. W kolejnym roku kajakarka zrobiła sobie przerwę od startów związaną z narodzinami dziecka. Po Tokio i dwóch medalach olimpijskich (srebrnym i brązowym) kolejny cel to Paryż.

– Trzeba sobie odpowiedzieć na pytanie, czy jest apetyt na więcej, a u mnie jest – stwierdza Naja. – Najbardziej zależało mi na tym, żeby wrócić do systematyczności treningów, ponieważ czas po IO był dość zwariowany. Dużo spotkań, zobowiązań sponsorskich, wstąpienie w szeregi Wojska Polskiego, co zajęło mi trzy tygodnie i wyłączyło mnie z treningu. Pierwsze założenie było takie, żeby wrócić na treningi, na właściwe tory, które wiem w jakim kierunku prowadzą. Jestem na dobrej drodze – mówi po dwóch zgrupowaniach i przed trzecim kajakarka.

Zawodniczki znów spotykają się w Portugalii, gdzie spędzą najbliższe tygodnie. Tam kolejne zgrupowanie organizuje Polski Związek Kajakowy, którego sponsorem jest marka Lotto. – Mamy tam swój raj. W tym roku pogoda nam wspaniale dopisała. Treningi mogliśmy zrealizować w 100 procentach. Tam się dobrze odnajdujemy, ten klimat nam służy – ocenia Naja.

W tym roku kajakarka powalczy o kolejne medale na MŚ i ME, ale będzie także okazja, aby pokazała się przed własną publicznością na Pucharze Świata w Poznaniu. – Każda impreza sportowa organizowana w Polsce to dla nas możliwość popularyzowania kajakarstwa i spotkania z kibicami. Występ przed własną publicznością to najlepsze, co może spotkać każdego sportowca – podkreśla multimedalistka olimpijska.

Medalistka olimpijska Marta Walczykiewicz: Chcę jeszcze coś osiągnąć w sporcie

Długo walczyła o zdrowie, bo choć jest zawodniczką spełnioną z medalami igrzysk olimpijskich i mistrzostw świata to jednak chce jeszcze powalczyć o powrót do życiowej formy. Marta Walczykiewicz, wicemistrzyni olimpijska z Rio de Janeiro, wróciła do treningów z reprezentacją Polski kajakarek.

– To szczególnie ciężki okres, gdy wraca się po długiej przerwie, jaka w moim przypadku była spowodowana operacją barku. Przerwa od września do lutego – to się wydłużyło – opowiada srebrna medalistka olimpijska z Rio. Walczykiewicz zauważa, że treningi bywają długie i mozolne, zwłaszcza, gdy walczy się z innymi utrudnieniami. – Jak jeszcze dodatkowo trzeba poświęcić trochę uwagi na swoje ciało, dbać o fizjoterapię, rehabilitację, czas treningu bardziej się dłuży. Po tylu latach, a to mój dwudziesty szósty sezon przygotowawczy, można się przyzwyczaić – stwierdza kajakarka.

O to, aby na zgrupowaniach Polskiego Związku Kajakowego, którego sponsorem jest marka Lotto, nie było nudy, a zawodniczki wciąż mogły nauczyć się czegoś nowego, od lat dba szkoleniowiec Tomasz Kryk. Jego zdaniem ćwiczenia sportowe bardzo dokładnie zbadano w drugiej połowie XX wieku, gdy przeznaczano na to duże środki finansowe. – To co daje nam dzisiaj technologia, to tylko lepsze wnikanie do komórki czy ciała człowieka. Metodyka treningu za dużo się nie zmienia – uważa trener polskich kajakarek.

– My w naszych ostatnich działaniach wracamy do podstaw, o których zapomniano w pogoni za nowinkami, sport testerami i kamerami. Uważam, że to chyba nie jest droga. Cofnęliśmy się do kształtowania naszej odporności psychicznej, w ogóle naszej odporności zdrowotnej, przez hartowanie zimnem, zimne kąpiele, trening czasem w warunkach wysokogórskich bez ubioru. Często wracamy do treningu w hipoksji. Bardzo wierzymy też w trening wysokościowy – uzupełnia Kryk. Nowością w tym sezonie w kadrze jest stosowanie ćwiczeń oddechowych. Trener stawia też na kinezjologię oraz dietetykę. Od roku reprezentantki Polski współpracują z osobą odpowiedzialną za ich nawyki żywieniowe.

Ciągłe zgrupowania, spędzanie z drużyną nawet do 240 dni w roku, potrafi zmęczyć każdego zawodnika, ale nie zniechęca do uprawienia kajakarstwa. – Gdybym tego nie kochała, to bym nie wróciła. Ja już nic nie muszę. To co chciałam, już osiągnęłam. Mogłabym powiedzieć sobie dość, naprawmy swoje ciało w 100%, nie wracajmy. Skoro wróciłam dobrowolnie, nikt mnie do tego nie zmusił, znaczy, że to kocham i chcę jeszcze coś w tym sporcie zrobić – zapewnia Walczykiewicz.

Polskie kajakarki wróciły ze zgrupowania w Portugalii. „Pracujemy bardzo mocno”

Polskie kajakarki, z medalistkami olimpijskimi na czele, na kilka dni wróciły do Polski ze zgrupowania w Portugalii. Na dzień dobry w Warszawie przeszły badania w Instytucie Sportu – Państwowym Instytucie Badawczym. – Wracamy na kilka dni do domu, żeby przepakować walizki, trochę się zresetować, a potem znów lecimy na kolejne zgrupowanie do Portugalii – mówi Anna Puławska, podwójna medalistka olimpijska z Tokio.

Polscy kajakarze nieprzerwanie od 1988 roku przywożą z IO medale. Kajakarki nie schodzą z podium od 2000 r. W czym tkwi sekret naszych reprezentantek? – Trener z otwartą głową i bardzo, bardzo dobrym planem, to jest przyczyną sukcesu. Zawodnik może być talentem, pracusiem. Jak nie będzie kogoś, kto go weźmie w garść i powie, co i kiedy, w odpowiednim momencie, ma robić, to nie będzie tego sukcesu. Mamy trenera Tomasza Kryka bardzo otwartego, ogarniętego. Nie mówię o logistyce, bo w tym w ogóle jest mistrzem. Jeśli chodzi o plan treningowy i otwarty umysł, to wygrałyśmy życie mając takiego trenera – przekonuje Marta Walczykiewicz, wicemistrzyni olimpijska z 2016 roku.

Zdaniem Tomasza Kryka, jeśli zawodniczki chwalą jego pracę, to znaczy, że wszystko idzie w dobrym kierunku. – Często trzeba przekonać się do nowych rozwiązań i pomysłów trenera. Często trzeba wyjść ze strefy komfortu, po to, żeby za miesiąc, pół roku, rok, potwierdzić, że to co robimy innego jest z korzyścią dla nas, dla wyniku sportowego, a co idzie za tym, dla naszego życia, dla tego kim się stajemy, jakie medale zdobywamy, a w konsekwencji tego. jakie zarabiamy środki finansowe na przygotowania i w życiu prywatnym. To wszystko są naczynia połączone. Nie można wyłączyć sobie tylko tej działki treningowej – uważa Kryk.

Zawodniczki z trenerem na zgrupowaniach i podczas startów spędzają razem około 240 dni w roku. – Dużo rozmawiamy na wszystkie tematy. Rola trenera nie sprowadza się tylko do gwizdka i motorówki – stwierdza trener reprezentacji kajakarek. Tuż po zakończeniu zgrupowania w Portugalii zawodniczki wzięły udział w badaniach w Instytucie Badawczym – Państwowym Instytucie Badawczym w Warszawie. Już w przyszłym tygodniu rozpoczyna się kolejne zaplanowane przez Polski Związek Kajakowy, którego sponsorem jest marka Lotto, zgrupowanie w Portugalii.

– Mógłbym pojechać do rodziny w Poznaniu, ale zostaję tutaj, bo badania są częścią procesu treningowego. Opinia lekarzy czy obserwacja zawodniczek podczas testów wysiłkowych też zawsze jest jakąś wskazówką. To część mojej pracy. Cały czas staram się dociekać, co możemy zrobić, żebyśmy byli skuteczniejsi, w tym wypadku już w Paryżu – deklaruje Kryk.

Jakie cele przed nowym sezonem stawia sobie Walczykiewicz? – Wrócić do formy. Chciałabym osiągnąć ten poziom, który miałam przed IO w Rio de Janeiro. Chcę mieć dobre wyniki na teście progowym tu w Instytucie, w przyszłości na teście wingate. Czy to da wyniki w postaci medali? Nie rozpatruję tego pod tym kątem. Chcę w ostatnich latach mojej kariery „zabłysnąć”, wypromować kajakarstwo i naszą drużynę. Jeśli moja skromna osoba w tym pomoże, to chciałabym na to wykorzystać te 2-3 lata – mówi wicemistrzyni olimpijska.

– Cykl zgrupowań zaczął się na dobre. Trener będzie już podkręcał śrubę i będą one coraz cięższe. Wiemy, co nas czeka. Wiemy, po co to robimy. Każda z nas jest już świadoma na tyle żeby potem zbierać owoce ciężkiej pracy, którą teraz wykonujemy – uważa Anna Puławska.

Niedługo minie rok od śmierci Aleksandra Doby. To był kolorowy ptak w kajakowym świecie

Choć trudno w to uwierzyć, niedługo minie rok od śmierci Aleksandra Doby. Podróżnik, który przygodę z kajakami rozpoczął w 1980 roku, był postacią nietuzinkową, kolorowym ptakiem w świecie sportu. Swoimi niecodziennymi wyczynami przyczynił się do rozpropagowania turystyki kajakowej w Polsce i na świecie.

– Zmarł śmiercią podróżnika, zdobywający najwyższy szczyt Afryki, Kilimandżaro, spełniając swoje marzenia – tak blisko rok temu na oficjalnym profilu Aleksandra Doby na Facebooku pożegnali go jego najbliżsi. Podróżnik zmarł 23 lutego, tracąc przytomność po zdobyciu wymarzonej góry.

Urodzony w 1946 roku Doba miał wiele pasji. Wylatał 250 godzin na szybowcach różnego typu, uzyskując drugą klasę wyszkolenia szybowcowego, za co uzyskał srebrną odznakę szybowcową z jednym diamentem. Uzyskał patent sternika jachtowego z rozszerzonymi uprawnieniami (na rejsy morskie), zdobył złotą odznakę turystyki kolarskiej, a także miał trzecią klasę skoczka spadochronowego po wykonaniu 14 skoków.

Polacy Aleksandra Dobę znają przede wszystkim z dokonań na wodzie. Turystykę kajakową podróżnik zaczął uprawiać w 1980 roku w Klubie Kajakowym „Alchemik” ora AKTK „Pluskon” w Szczecinie. Startował we wszystkich możliwych konkurencjach. Uwielbiał spływy – zwłaszcza te zimowe. Był instruktorem turystyki i rekreacji Polskiego Związku Kajakowego.

Największe wrażenie robiły jednak jego sukcesy na długich dystansach, które najczęściej osiągał samodzielnie. W 1989 roku w 13 dni przepłynął Polskę, pokonując trasę z Przemyśla do Świnoujścia. W 1999 roku w 80 dni przemierzył Bałtyk (dystans 4227 km), a dziesięć lat później, w ciągu 41 dni, samotnie opłynął jezioro Bajkał. Jako pierwszy kajakarz przepłynął też całą Wisłę.

Doba trzykrotnie w samotnej wyprawie kajakowej przepłynął Ocean Atlantycki. W 2010 roku wystartował w Senegalu, dopływając po 99 dniach – 2 lutego 2011 roku do Acarau w Brazylii. Był pierwszym człowiekiem na świecie, który pokonał drogę między kontynentami w kajaku, napędzany wyłącznie siłą swoich mięśni. Po trzech latach powtórzył swój wyczyn, tym razem startując w Lizbonie, a dopływając na Florydę. W 2017 roku Doba ruszył ze Stanów Zjednoczonych, a podróż zakończył w Europie.

Za swoje dokonania Doba otrzymał wiele wyjątkowych nagród i odznaczeń. W 2015 roku czytelnicy amerykańskiej edycji National Geographic przyznali mu tytuł „Podróżnika roku”. Dokładnie 16 lutego 2015 r. odznaczono go Krzyżem Kawalerskim Orderu Odrodzenia Polski, a pośmiertnie, 8 marca 2021 r. Krzyżem Oficerskim Orderu Odrodzenia Polski. W 2020 roku przyznano mu tytuł Członka Honorowego PZKaj.

Podróżnik i kajakarz zarażał innych swoim optymizmem i uśmiechem, którzy nie znikał z jego twarzy. Doba poświęcił życie realizacji wielu pasji. Marzeniami, które udało mu się spełnić można byłoby obdzielić życiorysy wielu osób – trudno uwierzyć, że tak wiele udało się dokonać jednemu człowiekowi.

Marek Ploch: Wróciłem, bo wierzę w medal olimpijski

– Nie wracałbym do kadry, gdybym nie wierzył w medal olimpijski. Najchętniej widziałbym pierwsze złoto Polaków – przekonuje trener Marek Ploch, który prowadzi połączoną kadrę kanadyjkarzy i kanadyjkarek. Od 30 stycznia do 20 lutego trwa zgrupowanie reprezentacji w Sao Domingos w Portugalii. Później planowany jest tydzień przerwy, po której zawodnicy znów wrócą na 3 tygodnie w to samo miejsce.

Dlaczego zdecydował się Pan na podjęcie wyzwania i powrót do kadry?

Przed samymi IO w Tokio pomagałem Wiktorowi Głazunowowi. Przez ponad rok dawałem mu program, na którym pracował – trener Zachara to egzekwował. Po IO za namową Wiktora i Tomka Barniaka zdecydowałem się im pomóc także przed Paryżem. Lepsi zawodnicy widzą tu swoją szansę na lepszy wynik i zdobycie medalu. Prosili mnie, żebym się zastanowił i wrócił do kadry. Miałem też problemy ze zdrowiem – zaniedbałem cukrzycę i miałem problemy z chodzeniem. To wszystko teraz wygląda już lepiej. Jestem w kontakcie z lekarzem. Jestem już prawie ozdrowiały, dlatego zdecydowałem się na powrót do sportu na wyższym poziomie.

Połączenie kadry mężczyzn i kobiet to przyszłość kanadyjek?

Tak, zdecydowanie. Byliśmy właściwie prekursorami z moim asystentem, z którym obecnie prowadzę kadrę – z Krzysztofem Bilem. Zrobiliśmy to z kadrą Chin. Chinki wygrały dwójkę na IO, a mężczyźni zdobyli srebrny medal. Dokładnie to samo wprowadzamy teraz w polskiej kadrze.

Są różnice w trenowaniu mężczyzn i kobiet? Nie chodzi mi o sam aspekt techniczny, ale bardziej psychologiczny.

Technicznie absolutnie nie ma różnic. Psychologiczny – oczywiście z paniami trzeba zupełnie inaczej rozmawiać. Nie da się, w większości wypadków, traktować ich tak samo. Kobiety lubią trenować z mężczyznami, bo one stają się wtedy twardsze. Różnice są oczywiście objętościowe. Gdy chłopcy zrobią 20 km, to panie zwykle te 3-4 km mniej. Technika wiosłowania jest absolutnie taka sama.

Połączenie kadr to największa zmiana, ale dużą, na lepsze, jest też chyba uporządkowanie sytuacji związanej z wspólnym treningiem wszystkich zawodników pod okiem jednego trenera.

W dziewięćdziesięciu paru procentach jest tak jak sobie życzyłem. Większość zawodników, których chciałbym widzieć w kadrze, mam przy sobie. Mamy małe wyłomy, które na pewno mi nie pomagają jako trenerowi. Były trener Śliwiński i jego syn mają swoje plany w grupie, ale rozumiem to. Fajnie byłoby mieć ich razem przy sobie, bo osady, dwójki czy czwórki, mogłyby trenować razem. W tej sytuacji będę musiał to robić po swojemu, bez nich. Mateusz Kamiński z powodów rodzinnych na razie z nami nie trenuje, ale myślę, że uda mu się to poukładać. Jestem po rozmowie z Tomkiem Kaczorem, wicemistrzem świata. Tomasz się zastanawia, a ja mam cichą nadzieję, że wróci jeszcze do treningu i będziemy razem współpracować.

W tym roku ME i MŚ, ale to chyba jeszcze będzie czas, w którym wynik nie będzie najważniejszy. Główny cel to IO w Paryżu.

Oczywiście. Dla nas w tym roku będzie to jeden z kroczków w drodze do Paryża. Będziemy starać się poprzywozić medale, ale to jeszcze nie będzie to, czego będziemy oczekiwać w przyszłości.

Pamięta pan ostatni polski medal w kanadyjkach na IO?

W Sydney w 2000 roku Paweł Baraszkiewicz i Daniel Jędraszko zdobyli srebro na 500 m – to był chyba nasz ostatni medal. Poprzednio wywalczyli je Łbik z Dopierałą, a jeszcze wcześniej Opara z Gronowiczem.

Myśli Pan, że naszych reprezentantów stać na to, żeby do tych wyników nawiązać na najbliższych IO?

Nie wracałbym do kadry jako trener, gdybym tak nie myślał. Z Chińczykami zdobyłem dwa złota olimpijskie. Miałem też kilka razy wywalczone tytuły mistrzów świata. Nie interesują mnie takie wyniki jak pierwsza szóstka czy czołówka – tylko i wyłącznie w grę wchodzą medale. Najchętniej widziałbym pierwszy zloty medal olimpijski Polaków, którego nam brakuje i jest tak oczekiwany. Dlatego m.in. wróciłem – chciałbym wysłuchać na IO Mazurka.